Bez Ukrainy będziemy mieć na wschodzie nowy Związek Sowiecki czy Imperium Rosyjskie 3.0. To powinno być zrozumiałe dla każdego polskiego polityka, czy jest w rządzie, czy w opozycji. To jest podstawowy sprawdzian trzeźwości umysłu. Dopiero zrozumienie tej zależności pozwala na zastanowienie się, co możemy wspólnie zrobić, czyli w jaki sposób powstrzymać abdykację Zachodu, o której mówimy, i jak możemy rozwiać złudzenia tego rządu, że da się dogadać z międzynarodówką prorosyjską – mówi nam prof. Paweł Kowal, poseł Koalicji Obywatelskiej, politolog i historyk. I dodaje: – Wyobraźmy sobie doktorat: „Ludzie władzy PiS w świetle korespondencji elektronicznej Michała Dworczyka”. Obraz obozu władzy, jaki się wyłania z tej korespondencji, jest przerażający. To obraz rządu, który nie wypełnia swojej funkcji, to obraz demoralizacji i nieszczerości, obraz ulegania presji o. Tadeusza Rydzyka, ulegania naciskom na rząd
Oczekiwałbym rzucenia ogromnych sił i środków na kampanię informacyjną dla pozostałych 30-40 proc., które można przekonać do szczepień. Oczekiwałbym chociażby akcji informacyjnej do skrzynek, orędzia prezydenta, premiera, zaangażowania Kościoła. Taka całościowa kombinacja różnych działań może przynieść rezultaty – mówi nam wiceprzewodniczący PO, były szef MON Tomasz Siemoniak. I dodaje: – W obliczu kryzysu na granicy polsko-białoruskiej, tego, że Rosja zagraża Ukrainie, a premier Morawiecki jeździ i przekonuje w stolicach europejskich do polskiego stanowiska, organizowanie takiego spotkania jest wbrew polskim interesom. Widok jeżdżącej po Warszawie na sygnale niczym głowa państwa Marine Le Pen jest głębokim upokorzeniem dla polskiej polityki zagranicznej po 89 roku
Dla rządu najważniejsze jest utrzymać się u władzy. Ci, co umierają, już nie są dla nich istotni, bo nie będą głosować. Ich interesują posłowie – antyszczepionkowcy w Sejmie, bo potrzebują ich do większości i gdyby rząd chciał wprowadzać jakieś restrykcje, to mógłby im podpaść. Rząd boi się też Konfederacji, która odbiera mu elektorat prawicowy. Z tym liczy się rząd, a nie z większością de facto społeczeństwa, która się zaszczepiła – mówi nam Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. I dodaje: – Ta cała sytuacja skłania do zmiany oceny siły pana prezesa Kaczyńskiego. Nie mówmy o nim, że jest autokratą, bo najwyraźniej nie jest. Jest miotany w czasie sztormu, który wywołała sytuacja polityczna, i próbuje wylewać wodę z łódki, ale najwyraźniej jest już ona tak rozchybotana, że tonie. To już nie jest ten Kaczyński, który był jeszcze 2-3 lata temu
Kiedy słyszałem, że premier Morawiecki leci do Estonii, to w pierwszym odruchu uważałem to za dobry pomysł, ponieważ Estonia jest akurat teraz niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Potem jednak okazało się, że objeżdża prawie wszystkie kraje, które nie mają wpływu na to, co się dzieje na granicy polsko-białoruskiej: kraje bałtyckie, Niemcy, gdzie akurat nie ma rządu, Wielka Brytania, która już nie jest w UE. Może podróż do Francji miała jakiś sens. W dodatku Morawiecki zamyka sobie jeszcze drzwi do tego, aby rozmawiać o tym z Rosją, która faktycznie jakiś wpływ na to ma, a – wedle słów samego Morawieckiego – jest nawet głównym odpowiedzialnym za ten tak zwany kryzys migracyjny – mówi nam prof. Klaus Bachmann, historyk, politolog i publicysta związany z Uniwersytetem SWPS. I dodaje: – Zarządzanie kryzysowe PiS zawsze polegało na tym, aby skierować gniew ludu na wyimaginowanych wrogów – w Brukseli, w Berlinie albo w kraju
Kiedy premier nacjonalistycznego rządu rozmawia z partnerami europejskimi, to oczywiście dobrze, ale pamiętajmy, że państwa bałtyckie są raczej konsumentami bezpieczeństwa, a nie głównymi ośrodkami decyzyjnymi w UE. Dlatego mam nadzieję, premier przezwycięży też swą odrazę do Niemców i Francuzów i zacznie rozmawiać także z najsilniejszymi sojusznikami – mówi nam Radosław Sikorski, były szef MSZ, eurodeputowany PO. I dodaje: – Kryzys został załagodzony dzięki interwencji UE oraz jej państw członkowskich i poniewczasie premier Morawiecki próbuje się do tego sukcesu przykleić. Ta ofensywa powinna mieć miejsce cztery miesiące temu
W kwestii pandemii państwo zostawiło ludzi samych. Rząd wysyła komunikat, aby się szczepić i nosić maseczki, bo to w zasadzie wszystko, co dla nas ma. Dzieje się tak, ponieważ rządzący boją się utraty poparcia w swoim elektoracie, bo rzeczywiście statystycznie jest udowodnione, że elektorat PiS jest ponadprzeciętnie niezaszczepiony. W moim przekonaniu jednak PiS się na tym, mówiąc kolokwialnie, może przejechać, ponieważ polityka podlizywania się swojemu elektoratowi może nie być skuteczna – mówi nam prof. Andrzej Rychard, dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. I dodaje: – Rzeczywiście Unia się zaangażowała w konflikt z Białorusią, a rola Polski nie jest taka, jaka by mogła być. Nie jesteśmy traktowani jak poważny partner, wbrew temu, o czym próbuje przekonać nas władza. Sam kryzys na granicy nie gaśnie, a część osób zaczyna rozumieć przekaz, chociażby kard. Nycza, że nie ma sprzeczności między byciem skutecznym w chronieniu granicy a byciem humanitarnym
W moim przekonaniu to może naruszać konstytucję, bo nie można generalnym aktem wprowadzać zakazu, który powinien być ścisłym wyjątkiem. Art. 21 konstytucji mówi, że każdy ma prawo do wolności, które mogą być ograniczane w wyjątkowych sytuacjach w myśl przesłanek, o których mówiłem. Jeżeli wprowadza się generalny zakaz i do tego podaje się bardzo ogólnikowe przepisy, to jest to niebezpieczne i można twierdzić, że narusza to konstytucję – mówi nam Wojciech Hermeliński, były przewodniczący PKW i były sędzia Trybunału Konstytucyjnego. I dodaje: – To typowe dla przedstawicieli PiS-u, że upatrzą sobie jeden przepis, albo kawałek drugiego, i opierają się tylko na nim, a nie widzą całego kontekstu. W art. 31 ust. 1 konstytucji są wymienione merytoryczne przesłanki, aby można było w ogóle jakiekolwiek prawa i wolności ograniczyć
Jestem w stanie sobie wyobrazić, że na pewnym etapie jego przedstawiciel w Brukseli powie, że na granicy dłużej nie damy rady i kilka tysięcy migrantów przebije się przez Polskę do Niemiec. To element presji, którą na razie szantażuje Łukaszenko UE, ale nie wykluczam, że pojawi się też w retoryce prezesa Kaczyńskiego, oczywiście nieoficjalnie. Dlatego uważam, że ten konflikt jest korzystny nie tylko dla Łukaszenki, ale i dla rządu PiS-owskiego – mówi nam prof. Antoni Dudek, politolog i historyk z UKSW. I dodaje: – Rzeczywiście wygląda na to, że PiS na trwałe spadnie poniżej 30 proc., a to będzie oznaczać potężny kryzys wewnętrzny dla tej partii. Dlatego też pewnie prezes ucieka ze stanowiska rządowego do partyjnego. Powiedział to zresztą w rozmowie, że partia jest ważniejsza, niż państwo, oczywiście nie wprost, ale można to wyczytać z jego słów
Jeżeli wprowadza się ograniczenia, aby nie kręciło się tam zbyt wielu ludzi, np. przemytników ludzi, to ja bym specjalnie nie oponował, ale pod warunkiem, że muszą być dopuszczeni dziennikarze, przynajmniej z większych mediów, powinny być też dopuszczone grupy medyczne, które świadczą pomoc. Wówczas rozumiałbym, że chodzi o ograniczenie możliwości penetracji imigrantów na nasze terytoriów. Jeżeli to natomiast ma wyglądać tak jak teraz, czyli dziennikarze i medycy nie mają dostępu, to zgody mojej nie ma – komentuje dla nas plan projektu ustawy o ochronie granic były marszałek Sejmu Marek Borowski, obecnie senator PO. I dodaje: – Kaczyński z kolei testuje cały czas, jak daleko można się posunąć
Polska władza zareagowała jak najbardziej słusznie w swoim interesie, ponieważ ta sytuacja jest na rękę Kaczyńskiemu. Przecież gdyby nie ten kryzys na granicy, to PiS miałby dziś grubo poniżej 30 proc. Dzięki temu, że ten kryzys się tlił, potem wybuchł, zaraz znowu będzie się tlił, potem znowu wybuchnie, PiS może utrzymywać stan napięcia, jeżeli się uda, przez długie miesiące do wyborów. W tym znaczeniu każdy odgrywa swoją rolę tak, jakby się umówili. Nie twierdzę, że się umówili, ale tak to wygląda. Mam tu na myśli Putina, Łukaszenkę i Kaczyńskiego, dlatego że ten kryzys służy tym trzem autokratom – mówi nam prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. I dodaje: – Łukaszenka od zeszłego roku prawdopodobnie jest uzurpatorem, bo przegrał wybory, spuścił zatem swoje psy gończe na społeczeństwo i dokonuje represji. Ta wojenka na granicy ma mu dać dokładnie to samo, co Kaczyńskiemu po drugiej stronie stronie granicy, czyli poparcie i mobilizację społeczną.