Reklama

Dla rządu najważniejsze jest utrzymać się u władzy. Ci, co umierają, już nie są dla nich istotni, bo nie będą głosować. Ich interesują posłowie – antyszczepionkowcy w Sejmie, bo potrzebują ich do większości i gdyby rząd chciał wprowadzać jakieś restrykcje, to mógłby im podpaść. Rząd boi się też Konfederacji, która odbiera mu elektorat prawicowy. Z tym liczy się rząd, a nie z większością de facto społeczeństwa, która się zaszczepiła – mówi nam Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. I dodaje: – Ta cała sytuacja skłania do zmiany oceny siły pana prezesa Kaczyńskiego. Nie mówmy o nim, że jest autokratą, bo najwyraźniej nie jest. Jest miotany w czasie sztormu, który wywołała sytuacja polityczna, i próbuje wylewać wodę z łódki, ale najwyraźniej jest już ona tak rozchybotana, że tonie. To już nie jest ten Kaczyński, który był jeszcze 2-3 lata temu

JUSTYNA KOĆ: Czy pana zdaniem ustawa o ochronie granic uchwalona wczoraj w ekspresowym tempie jest zgodne z konstytucją?

Jerzy Stępień

JERZY STĘPIEŃ: Moim zdaniem nie jest zgodna z konstytucją, ponieważ tak naprawdę wprowadza instytucję stanu wyjątkowego tylnymi drzwiami, kiedy warunki do tego dokładnie określa konstytucja.

To typowy przykład obejścia prawa, w przyszłości na tym przykładzie będziemy uczyć studentów, co to znaczy.

Konstytucja mówi o 3-miesięcznym okresie i dalej się nie da. Można oczywiście było odczekać dwa dni i wprowadzić stan na nowo, ale oni boją się nawet tych 48 godzin wolności, bo od razu pojawiliby się w strefie dziennikarze, organizacje pozarządowe, co jest standardem w przypadku stanów wyjątkowych, a na to władza nie może sobie pozwolić.

Reklama

Gdyby TK był normalny – mówię np. o czasach, kiedy sam byłem sędzią TK, to skończyłoby się to orzeczeniem o niekonstytucyjności tej nowelizacji. Niestety TK nie ma, jest tylko atrapa Trybunału, zatem rządzący nie muszą się obawiać niekorzystnej dla nich sytuacji, stąd takie rozwiązanie mogli wprowadzić.

O przedłużeniu czy wprowadzeniu tzw. stanu wyjątkowego będzie decydował minister spraw wewnętrznych. Zyskał on zatem dodatkowe, pozakonstytucyjne uprawnienia, a przypomnijmy, że szef MSW Mariusz Kamiński został skazany (a potem przed prawomocnym wyrokiem ułaskawiony) za nadużycia. Nie obawia się pan?
Ja nazywam ten stan anomią prawa, która trwa już kilka lat, od jesieni 2015 roku, i jak widać, części z nas to nie przeszkadza. Minister Kamiński jest panem tego stanu, co pozostaje w logice działania rządu. Trudno tu dopatrzyć się technicznie dopracowanych szczegółów. Chociażby w przypadku dziennikarzy trudno dopatrzyć się sensu w zakazie dla nich, bo w jaki sposób mogą naruszać czy być groźni dla bezpieczeństwa. Jest wręcz przeciwnie – dziennikarze to bezpieczeństwo, także dla nas wszystkich, bo patrzą władzy na ręce. Władza może sobie opowiadać przez swoje media, co się tam na granicy niby dzieje, ale i tak nikt w to nie wierzy.

Najgroźniejsza dla władzy jest dziś inflacja, dlatego musi pokazywać, jak to jesteśmy zagrożeni.

Ciekawe, że jak rozmawiam ze swoimi sąsiadami ze wsi, to słyszę od nich, że boją się uchodźców, bo pozbawią Polaków pracy. Co ciekawe, w moim powiecie skierniewickim pracuje dziś 20 tys. Tybetańczyków i Filipińczyków, przynajmniej tak mówią oficjalne dane. Polska gwałtownie potrzebuje rąk do pracy, a uchodźcy, migranci są nam wręcz potrzebni. Szczególnie tacy, co mają wykształcenie, mówią językami. Powinniśmy zachęcać ich wręcz, aby zostali. Przecież z Polski też emigrowali zawsze ci najlepiej wykształceni, przedsiębiorczy, otwarci, wykraczający poza przeciętną. Mądry rząd by tak robił, ale tego rządu na takie myślenie strategiczne, długofalowe nie stać. Szukają zatem takich protez jak nowelizacja ustawy o ochronie granic, dziś ktoś też przypomniał, że niedawno była akcja „Różaniec do granic”, ale chyba nie zostały wysłuchane te modlitwy.

Swoją drogą, gdy rodzice Jezusa uciekali, to też ich nikt nie chciał przyjąć. Zadziwia mnie, że w tak katolickim kraju nie możemy stworzyć warunków, możliwości dla ludzi, którzy uciekają przed przemocą. Rzeczpospolita zawsze była miejscem, gdzie się chroniono, np. uciekano z Prus do Polski, aby uchronić się przed służbą wojskową. Nawet w XVI wielu Polska dawała wolność osobistą, pewne przywileje tym, którzy przyjadą do Polski, tak też było w średniowieczu, kiedy kraj wyniszczony najazdami mongolskimi i tatarskimi potrzebował ludzi. Wówczas polscy królowie otwierali kraj na Żydów, na Niemców. W ten sposób otrzymaliśmy prawo magdeburskie, które rozwinęło nasze miasta, czym do dziś się szczycimy.

W XIX wieku sytuacja się zmieniła, bo ruchy faszystowskie i nacjonalistyczne stawiały na jedność narodową i w tym duchu wychowane zostały kolejne pokolenia i została zmieniona mentalność Polaków, ze społeczeństwa otwartego staliśmy się społeczeństwem zamkniętym. A od tego już tylko krok do sytuacji, jaką mamy dzisiaj.

Znów kolejny rekord, ponad 29 tys. zakażeń i 570 zgonów. Rząd zapowiada wzmożone kontrole i apeluje o szczepienie. Czuje się pan bezpieczny jako obywatel?
Niestety nie, ale wydaje mi się, że sam siebie zaopiekowałem. Członkowie mojej rodziny są także na tyle świadomi, że nie liczą na rząd, tylko robią to, co zalecają specjaliści, jesteśmy wszyscy po 3 dawkach, nie prowokujemy wirusa, nosimy maseczki, ograniczyliśmy różne wizyty, także bytność w instytucjach kultury itd.

Dla rządu najważniejsze jest utrzymać się u władzy. Ci, co umierają, już nie są dla nich istotni, bo nie będą głosować. Ich interesują posłowie – antyszczepionkowcy w Sejmie, bo potrzebują ich do większości i gdyby rząd chciał wprowadzać jakieś restrykcje, to mógłby im podpaść. Rząd boi się też Konfederacji, która odbiera mu elektorat prawicowy. Z tym liczy się rząd, a nie z większością de facto społeczeństwa, która się zaszczepiła.

Ta cała sytuacja skłania do zmiany oceny siły pana prezesa Kaczyńskiego. Nie mówmy o nim, że jest autokratą, bo najwyraźniej nie jest. Jest miotany w czasie sztormu, który wywołała sytuacja polityczna, i próbuje wylewać wodę z łódki, ale najwyraźniej jest już ona tak rozchybotana, że tonie. To już nie jest ten Kaczyński, który był jeszcze 2-3 lata temu. Teraz władza wymyka mu się z rąk, zresztą dlatego pewnie unika jakichkolwiek kontaktów. Symbolem może tu stać się konferencja, na której prezes zasnął.

Taki safandułowaty przywódca, który ma niewielki wpływ na swój obóz, boi się Ziobry, boi się antyszczepionkowców, boi się Brukseli.

Jak ocenia pan ostatnie orzeczenie TK w sprawie majątków małżonków? Opadły ostatnie maski?
Niestety, dlatego ja twierdzę, że mamy dziś stan anomii prawnej, kiedy pojęcia jasno określone, utrwalone w tradycji rzymskiej zaczynają mieć inne znaczenie w zależności od tego, kto je wypowiada. W ekstremalnych sytuacjach to może być nawet znaczenie przeciwstawne. Mamy stan wyjątkowy, który nie jest  takim stanem, tylko ustawą o ochronie granic, czy mamy Trybunał, który nie jest sądem, tylko nie wiadomo czym. Lud niedawno złośliwie określił, że to miejsce, gdzie wydaje się obiady domowe – taki baner na TK Julii Przyłębskiej kiedyś wywieszono. To wszystko to właśnie stan anomii prawnej, coś najgorszego, co może przydarzyć się społeczeństwu, kiedy nie wiadomo, co jest czym.

Czy sędzia nominowany przez prezydenta jest sędzią, czy nie? Czy minister Kamiński, który uniknął odpowiedzialności dzięki poplecznictwu z panem prezydenta, jest winny czy nie? To wszystko pokazuje, jak wielką anomię prawną mamy. Przed wojną w XX-leciu też mieliśmy podobny stan, kiedy sądy były tak naprawdę organami represji.

Jak ocenia pan sprawę wiceministra Mejzy i gdzie jest Jarosław Kaczyński?
Kaczyński się boi, bo to jedna szabla, co prawda drewniana, ale może mu odejść. Jeżeli ukarze pana Mejzę, to inni, którzy tam są, a mają swoje grzechy, przestaną się czuć bezpieczni i mogą zacząć uciekać. Sondaże spadają i nie wiadomo, co będzie za pół roku. Sam mam symptomy, że coś się kończy, bo ludzie, którzy dotąd wiązali się absolutnie z władzą, zaczynają się przypominać, że kiedyś się znaliśmy, że się przyjaźniliśmy, mieliśmy wspólne poglądy.

Rozumiem, że oni czują gdzieś ten zmierzch, który nadchodzi, i chcą się zabezpieczyć.

Czy przypadek wiceministra sportu nie jest kropką nad i w upadku moralnym tego rządu?
Nie znam dokładnie tej sprawy, jedynie z doniesień prasowych, ale nie powiedziałbym, że to coś nadzwyczajnego, raczej to rzeczywistość tego obozu. Te przekupstwa, handel stanowiskami, obsadzanie spółek Skarbu Państwa swoimi ludzi na masowa skalę. Oczywiście to, o co oskarża się Mejzę, jest obrzydliwe, ale z punktu widzenia działania mechanizmu państwowego to kupczenie stanowiskami w spółkach Skarbu Państwa jest równie groźne. Takiego Mejzę można łatwo namierzyć i pójść po niego, natomiast trudniej dać sobie radę z tymi dziesiątkami, które zdobyły stanowiska w wyniku opcji politycznej i którzy muszą się opłacać swojemu mocodawcy, wpłacając na jego kampanię wyborczą. Mówię o przypadku premiera Morawieckiego, który tak działał. To obrzydliwa, korupcjogenna i przestępcza praktyka. Mejza nie jest punktem zwrotnym, to tylko kolejne draństwo, które się ujawnia z tej ekipy.


Zdjęcie główne: Andrzej Duda, Jarosław Kaczyński, Mateusz Morawiecki, Fot. Flickr/KPRM/Krystian Maj, licencja Creative Commons; zdjęcie w tekście: Jerzy Stępień, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons

Reklama