Reklama

Bartosz Zmarzlik został sportowcem roku 2019. Zamiast gratulacji i docenienia polskiego żużlowego mistrza świata, kolejny raz mamy do czynienia ze zjawiskiem histerii wśród kibiców, ale też niektórych ekspertów związanych ze środowiskiem – a jakże – piłkarskim – pisze Paweł Jędrusik z redakcji sportowej wiadomo.co

Podobną sytuację obserwowałem, kiedy Robert Lewandowski nie znalazł się w trójce najlepszych piłkarzy świata w plebiscycie France Football. Ale jak to!? Nasz Robert ledwie ósmym piłkarzem świata? Skandal! – z tego typu komentarzami można było spotkać się w mediach i oczywiście wszelkich forach i portalach społecznościowych.

Nie inaczej jest w tym przypadku. Żużlowiec pokonał Lewandowskiego – ale jak to?! No, tak to. Sam w pierwszej chwili byłem lekko zaskoczony, w końcu kapitan polskiej reprezentacji ma za sobą fantastyczny rok i nieprzeciętne indywidualne statystyki. Po chwili namysłu stwierdziłem, że nie ma w tym rozstrzygnięciu żadnej sensacji. Piszę to z perspektywy fana sportu, jednak zaślepionego – podobnie jak wielu innych komentujących – piłką nożną. Wydaje nam się, że jeśli mamy jednego z najlepszych piłkarzy świata, to musi on być z automatu najlepszym sportowcem w kraju.

Piłka przysłania nam skoki narciarskie, lekkoatletykę czy właśnie żużel, który ma całą rzeszę fanów w Polsce. Aby to poczuć trzeba jednak zajrzeć do Tarnowa czy Bydgoszczy, żyjąc w Warszawie wydaje się, że centrum sportowego świata jest na Stadionie Narodowym lub przy Łazienkowskiej 3.

Reklama

Robert Lewandowski w 2019 roku grał tak, jakby był z innej planety. Dla mnie. Dla fanów żużla po prostu trafia w prostokąt, tak jak dla kibiców piłki Zmarzlik tylko jeździ w kółko na motocyklu. Niestety piłka nożna nie jest sportem indywidualnym, więc kiedy oceniamy piłkarza – oceniamy też jego osiągnięcia w drużynie. W przypadku zawodnika Bayernu sprawa wygląda tak, że w ubiegłym roku odpadł w 1/8 finału Ligi Mistrzów, więc nie zaistniał w świadomości mniej zaangażowanych sportowo kibiców.

Reprezentacja nie grała w 2019 roku na żadnym dużym turnieju, bo po prostu takiego nie było. Eliminacje do Euro na nikim nie robią wielkiego wrażenia, tym bardziej, że gra zespołu Jerzego Brzęczka była daleka od ideału. Na drugiej stronie szali mamy Bartosza Zmarzlika – indywidualnego mistrza świata na żużlu. Zmarzlik być może nie jest tak popularny jak Lewandowski, Wilfredo Leon czy Paweł Fajdek, ale…No właśnie, Fajdek. Jeśli miałbym się zastanawiać nad miejscami zajętymi przez sportowców w plebiscycie Przeglądu Sportowego to właśnie mistrza świata w rzucie młotem umieściłbym bliżej Zmarzlika. Lub na jego miejscu. Tak czy siak – kosztem Lewandowskiego.

A tak w ogóle, to przecież tylko co? Zabawa! Czy kilka dni po Złotej Piłce ktoś jeszcze rozpamiętywał, że to Leo Messi wygrał, a Virgil van Dijk był drugi? Myślę, że sam Lewandowski z uśmiechem przyjął takie, a nie inne wyniki plebiscytu na sportowca roku. To nie jest walka o życie, pieniądze czy przejście do historii. Ot, kolejna nagroda przyznawana przez kibiców, według uznania i sympatii. Niestety, jak to u nas – zwykła zabawa kończy się wojną na słowa i niedocenianiem zasług innych – co obserwujemy w komentarzach po ogłoszeniu wyników. Najmniej skorzy do kłótni są na szczęście sami zainteresowani, czyli sportowcy. Ci przetańczyli noc, niektórzy dotrwali do owianej legendą pobalowej jajecznicy i rozjechali się z uśmiechami do domów. I o to chodzi.


Zdjęcie główne: Fot. Andor Kish, licencja Creative Commons

Reklama