Reklama

Nominacja Mateusza Morawieckiego była ukłonem w stronę centrowego elektoratu, wielkomiejskiego, dobrze wykształconego, zasobnego. W końcu jest to człowiek z zewnątrz i bankier, a nie wierny działacz. Znowu obserwujemy to, co PiS robi przed wyborami, że niewygodne twarze zostają schowane – mówi nam dr Anna Materska-Sosnowska, politolog z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. I dodaje: – Największym przegranym rekonstrukcji jest Macierewicz.

JUSTYNA KOĆ: Czy rekonstrukcja rządu to trzęsienie ziemi, czy kosmetyka?

ANNA MATERSKA-SOSNOWSKA: A nie mamy innego wyboru? (śmiech). Na pewno trzęsieniem ziemi jest odwołanie Antoniego Macierewicza, bo chyba w takich kategoriach należy to postrzegać. To też wygrana prezydenta, przynajmniej czasowo. Gdyby rząd w konsekwencji się usamodzielnił, wtedy byłoby to trzęsienie. Na razie nie wydaje mi się jednak, by tak można było to oceniać. Czy kosmetyka? Na pewno tak, i to dobra.

To już jest poważna operacja plastyczna, a nie tylko małe przypudrowanie nosa.

Czy ta wymiana może świadczyć, że premier Morawiecki ma większą autonomię, jest bardziej samodzielny? Zdymisjonował silnego Szyszkę i wiceprezesa PiS Macierewicza. Czy jednak władza pozostaje na Nowogrodzkiej?
Nie wydaje mi się, by Morawiecki był bardziej samodzielny. Jestem przekonana, że plan wyszedł z Nowogrodzkiej. Jeszcze w poniedziałek w siedzibie partii trwały spotkania, a informacje o tym, jaka to będzie rekonstrukcja, nie pochodziły od rzeczniczki rządu czy premiera, tylko od ludzi związanych z PiS i z Nowogrodzką. Pierwsi mówili o tym marszałek Karczewski i wicemarszałek Bielan, więc to wskazuje nam środowisko, z którego wyszły decyzje. Nie widzę większej swobody czy niezależności premiera, który na pewno miał wpływ na obsadę stanowisk, ale nie przesadzałabym z tym.

Reklama

Nadal uważam, że

jest to polityka prezesa partii, a nie prezesa Rady Ministrów.

Czy coś zaskoczyło panią?
To, że Macierewicz został odsunięty. Zaskakujące jest też przesunięcie ministra Błaszczaka z MSWiA do MON, i to zaskakuje podwójnie. To osoba, która, z tego, co wiem, nie ma żadnego doświadczenia w tych sprawach, trochę pokazuje to, że nie był najlepiej postrzegany jako szef MSWiA i stąd to przesunięcie. Niewątpliwy awans dla posła Joachima Brudzińskiego, to jest bardzo poważne ministerstwo, szczególnie biorąc pod uwagę zmiany, które zaszły, związane z wyborami. Do pozytywnych zaskoczeń zaliczyć można jeszcze takie pogłaskanie mniejszego koalicjanta, czyli partii Jarosława Gowina. Jego byli podsekretarze stanu, za jego wstawiennictwem, zostają ministrami.

To wszystko świadczy o toczącej się grze, moim zdaniem to też pokazuje, że

zmiany są rozgrywane pod nadchodzące wybory samorządowe.

Mówiła pani o wymianie Joachima Brudzińskiego, który zajął miejsce Mariusza Błaszczaka w MSWiA, ten drugi przeszedł do MON. To jedni z najbliższych i najwierniejszych współpracowników Kaczyńskiego. Resorty siłowe zostają bezwzględnie na Nowogrodzkiej.
Kaczyński wie, że takich resortów z rąk się nie wypuszcza. Zastanawia mnie też nominacja prof. Czaputowicza na szefa MSZ, zresztą z mojego wydziału, a nie kogoś od prezydenta. To też może być znaczące. Co prawda pojawiły się pogłoski, że sam Krzysztof Szczerski nie chciał odchodzić od prezydenta, jednak ta układanka, o której się mówiło, że to prezydent ma uzyskać większy wpływ na politykę zagraniczną, nie układa się już w ten sposób. To zaskakujące, aczkolwiek uważam posunięcie z ministrem Czaputowiczem za dobre.

Czyli możemy się spodziewać lepszej polityki zagranicznej?
To na pewno, bo

polityka ministra Waszczykowskiego była dramatycznie zła. Tutaj każda zmiana byłaby na lepsze.

Prof. Czaputowicz jest większym znawcą sztuki i lepszym dyplomatą niż Witold Waszczykowski.

Kluczowe i zasadnicze pytanie – i to dotyczy wszystkich resortów – brzmi: ile swobody będą mieli premier i ministrowie? Jeżeli okaże się, że polityka będzie dalej prowadzona na Nowogrodzkiej, to tych zmian tak naprawdę nie będzie. Będzie to tylko kosmetyka z nowymi twarzami. Natomiast jeżeli nastąpi poluzowanie gorsetu, to te zmiany mogą być pozytywne. Ja bym tego nie wykluczała, bo kluczowe resorty siłowe zostały w ręku prezesa, a polityka zagraniczna, która była prowadzona do tej pory przez partię, przyniosła pasmo spektakularnych porażek, dlatego tu musi nastąpić jakaś zmiana wektorów i może nastąpić poluźnienie. Te

ostatnie porażki spowodowały również, że PiS będzie chciał przybrać bardziej europejską twarz.

To może potwierdzać też zmiana Jana Szyszki na Henryka Kowalczyka w resorcie środowiska.
Tak, co prawda to nie jest spektakularna zmiana, ale jest symboliczne, że Szyszko został odsunięty. To jednak nie była dobra twarz tego resortu. Być może też premier chce podkreślić, że teraz ta polityka będzie inna. Tylko pamiętajmy, że to, co się wydarzyło, to się wydarzyło, i była na to zgoda. Na pewno to PR-owe zagranie, bo od września o tym wszyscy mówili.

Czy to, co się dzieje, może świadczyć, że PiS zaczyna walczyć o centrowy elektorat?
Tak, już sama nominacja Mateusza Morawieckiego była ukłonem w stronę centrowego elektoratu, wielkomiejskiego, dobrze wykształconego, zasobnego. W końcu jest to człowiek z zewnątrz i bankier, a nie wierny działacz. Znowu obserwujemy to, co PiS robi przed wyborami, że niewygodne twarze zostają schowane. Myślę, że też

wiatru w żagle dało to, że premier Morawiecki został dobrze przyjęty, co pokazały sondaże.

À propos trudnych twarzy: co dalej z Antonim Macierewiczem, kaznodzieją religii smoleńskiej? Wiemy, że jest politykiem nieobliczalnym. Czy przełknie tę gorzką pigułkę?
Jeżeli zostanie marszałkiem Sejmu, a o tym się mówi, to dostanie awans, a nie degradację. Nie wątpię w trudne relacje między panami Macierewiczem a Kaczyńskim, natomiast jeśli nastąpi taki awans, to może jest to wyciągnięcie ręki do Macierewicza w kwestii zakończenia miesięcznic w kwietniu. To może pomóc wyjść z twarzą Macierewiczowi, może to taka deska ratunkowa.

Czyli nie spodziewa się pani wojny domowej, o czym mówiła opozycja?
Nie wiem, to zależy od wielu czynników, także od tego, jak toczyły się rozmowy i jak został przekonany do tego, żeby odejść.

Pytanie też, jak zareaguje na dymisje Macierewicza i Szyszki pryncypał, czyli Tadeusz Rydzyk, czy to zostało przygotowane i obłaskawione.

Macierewicz jest nieobliczalny, wiemy, że potrafił atakować i niszczyć także swoje partie i ludzi, mam na myśli Wiesława Chrzanowskiego, którego oskarżył o współpracę z SB, podobnie zrobił z ROP Jana Olszewskiego, którego był częścią. Czy Kaczyński kontroluje jeszcze Macierewicza?
To dobre pytanie. Tym ruchem Jarosław Kaczyński przerwał również spekulacje, że Macierewicz ma coś na niego. To chyba dla niego dobry ruch. Zakończył też konflikt Macierewicza z prezydentem. A może Macierewicz nie ma gdzie pójść? Może te kluby “Gazety Polskiej”, z którymi jest związany, wcale za nim nie stoją tak bardzo, albo nie są takie mocne? Myślę, że nie wiemy tu wszystkiego. Natomiast

zyskanie elektoratu środka jest na pewno bardziej wartościowe niż kurczowe trzymanie się bastionu smoleńskiego. Zwłaszcza że w pewien sposób PiS będzie chciał to wygaszać.

Kto jest największym przegranym? Minister Radziwiłł, który odchodzi w niesławie, skonfliktowany z rezydentami, a zapamiętamy go jako tego, który wycofał in vitro i awaryjną antykoncepcję?
Chyba nie. Intuicyjnie uważam, że to jednak Macierewicz. Zawsze minister zdrowia odchodzi w niesławie, z większą lub mniejszą porażką. Natomiast ta doktryna Macierewicza, to, co opowiadał, jak silnie się czuł… Moim zdaniem, to jest największy przegrany.


Anna Materska-Sosnowska, Fot. YouTube/FundacjaBatorego

Reklama