Reklama

Antoni Macierewicz przekazał już resort obrony narodowej Mariuszowi Błaszczakowi. Do MSWiA “wprowadza” się za to Joachim Brudziński, dotychczasowy wicemarszałek Sejmu i jeden z czołowych polityków PiS-u. Pytanie, co te zamiany miejsc zmienią. – Sens polityczny sprowadza się do usunięcia Antoniego Macierewicza. Prezes przyznaje, że popełnił dwa lata temu straszny błąd i bierze odpowiedzialność za ten czas – komentuje w rozmowie z wiadomo.co były minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. Wiceprzewodniczący PO mówi wprost, że “w resortach siłowych Jarosław Kaczyński postawił na zaufanych polityków”. Zmiany nastąpiły także w resortach zdrowia, spraw wewnętrznych, finansów i rozwoju.

KAMILA TERPIAŁ: Mariusz Błaszczak za Antoniego Macierewicza – dlaczego właśnie taka zmiana? Jak pan ją tłumaczy?

TOMASZ SIEMONIAK: Oceniam to jako wyraz kompromisu prezesa Jarosława Kaczyńskiego z premierem i prezydentem. Cały sens polityczny sprowadza się do usunięcia Antoniego Macierewicza. Prezes przyznaje, że popełnił dwa lata temu straszny błąd i bierze odpowiedzialność za ten czas. To on przecież był faktycznym premierem. Ale za to Antoni Macierewicz był twarzą tych dwóch lat, bo o nim mówiło się najwięcej i on przykuwał uwagę opinii publicznej. Dlatego taka zmiana na półmetku rządu jest faktem znaczącym.

Wtórne jest to, że nowym ministrem obrony został Mariusz Błaszczak, bo to jest człowiek, który może być ministrem wszystkiego. Jest pionkiem, którego prezes przesuwa na szachownicy w miejsce, które jest mu wygodne.

Ale to, że usunięty został minister, który zrobił wiele złego, nie zamyka sprawy. Armia, której modernizacja została zatrzymana, jest w stanie degrengolady, bez najważniejszych dowódców, nie da się uciec od odpowiedzialności. Każdy, kto przyjdzie do tego resortu, będzie musiał przez kolejne dwa lata sprzątać.

Reklama

Mariusz Błaszczak nagle ma być człowiekiem od wszystkiego?
Zdarza się, że ministrowie zmieniają resorty. Ale w tym przypadku jest to kwestia rozpaczliwie krótkiej ławki kadrowej PiS-u i wyczerpania rezerw.

Nowe nominacje, poza przesunięciami wewnątrz obozu władzy, są łapankowe. Myślę, że prezes nie miał też nikogo, kto mógłby objąć resort obrony po Antonim Macierewiczu.

To musiał być ktoś, kto będzie miał pełne wsparcie i zaufanie Jarosława Kaczyńskiego. W PiS-ie nie ma przecież polityka, który byłby merytorycznie gotowy do objęcia tej funkcji.

Odejście Antoniego Macierewicza było jednak zaskoczeniem. Dla pana też?
To stało się testem, czy rekonstrukcja ma głębszy sens. Myślę, że na decyzji prezesa zaważyło kilka elementów: konflikt Antoniego Macierewicza z prezydentem; zahamowanie modernizacji armii i zrujnowanie wiarygodności sojuszniczej Polski; kwestie związane z niejasnymi powiązaniami byłego już ministra, które opisał w książce Tomasz Piątek i które pokazywała PO podczas posiedzeń zespołu ds. bezpieczeństwa państwa. Pytania były bardzo poważne i robiły wrażenie na opinii publicznej.

Zaczął być za bardzo niewygodny?
Tak, niejasnych spraw było zdecydowanie za dużo.

Pamiętamy także sprawę byłego szefa komisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej, który po “wykończeniu Caracali” uciekł do Stanów Zjednoczonych.

Nawet wśród wyborców PiS-u te sprawy budziły duże emocje i stawiały Antoniego Macierewicza w kręgu ludzi, którzy generują problemy.

A dlaczego w rządzie znalazł się Joachim Brudziński?
Po przesunięciu Mariusza Błaszczaka prezes w MSWiA potrzebował innego bardzo zaufanego polityka. On o resortach siłowych – bo tak się mówi na Wschodzie – myśli właśnie w takich kategoriach. Dlatego do jednego “resortu siłowego” przesunął swojego zaufanego polityka, a drugiego umieścił w kolejnym. Poza tym myślę, że

Joachim Brudziński zbudował sobie silną, dla prezesa może za silną, pozycję w partii. Dlatego teraz ma się zająć czymś innym.

A w ministerstwie spraw wewnętrznych też problemów nie brakuje, chociażby sytuacja w policji. To jest tzw. full-time job.

Nowy premier nie miał dużego wpływu na skład rządu?
W przypadku pewnych resortów miał wpływ, a w przypadku innych nie. Te, o których rozmawiamy, zaliczają się do drugiej grupy.


Zdjęcie główne: Tomasz Siemoniak, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.