Reklama

Była 66. minuta gry, gdy Makazole Mapimpi z RPA zdobył pierwsze przyłożenie w finale, który do tej pory rozgrywał się na kopy z karnych, i wyprowadził Springboks na bezpieczne prowadzenie. Niespodzianką nie był może wynik, ale fakt, że tak świetnie grający w półfinale przeciwko Nowej Zelandii Anglicy tym razem zupełnie nie mogli rozwinąć skrzydeł. Nowym mistrzem świata w rugby została, trzeci raz w historii, Republika Południowej Afryki.

Za lekkiego faworyta rozgrywanego w Jokohamie finału uważano Anglików – przede wszystkim za sprawą rewelacyjnej postawy w meczu półfinałowym. Zespół spod znaku czerwonej róży nie pozwolił na wiele obrońcom tytułu, Nowej Zelandii, i dość pewnie zameldował się w finale. Z kolei RPA wymęczyło się w wyrównanej potyczce z Walią, która rozstrzygnęła się na karne.

Można powiedzieć, że o tytule zdecydowała strzelecka forma Handre Pollarda, który w półfinale zdobył 14, a w finale – 22 punkty.

To właśnie Pollard otworzył wynik meczu o złoto. Co prawda jego pierwsza próba z karnego, już w 2. minucie, była nieudana – może dała o sobie znać presja meczu? – lecz później już regularnie podwyższał przewagę Springboks. Po drugiej stronie karnymi odpowiadał Owen Farrell – łącznik ataku zdobył wszystkie 12 punktów swojego zespołu. Jednak Anglicy, którzy tak dobrze radzili sobie z obroną Nowej Zelandii, nie zdobyli żadnych punktów z przyłożenia – a RPA ta sztuka się udała. Po tym jak Makazole Mapimpi wykonał kluczową akcję meczu, kibice z Wysp mieli jeszcze nadzieję, że punkty nie zostaną uznane – sędzia Jerome Garces skorzystał z analizy wideo. Choć wydaje się, że powtórka nie rozwiała wątpliwości – w akcji mogło dojść do podania do przodu – arbiter zdecydował, iż wszystko odbyło się w zgodzie z przepisami. To był dla Anglii ogromny cios – na 14 minut przed końcem mieli do odrobienia aż 13 punktów.

I ekipa trenera Eddiego Jonesa rzuciła się do odrabiania strat. Przez moment nawet wydawało się, że te starania przyniosą rezultat – Anglicy spędzili kilka minut pod polem punktowym rywali – ale w końcówce to Springboks wyprowadzili skuteczną akcję. Cheslin Kolbe urwał się obrońcom i zdobył przesądzające o wyniku przyłożenie. Kilka minut później arbiter odgwizdał koniec meczu – rugbyści z RPA zaczęli świętować na murawie, a na trybunach prezydent RPA, Cyril Ramaphosa, przyjął gratulacje od księcia Harry’ego.

Reklama

W Jokohamie obecny był też Francois Pieenar – kapitan zespołu, który zdobył mistrzostwo świata na legendarnym turnieju z 1995 roku. 24 lata temu Puchar Wiliama Webba Elissa wręczał mu Nelson Mandela i był to symbol próby pojednania podzielonego narodu. Tym razem znów doszło do znaczącej sceny:

pierwszy raz w historii puchar wznosił czarnoskóry kapitan Springboks – Siya Kolisi.

– Nasz trener, Rassie Erasmus, powiedział, że nie gramy dla siebie, tylko dla ludzi, którzy wspierają nas w naszym kraju – powiedział po meczu Kolisi. – Mamy w RPA tak wiele problemów, a nasz zespół, złożony z ludzi z różnych środowisk i ras, połączył jeden cel. Naprawdę wierzę, że realizując go dla RPA, pokazaliśmy, że potrafimy się zjednoczyć, jeśli chcemy coś osiągnąć.

Republika Południowej Afryki zdobyła tytuł mistrza świata w rugby po raz trzeci, w liczbie tytułów zrównała się z Nową Zelandią. All Blacks tym razem sięgnęli po brąz – w meczu o trzecie miejsce pokonali Walię 40:17. Anglicy wciąż pozostają jedynym zespołem z Europy, który triumfował w Pucharze Świata – jedyne mistrzostwo zdobyli w 2003 roku. Kolejna szansa – już za cztery lata. W 2023 roku najlepsi rugbyści świata zawitają do Francji. Będzie to szczególny turniej – jubileuszowa, 10. edycja zostanie rozegrana w 200 rocznicę powstania gry. Według historii w 1823 roku William Webb Ellis podczas meczu piłkarskiego złapał piłkę w ręce, przebiegł z nią przez całe boisko i umieścił w bramce. To właśnie ten wyczyn dał początek nowej dyscyplinie, która po dwóch wiekach jest jedną z najpopularniejszych na świecie.


Zdjęcie główne: Mecz rugbystów RPA, Fot. @sebastian1906, licencja Creative Commons

Reklama