Reklama

Rzeczywiście mamy do czynienia z sytuacją bezprecedensową, kiedy zarówno instytucja, która ma chronić i pomagać ludziom, czyli Kościół, jak i rząd wybrany przez społeczeństwo do tego, aby dobrze zarządzać w sytuacji kryzysowej, ponoszą klęskę i kompromitują się na naszych oczach – mówi nam prof. Stanisław Obirek, filozof, teolog, antropolog kultury, były jezuita. I dodaje: – To, co jest najbardziej w tym przygnębiające i przerażające, to fakt, że wydaje się, że i jedni i drudzy nie mają świadomości, że słowami i gestami zaprzeczają swojej misji, podstawowym, elementarnym zadaniom, za które są opłacani, czy to z datków przez wiernych, czy podatków płaconych przez nas wszystkich. To jest dla mnie moment zapaści państwa i najpotężniejszego związku religijnego, jakim jest polski Kościół katolicki

JUSTYNA KOĆ: Co oznacza decyzja Stolicy Apostolskiej? Czy kara wobec abp. Głódzia i bpa Janiaka jest wystarczająca?

Stanisław Obirek

STANISŁAW OBIREK: Kara nie jest wystarczająca, jeśli wziąć pod uwagę rodzaj przestępstwa, jakiego dopuścili się obaj hierarchowie, którzy przez lata tuszowali przestępstwo pedofilii. To żadna kara, że nie mogą pokazywać się publicznie, uczestniczyć w nabożeństwach i zamieszkiwać diecezji, a także, że powinni dokonać symbolicznej wpłaty na fundusz św. Józefa. To oznacza, że tak naprawdę będą sobie dalej żyć w komforcie, a zgromadzone w okresie bycia biskupami fundusze będą nadal im służyły. To wymarzona starość, w spokoju i dostatku.

Powiedziałbym, że to kara symboliczna. Dobrze chociaż, że ci, którzy ich bronili, jak Rydzyk czy fundamentalistyczne katolickie media, jak „Nasz Dziennik”, którzy robili z abp. Głódzia i bpa Janiaka ofiary, nie będą już mogli tego robić wobec rzeczywistości, że Watykan uznał ich winę. W porównaniu jednak z latami upokorzeń, jakich doznały ofiary, ta kara jest niewspółmierna. Oczywiście

Reklama

dobrze, że zostali ukarani, ale z drugiej strony trzeba też jasno powiedzieć, że ta kara nijak się ma do przewinień, jakich obaj hierarchowie się dopuścili.

Internet już obiegły zdjęcia okazałych dworków biskupów, gdzie teraz będą przebywać. Watykan nie mówi też wprost, za co nakłada karę. Dlaczego?
To jest powtórka z rozrywki, bo dokładnie ten sam typ enigmatycznego, ezopowego języka był zastosowany w przypadku kardynała Gulbinowicza, który był ukarany, ale do końca nie wiadomo za co. Wydaje mi się, że to jest rodzaj kompromisu ze strony Watykanu, który zdaje sobie sprawę, że Kościół katolicki w Polsce jest niechętny jakimkolwiek rozliczeniom. Ten rodzaj rozwiązywania nie ułatwia także sprawy mediom, bo skazuje dziennikarzy i obserwatorów na domysły.

Nie wykluczałbym też, że jest w tym rodzaj takiego pasywnego oporu wobec rozliczeń, bo podobne oskarżenia, jakie kierowali wierni i ofiary do Watykanu pod adresem Głódzia i Janiaka, kierowali też wobec innych hierarchów. Nie wiem, czy połowa episkopatu, mówiąc kolokwialnie, nie załapałaby się na ten rodzaj oskarżeń. To może być też próba przetrzymania naporu niedobrych wiadomości z Kościoła. Stąd ten rodzaj ostracyzmu i przewlekania, niedopuszczania do jednoznacznego osądu. Widać to zresztą nie tylko w Polsce, bo ta sama taktyka jest stosowana gdzie indziej. Można by powiedzieć, że to strukturalny problem Kościoła.

W Niemczech ostatnio głośno było o sprawie kardynała Woelkiego z Kolonii, który dopiero pod presją mediów i najbliższych współpracowników opublikował w końcu raport o nadużyciach, który zaowocował automatycznym podaniem się do dymisji dwóch biskupów, którzy są wymieniani w raporcie jako ci, którzy tuszowali pedofilię.

Uważam, że w Polsce to tak topornie idzie także dlatego, że nie ma zdecydowanego działania samych katolików, którzy są wyraźnie zdezorientowani, podzieleni.

Dodatkowo kultura klerykalna jest w Polsce bardzo mocna i narzuca dodatkowo ten rodzaj szacunku, niezasłużonego oczywiście, plus mocna obecność katolickiego fundamentalizmu.

Czy upada mit papieża Franciszka? Długo mówiono, że to prawdziwy reformator Kościoła, że teraz będzie inaczej…
Przyznam, że sam mam kłopot z papieżem Franciszkiem. W liberalnej amerykańskiej prasie katolickiej pojawiło się wręcz określenie hipokryta, które niechętnie, ale powtarzam. To mocne słowo, ale przyznać też trzeba, że papież Franciszek gra na dwa fronty. Mam na myśli deklaracje, że ksiądz nie może błogosławić pary gejowskiej. Z drugiej strony możemy oczywiście w nieskończoność cytować papieża Franciszka, który powiada kimże jestem, żeby sądzić, który spotyka się z ofiarami pedofilii, który mówi gejom, że Bóg cię kocha, jakim jesteś, a jednej parze gejowskiej radzi wręcz, aby posyłała dzieci adoptowane na lekcje religii.

Mamy zatem bardzo piękną ludzką twarz papieża Franciszka, takiego inkluzywnego. Mamy też jego najbliższego współpracownika w sprawach wspólnot LGBT, Jamesa Martina, jezuitę, który napisał wspaniałą książkę nt. budowania mostów między Kościołem i wspólnotami LGBT. To wszystko jest bardzo piękne.

Niestety mamy też nagle dokument, który mówi wprost, że związki gejowskie są grzeszne. Nie można tego inaczej ocenić jak właśnie dwulicowość.

Mamy Wielki Tydzień, w niedzielę Wielkanoc, to najważniejsze święto dla katolików. Jednocześnie mamy 30 tys. zarażeń dziennie i dramatyczną sytuację epidemiologiczną. Czy pana zdaniem należałoby zamknąć kościoły?
Tu akurat muszę pochwalić papieża Franciszka, który w tamtym roku dał przykład, że nie tylko trzeba, ale jest to koniecznie. Pozostały zresztą po zeszłych świętach wielkanocnych ikoniczne wręcz obrazy, jak samotnie na placu św. Piotra się modli, zwracając się niejako do Boga – dlaczego nas tak każesz? Pomijając jednak aspekty sentymentalno-medialne, bo to się dobrze sprzedaje, to trzeba przyznać, że Franciszek bardzo rozsądnie się zachował.

Łączę to z aspektem wykształcenia, bo Bergolio studiował chemię i widać, że najwyraźniej został mu ten zdroworozsądkowy element, że nauka służy czemuś. Jeżeli zna się sposób rozprzestrzeniania się wirusa, to wiadomo, że każdy kontakt bezpośredni prowadzi do transmisji i trzeba robić wszystko, aby ten przekaz wirusa zablokować.

Skoro Watykan, wzór dla każdego katolika, potrafi zamknąć kościoły, aby uchronić wiernych przed zakażeniem, to tłumaczenie polskich biskupów, niektórych księży i rządu, że nie można zamknąć kościołów, bo nie, jest niezrozumiałe i niewiarygodne.

Rząd polski boi się Kościoła?
Pozwolę sobie tu na interpretacje mało teologiczną, ale sądzę, że w Polsce mamy do czynienia z bardzo jasnym związkiem obecności ludzi w kościele i wpływami do kasy kościelnej. Perspektywa, że kościoły się zamknie, jest jednoznaczna z zakręceniem kurka finansowego.

Tak naprawdę idzie też za tym obawa, że ludzie mogą się odzwyczaić od chodzenia do kościoła i ten straci cotygodniowe daniny. Jasne postawienie sprawy przez Kościół byłoby tu dużo uczciwsze na zasadzie proszę o ostrożność, ale jednak przychodźcie i płaćcie. Tymczasem uciekają się do teologicznych zaklęć, że to łaska Boża.

Biskup Dzięga za Szczecina twierdził, że woda święcona absolutnie nie może być rozsadnikiem wirusa. Jeden z głównych teologów-wirusologów Tadeusz Guz z KUL przekonywał, że dłonie konsekrowane nie mogą z kolei wirusa przenosić. Oczywiście mamy już przypadki, że jednak takie dłonie też roznoszą i wierni muszą się potem w najlepszym przypadku zgłaszać do sanepidu.

Ilość zachorowań jest oczywiście związana z tym elementarnym zaniedbywaniem zasad epidemiologicznych czy sanitarnych, które obowiązują wszystkich, niestety w kościele to się jakoś rozmywa.

Minister Niedzielski tłumaczył niedawno, że rozmawiał na temat obostrzeń z episkopatem, niemalże jakby musiał negocjować obostrzenia.  Zastanawiam się, kto rządzi w Polsce i kto decyduje o walce z pandemią, szczególnie jak mamy 30 tys. wykrytych zakażeń: rząd czy episkopat?
Widziałem dziś tytuł w jednej z gazet „Czemu służy polski rząd? Służy Kościołowi” i to jest dobrze powiedziane.

Mamy do czynienia z pewną dynamiką, która jest rozpisana na 12 miesięcy, i w ciągu tego roku widzieliśmy różne meandry i zwroty w postępowaniu rządzących. Przeważnie niestety chodziło o interes polityczny, czy to związany z wyborami, które przypomnę, odbyły się dwukrotnie. Sam premier uświadamiał szczególnie starszych, że już nie ma się czego bać. Z kolei marszałek Karczewski otwartym tekstem stwierdził, że przecież nie możemy denerwować naszych wyborców. Dlatego przywieziono naszych rodaków z Wielkiej Brytanii bez testowania, oczywiście razem z wirusem.

To gdzie szukać pomocy?
Rzeczywiście mamy do czynienia z sytuacją bezprecedensową, kiedy zarówno instytucja, która ma chronić i pomagać ludziom radzić sobie w życiu, czyli Kościół, tego nie robi, a wręcz przysparza ludziom problemów. Tak samo rząd wybrany przez społeczeństwo do tego, aby zgodnie z etymologiczną funkcją polityków zarządzać dobrze w sytuacji kryzysowej, także ponosi klęskę i kompromituje się na naszych oczach. To, co jest najbardziej w tym przygnębiające i przerażające, to fakt, że wydaje się, że i jedni, i drudzy nie mają świadomości, że słowami i gestami zaprzeczają swojej misji, podstawowym, elementarnym zadaniom, za które są opłacani, czy to z datków przez wiernych i podatków płaconych przez nas wszystkich. To jest dla mnie moment zapaści państwa i najpotężniejszego związku religijnego, jakim jest polski Kościół katolicki.

Pomocy szukać we własnym rozsądku.

Izolować się, ograniczyć kontakty, stosować podstawowe zalecenia dotyczące mycia rąk i noszenia maseczki. Tylko to nam pozostało i możemy liczyć tu na siebie.


Zdjęcie główne: Świątynia Opatrzności Bożej: msza święta z okazji 6. rocznicy pontyfikatu papieża Franciszka, Fot. Flickr/Sejm RP/Rafał Zambrzycki, licencja Creative Commons; zdjęcie w tekście: Stanisław Obirek, Fot. Adam Walanus/www.adamwalanus.pl

Reklama