Reklama

Walka z pandemią, którą prowadzi rząd, jest pasywna i reaktywna, rząd cofa się do pozycji obronnych, nie ma walki aktywnej, nie ma podstawowej rzeczy, jaką są bardzo intensywne śledztwa epidemiologiczne – mów nam Bartosz Arłukowicz, europoseł, były minister zdrowia. I dodaje: – Uważam, że należy mocno ograniczyć działalność kościołów, bo przebywają tam głównie ludzie starsi, a jak widzimy z doniesień medialnych, część księży podchodzi do pandemii, mówiąc delikatnie, z dystansem. Dbając o bezpieczeństwo naszych rodziców i dziadków należy to zrobić, bo bezpieczniej będzie, jeżeli pomodlą się w skupieniu w domu, a nie w kościele, który jest takim samym źródłem transmisji wirusa jak restauracja czy sklep.

JUSTYNA KOĆ: Rząd zapowiedział zmiany w programie szczepień. Mają być dostępne dla każdego chętnego. Szczepić będą zakłady pracy, apteki, powstaną także punkty drive-thru. Kwalifikować do szczepień będą mogli nie tylko lekarze, ale też stomatolodzy, felczerzy, pielęgniarki, położne, ratownicy medyczni, diagności, farmaceuci, fizjoterapeuci, asystenci. Jak pan to ocenia?

BARTOSZ ARŁUKOWICZ: Od wielu miesięcy apelujemy i wzywamy rząd do jak najszybszego tempa szczepień. Za każdym razem, gdy o tym mówiliśmy, to jednocześnie przedstawialiśmy konkretne propozycje dotyczącego tego, jak zwiększyć efektywność szczepień. Nagle po kilku miesiącach premier Morawiecki i minister Dworczyk zdecydowali, że trzeba poszerzyć personel uprawniony do szczepień oraz zwiększyć liczbę punktów szczepień. A wystarczyło po prostu posłuchać tego, co mówiliśmy.

Dzisiejsze zapowiedzi są niczym innym, jak tylko próbą wprowadzenia w życie rozwiązań, o których mówiliśmy. Nie przez przypadek użyłem też słowa „próbą”, bo na konferencjach często możemy usłyszeć z ust polityków PiS-u, że oni „zamierzają”, „chcą”, „planują”, a na końcu efekt jest mizerny.

We wtorek wykryto 20870 zakażeń, ale dziś już prawie 33 tys. Te mniejsze liczby to efekt już lockdownu czy raczej tylko weekendu?
Nie można opierać się na pojedynczych statystykach, ważne są trendy, a te są bardzo niepokojące i pokazują, że szczyt pandemii jest jeszcze przed nami. Walka z pandemią, którą prowadzi rząd, jest pasywna i reaktywna, rząd cofa się do pozycji obronnych, nie ma walki aktywnej, nie ma podstawowej rzeczy, jaką są bardzo intensywne śledztwa epidemiologiczne. To testowanie ludzi bezobjawowych, którzy mogą stanowić zagrożenie. Wskaźniki pozytywne w odniesieniu do liczby wykonywanych testów pokazują, że testowanie jest wysoce niewystarczające.

Reklama

Dlaczego rząd tak bardzo konsekwentnie od początku pandemii oszczędnie testuje? To kwestia pieniędzy, wydajności, dostępności odczynników?
Przez całą pandemię wykonujemy za mało testów. Statystyki plasują Polskę na 26 miejscu w Europie, na przedostatnim miejscu przed Bułgarią. To pokazuje, że to była strategia rządu, aby nie niepokoić społeczeństwa złymi informacjami. Wyraził to dość jasno w rozmowie senator Karczewski, który powiedział wprost, że rząd bał się hejtu, dlatego odstąpił od testowania wracających z Wielkiej Brytanii.

Przypomnę, że 21 grudnia przed 7.00 rano, kiedy usłyszałem, że rząd podjął decyzję o sprowadzeniu Polaków z Wielkiej Brytanii na święta, alarmowałem ministra zdrowia i premiera, że trzeba ich przetestować. Tej decyzji nie podjęto, jak się okazało z przyczyn polityczno-hejterskich.

Teraz podjęto decyzję mówiącą o tym, że należy testować wszystkich przyjeżdżających ze strefy Schengen, a także spoza niej. Super, tylko ta decyzja jest znowu spóźniona o 3 miesiące. Jesteśmy ciągle kilka okrążeń za Europą w walce z pandemią, a te decyzje są nieadekwatne do momentu, w którym znajduje się Polska.

Prof. Horban w jednej z rozmów stwierdził, że bez sensu było testować przyjeżdżających z Wielkiej Brytanii na święta, bo i tak ta mutacja by do nas przyszła…
Widziałem tę wypowiedź. Czyli wychodzi na to, że wtedy nie testowali, bo „wirus i tak do nas przyjdzie”, a dziś każą testować, aby wirus nie przyszedł. To pokazuje niestety, jak ogromny jest chaos i sprzeczność podejmowanych przez rządzących decyzji.

Kto prowadzi zatem w Polsce walkę z wirusem? Lekarze, eksperci, politycy czy pijarowcy?
Mam wrażenie, że to eksperci od propagandy, bo nie odnajduję dzisiaj dowódcy, generała tej wojny. Nie widzę osoby, która brałaby odpowiedzialność za to, co się dzieje. Mamy premiera, który już 4 razy epidemię odwoływał, a gdy ta przyśpiesza i gwałtownie rośnie liczba zakażonych, to wskazuje jako winnych opozycję i prywatną służbę zdrowia.

Pan premier bardzo się myli; pełną odpowiedzialność za sposób prowadzenia walki z pandemią spoczywa na nim i jest zależny od jego decyzji.

A może wicepremier od spraw bezpieczeństwa powinien odegrać tu specjalną rolę, czyli prezes Kaczyński?
Sprawdzałem wczoraj aktywność wicepremiera do spraw bezpieczeństwa na rządowych stronach internetowych i poza aktywnością dotyczącą powołania specjalnego komitetu nie ma tam żadnej aktywności. Zresztą to typowe dla Jarosława Kaczyńskiego, że gdy sytuacja robi się naprawdę niebezpieczna, to on chowa się i unika jakiejkolwiek aktywności. Taki to rodzaj odwagi.

Minister zdrowia zwrócił się do rektorów akademii medycznych, aby ci przygotowali listę studentów, którzy mogliby pomóc w walce z pandemią. To dobry ruch?
Tak, tylko że te wszystkie decyzje są spóźnione. Minister powinien podjąć decyzję o odstąpieniu od egzaminu ustnego dla lekarzy, którzy zdali specjalizację. To jest ogromna rzesza młodych lekarzy, świetnie przygotowanych, jeszcze w pełni sił, a już z pełną wiedzą, którzy powinni być na salach szpitalnych, a nie salach egzaminacyjnych. Znowu błąd ministra, który chyba z powodów politycznych nie chce zmienić swojej decyzji, a

studentów medycyny można było już dawno zaangażować chociażby do pomocy w sanepidzie, aby prowadzili śledztwa epidemiologiczne.

Jaki widzi pan sposób na usprawnienie transportu karetek? Na razie wszystkie jadą do szpitala prowadzącego, a dopiero po przejściu przez SOR chory ewentualnie jedzie do tymczasowego szpitala covidowego.
Symboliczne jest to, że w szczycie pandemii instytucje rządowe kupują służbowe limuzyny, a karetki nie nadążają z wożeniem pacjentów. Ten problem polega na błędach w zarządzaniu, bo jeśli nie ma wspólnej strategii regionalnej zarządzania pandemią, a rząd zabrał tę odpowiedzialność z regionów od marszałków, wójtów, burmistrzów, prezydentów, to zarządzanie z fotela na Nowogrodzkiej czy z KPRM zawsze będzie szwankować przy tak dużym przedsięwzięciu. Niestety za PiS-u wszystko musi być centralne, narodowe, podpisane długopisem jednego człowieka.

Kolejnym błędem jest brak strategii współpracy szpitali tymczasowych z klasycznymi. Jeżeli budowano szpitale covidowe, w których nie ma możliwości przyjęcia pacjenta, po którego jedzie karetka, tylko pacjent jest odsyłany od szpitala do szpitala, to jest to dublowanie działań, energii, czasu i sprzętu. Nie widzę powodów, dlaczego chory, który nie wymaga respiratora, nie może być przetransportowany od razu do szpitala tymczasowego. Stąd są przeładowane klasyczne szpitale, a karetki stoją w kolejkach przed nimi.

Gdyby jutro został pan ministrem zdrowia, to co by pan zrobił?
Przede wszystkim odblokowałbym standardowe szpitale. Trzeba odciążyć te szpitale i dać im możliwość walki o życie najciężej chorych pacjentów. Ci lżej chorzy powinni być przyjmowani przez szpitale tymczasowe, które premier tak donośnie otwierał jeżdżąc po Polsce. Zapewniał wówczas, że będą miały po 1200 miejsc, jak szpital na Narodowym, czy po 400-500, jak mniejsze szpitale tymczasowe. Tymczasem

na Narodowym mamy dziś nieco ponad 300 miejsc. Szef tego szpitala deklaruje, że nie widzi problemu z karetkami stojącymi w kolejkach, nie widzi problemu z przeładowanymi szpitalami, nie widzi w ogóle problemu. Tymczasem problem jest, bo ludzie umierają w domach i karetkach.

Jesteśmy kilka dni przed świętami wielkanocnymi, czy rząd powinien wprowadzić większe obostrzenia?
Ten lockdown jest de facto na życzenie rządu, bo gdyby ten prowadził aktywną walkę z wirusem, to być może nie trzeba by było dziś nakładać tak ciężkich restrykcji na cały kraj. Dziś już niestety jest za późno na inne decyzje. Widzę też sporo niekonsekwencji w działaniach rządu, bo jeżeli zamykany jest cały kraj, zostają otwarte kościoły, a bezpieczeństwo epidemiologiczne oddajemy w ręce księży, to świadczy to tym, że rząd znów kieruje się polityką, a nie racjonalnym myśleniem.

Należy zamknąć kościoły?
Uważam, że należy mocno ograniczyć działalność kościołów, bo przebywają tam głównie ludzie starsi, a jak widzimy z doniesień medialnych, cześć księży podchodzi do pandemii, mówiąc delikatnie, z dystansem. Dbając o bezpieczeństwo naszych rodziców i dziadków należy to zrobić, bo bezpieczniej będzie, jeżeli pomodlą się w skupieniu w domu, a nie w kościele, który jest takim samym źródłem transmisji wirusa jak restauracja czy sklep.

Co z godziną policyjną, zakazem przemieszczania się?
Generalnie jestem przeciwny tego typu restrykcjom w całym kraju.

Jestem zwolennikiem bardzo aktywnego testowania regionalnego i wyłapywania potencjalnych ognisk. To jest możliwe tylko i wyłącznie przy współpracy z samorządami, czego niestety nie ma.

Najprościej jest nałożyć na cały kraj godzinę policyjną czy lockdown. Tak naprawdę te restrykcje powinny być nałożone z różnym natężeniem na regiony. Także w taki sposób należy prowadzić działania profilaktyczne. W przedsiębiorstwach, zakładach pracy należy testować na masową skalę, aby wiedzieć, czy jest i jak bardzo zjadliwy jest wirus. Mamy 8 laboratoriów w Polsce, które są w stanie sekwencjonować wirusa, eksperci mówią o konieczności sekwencjonowania u około 10 proc. pozytywnych pacjentów. Niestety to się w Polsce nie dzieje, bo rząd woli tego nie wiedzieć.

W sobotę PO przedstawiła plan odbudowy zdrowia publicznego. Gdyby miał pan wymienić 3 najważniejsze pomysły, zmiany, to co to by było?
Odpowiedzialni rządzący muszą mieć nie tylko strategię na to, co tu i teraz, ale także na to, co w przyszłości. Trzeba już planować to, co po pandemii. Mówiliśmy do tej pory o walce z pandemią, ale równie ważne jest to, co później.

Trzeba wówczas zrobić bilans zdrowia Polaków, bo nie mamy dziś świadomości, jakie szkody przyniosła pandemia, a na pewno są one spore. System prawie przestał zajmować się pacjentami innymi niż z COVID, co wynika znowu z błędnej decyzji rządu. Na początku pandemii rząd powinien uruchomić tzw. białe szpitale, które będą wolne od COVID, gdzie można by leczyć udar, zawał, nowotwory.

Obawiam się, że w efekcie pandemii pacjenci wrócą do szpitali z bardzo zaawansowanymi chorobami, szczególnie pacjenci onkologii.

Taki bilans otwarcia pokaże nam skalę problemu, bo każdy pacjent powinien mieć możliwość dostosowanego do swojego wieku i stanu chorobowego bilansu. To musi być specjalny program rządowy.

Po drugie trzeba zdjąć limity ograniczeń finansowych w 100 najważniejszych szpitalach w Polsce, aby mogły skupić się na leczeniu pacjentów, którzy przez pandemię i błędne decyzje rządu nie otrzymują w tej chwili odpowiedniej pomocy.

Po trzecie trzeba zbudować realnie funkcjonujące centra rehabilitacji pocovidowej, bo ludzie, którzy z wirusem wygrali, borykają się z problemami neurologicznymi, pulmonologicznymi i wieloma innymi schorzeniami, które są skutkiem choroby. Jeżeli nie zaczniemy o tym myśleć teraz, to potem będzie znowu za późno.

A skąd na to wszystko pieniądze?
Pieniędzy jest sporo. Zaczynając od krajowego planu odbudowy, z którym rząd ewidentnie ma kłopot.

Na razie w dokumentach rządowych czytamy o bezzałogowych statkach powietrznych i elektrycznych samochodach, a myślę, że dużo bardziej potrzebujemy odbudowy zdrowia Polaków.

Generalnie w Polsce sposób wydawania pieniędzy publicznych pozostawia wiele do życzenia, myślę tu np. o telewizji publicznej czy o fatalnych inwestycjach prowadzonych za miliardy złotych, jak np. lotnisko CPK. Trzeba wrócić do rozsądnej polityki wydawania pieniędzy, do czego ten rząd nie jest zdolny.

Zdrowie musi być priorytetem rządu. Tak jak zbudowaliśmy w przeszłości autostrady i stadiony, tak w przyszłości zadbamy o zdrowie Polaków.


Zdjęcie główne: Bartosz Arłukowicz, Fot. Flickr/Sejm RP/Marta Marchlewska, licencja Creative Commons

Reklama