Reklama

PO w czasie przywództwa Grzegorza Schetyny awansowała w sondażach. Po przegranych wyborach pojawiły się sondaże, w których ledwo przekraczała 10 proc., a teraz dobija nawet do 30 proc. poparcia. To znaczy, że wykroczyła poza elektorat z ostatnich wyborów parlamentarnych – mówi nam prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Jeżeli Robert Biedroń wystartuje oddzielnie i przekroczy próg wyborczy, zabierając wyborców Koalicji Obywatelskiej, to zagwarantuje PiS-owi status partii numer jeden i to z wyraźną przewagą – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: Nowy rok i nowa postać w rządzie Mateusza Morawieckiego. Były szef Młodzieży Wszechpolskiej został wiceministrem cyfryzacji. PiS nie próbuje się już nawet ukrywać ze wsparciem dla środowisk nacjonalistycznych. To realny mariaż?

RAFAŁ CHWEDORUK: Wydaje mi się, że nominację posła Adama Andruszkiewicza powinniśmy interpretować dokładnie odwrotnie. Nie jako wsparcie dla środowisk narodowych, ale jako próbę ich pacyfikacji. PiS od początku dążył do tego, aby nie mieć konkurencji na prawo od siebie. Zostało to umocnione poprzez doświadczenie rywalizacji o wyborców z LPR-em, kilka lat potem z Solidarną Polską, przez którą PiS nie wygrał poprzednich wyborów do Parlamentu Europejskiego, a po drodze zdarzył się jeszcze ruch Kukiz ’15.

Reklama

W tej chwili PiS bardzo wyraźnie próbuje dzielić wewnętrznie różne odłamy środowisk narodowych i przechwytywać działaczy, aby zapobiec powstaniu zwartej alternatywy. Znamienny jest fakt, że w ogóle rozmawiamy o młodym człowieku i średnio znaczącym stanowisku…

Rozmawiamy nie o awansie jednego człowieka, ale o konsekwencjach, które to może za sobą nieść. Narodowiec w rządzie. Tego jeszcze przecież nie było.
To próba rozbicia konkurencyjnej formacji, która będzie walczyła o tego samego wyborcę co PiS. Przechwytywanie działaczy jest jednym z ważnych elementów tej strategii działania.

Nie ma w tej strategii żadnego ryzyka?
Oczywiście, że jest. PiS będzie musiał tłumaczyć się z czegoś, co w istocie jest niewielkim wydarzeniem, ale ma znaczący potencjał symboliczny. Po pierwsze, ze względu na prosty kontrast –

PiS przyjmuje strategię wyciszania konfliktu z KE w nadziei na to, że nowe rozdanie w Europie zmieni układ sił, a chwilę później musi tłumaczyć, dlaczego wiceministrem został ktoś, kogo trudno posądzać o nadmiar sympatii do UE.

Ale ten problem ma też niepoważną stronę, co czasami w polityce bywa bardziej dotkliwe, niż strona poważna. Sposób uprawiania polityki przez posła Andruszkiewicza wywołuje zainteresowanie wśród części odbiorców życzliwe, wśród innej części przeniknięte uśmiechem. Kpina i żart w dzisiejszej polityce są znaczącą bronią. Dlatego PiS przyjął poważne ryzyko.

Nie wiem, czy partia rządząca zauważyła, że w wiek wyborczy wchodzi kolejna generacja Polaków, bardziej liberalna, niż pokolenie posła Andruszkiewicza. To było pokolenie kryzysu gospodarczego w Europie i delegitymizacji rządów PO, a nowe jest wychowane w realiach np. niskiego bezrobocia.

Zaskakująca jest też dla mnie wiara polityków w Ruch Narodowy, który w istocie należy uznać za nigdy nieziszczony mit, co pokazują wyniki kolejnych wyborów. Nie ma też poważnych przesłanek, które mogłyby spowodować eksplozję poparcia dla tego ruchu. PiS wykazuje więc daleko idącą zapobiegliwość.

Strategia eksponowania “europejskiej twarzy PiS-u”, z rysą w postaci tej nominacji, przyniesie oczekiwany rezultat? Zneutralizuje wcześniejszy przekaz o “wyimaginowanej wspólnocie”?
PiS tak naprawdę jest partią eurorealistyczną, która akceptuje unijną rzeczywistość, ale nie chce zaakceptować powstania wspólnego państwa europejskiego.

Bycie w centrum zawsze jest wygodne, ale z drugiej strony oznacza ciągłe balansowanie między prounijnym i mniejszościowym, antyunijnym elektoratem. W ostatnich latach to balansowanie PiS-owi się udawało, ale wybory samorządowe pokazały, że są sytuacje, które w sposób ponadstandardowy mogą mobilizować drugą stronę.

PiS tak naprawdę w tej chwili nie ma innego wyjścia. Można się tylko zastanawiać, czy będzie zdolny do kolejnego balansu.

Premier Mateusz Morawiecki nie uratuje PiS-u?
Jego premierostwo jest jedną wielką niewiadomą. PiS zmienił premiera w nadziei, że pokaże liberalnej części obywateli, że nie ma się czego obawiać, że np. w polityce zagranicznej chodzi o wzmocnienie pozycji międzynarodowej Polski, a nie w ogóle członkostwa w UE. Nie widać jednak, żeby zmiana szefa rządu coś zmieniła. PiS musi uważać, żeby nie przesadzić w polityce wyciszania dyskusji z Komisją Europejską i nie wykonać wolty tak gwałtownej, że nikt w nią nie uwierzy. Ale i tak jest w komfortowej sytuacji. W ostatnich miesiącach premierostwa Beaty Szydło wypracowano bezpieczną przewagę sondażową, a opozycja nie do końca potrafiła zdyskontować swego względnego sukcesu w wyborach samorządowych i nadać samej sobie nowej dynamiki.

Jarosław Kaczyński za wcześnie dokonał zmiany premiera, bo właśnie teraz byłby idealny moment. PiS w ciągu najbliższych miesięcy musi stać się partią nudną – partią stabilizacji, porządku i przewidywalności.

Wracając do początku naszej rozmowy, zastanawiam się, czy takie nominacje, jak posła Andruszkiewicza, są zapowiedzią nudy w nowym roku…

Można powiedzieć, że PiS na początku nowego roku jest w kryzysowym momencie?
Nie nazwałbym tego kryzysem, a raczej patem. Wybory samorządowe przyniosły PiS-owi w sejmikach zdecydowanie więcej, niż mógł oczekiwać, ale wyniki głosowań w miastach wzbudziły niepokój. Teraz ani jedna, ani druga strona, chociaż to PiS ma przewagę i inicjatywę, nie jest w stanie zakończyć partii matem. To jest obraz polskiej polityki na początku roku wyborczego. Na razie chyba nikt nie ma pomysłu na wydostanie się z tej patowej sytuacji.

Jeżeli nic się nie zmieni w wyniku wyborów do PE, to w październiku będziemy musieli przeliczać każdy procent i mandat, aby wiedzieć, kto ma parlamentarną większość. Na razie polityczna wojna przybrała charakter wojny pozycyjnej.

Strategiczną bitwą będą eurowybory? One mogą mieć znaczący wpływ na wynik wyborów parlamentarnych?
To będzie druga strategiczna bitwa. Pierwszą będzie to, kto i w jakiej konfiguracji przystąpi do tych wyborów. Wiemy, że PiS wystartuje jako Zjednoczona Prawica, ale ciekawsze będzie to, jaka formuła pojawi się po drugiej stronie, czy już teraz podjęta zostanie próba stworzenia wielkiej opozycyjnej koalicji, czy wręcz przeciwnie. Czy powstanie mityczna lista wyborcza firmowana przez Donalda Tuska, co osłabi w ogóle opozycyjne partie polityczne? Jak dużo głosów Koalicji Obywatelskiej zabierze ruch stworzony przez Roberta Biedronia? W jaki sposób na własną, też trochę patową sytuację zareaguje Kukiz ’15?

Wynik wyborów do PE będzie drugą bitwą, która wyznaczy ostatecznie ramy pola walki przed wyborami do Sejmu i Senatu. Nie bagatelizowałbym więc tego, co dzieje się w szeregach opozycji.

Powtórzę pana pytanie: czy już teraz będzie próba stworzenia wielkiej opozycyjnej koalicji, czy wręcz przeciwnie?
Nie mam wątpliwości, że PO, PSL i SLD będą się w stanie porozumieć. Platforma ma z ludowcami długie doświadczenie współpracy, zaś z SLD także na poziomie samorządowym. Grzegorz Schetyna i Włodzimierz Czarzasty są pragmatycznymi politykami. Ale konflikty wewnętrzne po opozycyjnej stronie powodują, że nikt nie jest zdolny podjąć wspólnej długofalowej strategii. Bardziej racjonalne byłoby pójście tych partii do eurowyborów oddzielnie, aby zmobilizować żelazny elektorat, a dopiero potem sfinalizować wielką koalicję na wybory parlamentarne.

Jeżeli taka koalicja powstanie teraz, następnie zaś wygra lub zremisuje z PiS-em, to odniesie strategiczny sukces, ale jeżeli przegra, to może zacząć się wewnętrzne rozliczanie w poszczególnych partiach w najbardziej newralgicznym politycznie momencie.

Co powinien w takiej sytuacji zrobić Grzegorz Schetyna, żeby nie żałować?
Zauważmy, że PO w czasie przywództwa Grzegorza Schetyny awansowała w sondażach. Po przegranych wyborach pojawiły się sondaże, w których ledwo przekraczała 10 proc., a teraz dobija nawet do 30 proc. poparcia. To znaczy, że wykroczyła poza elektorat z ostatnich wyborów parlamentarnych. W przypadku PO strategiczną sprawą jest kwestia Donalda Tuska i jego stosunku do władz PO.

Zwolennicy byłego premiera niejednokrotnie radykalizowali przekaz Platformy, co nie przysporzyło sukcesu. Konsens wewnętrzny uczyniłby PO bardziej wiarygodną dla potencjalnych sojuszników. W wymiarze zewnętrznym głównym wyzwaniem jest ruch Roberta Biedronia. Pierwsze sondaże nie są imponujące, ale to on będzie odbierał najbardziej liberalnych wyborców KO.

Robert Biedroń może rozbić elektorat centrum i faktycznie oddać władzę Jarosławowi Kaczyńskiemu?
Jeżeli wystartuje oddzielnie i przekroczy próg wyborczy, zabierając wyborców Koalicji Obywatelskiej, to zagwarantuje PiS-owi status partii numer jeden i to z wyraźną przewagą. Ja bym nazwał ten ruch Nowoczesną bis. Wcześniej porównywano Roberta Biedronia do Emmanuela Macrona, co obecnie zakrawałoby na obelgę. Ten polski polityk nie będzie taki jak francuski prezydent, który pozyskał część wyborców zarówno prawicy, jak i socjalistów. Robert Biedroń nie rozbije elektoratu rządzącej partii, odbierze głosy niemal wyłącznie głównej sile opozycji.

Dużo będzie także zależało od postawy niepartyjnych liberalnych środowisk, czyli mediów, publicystów i autorytetów życia społecznego. Wydaje mi się, że jeżeli znacząca część nie poprze nowej inicjatywy Roberta Biedronia, to będzie ona skazana na fiasko i może zniknąć jeszcze przed wyborami do polskiego parlamentu. To jest wielka niewiadoma w 2019 roku.

Co PiS będzie w stanie zrobić, żeby nie oddać władzy?
Każdy, kto staje przed realną perspektywą zdobycia władzy, jest gotów na bardzo wiele. Dużym ograniczeniem może być jednak polityka międzynarodowa, której znaczenia nie doceniamy. Polityka polska i europejska jest w dużym stopniu odzwierciedleniem konfliktu między Stanami Zjednoczonymi i Niemcami. W pewnym momencie staniemy przed diabelską alternatywą: USA albo Niemcy, polityka albo ekonomia, suwerenność albo integracja europejska.

To nie będą proste wybory, a PiS orientuje się przecież na strategiczny związek ze Stanami Zjednoczonymi. Od tej relacji może bardzo wiele zależeć. Należałoby zachować ostrożność i pragmatyzm, a nie romantyczne, emocjonalne podejście.

Polityka międzynarodowa może pokrzyżować szyki partii rządzącej?
PiS zderzył się już z amerykańskimi i izraelskimi partnerami, co pokazało granice manewru. Takich sytuacji może być więcej.

Możliwe są wcześniejsze wybory parlamentarne?
Każdy mijający dzień ogranicza taką perspektywę.

Skoro PiS nie zdecydował się na wybory u szczytu popularności, w końcu premierostwa Beaty Szydło i początku władzy jej następcy, to nie widać sensu ich przeprowadzania teraz.

Trudno też byłoby jasno wyjaśnić wyborcom sens przyspieszania elekcji o raptem kilka miesięcy. Wreszcie także wybory do Parlamentu Europejskiego przyniosą zmiany w skali kontynentu, niektóre z nich mogą okazać się dla polskiego rządu korzystne.


Zdjęcie główne: Rafał Chwedoruk, Fot. YouTube, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.