Reklama

Weryfikowanie w trybie cywilnym powołania prezesa Trybunału Konstytucyjnego jest niezgodne z konstytucją – uznał Trybunał Konstytucyjny na specjalnym posiedzeniu. TK musiał się śpieszyć, bo już we wtorek 12 września sprawą wyboru sędzi Julii Przyłębskiej ma zająć się Sąd Najwyższy. – To efekt tego, że już od jakiegoś czasu żyjemy w państwie, gdzie nie obowiązują reguły prawa – mówi nam konstytucjonalista, prof. Marek Chmaj

JUSTYNA KOĆ: TK orzekł, że SN nie może orzekać, czy wybór sędzi Przyłębskiej na prezesa TK był “legalny”. Czy według pana SN może to ocenić, czy nie może?
PROF. MAREK CHMAJ:
Generalnie obecne przepisy w randze konstytucyjnej bądź ustawowej nie dają żadnemu organowi państwa, w tym organowi władzy sądowniczej, możliwości weryfikacji, czy wybór prezesa Trybunału był legalny bądź nielegalny. Takiej kontroli legalności powinien był dokonać prezydent w momencie, w którym otrzymuje dwóch kandydatów na prezesa – to prezydent musi zweryfikować, czy wskazanie tych kandydatów odbyło się zgodnie z prawem, czy nie. Prezydent Duda nie miał żadnych wątpliwości w grudniu 2016 roku i niemal natychmiast powołał Julię Przyłębską na prezesa TK.

Sędzia Leon Kieres złożył odrębne zdanie.
Tak, ale tu mieliśmy taką sytuację, że

Trybunał wydał na wniosek posłów PiS-u wyrok częściowo zakresowy, częściowo interpretacyjny, a to oznacza, że zaskarżane przepisy nie znikają z porządku prawnego, Sejm nie musi ich nowelizować.

Jedynie w wyniku wyroku TK zmienia się interpretacja tych przepisów w kierunku wskazanym przez Trybunał. TK zatem wymusza tym wyrokiem na innych organach władzy, w tym na Sądzie Najwyższym, odpowiednią interpretację tych przepisów wskazanych we wniosku przepisów kpc. Teraz zdanie odrębne sędziego Kieresa tak naprawdę dotyczyło kwestii formalnych. Sędzia Kieres wskazał, że TK bezprawnie modyfikował zakres zaskarżenia, który był złożony we wniosku. Zatem zdaniem Leona Kieresa Trybunał miał obowiązek umorzyć to postępowanie z powodu niedopuszczalności orzekania. Sędzia Kieres wskazał też w końcowej części uzasadnienia, że merytorycznie to on się z wyrokiem TK zgadza, wskazywał natomiast na uchybienia formalne, które były we wniosku.

Reklama

Czy mamy do czynienia z przełomowym momentem w sądownictwie? Dwie poważne instytucje nawzajem o sobie postanawiają, mówiąc, że jedna coś może, druga nie. Możemy mówić o precedensie?

To nie jest precedens, ponieważ spory pomiędzy SN a TK są toczone od lat 90. To jest ich kolejna odsłona, aczkolwiek odsłona bardzo dramatyczna.

TK postanowił wydać wyrok na dzień przed rozpoznaniem przez Sąd Najwyższy pytania prawnego przedłożonego przez Sąd Rejonowy. Nawet gdyby nie było dzisiejszego wyroku Trybunału i nawet gdyby hipotetycznie SN jutro stwierdził, że wybór prezesa i wiceprezesa Trybunału był wadliwy, to nie miałoby to większego znaczenia, bo przepisy konstytucji i ustaw nie pozwalają na weryfikację wyboru prezesa Trybunału. Zatem ten hipotetyczny jutrzejszy wyrok, niekorzystny dla Juli Przyłębskiej, nie miałby żadnego znaczenia. Oczywiście poza pokazaniem opinii publicznej, że zdaniem SN popełniono uchybienia proceduralne.

A pan jakiego wyroku się spodziewa? Wiemy już, że SN będzie orzekał. Rzecznik Sądu powiedział dziś, że wszystkie scenariusze są możliwe.
Hipotetycznie najpewniej SN umorzy postępowanie ze względu na niedopuszczalność orzekania, chyba że będzie chciał odpowiedzieć na pytanie w całości lub w części, ale to, co zrobi SN, jest w całości jego niezależną decyzją.

Sędziowie w składzie są niezawiśli i oni mogą podjąć takie rozstrzygnięcie, jakie im się nasunie na podstawie bezpośredniego stosowania konstytucji i jej przepisów.

Czy to nie jest tak, że prawo przegrywa z bezprawiem? PiS łamie konstytucję, kiedy chce, a kiedy mu to pasuje, to powołuje się na przepisy prawne. Wszyscy wiemy, że TK w obecnym kształcie nie ma nic wspólnego z kontrolą konstytucyjności.
To jest pokłosie walki o TK sprzed roku. PiS zawsze podkreślał, że składy w Trybunale powinny być wybierane losowo, a tylko absolutnie w wyjątkowych sytuacjach mogą być wyznaczane przez prezes TK. Proszę zobaczyć, pani prezes była osobiście zainteresowana tym rozstrzygnięciem, bo dotyczy wyboru jej i wiceprezesa. To pani prezes wybrała skład TK, w którym to składzie orzekli czterej sędziowie wybrani przez Sejm tej kadencji, ale nie dublerzy, oraz sędzia Kieres. Zatem

sędziwie tej kadencji stanowili absolutną większość składu orzekającego. Oczywiście możemy uznać, że to jest przypadek, ale na przypadek to nie wygląda.

Nie powinno to tak wyglądać.
Nie powinno. Jeżeli  sprawa ma dotyczyć pani prezes, to najuczciwiej byłoby dokonać losowego wyboru składu.

Wiemy, że PiS w takich sytuacjach nie jest uczciwy, czy zatem Sąd Najwyższy może nie uznawać orzeczeń TK?
Hipotetycznie wyobrażam sobie taką sytuację, ale w tej sprawie, którą SN ma rozpoznawać, takiej potrzeby nie ma. Nawet gdyby SN stwierdził , że wybór prezesa i wiceprezesa TK był wadliwy, to nie miałoby to znaczenia praktycznego, bo nie ma procedur pozwalających na pozbawienie prezesa i wiceprezesa mandatów.

Nawet jeśli wiemy, że nie zostali oni wybrani zgodnie z procedurami?
I tak wiemy, że były poważne uchybienia proceduralne. Wiemy to i bez wyroku Sądu Najwyższego.

Zmieńmy temat. Czy uważa pan, że finansowanie kampanii nt. sądów prowadzoną przez Polską Fundację Narodową jest zgodne z prawem?
Tutaj

mamy do czynienia z kampanią partyjną, a nie kampanią państwową. Całą kampanię partyjną opłaca się ze środków fundacji zasilanej ze środków państwa, zatem jest to pośrednie nielegalne finansowanie partii.

PiS, tak samo jak inne partie, które przekroczyły 3 proc. w ostatnich wyborach, otrzymuje subwencje od państwa. To z tych środków powinna być realizowana kampania tego typu. Nie ze środków fundacji zasilanej ze środków spółek Skarbu Państwa. W ten sposób łamie się zasadę równości pomiędzy partiami politycznymi.

Jakie konsekwencje mogą być za takie łamanie prawa, kto powinien się tym zająć: sąd, NIK?
Być może NIK. Państwowa Komisja Wyborcza, która weryfikuje finanse partii, już orzekła, że nie jest przedmiotem zainteresowania tego typu naruszanie przepisów ustawy, więc pozostaje NIK, albo prokuratura.

Wiemy, że szef NIK Krzysztof Kwiatkowski ma swoje kłopoty ze strony rządu PiS. A prokuratura?
Powiedzmy, że też ma swoje problemy.

Nie kiwnie palcem, bo prokurator generalny jest jednocześnie ministrem sprawiedliwości?
Wiadomo.

Czyli żyjemy w państwie quasi-prawnym?
Tak i to już od dłuższego czasu. Zasady państwa prawa już nie są obowiązujące,

trójpodział władzy stał się iluzoryczny.

To jest kolejna odsłona tych wydarzeń.


Zdjęcie główne: Marek Chmaj, Fot. Michał Józefaciuk/Senat RP, licencja Creative Commons

Zapisz

Zapisz

Reklama

Comments are closed.