Reklama

Budżet 2018 przyjęty. Według projektu, dochody państwa wyniosą 355,7 mld zł, a wydatki 397,2 mld. Deficyt ma nie przekroczyć 41,5 mld. – W dobrych, tłustych czasach, szczególnie jak się ma szybko rozwijająca się gospodarkę, jak Polska, należy przygotowywać się na złe czasy – mówi nam były wicepremier i minister finansów Jacek Rostowski. – Polityka rządu jest nieracjonalna i szkodliwa, na pewno nie odpowiedzialna – dodaje.

JUSTYNA KOĆ: Sejm właśnie przyjął budżet na ten rok. Ministerstwo Finansów zakłada, że gospodarka będzie rozmijać się w tempie 3,8 proc., ceny wzrosną o 2,3 proc. PiS chwali się, że to świetny budżet. A jakie jest pana zdanie?

JACEK ROSTOWSKI: Proponuję popatrzeć na to z innego punktu widzenia, a mianowicie, co się dzieje w Europie. Wiemy, że gospodarka europejska, szczególnie niemiecka i strefy euro, szybko się rozwija. Wobec tego nic dziwnego, że Polska gospodarka już kolejny rok także rozwija się szybko.

W takiej sytuacji zaskakujące jest, że polski budżet zarządzany przez PiS wyróżnia się, ale negatywnie. Komisja Europejska przewiduje, że w 2018 roku aż 8 państw UE będzie miało nadwyżkę budżetową – w tym Grecja! A deficyt Polski, mimo że nasza gospodarka – tradycyjnie zresztą – rozwija się szybciej od większości państw UE, będzie jednym z trzech najwyższych. Czyli

Reklama

mimo szybkiego wzrostu Polska będzie jednym z trzech krajów z największą dziurą budżetową.

Uważam, że przy tak świetnych wynikach, jeżeli chodzi o wzrost gospodarczy – i to już kolejny rok, bo dobry był 2014, świetny 2015, potem w 2016, gdy PiS doszedł do władzy, było gorzej, ale w 2017 było już lepiej, i obecny 2018 także ma być dobry – to Polska powinna należeć do tych krajów, które mają nadwyżkę. A nie cieszyć się, że nie mamy deficytu przekraczającego 3 proc. dozwolonego przez UE. Tu jest prawdziwy problem. Nie czy Ministerstwo Finansów trafi z wyliczeniami, tylko gdzie powinniśmy być w tym najlepszym momencie cyklu koniunkturalnego, napędzanego nie przez politykę gospodarczą PiS, ale przez gospodarkę niemiecką i strefy euro.

Rząd chwali się, że taka świetna sytuacją to zasługa uszczelnienia systemu VAT.

Sytuacja budżetu, jak na okoliczności, jest daleka od świetnej!

Jeśli chodzi o dochody z VAT, to większość sukcesu, aż 75 proc. poprawy, to zasługa koniunktury europejskiej, a 1/4 to może uszczelnienie. Zresztą to uszczelnienie w 80 proc. wdrożyła lub przygotowała jeszcze Platforma Obywatelska w poprzedniej kadencji. Zresztą nie chwalę tu siebie, bo w dużej mierze były to działania mojego następcy, Mateusza Szczurka.

Jak długo potrwa jeszcze ta dobra koniunktura europejska, na fali której PiS może kupować elektorat socjalnymi programami?
Tu nie znamy dnia, ani godziny. Gdybyśmy znali przyszłość, to nie tylko gospodarka, ale i cały świat wyglądałby inaczej. Ale właśnie dlatego w dobrych, tłustych latach, należy przygotowywać się na złe czasy.

W 2007 Zyta Gilowska, minister finansów w rządzie PiS, mówiła, że czeka nas “7 tłustych lat” – a rok później rozpoczął się największy kryzys gospodarki światowej od drugiej wojny światowej. Zamiast jak konik polny śpiewać i tańczyć, to należy jak mrówka latem gromadzić zapasy. Wszystkie sensowne rządy tak robią, PiS robi dokładnie odwrotnie.

Gdy w trakcie największego światowego kryzysu od 70 lat pozwoliliśmy na kontrolowany wzrost deficytu, to PiS wył, że zadłużamy kraj. Wtedy to było jak najbardziej słuszne, ponieważ kryzys był tak wielki i tak wyjątkowy. Teraz jest dokładnie odwrotnie. Jest czas na nadwyżkę budżetową, tymczasem przewiduje się trzeci najwyższy deficyt w Europie. To polityka nieracjonalna, szkodliwa i nieodpowiedzialna.

Agencja Fitch podała kilka dni temu, że Polska gospodarka dostaje zadyszki. To poważne ostrzeżenie?
Dostaje zadyszki także z powodu obniżenia wieku emerytalnego.

Jest niebezpieczeństwo, że sytuacja na rynku pracy spowoduje, że mimo świetnej koniunktury w Europie szybki wzrost gospodarczy trudno będzie utrzymać.

Trudno przewidzieć, jak to się rozwinie, ale jest to na pewno jedno z zagrożeń, które może się zrealizować. Tego typu zagrożeń jest więcej, dlatego tym bardziej powinniśmy teraz przygotowywać się na gorsze czasy.

Minister Morawiecki jest bankowcem, musi sobie zatem zdawać sprawę z tych zagrożeń. Dał się uwieść polityce i dlatego na to pozwala?
Mateusz Morawiecki jest głównie politykiem, politykiem, któremu udało się bardzo szybko osiągnąć stanowisko, które jest formalnie jednym z najwyższych w państwie, mimo że wiemy, że tak naprawdę najwyższe stanowiska w Polsce są teraz partyjne, a nie rządowe. Przypomina to zresztą czasy komuny. Niestety,

nie mam wątpliwości, że Mateusz Morawiecki głównie jest nastawiony na rozgrywkę polityczną.

W budżecie o 36 proc. zwiększono nakłady na Kancelarię Premiera, o 20 proc. na Kancelarię Prezydenta i 20 proc. większy budżet przewidziano dla Sejmu. Zbytnia rozrzutność?
Rozumem, że to jest wyraz tego, jak PiS wsłuchuje się w opinie Polaków. Moim zdaniem, takie zwiększenie środków jest niczym nieuzasadnione. To się nazywa “rozpasione państwo”!

Nie ma powodu, żeby Polski rząd, w relacji do wielkości kraju i gospodarki, był jednym z najdroższych w Europie.

Złośliwi dopatrują się tu potrzeby zwiększenia posad dla Misiewiczów.
Misiewiczów i także “Szyszkiewiczów”. Podobno 25 osób z otoczenia ministra Szyszki trzeba gdzieś teraz obsadzić. A na poważnie, to jest przejaw znowu tego samego, zamiast oszczędzać w dobrych czasach wydaje się na lewo i prawo. Zresztą skoro już tak bardzo rząd nie chce oszczędzać, to mógłby chociaż spełnić postulaty rezydentów i dofinansować ochronę zdrowia. Tymczasem

na naprawdę ważne rzeczy ten rząd nie ma pieniędzy. Dziwne, że rząd, który tak mocno deklaruje przynależność do Kościoła katolickiego, zachowuje się niczym “hulaj dusza, piekła nie ma”.

Tymczasem nawet jeśli uda się uniknąć piekła, to czyściec jest bardzo prawdopodobny i prędzej czy później nadejdzie.

Czy przyjęta właśnie ustawa ograniczająca handel w niedziele może przybliżyć perspektywę “czyśćca”, czyli zagrozić polskiej gospodarce?
Zmniejszy ilość miejsc pracy, utrudni życie pracującym kobietom, a frekwencji na mszach w niedziele niestety nie zwiększy.


Zdjęcie główne: Jacek Rostowski, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons

Reklama