Reklama

Nowe przepisy ustawy o KRS wchodzą w życie. Co znaczy, że nowych członków Rady wybierze Sejm. PO zdecydowała, że nie będzie zgłaszać kandydatów, bo – jak mówi w rozmowie z wiadomo.co były minister sprawiedliwości Borys Budka – “nie będzie uczestniczyć w tej hucpie”. Rozmawiamy też o decyzji przewodniczącego KRS, który na znak protestu zrezygnował z zajmowanego stanowiska i o tworzeniu pisowskiego oddziału sędziów w wymiarze sprawiedliwości. – Niestety, obawiam się, że znajdzie się 15 sędziów, którzy zasiądą w nowej Krajowej Radzie Sądownictwa – mówi Borys Budka.

KAMILA TERPIAŁ: Dariusz Zawistowski nie jest już szefem KRS-u. Zrezygnował z funkcji “na znak protestu przeciwko sytuacji prawnej, którą stworzył ustawodawca”. Nie chce brać odpowiedzialności za to, co za chwilę będzie się działo w Radzie. Rozumie pan taką decyzję?

BORYS BUDKA: Środowiska sędziowskie, konstytucjonaliści i organizacje pozarządowe od dawna mówią o tym, że nowelizacja ustawy o KRS jest niezgodna z konstytucją. Lubię ludzi konsekwentnych, którzy potrafią przedłożyć wartości nad własny interes. Sędzia Dariusz Zawistowski pokazuje, że dla niego liczą się przede wszystkim zasady praworządności i państwo prawa, że nie będzie firmował politycznej, partyjnej Krajowej Rady Sądownictwa. To słuszna decyzja.

Politycy PiS-u mówią, że to zachowanie, które pokazuje, że “nadzwyczajna kasta nie może pogodzić się z tym, że zreformowaliśmy wymiar sprawiedliwości”.

Reklama

Nie ma, nie było i nie będzie żadnej reformy wymiaru sprawiedliwości, dopóki będą się tym zajmować tacy populiści, jak Kaczyński, Ziobro czy Jaki.

Reforma oznacza poprawę na lepsze, a to, co zrobiono w przypadku KRS-u, jest tylko jego upartyjnieniem. W takiej sytuacji trzeba liczyć się z tym, że ludzie, którzy znają i szanują konstytucję, nie będą godzić się na łamanie prawa. Narracja PiS-owska o “nadzwyczajnej kaście” pokazuje bezsilność wobec argumentów. Zawsze tam, gdzie pojawiają się merytoryczne argumenty, PiS odpowiada argumentami ad personam. Za chwilę pewnie prześwietlą życiorys byłego już przewodniczącego KRS-u…

Miałem okazję pracować z sędzią Zawistowskim w zeszłej kadencji w sejmowej komisji prawa cywilnego, gdzie był ekspertem KRS-u. To bardzo merytoryczny i spokojny człowiek, który nigdy nie zajmował się polityką, tylko prawem. Wybrany został na przewodniczącego Rady, bo gwarantował, że będzie to instytucja merytoryczna.

To, co zrobił, jest bardzo mocnym głosem doświadczonego sędziego, przewodniczącego organu konstytucyjnego i sędziego Sądu Najwyższego, że nie ma zgody na łamanie konstytucji.

Jest też apel sędziów do sędziów. Stowarzyszenie Themis w specjalnie wydanym oświadczeniu prosi, aby “nie legitymizować niekonstytucyjnych działań władzy i nie przyjmować hańbiących urząd sędziego propozycji uczestniczenia w demolowaniu sądownictwa”.
Podzielam ten apel. PiS ma prostą metodę – wyciąganie cegiełek z muru oporu, dlatego będzie próbował przeciągać sędziów na swoją stronę. Konstytucja mówi o trójpodziale władzy, a rządzący chcą, żeby to partyjna władza wybrała sędziów do KRS-u.

Żaden sędzia, któremu leży na sercu zasada trójpodziału władzy, nie powinien w tym uczestniczyć.

Znajdą się sędziowie, którzy wysłuchają tego apelu?
Niestety, obawiam się, że znajdzie się 15 sędziów, którzy zasiądą w nowej Krajowej Radzie Sądownictwa. Znamienne, że PiS nie chciał poprzeć poprawki, która uniemożliwiałaby bycie członkiem KRS-u sędziemu, który pracuje w Ministerstwie Sprawiedliwości. Co oznacza, że w Radzie będą mogły zasiadać osoby, które na co dzień podlegają ministrowi i są od niego zależne. Głosowania w KRS-ie są jawne, dlatego łatwo będzie ich rozliczać.

PO będzie zgłaszać swoich kandydatów do KRS-u?
Nie. Na początku chcieliśmy oddać swoje miejsca niezależnym sędziom. Chcieliśmy poprosić, żeby swoich kandydatów zgłosiły stowarzyszenia i samorządy sędziowskie. Ale przeprowadziliśmy szereg rozmów, z których jasno wynikało, że zdecydowana większość jest przeciwna takiemu rozwiązaniu. My to rozumiemy i się solidaryzujemy, dlatego nie będziemy uczestniczyć w tej hucpie. Przyjęliśmy argument, że byłoby to złamanie konstytucji.

Nigdy nie chcieliśmy zgłaszać “swoich” kandydatów. Jedynym celem mogłaby być chęć patrzenia na to, co dzieje się w KRS-ie, ale i tak sędziowie wskazani przez środowiska sędziowskie mogliby zostać całkowicie zmarginalizowani.

Kto zajmie miejsca przeznaczone dla opozycji?
Oczywiście sędziowie pisowscy, bo tak jest skonstruowana ustawa. W drugim kroku podczas procedury wyboru sędziego o wszystkim zdecyduje większość rządząca. Od początku był taki plan. Wystarczy, że PiS zbojkotuje głosowanie nad wyborem sędziów zgłoszonych przez opozycję, a później może wskazać i wybrać “swoich”. To, co się działo w tej sprawie, od początku było tylko polityczną grą.

Cały czas mam resztkę nadziei, że sędziowie zbojkotują ten wybór.

Po co PiS-owi KRS?
W tym przypadku należy łączyć poszczególne elementy i oceniać jako całość procesu. Minister sprawiedliwości nie pozwalał na obsadzenie blisko 800 etatów w sądach powszechnych właśnie po to, żeby wepchnąć do wymiaru sprawiedliwości osoby o określonych poglądach politycznych i zależne od niego. Nowy KRS bardzo szybko obsadzi te wakaty. A spośród ludzi wpuszczonych do wymiaru sprawiedliwości Zbigniew Ziobro będzie wybierał kandydatów na prezesów, wiceprezesów i przewodniczących wydziałów. Co ważne, to będą osoby pozbawione najważniejszego przymiotu dla sędziego – niezawisłości.

To jest tworzenie pisowskiego oddziału sędziów w wymiarze sprawiedliwości, “Misiewiczów” wymiaru sprawiedliwości. A jeżeli zostaną wybrani niezgodnie z konstytucją, to cały organ będzie niekonstytucyjny i jego późniejsze decyzje również.

Będzie można je w przyszłości podważać?
To jest największe niebezpieczeństwo, na jakie naraża nas PiS. Wyroki, które zapadną z udziałem sędziów wybranych przez partyjny KRS, będą mogły być w przyszłości podważone. Władza naraża nas także na nieuznawanie wyroków polskich sądów przez sądy międzynarodowe. Na przykład jeżeli kobieta będzie domagała się alimentów od ojca swojego dziecka, który mieszka za granicą, to sąd może podważyć wyrok polskiego sądu i kobieta zostanie z niczym. Albo polski inwestor, który wygra przed sądem spór z zachodnim kontrahentem, może nie móc zrealizować tego wyroku, ponieważ nie zostanie on uznany przez sąd kraju UE. PiS oczywiście o tym nie mówi, ale to jest realne niebezpieczeństwo.


Zdjęcie główne: Borys Budka, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons

Reklama