Reklama

Wyborcze zwycięstwo PiS w 2015 roku zaktywizowało tkwiące w umysłach wielu Polaków mentalne relikty sarmatyzmu, które wcześniej nie mogły szerzej zaistnieć pod rządami sił liberalnych czy socjalliberalnych. Wiele zachowań przedstawicieli i zwolenników obozu rządzącego, zwłaszcza demonstrowane przez nich przejawy megalomanii narodowej i ksenofobii, jako żywo przypominają szlacheckich panów braci w czasach schyłku litewsko-polskiego państwa – pisze Maciej Dymkowski

Polski konserwatyzm, pojmowany jako ideologia lub jako panowanie tradycji nad umysłami i zachowaniami, przyjmował różne oblicza. I choć miewał trudności z włączaniem się do politycznego głównego nurtu, zazwyczaj bywał bardziej wpływowy niż liberalizm. Dzisiaj obserwujemy jego renesans, zwłaszcza wśród mas nacjonalistycznie nastawionych, ceniących tradycję Polaków-katolików.

Czerpiąc między innymi z antyoświeceniowej spuścizny sarmackiej, często cechuje się on nietypowym dla konserwatywnego myślenia radykalizmem. Dlatego może zagrażać liberalnej demokracji, która ma u nas krótką metrykę i nader słabe umocowanie.

W OKOWACH KOLEKTYWISTYCZNYCH IDEOLOGII

W pluralistycznych społeczeństwach współczesnego świata wciąż widać silne zapotrzebowanie na ideologie. Dostarczają one całościowego obrazu społecznej rzeczywistości, który jednak jest mniej lub bardziej zdeformowany, jako że rzeczywistość ta nie poddaje się jednolitemu i spójnemu opisowi. Ideologie aspirują do wyłączności w zniewalaniu umysłów, przybierają czasem postać świeckich religii. Przyjmując określoną perspektywę można je lokować na wymiarze pomiędzy skrajnym liberalizmem i konserwatyzmem. Indywidualistycznie nastawieni liberałowie ujawniają słabsze więzi z własną wspólnotą niż kolektywistycznie zorientowani konserwatyści, zwłaszcza gdy cechuje ich silna tożsamość narodowo-konserwatywna.

Reklama

Szczególnie wpływowe bywają ideologie zdominowane przez orientację kolektywistyczną, akcentujące prymat wspólnoty nad jednostką. Można je określić jako konserwatywne, nacjonalistyczne lub socjalistyczne. Wyniki badań prowadzonych w różnych krajach Zachodu pokazują, że postawy konserwatywne bywają powiązane z antysemityzmem i etnocentryzmem. Konserwatyści ufają autorytetom, za którymi stoi lokalna tradycja. Akceptują sankcjonowane przez nią nierówności i hierarchie, niechętnie odnoszą się do zmian oraz poszukują swojego miejsca we wspólnocie. Ustalenia amerykańskiego psychologa Jonathana Haidta, autora książki Prawy umysł, wskazują, że dla ludzi mających przekonania konserwatywne szczególnie cenne są takie wartości, jak świętość, autorytet i lojalność.

Zachowawczość konserwatystów koresponduje z prawicowym autorytaryzmem, z silnym zapotrzebowaniem na bezpieczeństwo, konformizm i tradycję.

Charakterystyczne jest też dla nich przeświadczenie, że gdy brakuje zasad moralnych, egoizm cechujący naturę ludzką prowadzi do dekadencji, degradacji jednostki i niszczenia ładu społecznego. Wiele wskazuje na to, że powiązane zazwyczaj z religijnością przekonania konserwatywne dobrze zaspokajają rozmaite ludzkie potrzeby. Jednak cechująca konserwatystów orientacja kolektywistyczna zawsze owocuje różnorakimi „kosztami”, a długotrwała dominacja jej skrajnych odmian nieuchronnie rodzi  fatalne skutki tak dla jednostki, jak i dla zbiorowości. Konsekwencji nadmiaru prymatu zbiorowości nad jednostką doświadczano w ludzkich dziejach aż nadto często.

POZA DZIEDZICTWEM OŚWIECENIA

Różnej maści konserwatyści ochoczo nawiązują do idei i wartości antyoświeceniowych. I nie są w tym odosobnieni, już w czasach swego rozkwitu miało oświecenie licznych wrogów. Również dzisiaj jego spuścizna bywa zażarcie zwalczana przez część (chyba jednak mniejszość) intelektualistów. Rozmaici pesymiści kulturowi dopatrują się w tej epoce genezy wszelkiego zła, degradacji człowieka i początków upadku cywilizacji Zachodu.

W ten wciąż odradzający się sposób myślenia dobrze wpisują się konserwatyści. Odrzucają wiarę w postęp i przekonanie oświeceniowych myślicieli, że ludzka natura zawiera potencje, które mogą przyczyniać się do jej ulepszania, jeśli tylko wytworzy się stosowne normy i instytucje. Demonstrują pogardę lub (częściej) zdystansowanie wobec ludzkiego rozumu i reprezentujących go naukowców i ekspertów, odrzucają i próbują ośmieszyć idee postępu i humanizmu. Bywa, że ujawniają przy tym nacjonalizm przechodzący w bezkrytyczne promowanie plemienności. Głoszą pochwałę religii, zwłaszcza jej fundamentalistycznych odmian.

Religia i nacjonalizm w symbiozie z romantycznym heroizmem, wymuszającym poszukiwanie takiego czy innego wroga, ukierunkowują oddziaływania politycznego konserwatyzmu.

A przecież przegląd długofalowych konsekwencji idei oświecenia wskazuje na ogrom oraz uniwersalizm dokonań tamtej epoki. Wbrew prześmiewcom zarzucającym optymistycznym prognozom oświeceniowym naiwność, wiele z nich jest dziś przez ludzkość realizowana, i to na niewyobrażalnie wielką skalę i zdumiewająco skutecznie. W szczególności przemawiają za tym ustalenia różnych nauk, dobrze udokumentowane oraz przekonująco zinterpretowane przez psychologa Stevena Pinkera w jego dziele Nowe oświecenie. Jego zdaniem (…) świat dokonał spektakularnego postępu w każdym z mierników ludzkiego dobrostanu (…) dochód narodowy koreluje (…) ze wszystkimi wskaźnikami ludzkiej pomyślności (…) Obywatele bogatszych krajów przywiązują większą wagę do wartości „emancypacyjnych” bądź liberalnych, takich jak równość płci, wolność słowa, prawa gejów, demokracja partycypacyjna i ochrona środowiska.

W KRĘGU OBSKURANTYZMU I OSZOŁOMSTWA

Ludzkie życie jest dziś, średnio biorąc, zdrowsze, dłuższe, bogatsze, bardziej wolne i szczęśliwe (sic!), jak też ciekawsze i zdecydowanie bezpieczniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Mimo dwóch straszliwych wojen światowych w XX wieku, z upływem czasu coraz rzadziej mamy do czynienia z przejawami przemocy. Ludzie stają się też bardziej otwarci i tolerancyjni; w świetle danych przywoływanych przez Pinkera każda kolejna kohorta wiekowa w XX wieku była bardziej liberalna od poprzedniej. Co więcej, nieomal wszędzie ludzie stają się łagodniejsi i bardziej wrażliwi, uczuleni na krzywdę innych. Wyśmiewane przez wrogów oświecenia przeświadczenie, że rozwój wiedzy przyczynia się do postępu moralnego, otrzymuje empiryczne potwierdzenie.

Adwersarze oświecenia i jego spuścizny (w tym konserwatyści) jawią się jego spadkobiercom jako uosobienie obskurantyzmu i oszołomstwa, antyhumanistycznego ciemnogrodu skrywającego się za romantycznym heroizmem, irracjonalizmu wspierającego krucjatę przeciw tradycjom oświecenia.

Wspierającego szczególnie mocno, gdy konserwatyzm występuje w swoich skrajnych wcieleniach. Wielu amerykańskich polityków konserwatywnych przechodzi na przykład na coraz bardziej antyintelektualne pozycje. Dlatego nie dziwi, że demonstracyjnie odrzucający wiele wartości oświecenia prezydent Donald Trump bywa w tych kręgach coraz mocniej akceptowany. Podobne trendy – choć zazwyczaj w nieco mniejszym natężeniu – można zaobserwować również w innych krajach Zachodu.

W Polsce demonstruje swoje nacjonalistyczne oblicze radykalna odmiana prawicowego konserwatyzmu. Jednak rządzący PiS, choć szeroko odwołuje się do tradycji, nie jest partią stricte konserwatywną. Blisko mu do nacjonalizmu skłonnego do prowadzenia pragmatycznej polityki prosocjalnej.

KONSERWATYZM PO KOMUNIZMIE

Można mówić o renesansie myśli konserwatywnej w III Rzeczypospolitej. W przeszłości polski konserwatyzm lokował się często poza zasadniczymi dyskursami światopoglądowymi i praktyką polityczną lub – jak w II Rzeczypospolitej – na ich obrzeżach. Jak pisze w książce Konserwatyzm po komunizmie Rafał Matyja, nurt konserwatywnego myślenia jest w dzisiejszej Polsce (…) bardzo zróżnicowany, mieszczący w swoich ramach idee wzajemnie sprzeczne, postawy w oczywisty sposób ulokowane po różnych stronach osi głównych debat politycznych, jednak zachowujący pewną cechę wspólną – jaką jest przekonanie, że tradycja to niezwykle cenny skarb, pozwalający nam na pełniejszy kontakt z rzeczywistością, będący kluczem do tego, co współczesne (…) Przy tym jest to nurt silnie sprzężony z nacjonalizmem.

Polski konserwatyzm dostarcza dziś recepty na przezwyciężenie rozmaitych słabości państwa w społeczeństwie „po przejściach” – po wielopokoleniowej traumie zaborów, przede wszystkim jednak po niedawnych próbach adaptacji do wymogów państwa komunistycznego. Nie dziwi więc, że bywa pełen napięć i sprzeczności. Konserwatyzm ekonomiczny i kulturowy są ze sobą negatywnie powiązane, przy czym zachowania polityczne konserwatystów bywają regulowane bardziej przez napięcia związane z tożsamością i światopoglądem niż przez sytuację ekonomiczną.

Konserwatywne projekty ideologiczne są dziś w Polsce zazwyczaj formułowane przez nacjonalistycznie nastawionych intelektualistów, którzy bardzo cenią rodzimą tradycję. Albo identyfikują się z osobliwym katolicyzmem kreowanym i reprezentowanym przez polski Kościół, albo (chyba rzadziej) traktują go instrumentalnie.

Lektura ich dokonań nie ujawnia większej znajomości osiągnięć współczesnej psychologii akademickiej. A szkoda – zapewne zrewidowaliby (lub przynajmniej nieco zmodyfikowali) swój światopoglądowy i polityczny konserwatyzm, gdyby zapoznali się z empirycznie udokumentowanymi jej ustaleniami. Ukazują one niekiedy zdumiewające dla nie-psychologa deformacje ludzkiego myślenia, które korespondują z charakterystycznym dla konserwatyzmu przekonaniem, iż naturę ludzką niezbywalnie cechują poznawcze deficyty i ograniczenia. Opisywany przez psychologów człowiek doszukuje się prawidłowości nawet tam, gdzie ich nie ma, chętnie przypisując sens wszystkiemu, co go spotyka. Jednak wcale nie tak rzadko myśli i zachowuje się racjonalnie, a nawet dzięki swej kreatywności przyczynia się do ludzkiego postępu.

POSTAWY ETNOCENTRYCZNE I KSENOFOBICZNE

Podręczna biblioteka współczesnego konserwatysty winna też uwzględniać te ustalenia psychologii politycznej, które dotyczą osobowości dominującej wśród ludzi „nasyconych” prawicowym konserwatyzmem. Obserwuje się u nich nasilony lęk przed śmiercią, nietolerancję różnorodności i niepewności, zamknięcie poznawcze oraz silną potrzebę uporządkowania i strukturalizacji społeczno-politycznej rzeczywistości. Konserwatywne poglądy powiązane z autorytarną uległością zapewniają poczucie bezpieczeństwa i skłaniają do dbałości o spójność i stabilność społeczeństwa. Sprzyjają podejmowaniu prób poznawczego „oswojenia” rzeczywistości i kontrolowania rodzonych przez nią zagrożeń, w czym wielce pomocna bywa religia. Czasem przyjmuje ona u konserwatystów formę fundamentalizmu, któremu towarzyszą postawy etnocentryczne i ksenofobiczne.

Konserwatyści skłonni są troszczyć się głównie o swoich, członek własnej wspólnoty jest dla nich znacznie ważniejszy niż człowiek „jako taki”. Są skoncentrowani na jej obronie i nietolerancyjni wobec rozmaitych „obcych” czy „innych” (ostatnio ujawniają w naszym kraju nasiloną wrogość wobec osób LGBT). Ich parafialny altruizm sprzyja zwartości własnej wspólnoty i ułatwia odnoszenie przez nią sukcesów.

Europę Środkowo-wschodnią cechuje spora swoistość kulturowa, związana z wybraną w odległej przeszłości drogą rozwoju gospodarczego, która przez wieki owocowała niedorozwojem ekonomicznym. Dziś obserwujemy regionalną odmienność postaw i zachowań, przy czym Polacy wyróżniają się wśród sąsiadów największym nasileniem światopoglądowego konserwatyzmu.

Kwitnie on wśród sporej części szeroko rozumianej inteligencji, panuje też nad umysłami religijnie i nacjonalistycznie zorientowanych „zwykłych” Polaków. Przedkładają oni dobro rodziny nad prawa i potrzeby jednostki, tradycję nad rozmaite (również naukowo sankcjonowane) „nowości”. Cechuje ich silne przywiązanie do „swojego” Kościoła, w wielu działaniach kierującego się wartościami nacjonalistycznymi. Co w praktyce oznacza radykalne odejście od uniwersalistycznego przesłania katolicyzmu.

 SPUŚCIZNA SARMATYZMU

Polski konserwatyzm zdaje się sporo zawdzięczać spuściźnie sarmackiej. Idee, sposoby myślenia i praktyki przypisywane dawnej szlachcie bywają dla wielu konserwatystów zarówno źródłem dumy z imponującej przeszłości, jak i podwaliną narodowej tożsamości. A że nie zawsze daje się to pogodzić z ustaleniami historyków, państwo uruchamia stosowną politykę historyczną, prezentującą wyraźnie wyidealizowany wizerunek przeszłości, kształtującą lub podtrzymującą narodowe mity.

Widoczni na polskiej prawicy mentalni spadkobiercy Sarmatów z okresu schyłkowej Rzeczypospolitej Obojga Narodów bywają roszczeniowymi i autorytarnymi konserwatystami, a ich narcystyczna tożsamość narodowa bywa chwiejna, niespójna i szczególnie podatna na zranienie. Podobnie jak Sarmaci demonstracyjnie odrzucają zasadnicze wartości oświecenia, co skutkuje uznawaniem ich przez politycznych adwersarzy za uosobienie wstecznictwa i ciemnoty. Podobne bywała oceniana polska szlachta przez zwolenników europejskiego oświecenia.

Ideologia sarmacka skutecznie blokowała kompromisy z pogardzanym przez szlachtę mieszczaństwem, dostarczała też poręcznych uzasadnień dla postępującego zniewolenia i wyzysku pańszczyźnianych chłopów.

Konserwatyzm Sarmatów, bazujący na stanowym egoizmie, utrudniał wykorzystanie potencji tkwiących w wielokulturowym i wieloetnicznym państwie litewsko-polskim. Demokracja szlachecka, z czasem przepoczwarzająca się w magnacką oligarchię, nie mogła (i niespecjalnie chciała) konkurować z krajami Zachodu czy to pod względem efektywności ekonomicznej, czy to jako organizator i regulator funkcjonowania państwa.

Do dziś nieco tylko uwspółcześnione sposoby myślenia, odczuwania i zachowania charakterystyczne dla dawnej  szlachty, można odnaleźć u wielu z nas, zwłaszcza wśród ochoczo odwołujących się do rodzimych tradycji mas rodaków oddanych Kościołowi. Również wśród tych intelektualistów, którzy z takich czy innych względów dystansują się wobec światopoglądu liberalnego czy lewicowo-liberalnego.

Post-sarmacki patos, skrywający obronne zaburzenia kontaktu z zagrażającą rzeczywistością, staje się bardziej widoczny, gdy wspólnota narodowa przeżywa trudne chwile. Także wtedy, gdy spadkobiercy Sarmatów czują się obrażani czy lekceważeni przez zagranicę. A o takie doznania w tych kręgach nietrudno.

RADYKALNY KONSERWATYZM MA SIĘ CORAZ LEPIEJ

Wiele wskazuje na to, że czerpiąca z sarmackiej spuścizny konserwatywna część narodowej wspólnoty co prawda nie stanowi jeszcze wyraźnej większości, ale stopniowo się powiększa, jest coraz lepiej zorganizowana i coraz bardziej wpływowa. Reprezentowana dziś przez rządzących, korzysta z oferowanych przez nich profitów. I czuje się całkiem dobrze w państwie odbieranym jako własne, choć reprezentujące ją elity nie wykazują, podobnie jak ich sarmaccy praprzodkowie, umiejętności niezbędnych do sprawnego kierowania państwem. Obficie czerpią z praktyki obcych rozwiązań ustrojowych, takich jak narodowe autorytaryzmy Orbana czy Erdogana.

Wyborcze zwycięstwo PiS w 2015 roku zaktywizowało tkwiące w umysłach wielu Polaków mentalne relikty sarmatyzmu, które wcześniej nie mogły szerzej zaistnieć pod rządami sił liberalnych czy socjalliberalnych.

Teraz narodowo-katolicka tożsamość wielu Polaków została wzmocniona, władze wspierają postawy, nawyki myślenia i schematy zachowania o po części sarmackiej genezie.

Radykalna wersja konserwatyzmu, odwołująca się do tradycji, narodowej martyrologii i religijnego fundamentalizmu, ma się coraz lepiej. Wiele zachowań przedstawicieli i zwolenników obozu rządzącego, zwłaszcza demonstrowane przez nich przejawy megalomanii narodowej i ksenofobii, jako żywo przypominają szlacheckich panów braci w czasach schyłku litewsko-polskiego państwa.

Jak swego czasu przekonywał socjolog i historyk idei Jerzy Szacki, ideologia sarmacka długo utrudniała modernizację Rzeczypospolitej, i o ile na Zachodzie dochodzi dziś do syntezy neoliberalizmu i konserwatyzmu, to w Polsce jest to w zasadzie niewykonalne. Konserwatyzm jest tu silnie obciążony zarówno mentalnością przedkapitalistyczną, jak i przez czasy komunizmu. Skoro tak, nie dziwią jego słabości. Jednak dziś nie stanowi aż takiej zapory dla ulepszania państwa i modernizacji społeczeństwa, jak w XVIII wieku poczynania konserwatywnej szlachty, zapatrzonej we własne tradycje i przeświadczonej o niezbywalnej wielkości zawiadywanego przez nią państwa. Ale i dzisiaj przesadnie nasilony konserwatyzm utrudnia rozwój, jaki umożliwia nasza przynależność do Zachodu, poświadczona członkostwem w Unii Europejskiej.

Jeśli rządy PiS-u będą się przedłużać, izolacja Polski w Europie najpewniej będzie się nasilać. Konserwatywni Polacy skutecznie zablokują realizację liberalnych aspiracji swoich rodaków.

WYIDEALIZOWANY WIZERUNEK PRZESZŁOŚCI

Swoistości polskiego konserwatyzmu ludowego stanowią dobre podglebie dla powstawania prawicowo-konserwatywnych projektów ideologicznych. Zazwyczaj akcentują one, że wspólnota narodowa oraz jej dzieje są – mimo pewnych słabych stron – wspaniałe i niezwykłe. Przy tym konserwatyzm „prawdziwych” Polaków odwołuje się do wyidealizowanego wizerunku przeszłości. Apoteoza polskości wiąże się z nadmierną afirmacją pozytywnych cech narodowej wspólnoty, jak też z przywoływaniem wyselekcjonowanych, przesadnie lukrowanych wątków rodzimych tradycji.

Jeśli konserwatywny historyk pojmuje swoją rolę jako wypełnianie narodowej powinności czy nawet misji, tak czy inaczej włącza się w realizację stronniczej polityki historycznej.

Zakotwiczona w dominujących kodach kulturowych tendencyjność niektórych narracji historycznych obficie czerpie z narodowych mitów. Polega na przesadnym akcentowaniu pozytywnie ocenianych wątków naszych dziejów, jak też na przemilczaniu czy bagatelizowaniu innych, stawiających wspólnotę w niekorzystnym świetle. Nawet zgubne dla państwa działania XVIII-wiecznej szlachty opisywane bywają ze sporą dozą życzliwości; dostrzega się w nich przejawy indywidualizmu, wolności i republikanizmu. A przecież sarmackie państwo coraz bardziej stawało się skorumpowaną oligarchią magnacką, w której kwitła niewola poddanych, a sprzężone z polityczną nieporadnością przejawy stanowego egoizmu i wielkościowych urojeń szlachty były w ówczesnej Europie pośmiewiskiem.

Jak wywodził kiedyś w „Res Publice Nowej” Timothy Snyder, konserwatysta potrafi z przyjemnych złudzeń o przeszłości formułować spójne usprawiedliwienia aktualnego status quo. Według niego za konserwatystów można uznać w Polsce nawet niektórych postkomunistów, niekoniecznie aspirujących do takiego statusu. Natomiast (…) Polacy, którzy sami określają się jako konserwatyści (…) odwołują się (…) do tradycji solidarnościowej albo do tradycji II Rzeczypospolitej (…) Konserwatysta polski, uważając za możliwe wyselekcjonowanie „prawdziwych” tradycji spośród tradycji empirycznie istniejących, skłania się ku stylowi myślenia zachodniego postmodernisty.

BEZ LUKROWANIA I NARODOWEJ MARTYROLOGII

Czy jednak ów konserwatysta zawsze upiększa wizerunek narodowej przeszłości? Często (zbyt często!) tak się dzieje, w społeczeństwie po przejściach takie deformacje spełniają ważne funkcje obrony rozchwianej i niepewnej narodowej tożsamości.

Jednak identyfikacja z ideami konserwatyzmu może też współgrać z odrzuceniem takiej postawy, a nawet z nasilonym krytycyzmem wobec narodowych dziejów.

Jak w przypadku Michała Bobrzyńskiego, konserwatysty związanego z krakowskim środowiskiem stańczyków, który był nie tylko wybitnym historykiem, uosabiał też polityczne znaczenie konserwatyzmu w Austro-Węgrach. Przed I wojną światową piastował urząd namiestnika Galicji, a w jej trakcie był krótko ministrem w rządzie tego państwa.

Jego dzieło Dzieje Polski w zarysie powstało w drugiej połowie XIX wieku, a więc w szczególnie trudnych dla Polaków czasach zaborów. Pisał w nim o rodzimej historii z sympatią, ale też krytycznie, nie skrywając rozmaitych narodowych ułomności i słabości. Jego krytyka zmieniającej się mentalności przodków, zwłaszcza degeneracji umysłowości Sarmatów prowadzącej do absurdów i aberracji politycznej „narodu szlacheckiego”, również dzisiaj  zaskakuje przenikliwością. Choć niekiedy budzi zastrzeżenia, a prezentowane stanowisko prowokuje do polemik (na przykład gdy czytelnik nie podziela jego konserwatywnych poglądów), zazwyczaj skłania do krytycznej zadumy nad swoistością rodzimych dziejów.

Konserwatyzm Bobrzyńskiego (demonstrowany także przez innych stańczyków) wyraźnie różni się od jego wersji współczesnych. Jego dzieło można traktować jako poradnik patriotycznej edukacji, pełen rad i przestróg płynących z określonej wizji narodowej historii. Jego konserwatyzm nie wspierał się na jej lukrowaniu, nie sięgał bez umiaru do narodowej martyrologii. A przy tym współwystępował z nieskrywaną awersją wobec wszelkiej maści nacjonalizmów.

PO CO LIBERALNEJ DEMOKRACJI KONSERWATYŚCI?

Rządzący dziś PiS z powodzeniem próbuje wchłonąć niektóre grupy kulturowych konserwatystów, choć nie można uznać orientacji tej partii za par excellence konserwatywną. W szczególności jej dążenie do budowy scentralizowanego państwa kłóci się z tradycyjnie akcentowaną przez konserwatystów potrzebą jego zdecentralizowania. Nie może też znajdować ich wsparcia rujnowanie prawnych podstaw liberalnej demokracji.

Porównania z innymi społeczeństwami w tej części Europy jasno ukazują bezprecedensowe sukcesy III Rzeczypospolitej. I to nie tylko w sferze rozwoju gospodarczego i sprawnego zainstalowania nad Wisłą ustroju liberalnej demokracji.

Szczególnie korzystnie wypadają porównania z Polską międzywojenną z jej ustrojowymi aberracjami, pogłębiającym się zapóźnieniem gospodarki oraz napięciami i konfliktami o charakterze socjalnym, etnicznym i religijnym (zdominowane przez katolików państwo z upływem czasu coraz bardziej dyskryminowało wyznawców judaizmu i prawosławia).

O ile niepodległość tamtej Polski zawdzięczaliśmy zaistnieniu korzystnej konstelacji międzynarodowej, w 1989 roku to sami Polacy walnie przyczynili się do zmiany zarówno własnego politycznego statusu, jak i powodzenia Jesieni Ludów.

Porozumienie zawarte przy Okrągłym Stole, uznawane przez wielu za mit założycielski III Rzeczypospolitej, walnie przyczyniło się do przemian ustrojowych w krajach kontrolowanych dotąd przez Związek Sowiecki. Co zostało docenione chyba na całym świcie, tylko nie w naszej wspólnocie.

I o ile można zrozumieć rozgoryczenie odtrąconej i poniżonej wówczas prawicy, jej niechęć przeradzającą się w nienawiść wobec sygnatariuszy Okrągłego Stołu, to jednak umniejszanie jego historycznego znaczenia jest ewidentnym zakłamywaniem historii. Pokazuje, że w tych kręgach dbałość o korzystne jej zaprezentowanie zanika, gdy zabiegi takie zagrażają pozytywnej tożsamości prawicowo-konserwatywnie zorientowanego Polaka-katolika. Opluwa on wówczas własną ojczyznę, którą – jak twierdzi – bezgranicznie kocha.

CZY STANIEMY SIĘ USTROJOWYM DZIWOLĄGIEM?

Wyniki badań jasno wskazują, że wielu rodaków pojmuje demokrację inaczej niż jako rygorystycznie przestrzegającą ustrojowych procedur i zabezpieczeń jej liberalną wersję. W potocznym rozumieniu bywa ona często synonimem państwa opiekuńczego, które faworyzuje wartości narodowo-chrześcijańskie. Przez lata porządek polityczno-ekonomiczny III Rzeczypospolitej nie odpowiadał oczekiwaniom wielu konserwatywnie zorientowanych rodaków, którzy dziś akceptują państwo PiS-u. Ich aspiracje w sferze kultury i polityki oraz podejmowane działania nie rokują dobrze dalszym losom liberalnej demokracji.

Bez wątpienia niektóre odmiany konserwatyzmu bywają szkodliwe dla jej sprawnego funkcjonowania. Jeśli jednak konserwatywne poglądy nie są powiązane z toksycznym nacjonalizmem, nie przyjmują też skrajnych natężeń, mogą nawet wzmacniać jej fundamenty. Całkowite odwrócenie się od narodowej przeszłości i zupełne ignorowanie rodzimych tradycji zmniejsza spoistość wspólnoty i utrudnia osiąganie przez nią ważnych celów.

Szczypta politycznego konserwatyzmu zawsze przyda się pluralistycznemu społeczeństwu.

Ale winien to być konserwatyzm stonowany, odżegnujący się od radykalnego nacjonalizmu i fundamentalizmu religijnego. Niestety, ten typ konserwatyzmu wydaje się być u nas zmarginalizowany. Dlatego dla niedawno zainstalowanej liberalnej demokracji najpewniej nadchodzą ciężkie czasy. Co prawda powiązania i kontakty z Zachodnią Europą zasadnym czynią oczekiwanie upodobnienia się do niej, ale nie ma na to żadnych gwarancji. Przeciwnie, jest możliwe, iż na długo staniemy się ustrojowym dziwolągiem nawet w naszym regionie.

Wyniki badań psychologicznych przeprowadzanych na reprezentatywnych próbkach Polaków dowodzą, że większość z nas skłonna jest do ksenofobii i fundamentalizmu religijnego. W sferze tożsamościowej mamy przekonania prawicowe, a zarazem jesteśmy lewicowi ekonomicznie; w trakcie ostatnich dwóch dekad poglądy bardzo wielu z nas stały się jeszcze bardziej prawicowo-konserwatywne. Ostentacyjne odwoływanie się do wyraziście liberalnego światopoglądu nie gwarantuje dziś przekroczenia progu wyborczego.

Bez przywoływania przynajmniej niektórych wartości konserwatywnych lub mariażu z politycznymi konserwatystami bardzo trudno jest dziś w Polsce zdobyć i utrzymać władzę.

KONSERWATYŚCI W PAŃSTWIE PiS

U zarania III Rzeczypospolitej do władzy doszły siły wywodzące się z dawnej opozycji antykomunistycznej (zwłaszcza z KOR), zorientowane na realizację wartości lewicowo-liberalnych. Przyczyniło się do tego wiele czynników, duże znaczenie miał autorytet ówczesnych liderów tej opozycji, zwłaszcza Jacka Kuronia, Adama Michnika, Bronisława Geremka czy Tadeusza Mazowieckiego. Jednak już wówczas poparcie dla partii podzielających liberalne (w tym również socjal-liberalne) poglądy było ograniczone, a z czasem ich (najpierw Kongresu Liberalno-Demokratycznego, potem Unii Wolności) polityczne znaczenie zanikło. Dopiero Platforma Obywatelska, eklektycznie łącząca liberalizm ekonomiczny z umiarkowanym konserwatyzmem kulturowym, cieszyła się przez dłuższy czas dużym poparciem wyborców.

Obóz konserwatywno-prawicowy nie miał tej klasy przywódców i nie był dostatecznie wiarygodny nawet dla wielu Polaków o konserwatywnych (lub zbliżonych do konserwatyzmu) poglądach politycznych oraz w sferze obyczaju.

Dopiero po szeregu nieudanych prób autorytarnie zarządzane przez Jarosława Kaczyńskiego Prawo i Sprawiedliwość zostało uznane przez wielu (dużą większość) takich ludzi za ich reprezentanta, potrafiącego trafnie artykułować i chronić ich interesy – zarówno w sferze światopoglądowej, jak i socjalnej. Choć trudno uznać PiS za partię optującą za państwem opiekuńczym, jednak potrafi ona skutecznie manipulować redystrybucją dóbr. W rezultacie nawet ostentacyjne ignorowanie przez polityków PiS prawa, skłonności do lekceważenia norm moralnych oraz pogarda dla pryncypiów demokracji liberalnej nie zmniejszają poparcia udzielanego jej przez prawicowy elektorat.

Jest to fenomen dotąd niespotykany na scenie politycznej III RP. Wcześniej nagłośnienie przez media nawet drobnego złamania przez rządzących społecznie usankcjonowanych reguł zachowania (vide słynny zegarek Sławomira Nowaka) zazwyczaj skutkowało polityczną degradacją winowajców oraz spadkiem poparcia dla ich formacji. To się zmieniło.

Prawicowy konserwatyzm dużej części Polaków jest zjawiskiem ugruntowanym, a nawet się nasila, natomiast procesy liberalizacji i sekularyzacji społeczeństwa póki co zachodzą bardzo wolno – wolniej, niż na europejskim Zachodzie.

QUASI-REWOLUCJA

Patrząc z tej perspektywy polscy konserwatyści mogą spać spokojnie. Ale rodzą się wątpliwości, czy rządy PiS-u sprzyjają osiąganiu najważniejszych dla nich wartości. Partia ta chroni tradycję, ale też realizuje swoje cele na drodze quasi-rewolucyjnej, demonstracyjnie ignorując reguły i  procedury liberalnej demokracji. A tego nie mogą zaakceptować prawdziwi konserwatyści, ceniący nie tylko tradycję, ale też społeczny ład i ustrojową stabilność.

Maciej Dymkowski

Autor jest profesorem psychologii, pracuje na Uniwersytecie SWPS we Wrocławiu. W jego dorobku znajdują się m.in. książki: Wprowadzenie do psychologii historycznej (Gdańsk 2003) oraz Szkice psychologa o historii (Kraków 2016).

Tekst ukazał się pierwotnie w miesięczniku „Odra” (10/2019)


Zdjęcie główne: Jana Czesław Moniuszko Pojedynek w karczmie, 1896 r., Muzeum Narodowe w Krakowie

Reklama