Reklama

Wygląda to tak, że wicepremier Kaczyński udał się na kwarantannę, autokwarantannę zresztą, podobnie jak wcześniej premier, bo sytuacja jest tak tragiczna, pandemia jest o kilkanaście razy silniejsza, a Jarosław Kaczyński po prostu się boi jako starszy człowiek. Drugi wariant jest taki, że chcą pokazać swojemu elektoratowi, że wirus też im zagraża. Może to jest cyniczne i być może źle ich oceniam, ale robię to na podstawie tego, co robili przez 5 lat i jak się zachowują, a nie co deklarują, że będą robić – mówi nam ekspert od marketingu politycznego, dr Mirosław Oczkoś. – Co do pana Czarnka, to była bardzo dobra okazja, żeby powiedzieć, że przemyśleliśmy sprawę i zmieniamy ministra. Okazało się jednak, że pandemia nie jest najważniejsza w szkołach, ani to, że nauczyciele wariują, sanepid rwie włosy z głowy, tylko najważniejsza jest ideologia – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Prezydent zaprzysięgał ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka, ale zamiast mówić o wyzwaniach edukacyjnych w czasie pandemii powiedział, że „problemem w szkole są poglądy lewicowo-liberalne”. Czy prezydent żyje na tej samej planecie?

Mirosław Oczkoś

DR MIROSŁAW OCZKOŚ: W tym zachowaniu prezydenta dostaliśmy kilka informacji, bo to, że będzie pan Czarnek, już wiedzieliśmy, nawet ta informacja już solidnie się przez media przewaliła. Oczywiście okazało się, że to nie jest przypadkowa nominacja, jak niektórzy wcześniej uważali, jeszcze kiedy pan Czarnek nie został zaprzysiężony, bo przebywał na kwarantannie. Teraz wiemy, że to celowe działanie, wręcz z premedytacją, żeby pokazać pewnym środowiskom, gdzie raki zimują.

Przyznam natomiast, że byłem zdziwiony, zdruzgotany i zaskoczony tą całą uroczystością. Pan prezydent nie daje powodów, aby traktować go poważnie jako urząd i jako człowieka na nim. Rzeczywiście to wyglądało tak, jakby prezydent się nie update’ował niczym stara strona w Internecie. Zakładam, że sam przygotował sobie to przemówienie, a to oznacza, że nie ma już kompletnie nic do powiedzenia, jeżeli chodzi o Rzeczpospolitą, że nie jest informowany o żadnej sprawie, którą wymyśla Jarosław Kaczyński, i nie ma kompletnie na nic wpływu, nawet na to, kto będzie w jego kancelarii.

Reklama

Trzeba nie mieć własnego kręgosłupa i rzeczywiście nic do powiedzenia, żeby w szczycie epidemii, gdzie ludzie umierają, ani słowem nie wspomnieć o COVID, pandemii i wirusie.

Zresztą w wypowiedzi pana prezydenta padły jeszcze gorsze słowa, niż te o walce z poglądami lewicowo-liberalnymi, a mianowicie o poprawności politycznej. Powiem szczerze, że musieliśmy ciężko nagrzeszyć jako naród, żeby los nas doświadczył takim prezydentem, choć przyznam, że tak po ludzku to żal mi pan prezydenta.

Może to był specjalny ruch, taki zamysł, że prezydent nie wspomniał o pandemii i kryzysie w służbie zdrowia?
Oczywiście, że możemy szukać tego, czego nie widzimy, ale obawiam się, że tam nic po prostu nie ma. Prezydent sięgnął po to, co było bezpieczne, aby nie podpaść swojemu politycznemu guru. I tak już dostał po łapkach, bo podczas nominacji w ogrodach nie wymienił ani razu nazwiska śp. zmarłego prezydenta. Było widać, jak przyjął to Jarosław Kaczyński, skoro zaraz po zaprzysiężeniu odszedł w siną dal. Widać, że prezydent nie chce się narażać, a cała kancelaria jest prowadzona w taki sposób, żeby nie znalazł się tam ktoś, kto ma własne zdanie.

Prezydent jest niczym marionetka na patyku jednego człowieka. To smutne, bo prezydent zapowiadał, że ta kadencja będzie inna.

Opozycja pyta złośliwie, gdzie zniknął prezydent, bo rzeczywiście głowy państwa nie widać. Sprytne czy głupie?
Pan prezydent zniknął, ale nie na narty, jak mówili złośliwi, tylko nie miał zielonego pojęcia, co ma mówić. Nie dostał żadnego przekazu, nie jest o niczym informowany, to kuriozalna sytuacja. Donald Tusk miał konflikt z prezydentem Lechem Kaczyńskim, ale jakieś informacje między panami przepływały. Teraz gdyby Pałac został zamknięty jakąś wielką kłódką, to nikt by się nawet nie zorientował. Jarosław Kaczyński zmarginalizował prezydenta do roli długopisu, wie, że ma na 5 lat spokój, a jak nie, to połamie mu długopis. Wszystkie teorie, jakoby prezydent był o wszystkim informowany, można włożyć między bajki. To świadczy też fatalnie o stanie naszego państwa i wpisuje się w kontekst tego, co się dzieje.

Telewizja rządowa potrafi wyemitować materiał o tym, jak jest dobrze, że mamy wielu ozdrowieńców, a potem, że będzie budowany szpital na Stadionie Narodowym. To się może skleić?
Podejrzewam, że to jest nawet obelżywe dla elektoratu PiS-u, bo można traktować ich lekceważąco, można przyjąć, że to są wyznawcy, a nie wyborcy, ale nawet wyznawcom należy się czasem szacunek.

Może się okazać, że wyznawcy powoli będą odpływać od swojego guru.

W ostatnim sondażu PiS zaliczył spory spadek, opozycja wzrost. PiS ma 36,1 proc., a KO 28,2. To efekt ciągnącej się w nieskończoność rekonstrukcji czy pandemii?
Moim zdaniem to efekt pandemii, bo te kłótnie i tarcia nie były przedstawione wyznawcom wprost. Mało osób wiedziało, że tam się dzieje coś złego. Natomiast 56 proc. uważa, że rząd nie radzi sobie z pandemią. W marketingu politycznym to częsta sytuacja, kiedy przegrzewa się jakiś temat albo technikę. Polega to na tym, że się ciągle o czymś mówi, aż w końcu nie jest to do opanowania. Jak rząd mówił, że jest fantastyczny, to trudno to zweryfikować, bo nikt z nas nie jest w rządzie, ale jak mówi, że w służbie zdrowia jest super, a respiratorów mamy tak dużo, że możemy je sprzedawać na Zachód, a ludzie widzą, że jest inaczej, to nawet jak ktoś jest głęboko wierzący w Zjednoczoną Prawicę, musi mieć dysonans poznawczy.

Zatrzymanie Romana Giertycha miało być show, które przykryje epidemię?
Zobaczymy, jak w następnym badaniu ocenią to wyborcy i wyznawcy PiS. Moim zdaniem to tak naprawdę brutalna walka o władzę, a zagrywka była bardzo wysoko.

Tylko naiwny sądzi, że można wypuścić agentów CBA na zlecenie prokuratury, aby w sądzie zatrzymać Romana Giertycha, trochę adwokata, trochę polityka, doprowadzić do przeszukania z telewizją w krzakach, ze specjalnie spreparowanymi materiałami, z dronem latającym nad posiadłością Giertychów, i nie dopilnować sędzi. Ja w to nie wierzę.

Pani sędzia niedawno dostała laurkę od neo-KRS, więc być może była próba „wylosowania” odpowiedniego sędziego, tylko że sędzia okazał się niezależny?
Nie wierzę w takie bajki, bo w takich sytuacjach, jak już się dochodzi tak daleko, to wybiera się sędziego, który daje 100 proc. pewności. To, co się wydarzyło, to wizerunkowa katastrofa, że już nie wspomnę o tym, jak wyglądała sytuacja ze zdrowiem i zasłabnięciem Giertycha, gdzie chyba każdy miał skojarzenia z Nawalnym czy Skripalem. Zatem albo jest tak, że w ostatniej chwili ktoś się wystraszył, albo Zbigniew Ziobro zagrał tak, jak chciał Kaczyński, ale „wylosował” odpowiednią sędzię. Klasyczna walka o władzę.

Proszę zauważyć, że wszystko, co się teraz dzieje zarówno z zatrzymaniem Giertycha, jak i z pandemią, idzie na konto Jarosława Kaczyńskiego, a nie Zbigniewa Ziobry czy nawet Morawieckiego. Młode wilczki Ziobry już opowiadają, że nie mają z zatrzymaniem Giertycha wiele wspólnego. Wszak CBA nie jest pod butem ministra Ziobry, tylko ministra Kamińskiego. Puenta jest taka, że

na pewno jesteśmy krajem europejskim, ale nie praworządnym, bo skoro można zatrzymać pod tak poważnymi zarzutami, a potem sąd ich wypuszcza, to coś jest nie tak.

Przecież Giertych był podejrzewany o bardzo poważne rzeczy, dostał zakaz wykonywania zawodu adwokata, a potem okazało się, że to wszystko mrzonki.

Przyznam, że moim zdaniem wygląda to tak, że wicepremier Kaczyński udał się na kwarantannę, autokwarantannę zresztą, podobnie jak wcześniej premier, bo sytuacja jest tak tragiczna i pandemia jest o kilkanaście razy silniejsza, a Jarosław Kaczyński po prostu się boi jako starszy człowiek. Drugi wariant jest taki, że chcą pokazać swojemu elektoratowi, że też wirus im zagraża. Może to jest cyniczne i być może źle ich oceniam, ale robię to na podstawie tego, co robią i jak się zachowują, a nie co deklarują, że będą robić. Wracając do Czarnka, to była bardzo dobra okazja, żeby powiedzieć, że przemyśleliśmy sprawę i zmieniamy ministra. Okazało się jednak, że pandemia nie jest najważniejsza w szkołach, ani to, że nauczyciele wariują, sanepid rwie włosy z głowy, tylko najważniejsza jest ideologia.


Zdjęcie główne: Jarosław Kaczyński, Fot. Flickr/Sejm RP/Aleksander Zieliński, licencja Creative Commons; zdjęcie w tekście: Mirosław Oczkoś, Fot. Flickr/Fryta 73, licencja Creative Commons

Reklama