Reklama

To nie tak, że arbiter był po prostu słaby. On był stronniczy i robił wiele, by to gospodarze wygrali ten horror. Jest to przerażające i po prostu smutne, że mimo rozwoju technologii, możliwości weryfikacji boiskowych sytuacji – jeśli ktoś chce gwizdać według swojego widzimisię – może to robić – pisze Paweł Jędrusik z redakcji sportowej wiadomo.co

Wspaniałe i wielkie zwycięstwo Polaków z Chińczykami, gospodarzami Mistrzostw Świata w koszykówce, przypomniało polskim kibicom najgorsze wspomnienia związane z sędziowaniem na najwyższym poziomie. Dziś w polskim zespole i wśród fanów koszykówki panuje ogromna radość, jednak niewiele brakowało, by po meczu mówiło się tylko i wyłącznie o skandalu, kradzieży i jawnym oszukiwaniu, żeby nie powiedzieć mocniej. Polacy wygrali po dramatycznym meczu, mimo że momentami gospodarze grali z przewagą jednego zawodnika – kanadyjskiego arbitra – Matthew Leigh Kallio.

Pamiętam polskie korupcyjne bagno, które przez lata zjadało piłkarską ekstraklasę. Niewytłumaczalne decyzje, historie jak z “Piłkarskiego pokera”. Ale mistrzostwa świata? Z możliwością powtórek, gdy sędziowie mogą rozstrzygać kontrowersje przy monitorach? W głowie się to nie mieści. Ostatni taki przypadek, który sobie przypominam, i który widziałem na własne oczy to Mundial w Korei i Japonii w 2002 roku, gdy gospodarzom imprezy pomagały nie tylko ściany – pomagali im sędziowie, którzy swoimi skandalicznymi decyzjami przepychali zawodników Korei do kolejnych etapów rozgrywek.

Minęło siedemnaście lat i znowu wydarzyło się coś takiego, tym razem na Mistrzostwach Świata w koszykówce. Błędne, zadziwiające i niewytłumaczalne decyzje – oczywiście w jedną stronę. To nie tak, że arbiter był po prostu słaby. On był stronniczy i robił wiele, by to gospodarze wygrali ten horror. Jest to przerażające i po prostu smutne, że mimo rozwoju technologii, możliwości weryfikacji boiskowych sytuacji – jeśli ktoś chce gwizdać według swojego widzimisię – może to robić.

Reklama

Polakom się jednak udało pokonać i Chińczyków na parkiecie i nieprzychylne trybuny i nawet podróbkę sędziego z Kanady. Mamy już awans do drugiej rundy i miejmy nadzieję, że w dalszej części turnieju będziemy mówić już tylko o czystym sporcie i kolejnych sukcesach naszych koszykarzy. Teraz czas na Wybrzeże Kości Słoniowej. Idziemy za ciosem!


Zdjęcie główne: Fot. Piotr Drabik, licencja Creative Commons

Reklama