Reklama

To jeszcze nie nokaut, ale może to być cios na miarę wygranej na punkty. Zakładamy, że PiS ma przygotowaną kampanię pod Grzegorza Schetynę jako potencjalnego premiera i kandydata w Warszawie. Teraz PiS musi przekonstruować kampanię, a czasu jest mało – mówi nam dr Mirosław Oczkoś, ekspert od marketingu politycznego. – Dawno już PO nie zaskoczyła w taki sposób przeciwników. Ciężko będzie atakować kobietę z taką klasą, choć oczywiście będzie intensywne szukanie na nią brudów. Mimo wszystko ciężko mi sobie wyobrazić, jak polityczne kundelki z PiS-u rzucają się na nią i u jej nogawek próbują szczekać. Zresztą poziom intelektualny polityków tak się obniżył, że ona wygląda przy nich na giganta – dodaje.

JUSTYNA KOĆ: Małgorzata Kidawa-Błońska jest kandydatką Koalicji Obywatelskiej na premiera. To dobry ruch?

Dr Mirosław Oczkoś

DR MIROSŁAW OCZKOŚ: Bardo dobry, mówiąc językiem sportowym, to dobry cios wyprowadzony przez Grzegorza Schetynę. To jeszcze nie nokaut, ale może to być cios na miarę wygranej na punkty. Po pierwsze, jest zaskakujący, bo jednak zakładamy, że PiS ma przygotowaną kampanię pod Grzegorza Schetynę jako potencjalnego premiera i kandydata w Warszawie. Teraz PiS musi przekonstruować kampanię. Po drugie, PiS bardzo śpieszył się z wyborami, bo miał świetne sondaże i wszystko wyglądało na wygraną. Teraz ten krótki czas do wyborów może działać na jego niekorzyść.

Wprowadzenie nowego gracza w tym rozdaniu jest zaskakujące i może być bardzo pomocne. PiS z premierem Morawickim już w tym biegu są od dawna, widzimy, jak to wygląda, jak „skaczą przez płotki”, używając analogii sportowej, a Małgorzata Kidawa-Błońska ten równy bieg PiS-u zaburza.

Nie wiem, czy ma szanse rzeczywiście zostać premierem, ale ma duże szanse pokonania Jarosława Kaczyńskiego w Warszawie, co będzie osiągnięciem stałym liderów, bo wygrywał tu Tusk, wygrała Kopacz, teraz może to zrobić Małgorzata Kidawa-Błońska.

Reklama

Na ile znaczenie ma jej dorobek polityczny, a na ile to, że jest kobietą?
Tu automatycznie pojawiają się porównania do ruchu z panią Szydło, choć oczywiście nie da się tego porównać. Pani Szydło dostała kampanię prezydencką Andrzeja Dudy, aby otrzaskać się trochę z polityką, wcześniej była politykiem nieznanym, z trzeciego szeregu. Małgorzata Kidawa-Błońska była marszałkiem Sejmu, ocenianym zresztą przez wszystkich świetnie, bo potrafiła zapanować nad posłami, była też rzeczniczką rządu Donalda Tuska, ale przypominam również, że to ona była szefem wygranej kampanii Bronisława Komorowskiego na prezydenta. To polityk rzadko ostatnio spotykany, z dużą klasą. W tym zalewie pitbulli i bulterierów w polityce wyraźnie się wyróżniającym. Podejrzewam, że PO wyszło w badaniach, że opinia publiczna ma dość młócki i okładających się agresywnych polityków.

Dawno już PO nie zaskoczyła w taki sposób przeciwników.

PiS jest w trudnej sytuacji, bo ciężko będzie atakować kobietę z taką klasą, choć oczywiście będzie intensywne szukanie na nią brudów. Mimo wszystko ciężko mi sobie wyobrazić, jak polityczne kundelki się na nią rzucają i u jej nogawek próbują szczekać. Zresztą poziom intelektualny polityków tak się obniżył, że ona wygląda na giganta. To niełatwy orzech do zgryzienia dla PiS-u.

Czy to przemyślana i przygotowana akcja?
Nie mam żadnych wątpliwości, że przygotowana, tym bardziej, że Grzegorz Schetyna kandyduje na Dolnym Śląsku. Zresztą warto podkreślić, że Schetynie na pewno łatwo nie przyszło oddanie jedynki w Warszawie. Pewnie też ten ruch wynika z kalkulacji, że gdyby przegrał w Warszawie z Jarosławem Kaczyńskim, to pewnie musiałby oddać władzę w partii. Ponieważ okazało się, że ten model – inny jest premier, niż szef partii – nikogo nie rusza, to Schetyna zdecydował się po niego sięgnąć. Co do analogii z panią Szydło, to pewnie Schetyna nie ma ambicji, aby zostać drugim Piłsudskim, a

Kidawa-Błońska nie wygląda na taką osobę, która pozwoliłaby sobie na bycie marionetką. Nazwałbym ten model “Tusk Plus”, tylko z w wersji 3.0. To może być klucz.

PO domaga się od 4 lat, aby na czele rządu stanął szef partii, a samo na ewentualnego premiera wystawia zamiast Schetyny Kidawę-Błońską. Uwielbiam tę ich konsekwencję i wiarygodność – skomentował ten ruch KO marszałek Karczewski. Sensowna strategia?
To pokazuje bezradność. Widziałem też wypowiedź senatora Jackowskiego, który nie wiedział, co ma powiedzieć, bo ewidentnie cisnęły mu się na usta same miłe rzeczy. Nikt nie powiedział PiS-owcom, co mają mówić, więc sięgają po argument, którym sami dostawali, ale to świadczy o ogromnej bezradności. Pomijam już, że to strategia chłopców z piaskownicy. Zresztą marszałek Karczewski nie słynie z pogłębionych analiz intelektualnych. Przypominam, że gdy wrócił z Białorusi, powiedział, że prezydent Łukaszenka to bardzo ciepły człowiek.

Pierwsza reakcja PiS-u pokazuje też, jak trudno będzie im atakować Małgorzatę Kidawę-Błońską, bo tu nie ma się po prostu do czego przyczepić. Zarzucanie, że ktoś wykonał ten sam ruch, jest śmieszne.

Czy Małgorzata Kidawa-Błońska może być wspólnym kandydatem całej opozycji?
Widziałem wypowiedź rzecznika PSL, który jest bardzo sprawny. Długo próbował się bronić przed tym, żeby nie powiedzieć, że tak, ale w końcu to przyznał. Nie widzę nikogo, kto miałby jakieś zarzuty na opozycji do tej kandydatki. Jeżeli ludzie uwierzą, że premierem może być ktoś z klasą, kobieta doświadczona, z dobrym pochodzeniem, wykształcona, obeznana i będąca od dawna w polityce, to jak najbardziej. Pytanie, czy koledzy partyjnie będą potrafili to znieść i czy Grzegorz Schetyna jest w stanie nad nimi zapanować.

Jeżeli Małgorzata Kidawa-Błońska nie zostanie nawet premierem, to otwiera to przed nią ogromne możliwości kandydowania na prezydenta w przyszłym roku. Myślę, że cała opozycja zaakceptowałaby ja na tym stanowisku.

Ciekawa by była kampania…
Byłby to też bardzo ciężki kandydat dla Dudy. Proszę pamiętać, że polityka jest sztuką możliwość. Czasami oglądamy kogoś wiele lat i nie przypuszczamy, że może być kimś świetnym na danym stanowisku. Jeszcze 10 lat temu nikt nie przypuszczał, że Tusk będzie prezydentem Europy, mężem stanu. Do pewnych funkcji się też dorasta i myślę, że Małgorzata Kidawa-Błońska stała się pierwszą ligą.

Minister sprawiedliwości prokurator generalny po 2 tygodniach od ujawnienia afery hejterskiej zabrał po raz pierwszy głos. “To, co zrobiłem, to jest modelowa reakcja” – twierdzi. Tłumaczył się, że za rządów Tuska afery były dużo większe. Jak pan to ocenia?
Ta strategia nazywa się w marketingu politycznym „na kelnera”. Gdy w restauracji próbujemy zamówić, to czasem słyszymy od kelnera, że nasz stolik obsługuje ktoś inny. To samo próbuje teraz powiedzieć Ziobro, tylko można by zadać pytanie: skoro tamte afery były takie straszne, to gdzie są oskarżeni, procesy? To świadczy o lekkiej panice. Jeżeli jest się czegoś pewnym, to nie czeka się 2 tygodni. Po drugie, spodziewałem się, że skoro minister tyle czasu czeka, to nastąpi jakieś mocne wejście PR-owe, aż buty nam pospadają. Tymczasem

okazuje się, że to Jacek Kurski miał rację, że może trzeba zmienić pieluszkę panu ministrowi. Szczerze, to ta reakcja mnie podłamała, bo jest to największa afera i wygląda to rzeczywiście strasznie.

Przypomnę, że ministrowie Kamiński i Wąsik zostali skazani w pierwszej instancji za mniej więcej to samo; nielegalne podsłuchiwanie ludzi.

Ta wtorkowa wypowiedź ministra Ziobro może świadczyć też, że nie dostał dużego wsparcia od Jarosława Kaczyńskiego, tylko usłyszał: radź sobie sam.


Zdjęcie główne: Małgorzata Kidawa-Błońska, Fot. KPRM; zdjęcie w tekście: Mirosław Oczkoś, Fot. Facebook/TVIP

Reklama