Reklama

Bez własnego kapitału społecznego i bez własnego języka liberalna Polska nie przeżyje spotkania z ideowym i politycznym nowotworem, jakim Polskę zainfekował Jarosław Kaczyński. Mam nadzieję, że konwencją, a później całą serią sensownych personalnych i programowych decyzji, zarówno Platforma Obywatelska, jak i Donald Tusk rozpoczną epokę odzyskiwania zdolności do uprawiania skutecznej polityki – pisze Cezary Michalski

Należy mieć nadzieję, że kryzys imigracyjny – sprowokowany przez Putina i Łukaszenkę, ale przez Kaczyńskiego i Morawieckiego świadomie przerobiony w PR-ową hucpę, mającą udowodnić „siłę” i „sprawczość” władzy – był ostatnim kryzysem, w którym Donald Tusk nie uzyskał jeszcze pełnego panowania nad Platformą Obywatelską. On zachował się właściwie, wybierając centrową, realistyczną linię, łączącą humanitaryzm z odpowiedzialnością za państwo.

Jednak partia, która nie potrafi zapanować nad swoimi wewnętrznymi podróbkami „aktywistów” (tak, to już dzisiaj określenie jednoznacznie patologiczne, i tak, mam na myśli posła Sterczewskiego), nie przeżyje i nie stanie się narzędziem uprawiania skutecznej polityki.

Mam nadzieję, że konwencją, a później całą serią sensownych personalnych i programowych decyzji, zarówno Platforma Obywatelska, jak i Donald Tusk rozpoczną epokę odzyskiwania zdolności do uprawiania skutecznej polityki, która rodzi się z połączenia silnego przywództwa ze zdolnością do gry zespołowej. Nec Hercules contra plures.

Reklama

Tusk bez partii zostanie zarżnięty, jak najbardziej nawet utalentowany gladiator pod ciosami gromady ciurów podchodzących do niego z sieciami. A

nawet najsilniejsza partia, bez silnego przywództwa, bez dyscypliny, bez wyrazistego przekazu, zostanie rozszarpana przez polityczne i medialne hieny.

Pytania do Platformy i Tuska

Jeśli nawet jeszcze nie teraz, nie na tej konwencji, zanim nie zapadną kluczowe decyzje personalne i organizacyjne, które powinny uczynić z PO sprawne polityczne narzędzie, Donald Tusk i cała Platforma muszą odpowiedzieć na najważniejsze pytania dotyczące kształtu polskiego państwa „po PiS-ie”.

Jak radykalna jest wola i zdolność PO do usunięcia najbardziej rażących czynników słabości polskiego państwa – np. konfliktu w konstrukcji władzy wykonawczej, „dwugłowej egzekutywy” (cyt. z Jana Rokity, kiedy jeszcze był ciekawym politykiem, a nie wyłącznie „operowym konserwatystą”), czyli systemu nie do końca parlamentarno-gabinetowego, ale też nie prezydenckiego, gdzie prezydent „nie może rządzić, ale może przeszkadzać w rządzeniu”, szczególnie mając silną legitymację pochodzącą z wyborów powszechnych?

Jak zbudować systemowe zabezpieczenia przed powtórką zamachu ustrojowego à la PiS? Jak stworzyć, wzmocnić (ew. jak zastosować już wobec Kaczyńskiego i jego ludzi) mechanizmy konstytucyjnej i karnej odpowiedzialności za łamanie konstytucji i prawa przez polityków i formacje atakujące państwo i ustrój RP?

Jak wzmocnić niepartyjną służbę cywilną? Jak wzmocnić i uniezależnić od politycznych wstrząsów struktury państwa odpowiedzialne za chronienie interesu narodowego – wymiar sprawiedliwości, wojsko, dyplomację, służby specjalne, strategiczne zaplecze analityczne państwa, media publiczne?

Czy PO powinno przygotować własny projekt zmian w polskiej konstytucji? W jakim trybie i kiedy (żeby nie było to „przyznanie racji Kaczyńskiemu” i ułatwienie niszczenia ładu konstytucyjnego przez PiS)?

Jak wypromować własny projekt PO na rzecz naprawienia patologii polskiego wymiaru sprawiedliwości (z tym samym zastrzeżeniem, żeby nie było to „przyznanie racji Kaczyńskiemu” i usprawiedliwienie niszczenia ładu konstytucyjnego przez PiS)?

Czy któreś z proponowanych przez PO działań wzmacniających polskie państwo będzie wymagać osłony międzynarodowej, w aspekcie zarzutów o naruszanie – nawet w dobrej intencji – standardów państwa prawa?

Jak odbudować wolny rynek w Polsce po inwazji etatyzmu? Jak właściwie zdefiniować obecność państwa w gospodarce, pomiędzy neoliberalizmem a etatyzmem? Jak zapewnić PO zdolność do tworzenia pomysłów programowych w obszarze gospodarczym oraz precyzowania i wprowadzania, a potem utrzymywania w debacie publicznej, pomysłów już w programie PO istniejących (propozycje dla młodych, dla biznesu, odpartyjnienie spółek skarbu państwa)?

Jak zbudować w programie wyborczym i w całym języku PO właściwą proporcję pomiędzy rozwiązaniami silnie motywacyjnymi, premiującymi pracę, kształcenie się, przedsiębiorczość oraz programami pomocy dla najsłabszych, faktycznie i precyzyjnie adresowanymi do tych, którzy nie dają sobie rady, nie służącymi masowej politycznej korupcji?

Jakie rozwiązania ekonomiczne, edukacyjne, kulturowe sprawiłyby, że PO nie będzie uznane za partię broniącą „przywileju” i „uprzywilejowanych”, ale za partię awansu społecznego i pokoleniowego – jak najszerszego, a jednocześnie merytokratycznego, dzięki wykształceniu, pracy, przedsiębiorczości, a nie dzięki legitymacji partyjnej, jak to ma miejsce w przypadku PiS?

Jakie PO ma pomysły na zbudowanie, w innym wariancie niż PiS-owski (etniczno-pseudoreligijnym), nowego modelu spójności społeczeństwa polskiego, niezbędnej dla uzyskania elementarnej odporności na wyrafinowane strategie wojny hybrydowej czy takie wyzwania jak np. sprawa uchodźców?

Jak generować i skutecznie przedstawiać opinii publicznej własne, ofensywne (choć zawsze w nurcie kompromisu społecznego) propozycje w obszarze praw kobiet, praw mniejszości? Jak zbudować tożsamość PO jako partii działającej zdecydowanie na rzecz modernizacji Polski, ale jednocześnie całkowicie niezależnej wobec różnych „poprawnościowych” szantaży, mód i trendów, jakie skrajna lewica narzuca dziś liberalnemu centrum, ze szkodą dla tej formacji?

Jak powinien wyglądać dialog PO z Kościołem, szczególnie w sytuacji, w której Kaczyński i PiS przelicytowali wszelkie wcześniejsze oferty wszystkich formacji III RP dla Kościoła (finansowe, światopoglądowe), a jednocześnie poziom konfliktu społecznego sprowokowanego przez PiS oraz jawnie instrumentalny i cyniczny stosunek Kaczyńskiego do katolicyzmu budzą niepokój części kleru i wiernych?

Jak powinna wyglądać propozycja „przyjaznego rozdziału Kościoła od państwa” autorstwa PO? Do kogo w Kościele się adresować? Jak politycy PO powinni odpowiadać na zaczepki fanatycznych zwolenników PiS w Kościele lub w powołującej się na Kościół prawicy, aby z jednej strony nie okazać słabości, a z drugiej nie dać się wciągnąć w konflikt z całą Instytucją?

Żadne z tych pytań (i wielu innych, jakie powinny być Tuskowi i PO jeszcze zadane) nie jest roszczeniem.

Wbrew dzisiejszej logice mediów społecznościowych i sporej części mediów tradycyjnych, które za tym poszły, nie sądzę, by język „konsumenckich roszczeń” mógł uratować demokrację. On ją może wyłącznie zniszczyć.

Jako ludzie politycznego, ideowego i społecznego centrum nie mamy prawa poddawać się logice roszczeniowej, zamiast tego musimy praktykować, także w publicznej debacie, logikę współodpowiedzialności. PO nie musi być naszą partią, ale jest najsilniejszą polityczną reprezentacją naszego obozu politycznego, społecznego, ideowego. Dlatego przedstawione tutaj „pytania do Tuska” nie są roszczeniami. Odpowiedzi na te pytania musimy próbować wypracować wszyscy.

Wiem, że jest też inna logika. Po co pytać o program, kiedy każda odpowiedź może utrudnić walkę. Niech Tusk pręży muskuły, naprzeciwko prężącego muskuły Kaczyńskiego. To powinno wystarczyć.

Obawiam się, że nie wystarczy.

Kaczyński, Morawiecki, prawicowe think tanki… produkują dziesiątki pomysłów tygodniowo na „uczynienie Polski gospodarczą potęgą, innowatorem, liderem”, po czym permanentnie przedstawiają je opinii publicznej za pośrednictwem swoich polityków i mediów.

Większość z tych pomysłów to propagandowa hucpa, większość z nich nie ma żadnych następstw w realnym działaniu rządu Morawieckiego. Jednak można to wszystko sprzedawać jako dowód na posiadanie przez własny obóz „wizji”, bogatego dorobku programowego, przeciwstawionych „programowej jałowości totalnej opozycji”.

PO musi mieć zdolność generowania pomysłów własnych lub selekcjonowania i wykorzystywania szczegółowych rozwiązań już istniejących (przygotowanych przez inne, czasem sympatyzujące, czasem neutralne ośrodki), w mniejszej ilości, za to bardziej sensownych i realistycznych. I skuteczne kanały przekazywania tych pomysłów opinii publicznej.

Kaczyński obudował swoją władzę tzw. czarnym, negatywnym kapitałem społecznym. Zbudowanym na zawiści, kompleksach i lęku. A z więzów „pozytywnych”, co najwyżej na nepotyzmie. Gdzie „narodowa duma” jest tylko przebraniem najbardziej dekadenckiego resentymentu.

Wystarczy posłuchać samego Kaczyńskiego, Czarnka, Krasnodębskiego, Andrzeja Nowaka… jęczą nieustannie: „wybili, Panie, wybili”, „wciąż nam zagrażają”. Te jęki prowadzą do zupełnie absurdalnej pointy: „i mają nam za to zapłacić!”. Niby dlaczego, z pozycji naszej siły?

To kłamstwo, gdyż Polska po sześciu latach antypolityki Kaczyńskiego, w konflikcie z Waszyngtonem, Brukselą, Tel-Awiwem…, jest dzisiaj słabsza, a nie silniejsza, ponieważ jest coraz bardziej osamotniona.

Kaczyński obudował jednak swój obóz władzy realną tkanką społeczną, utrzymywaną z budżetowych pieniędzy, korupcyjnych transferów – do „tożsamościowych mediów” prawicy, do stowarzyszeń i fundacji zakładanych przez PiS-owskich działaczy, żeby utrzymywać za publiczne pieniądze ich żony, dzieci, powinowatych i politycznych klientów. To tkanka kompletnie zrakowaciała, jednak bez własnego kapitału społecznego i bez własnego języka liberalna Polska nie przeżyje spotkania z tym ideowym i politycznym nowotworem, jakim Polskę zainfekował Jarosław Kaczyński.

Cezary Michalski
Autor jest publicystą tygodnika „Newsweek”


Zdjęcie główne: Donald Tusk, Fot. Flickr/European Council President, licencja Creative Commons

Reklama