Reklama

Wielu z nas nie dostrzegło, że Kaczyński, PiS, Zjednoczona Prawica nie dążą do polexitu, ale polexit przeprowadzają na naszych oczach od sześciu lat. Dziś Polska jest już nie tylko na marginesie Unii, ale w wielu obszarach znalazła się poza nią. Dlatego krzyczą dziś, że podpalą Europę, żeby nikt nie spytał, czemu podpalili Polskę – pisze Cezary Michalski

Wynik ubiegłotygodniowych wystąpień Mateusza Morawieckiego w Parlamencie Europejskim i w czasie szczytu UE trudno nazwać sukcesem. Nadal zablokowana jest akceptacja polskiego Krajowego Planu Odbudowy, a więc miliardy dla Polaków z Funduszu Odbudowy wciąż są zamrożone i możemy je stracić. Nadal naliczane jest pół miliona euro dziennie kary dla Polski za Turów, co jest konsekwencją tego, że

Morawiecki przez rok nie umiał się dogadać z Czechami, choć przez rok okłamywał Polaków, że się z nimi dogadał.

Poza tymi stratami, które Polska już ponosi, a których Morawiecki nie próbował nawet zminimalizować (bo w Strasburgu i Brukseli nie negocjował z Unią, ale walczył o akceptację w oczach Kaczyńskiego, równą własnemu politycznemu przeżyciu), mamy ryzyko albo nawet pewność strat dalszych.

Trybunał Sprawiedliwości UE ma nałożyć na Polskę nowe kary finansowe (co najmniej tak samo wysokie, a prawdopodobnie wyższe od kary za Turów) za dalsze niszczenie przez Kaczyńskiego, Morawieckiego i Ziobrę niezawisłych sądów i dalsze karanie sędziów niezależnych od władzy. Trzeba się liczyć z karami za dalsze funkcjonowanie Izby Dyscyplinarnej (lub jakiegoś innego potworka, którym Kaczyński każe Izbę Dyscyplinarną zastąpić), za dalsze funkcjonowanie pseudo-KRS i dalsze orzekanie pseudosędziów przez nią wskazanych w sądach wszystkich szczebli.

Reklama

W konsekwencji działań Kaczyńskiego, Morawieckiego i Ziobry zagrożone są także pieniądze dla naszego kraju z podstawowego budżetu UE.

Europarlament i Komisja Europejska zapowiedziały, że zostanie tu zastosowana zasada warunkowości – pieniądze za praworządność. Kaczyński z niszczenia praworządności wycofywać się nie ma zamiaru, więc Polska pieniędzy z nowego budżetu UE może nie dostać, co oznacza, że zagrożone są kolejne miliardy dla polskich rolników, przedsiębiorców i samorządów.

Morawiecki nic w żadnej z tych spraw nie załatwił. Przeciwnie, dolał tylko oliwy do ognia, jeśli były głosy zachęcające do dalszych negocjacji, pochodziły one ze strony „straszliwych Niemców”, dążących uparcie do swego „Pax Germanica”, który jak widać pozostał ostatnią szansą dla Morawieckiego i Kaczyńskiego w Brukseli.

Wielu z nas nie zauważyło, że Kaczyński, PiS, Zjednoczona Prawica nie dążą do polexitu, ale polexit przeprowadzają na naszych oczach od sześciu lat. Dziś Polska jest już nie tylko bardziej na marginesie Unii, ale w wielu obszarach znalazła się praktycznie poza nią.

Najbardziej zwracano uwagę na niszczenie przez Kaczyńskiego praworządności, gdyż faktycznie oznaczało ono wyprowadzanie Polski z UE w dość precyzyjnie opisanym przez traktaty europejskie obszarze państwa prawa.

Najpierw było zniszczenie Trybunału Konstytucyjnego, potem zniszczenie Krajowej Rady Sądownictwa, wreszcie rozpoczęcie niszczenia Sądu Najwyższego i sądów powszechnych wszystkich szczebli (Kaczyński właśnie przedstawił plan zaorania ich niezawisłości do samego końca, gdzie tzw. spłaszczenie struktury sądów ma być pretekstem do czystki sędziów niebywałej skali).

Zauważano też elementy polexitu w polityce zagranicznej PiS. Kiedy np. Kaczyński i rządząca prawica uznali za największego swojego międzynarodowego sojusznika Donalda Trumpa. Za to wyłącznie, że atakował Unię Europejską, rozbijając w ten sposób jedność Zachodu, rozluźniając więzy atlantyckie, a więc także osłabiając NATO.

Widziano elementy polexitu, kiedy Kaczyński stworzył sojusz ze skrajną prawicą włoską, hiszpańską, francuską… Z partiami, które chcą zniszczyć strefę euro, zniszczyć Unię, a nawet deklarują chęć wyprowadzenia swoich krajów z NATO. Działacze „zaprzyjaźnionych” dzisiaj z PiS-em partii Marine Le Pen, hiszpańskiego Vox-u czy Braci Włochów w czasie wojny w Donbasie jeździli tam nawet, żeby ochotniczo walczyć w szeregach wspieranych przez Putina separatystów.

Nie przypadkiem też politykami najgłośniej oklaskującymi przemówienie Morawieckiego w Parlamencie Europejskiem byli europosłowie Alternatywy dla Niemiec. Ta skrajnie prawicowa partia Polakami gardzi, jednym z czołowych pomysłów jej „polityki historycznej” jest „obrona honoru żołnierzy Wehrmachtu”,

mająca polegać na „odparciu kłamliwych oskarżeń”, jakoby uczestniczyli oni w zbrodniach na cywilach w Polsce w czasie drugiej wojny światowej. A jednak ambasador Kaczyńskiego w Berlinie Andrzej Przyłębski publicznie wychwala tę polityczną formację, gdyż dla Kaczyńskiego mniej ważne jest to, że AfD nienawidzi Polski, skoro jej politycy jeszcze bardziej nienawidzą UE.

Nie wszyscy jednak dostrzegali, że Kaczyński, PiS i cała Zjednoczona Prawica prowadzili najtwardszy polexit w obszarze polskiej polityki energetycznej i całej polskiej polityki gospodarczej. Wcześniej Mateusz Morawiecki wraz z całym rządem Zjednoczonej Prawicy formalnie zaakceptował unijną politykę klimatyczną i wszystkie jej cele (przyznajmy, ambitne, nieraz nawet dość ryzykowne).

Przez kilka lat brał od Unii miliardy euro przeznaczone na ekologiczną transformację polskiej energetyki i całej gospodarki. Brał pieniądze na likwidację kopalń i na odejście od węgla. Tyle że okłamywał zarówno polskich górników, jak też Unię Europejską. Ludzie Zjednoczonej Prawicy używali tych pieniędzy albo prywatnie dla siebie, pakując je do własnych kieszeni, budując za te pieniądze nową kastę partyjnych milionerów, albo też używali tych pieniędzy do kupowania sobie poparcia w wyborach. Od Funduszu Sprawiedliwości po transfery socjalne, od Funduszu Inwestycji Lokalnych po podwyżki dla górników, a szczególnie działaczy związkowych z deficytowych kopalń.

Przez sześć lat rządzący dostawali od Unii miliardy w twardej gotówce i w prawach do emisji CO2, które też można było wymienić na twardą gotówką. Roztrwonili te wszystkie pieniądze, a polska energetyka i gospodarka nadal nie spełniają europejskich norm, które oni sami zaakceptowali.

Cała ich polityka opierała się na kłamstwie, a teraz przychodzi czas zapłaty za kłamstwo. Tylko że oni jak zwykle nie chcą płacić z własnych kieszeni, robią wszystko, żeby koszty ich kłamstw, ich błędów, ich najbardziej krótkowzrocznej polityki ponosiła Polska.

Nie mogą powiedzieć górnikom, gdzie trafiły pieniądze, które wzięli (i pokwitowali) w Brukseli na odchodzenie Polski od węgla, a także na osłanianie górników przy odchodzeniu od węgla. Oni tego powiedzieć nie mogą, bo wówczas ci górnicy, zamiast jechać do Luksemburga i krzyczeć tam, że „podpalą Europę”, poszliby na Nowogrodzką i na Kancelarię Premiera. Kaczyński, Kempa, Duda, Morawiecki… krzyczą dziś zatem razem z górnikami, że „podpalą Europę”, żeby ukryć to, iż od sześciu lat podpalają Polskę.

Cezary Michalski
Autor jest publicystą tygodnika „Newsweek”


Zdjęcie główne: Mateusz Morawiecki, Fot. Flickr/KPRM

Reklama