W ocenie Aleksandara Vukovicia na pewno nie pomaga jego upór, żeby nie powiedzieć – upartość. Bo Serb zagrał va banque – chciał pokazać całemu światu, że pierwszym napastnikiem powinien być krytykowany Sandro Kulenović. Nie udowodnił – pisze Paweł Jędrusik z redakcji sportowej portalu wiadomo.co
Nie „piątka”, ale mocna „czwórka”. To ocena, jaką należałoby wystawić drużynie Aleksandara Vukovicia po remisie 0:0 z Glasgow Rangers w IV rundzie eliminacji Ligi Europy. Legioniści zagrali najlepszy mecz nie tylko za kadencji Serba, ale – biorąc pod uwagę klasę rywala – był to ich najlepszy występ od czasów, gdy na ławce Legii zasiadał Jacek Magiera.
Przed takimi meczami mówi się, że nie mamy nic do stracenia. To nieprawda, mamy. Walczymy o fazę grupową Ligi Europy, która jest naszym celem – mówił przed czwartkowym meczem z Glasgow Rangers trener Legii, Aleksandar Vuković.
Legia będzie agresywna i dobrze zorganizowana. Musimy wejść na nasz odpowiedni poziom. Wierzę w swoich zawodników i liczę, że tak jak w poprzednich meczach będziemy strzelać bramki – mówił na konferencji prasowej przed meczem z Legią Warszawa trener Glasgow Rangers, Steven Gerrard.
Do arcyważnego meczu z Atromitosem Legia podchodziła w niespokojnej atmosferze. Nieprzekonywająca gra w pierwszych meczach sezonu sprawiła, że kibice szli na Łazienkowską niepewni, co zobaczą. Kolejny słaby występ czy przełamanie? Do końca – nie wiadomo.
Piast Gliwice, Legia Warszawa i Lechia Gdańsk zgodnie wygrały pierwsze mecze II rundy eliminacji do Ligi Europy. Z jednej strony jest się z czego cieszyć, bo trudno sobie przypomnieć, kiedy polskie drużyny cieszyły się w pucharach z kompletu zwycięstw. Z drugiej – żadna z ekip nie ma takiej zaliczki, by mieć pewność awansu do kolejnej rundy. Niestety – na własne życzenie.
Kibice czekali na pierwsze mecze polskich drużyn w europejskich pucharach z mieszaniną niepokoju i nadziei. Z jednej strony był strach przed dobrze znanymi z poprzednich lat kompromitacjami. Z drugiej – przekonanie, że tym razem będzie lepiej. Nie było.