Reklama

Okres schyłkowości PiS widać też w innych oczywistych przykładach, jak walki wewnątrz zwycięskiego obozu – walki podjazdowe, frakcyjne, przepychanie się baronów, kto lepszy. Gdy patrzy się na Zbigniewa Ziobrę, to jego ruchy są koronnym tego przykładem. Mamy też efekt słabnięcia pozycji wodza. Pozycja Kaczyńskiego nie jest już taka jak kiedyś, skoro zapowiadane było wielkie polityczne otwarcie, nowy rząd, a tymczasem wszystko się sypie, poszczególni ministrowie podają się do dymisji i jeszcze się wciska nam kit, że to wszystko było wcześniej ustalone – mówi nam prof. Tomasz Nałęcz, historyk, były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. Szukamy analogii w historii i pytamy, co nas czeka. – Polska wcale nie była w ruinie, jak mówił PiS w 2015 roku, tylko wręcz przeciwnie, rządy Platformy zostawiły państwo w tak dobrym stanie, że było co dzielić. PiS na tym zbudował poparcie, ale już w chwili, gdy pojawiły się kłopoty, widać dużą bezradność PiS-u. Ta ekipa jest świetna w PR, ale gorzej w realnym rozwiązywaniu problemów – podkreśla nasz rozmówca

JUSTYNA KOĆ: Wiadomo, że „historia kołem się toczy”, zatem gdyby poszukać analogii w przeszłości, to jesteśmy w czasie „małej stabilizacji za Gomułki, a może w erze Gierka, który za pożyczone fundował w Polsce „dobrobyt”?

TOMASZ NAŁĘCZ: Mówiąc językiem badacza, analizując to, co dzieje się w Polsce, można użyć metody porównawczej, tylko przy jej stosowaniu trzeba pamiętać, że ona wtedy jest zasadna, kiedy porównuje się rzeczy w miarę porównywalne.

Bo wtedy pewne rozwiązania były nam narzucane przez Moskwę, a teraz sami sobie to robimy?
Czasy PRL nie są tu dobrym punktem odniesienia, chociaż ciągle odbijają się pewnymi zaszłościami na naszej świadomości, co zresztą bardzo dobrze wykorzystuje PiS. Cała polityka prowadzona na warstwie socjalnej to była metoda sprawowania władzy w PRL – zabierzemy wam wolność, ale za to zapewnimy znośne warunki życia. Jako historyk szukałbym analogii do zjawisk obecnych w różnych epokach. Według mnie mamy sytuacje następującą: skończył się okres, mówiąc językiem romantyzmu, burzy i naporu. Okres ofensywny, podboju, przejmowania właśnie dobiega końca.

Reklama

PiS jest przekonany, że skutecznie opanował państwo, mają władzę na lata, zatem nastał czas konsumowania. To będzie rodziło określone kłopoty, również dla prezesa Kaczyńskiego. „Schyłkowa” oczywiście nie oznacza, że potrwa tygodnie czy miesiące, bo może trwać i lata.

Skoro nie PRL, to co?
Myślę o okresie schyłkowego cesarstwa czasów Napoleona. Marszałkowie w armii cesarza, którzy często wywodzili się i awansowali z ludu, widząc rozległość swoich podbojów chcieli w końcu pokonsumować. Ciężko walczyli i doszli do wniosku, że nadszedł czas na skonsumowanie zwycięstwa. Zatem przestał odpowiadać im wódz, który gonił ich po całej Europie w kolejnych kampaniach, który zmuszał ich do spania na koniu i do ciągłej walki. Gdy patrzę na PiS po tym podwójnym zwycięstwie, to widzę, że w PiS-ie dominuje taki właśnie nastrój. Pierwszy przykład z brzegu to idiotyczna decyzja o podwyższeniu pensji. Mylił się pan Terlecki tłumacząc, że w wakacje ludzie tego nie zauważają. Przy wakacyjnym stole trudno o lepszy, bardziej bulwersujący temat.

Na razie to opozycja dostaje za niego po głowie.
Ale oczywiście, pomysł był PiS-owski, teraz tylko dość zręcznie przerzucają winę na opozycję, która też popełniła tu błąd, ale to jest właśnie to dążenie do konsumowania owoców.

Ten okres schyłkowości widać też w innych oczywistych przykładach, jak walki wewnątrz zwycięskiego obozu – walki podjazdowe, frakcyjne, przepychanie się baronów, kto lepszy. Gdy patrzy się na Zbigniewa Ziobrę, to jego ruchy są koronnym tego przykładem. Mamy też efekt słabnięcia pozycji wodza. Pozycja Kaczyńskiego nie jest już taka jak kiedyś, skoro zapowiadane było wielkie polityczne otwarcie, nowy rząd, a tymczasem wszystko się sypie, poszczególni ministrowie podają się do dymisji i jeszcze się wciska nam kit, że to wszystko było wcześniej ustalone.

Poprzednie rekonstrukcje rządu to były sprawne akcje przeprowadzone pod dyktando prezesa. Każdy tylko patrzył, czy prezes nie zmarszczy mocniej brwi, bo się ktoś mu nieoczekiwanie naraził.

Dziś niby wszyscy szanują prezesa, ale każdy pilnuje swojego interesu, a Kaczyński na to przyzwala. Moim zdaniem on zdaje sobie z tego sprawę, bo za dobrze zna politykę.

Czyli mamy początek końca PiS-u… To dobra wiadomość dla opozycji.
Za bardzo bym jednak nie triumfował, bo ten okres schyłkowości może trwać lata. Mówiąc językiem górskiej wycieczki, PiS już wszedł na szczyt i zaczął okres schodzenia. Złą wiadomością dla PiS-u jest fakt, że to „zejście” przypadnie na niezwykle trudne lata. Do tej pory ekipa PiS-owska przypominała żeglarzy, którzy płynęli z wiatrem. Wówczas, jak wiadomo, umiejętności trzeba mniej i szybciej się płynie. Teraz przychodzi im płynąć pod wiatr i moim zdaniem to będzie nastręczało wiele kłopotów, zwłaszcza że największym atutem władzy PiS-u była szeroka oferta socjalna. Polska wcale nie była w ruinie, jak mówił PiS w 2015 roku, tylko wręcz przeciwnie, rządy Platformy zostawiły państwo w tak dobrym stanie, że było co dzielić. PiS na tym zbudował poparcie, ale już w chwili, gdy pojawiły się kłopoty, widać duża bezradność PiS-u. Ta ekipa jest świetna w PR, ale gorzej w realnym rozwiązywaniu problemów.

Jak na razie, to nieźle poradzili sobie z walką z pandemią.
Akurat sytuacja w Ministerstwie Zdrowia jest świetnym przykładem na coś zupełnie innego. PiS prawie wszystkim wmówił, że minister Szumowski i jego ekipa to niczym mąż opatrznościowy, a tymczasem się okazało, że musiał odejść.

Co do działań w walce z wirusem, to nie przodowaliśmy w Europie, jak próbował nam wmówić PiS, a sytuacja jest bardzo ciężka.

Jakie zatem możemy nakreślić scenariusze na przyszłość?
Sadzę, że to będą mnożące się kłopoty dla PiS i prezesa Kaczyńskiego. Okres schyłkowości oznacza właśnie to, że kłopotów jest coraz więcej. Największym kłopotem będzie oczywiście dotkliwy i trwający lata kryzys. PiS, jak każda ekipa budująca swój obraz na fałszywym wizerunku, będzie ofiarą swoich działań, bo z oczywistych względów wyborczych premier Morawiecki i politycy PiS-u opowiadali, że wirus jest w odwrocie i trzeba „korzystać z życia”, tymczasem widzimy, ile jest nowych ognisk i zachorowań, co w konsekwencji obawiam się, że może doprowadzić do zapaści systemu zdrowia. Dodatkowo niefrasobliwa postawa rządzących utwierdza w przekonaniu, że wirus nas nie dotknie, zatem ludzie zaczynają bardziej ryzykować. Niewydolność systemu zdrowia będzie szła na konto PiS, więc możemy się spodziewać kłopotów. Wówczas zacznie się poszukiwanie winnego i baronowie PiS-owscy zaczną przerzucać ten gorący kartofel, będą też szukali tematów działających jak narkotyk na społeczeństwo. Tym bardziej teraz widać to rozniecanie wojny obyczajowej, z punktu widzenia społecznego idiotycznej, bo LGBT nie jest groźne dla społeczeństwa w przeciwieństwie do pandemii i zapaści gospodarczej.

Będzie też, jak to w okresie schyłkowym, premiowane służalstwo, ludzie niezależni będą raczej spychani na obrzeża.

To już widać w polityce awansów PiS-u. Nowy minister spraw zagranicznych nie wsławił się niezależnością i niepokornymi analizami dotyczącymi polityki międzynarodowej. Elementem schyłkowości będzie też meandrowaty rozwój wydarzeń, a także kłopoty podyktowane biologią przywódcy. Czasy są takie, że przydałby się dynamiczny 40-latek, bo Jarosław Kaczyński z każdym miesiącem jest coraz słabszy, co też widać gołym okiem.

Oprócz wielu zmian w sferze mediów i samorządów rządzący zapowiadają też nowe kształcenie młodzieży (co zresztą już się dzieje). Czy w dzisiejszych czasach nauczanie zgodne z linią partii – rozumiem, że katolicko-narodowe z plemiennym zabarwieniem – się uda?
Najbardziej znanym architektem takiego myślenia w Polsce był kurator Apuchtin, który obiecywał swoim zwierzchnikom, że dzięki jego nowemu sposobowi nauczania matki będą śpiewały dzieciom kołysanki nad Wisłą po rosyjsku. Niejedna ekipa rządząca, zwłaszcza te, które gardziły demokracją, stawiała na to, że wychowa sobie posłusznego obywatela poprzez zmianę systemu edukacyjnego. Taki pomysł miał również PRL, ale w warunkach polskich to nigdy się nie sprawdzało. Także teraz widać gołym okiem, że się nie sprawdza. Kościół także się łudził, że wprowadzeniem religii do szkół upowszechni postawy religijne wśród młodzieży, z jakim skutkiem, wszyscy widzimy.

Im więcej będzie działań indoktrynacyjnych, tym bardziej młodzi będą się do niej zniechęcać. Wiem to także z obserwacji środowisk studenckich, gdzie już dziś przyznawanie się do głosowania na PiS jest obciachem.

We współczesnym świecie modelowanie młodych umysłów jest raczej niemożliwe, bo do tego potrzebny jest monopol. Kto dziś przyciągnie młodych? Przecież nie Program Trzeci Polskiego Radia. Gdy komuniści chcieli przyciągnąć trochę młodzieży do siebie, to uczynili Trójkę, jak na tamte warunki, oazą wolności. Dziś tego kompletnie nie widać. Poza tym, jeżeli tacy specjaliści będą się brali do modelowania umysłów młodzieży, jak prezes Kaczyński, marszałek Terlecki czy minister Piontkowski, to życzę im sukcesów. Równie dobrze można próbować przelać morze dziecinnym wiaderkiem w inne miejsce.


Zdjęcie główne: Tomasz Nałęcz, Fot. Lukas Plewnia, licencja Creative Commons

Reklama