Reklama

Widzimy, że Łukaszenko powoli zaczyna odzyskiwać utracone pozycje, bo w pewnym momencie wyglądało na to, że leży już na deskach. Dzięki temu, że udało mu się opanować strajki i że udało się powstrzymać rozpad telewizji państwowej, odzyskuje siłę. Widać, że służby zaczynają dokonywać aresztowań i to wszystko pokazuje, że ma szanse na utrzymanie władzy, mimo że 3/4 społeczeństwa jest przeciwko niemu – mówi nam Andrzej Poczobut, polsko-białoruski dziennikarz i publicysta, dwukrotnie aresztowany za krytykę Łukaszenki i jego reżimu. – Rosja na razie nie ingeruje otwarcie w sprawy wewnętrzne Białorusi, jednocześnie popiera Aleksandra Łukaszenkę werbalnie. Gdyby nie wsparcie Rosji, to padłaby już reżimowa telewizja, w której wiele osób przyłączyło się do strajku – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Trzeci tydzień trwają protesty po sfałszowanych wyborach, w niedzielę 250 tys. protestowało w Mińsku. Jest pan zaskoczony skalą oporu i niezgody?

ANDRZEJ POCZOBUT: Rzeczywiście determinacja Białorusinów jest bardzo duża, myślę, że zaskoczyła wszystkich. Te protesty są bez precedensu, bo nie było jeszcze na Białorusi takich wydarzeń, kiedy cały kraj protestował przez dwa tygodnie. Niestety widać też, że ludzie są już zmęczeni, coraz więcej jest też strachu, a ta dynamika nie jest na korzyść protestujących. Mimo tego Łukaszenka nadal nie może zapanować nad sytuacją w kraju i jego służby nie są w stanie zdławić tych protestów. Wygląda na to, że

mamy na razie sytuację patową, bo żadna strona nie może narzucić swojej woli i kryzys na Białorusi dalej się toczy.

Państwowa telewizja pokazuje ostatnio wizerunek Łukaszenki w kamizelce kuloodpornej i z bronią. Czy to może oznaczać, że prezydent szykuje się na ostre rozwiązanie?
Te obrazki maja przestraszyć ludność, ale są również adresowane do aparatu bezpieczeństwa. Widać, że Łukaszenko próbuje wywierać presję. Prowadzone są zatrzymania w miastach, gdzie ludzie biorą udział w protestach. Zobaczymy, jak zareagują na to ulice, zawsze gdy mamy do czynienia z tak dużymi protestami, to trudno przewidywać, jak zachowają się ludzie.

Reklama

Może dojść do rozwiązania siłowego, np. z użyciem wojska?
Łukaszenko nie ma potrzeby użycia wojska, bo wystarczy, żeby te same siły, co teraz, czyli głównie OMON, dostały ostrą amunicję. Na razie strzelali gumowymi kulami. Jeżeli zaczęliby strzelać ostrą amunicją, nie byłoby problemu z opanowaniem manifestacji. Problem może powstać, jeśli wojsko albo milicja nie wykona tego rozkazu. Na razie nic tego nie zapowiada.

Łukaszenko chce stworzyć wrażenie, że jest gotów w każdej chwili użyć broni. Te obrazki z karabinem, w kamizelce mają potęgować to wrażenie.

Białoruś jest w rosyjskiej strefie wpływów i nic nie zapowiada, żeby to się miało zmienić. Pytanie, czy Rosja pozwoli na zmiany na Białorusi.
Rosja na razie nie ingeruje otwarcie w sprawy wewnętrzne Białorusi, jednocześnie popiera Aleksandra Łukaszenkę werbalnie. Gdyby nie wsparcie Rosji, to padłaby już reżimowa telewizja, w której wiele osób przyłączyło się do strajku. Łukaszenko musiał ściągać na pomoc dziennikarzy z rosyjskiej telewizji Russia Today i to oni przygotowują teraz wiadomości i obsługują technicznie program. To powoduje, że reżim wciąż trzyma się, bo gdyby upadła propaganda i

gdyby wstrzymano nadawanie telewizji, to sądzę, że kwestią czasu byłoby, żeby zaczął pękać aparat Łukaszenki.

Dlaczego?
W warunkach kryzysu telewizja daje pewność zwolennikom Łukaszenki z aparatu. Przecież on z każdym nie porozmawia i musi wiadomości przekazywać za pośrednictwem mediów. Telewizja jest najważniejsza, bo ma największy zasięg.

Czy Rosja dopuściłaby do demokratyzacji Białorusi?
W Armenii, gdy była taka sama sytuacja, władza została w końcu obalona – Rosja pozwoliła na to i zaakceptowała zmiany. Co prawda nie miało to takiego wymiaru geopolitycznego i dlatego wydaje mi się, że to było dla Rosji do przełknięcia.

Jak ocenia pan działania tzw. świata prodemokratycznego, w tym Unii Europejskiej?
Bardzo dobrze, że udało się zorganizować szczyt Unii i że jest wspólne stanowisko. Należy w ślad za tym wysłać bardzo mocne stanowisko do białoruskich resortów siłowych, że w sytuacji, kiedy dojdzie do użycia siły, przemocy, kiedy znowu ludzie będą ginąć, to zostanie przeprowadzona akcja wymieniona bezpośrednio w winowajców. Ważna jest groźba, że zostaną wówczas uznani za przestępców zbrodni przeciwko ludzkości. To byłby mocny sygnał, który odbiłby się prawdziwym echem. Jeżeli nawet Łukaszenko zostanie przy władzy i nie poleje się krew, to będzie zupełnie inna sytuacja, niż gdy powtórzą się obrazki, jakie widzieliśmy na ulicach białoruskich miast 9, 10, 11 sierpnia. Takie wydarzenia są przeniesione rodem z Ameryki Łacińskiej, gdzie są tortury i ofiary śmiertelne. Wówczas należy ostro i jasno reagować.

Powstała opozycyjna rada koordynacyjna, która ma koordynować protesty i ewentualne rozmowy z władzą. Wiemy, że aresztowano kilku jej członków. Czy wobec tego rada działa?
W momencie powołania rady, która reprezentuje de facto kandydatkę na prezydenta, która wygrała z Łukaszenką, czyli Ciechanouską, władze ogłosiły, że jest to spisek mający za zadanie przejąć władzę i wszczęto postępowanie karne. Rada podjęła oczywiście działania, powołała struktury, nie tylko w Mińsku. Podobne powstały w poszczególnych miastach, gdzie są protesty, jednak na tle ostrych represji i sprawy karnej

sytuacja rady jest bardzo trudna.

Jak pan ocenia szanse na demokratyzację?
Odpowiedź nie jest łatwa. Nikt nie przewidział, że Łukaszenko przegra z gospodynią domową, nikt nie przewidział, że tak wielka będzie fala protestów, nikt nie przewidział, że będą one trwać dwa tygodnie. Trudno w tych warunkach prognozować rozwój sytuacji.

Widzimy, że Łukaszenko powoli zaczyna odzyskiwać utracone pozycje, bo w pewnym momencie wyglądało na to, że leży już na deskach. Dzięki temu, że udało mu się opanować strajki i że udało się powstrzymać rozpad telewizji państwowej, odzyskuje siłę. Widać, że służby zaczynają dokonywać aresztowań i to wszystko pokazuje, że ma szanse na utrzymanie władzy, mimo że 3/4 społeczeństwa jest przeciwko niemu. Oczywiście jeżeli utrzyma władzę, to tylko dzięki resortom siłowym.


Zdjęcie główne: Andrzej Poczobut, Fot. Flickr/Ministry of Foreign Affairs of the Republic of Poland, licencja Creative Commons

Reklama