Reklama

Są mądre reformy, głupie reformy i reformy ministra Czarnka, a więc – poza skalą. On działa jak komunistyczny kacyk, któremu się wydaje, że jak ma władzę, to zmieni ludzkie dusze według partyjnego formatu. Tylko dziś młodzież nie jest głupia, ani zastraszona – mówi nam prof. Magdalena Środa, etyczka, filozofka, feministka. – Urodziłam się w systemie totalitarnym i bardzo nie chciałabym w takim umrzeć. Ale wszystko zależy od nas, obywateli (może nawet bardziej od obywatelek) i od opozycji: czy potrafi się dogadać i czy potrafi stłumić narcyzm przywódców? – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Poseł Sławomir Nitras mówi, że o opiłowywaniu Kościoła z przywilejów, za co spada na niego hejt i krytyka nawet sprzyjających opozycji publicystów. Z kolei minister edukacji i nauki chce promować cnoty niewieście i to całkiem serio. Co się dzieje w naszym kraju?

MAGDALENA ŚRODA: Polska stała się krajem fundamentalizmu religijnego, Kościoły mają władzę i wielkie przywileje w różnych dziedzinach życia. Można powiedzieć, że doszliśmy już do momentu, kiedy te przywileje dla samego Kościoła stają się ogromnym zagrożeniem. Wiara to przecież subtelna sfera ludzkiej duchowości, religia z kolei to złożony twór kulturowy i ten rodzaj nachalności, a zwłaszcza upolitycznienia wiary, do którego doprowadził Kościół w Polsce, jest groźny dla niego samego.

Dziwi mnie, że hierarchowie nie zdają sobie z tego sprawy.

Reklama

Kościół jest jedyną instytucją, która nie została poddana żadnej demokratycznej kontroli, ani ekonomicznej, ani prawnej, ani obyczajowej, ani moralnej.

Księża katoliccy są zachłanni na dobra materialne, na władzę, i tę realną, i symboliczną. Są wszędzie: podczas uroczystości państwowych takich jak zaprzysiężenie prezydenta i takich jak święcenie autostrady. Są w szkołach, w mediach, w szpitalach, w parlamencie, w domach; tak jakby nie było zapisu w konstytucji o neutralności religijnej państwa. Poza tym ten nasz katolicyzm jest prawie wyprany z duchowości i zredukowany do rytuałów, obrzędowości i płytkich gestów (wymienia się w kościele znak pokoju, a potem nienawidzi sąsiada; klepie się piękne formuły z Ewangelii o miłości bliźniego, a jednocześnie nienawidzi się wszystkich tych, którzy nie odpowiadają normie rządzącej partii).

Co do posła Nitrasa, to oczywiście, że spotkał go hejt, ale kogo nie spotyka?! PiS posiada całe trollowiska. Na Campusie zebrał jednak wielkie brawa; aktywna, prodemokratyczna młodzież jest antyklerykalna choć – bywa – wierząca. Wszyscy myślący są też przeciwko pomysłom ministra Czarnka, ich aberracyjność jest tak wielka, że można podejrzewać, że pan minister pełni funkcję naczelnego prowokatora, którego zadaniem nie jest zawiadowanie edukacją, ale odwracanie uwagi od spraw dla PiS niewygodnych, np. korupcyjnych.

A ponieważ korupcja jest wielka, choć nie zawsze widoczna, ekscesy ministra Czarnka muszą być bardzo widoczne, by skupiać uwagę opinii publicznej.

Czy zmiany prawa oświatowego wg Czarnka mogą przynieść oczekiwane przez PiS zmiany, czy to może się udać i nastąpi przemodelowanie młodego człowieka.
Żaden z projektów ministra Czarnka nie może przemodelować nikogo. Są mądre reformy, głupie reformy i reformy ministra Czarnka, a więc  poza skalą. Choć niektóre zmiany, jak poszerzenie władzy kuratorów, są bardzo niebezpieczne. To znaczy bardzo komunistyczne. Tak to funkcjonowało w PRL-u, kuratorzy pełnili funkcje strażników ideologicznych rządzącej partii, mieli sporą władzę i zastraszali nauczycieli. O to też chodzi Czarnkowi.

On działa jak komunistyczny kacyk, któremu się wydaje, że jak ma władzę, to zmieni ludzkie dusze według partyjnego formatu. Tylko dziś młodzież nie jest głupia, ani zastraszona, a mając dostęp do Internetu szybko wyłapuje, co się dzieje, poza tym jest nowoczesna, więc wizja Czarnkowej, katechetyczno-partyjnej szkoły wydaje im się anachroniczna i śmieszna. Propozycje Czarnka idą pod prąd tego, czym jest szkoła w XXI wieku. Tam cenny jest krytycyzm, myślenie, innowacyjność, oryginalność, samodzielność, a dla pana ministra ważne jest posłuszeństwo, klepanie na pamięć i urawniłowka.

Szkoła Czarnka patrzy wyłącznie w przeszłość i to przeszłość skrojoną na miarę ideologii i polityki historycznej PiS.

Taka zaściankowa, zarządzana przez partyjnych kuratorów szkoła może narobić szkód przede wszystkim nauczycielom: niskoopłacani mogą się zacząć bać utraty pracy; źle to wpłynie na procesu nauczania, choć ja wierzę w mądrość i autonomię znaczącej części nauczycieli.

Czy poseł Nitras miał rację i już niedługo – za naszego życia – katolicy będą w Polsce mniejszością? Czy polski Kościół czeka droga irlandzka?
Nie sądzę. Każdy z katolickich krajów inaczej „pozbywał się” dominacji Kościoła, i zawsze to było związane z historią i tradycją. W Polsce będzie to proces trudny i bardziej złożony, bo władza Kościoła u nas związana jest z wieloma silnymi mitami, na przykład tym, że był ostoją wolności i niepodległości, choć w stanie wojennym tych placówek, które wspierały opozycję, nie było wcale tak dużo. Księża raczej współpracowali z władzą, niż się jej sprzeciwiali. Gdyby w czasach „Solidarności” 80 roku (pamiętna homilia z 26 sierpnia) prymas Wyszyński miał autorytet, nasza demokratyczna rewolucja by się nie powiodła. Na szczęście nikt nie słuchał bojaźliwych słów prymasa, który nawoływał do przerwania strajków i powrotu do domu.

Poza tym Kościół jest nie tylko bardzo bogatą instytucją posiadającą swoje partię, uczelnie i media; Kościół jest jak kłącze; przejął obyczajowość (pogrzeby, uroczystości państwowe), organizacje pozarządowe, instytucje lokalne (świetlice, uroczystości regionalne); przejął społeczeństwo obywatelskie. Na wsi czy w małym miasteczku ludzie idą do Kościoła, bo nie ma co robić w niedziele (we wsiach nie ma żadnej instytucji wspólnotowej poza Kościołem), bo stało się to „naturalne”, bo „co powiedzą sąsiedzi?”. To jest bardzo silne i wielu poddaje się temu rytuałowi, ale dla młodych to już nie jest takie oczywiste. Na Campusie Polska, gdzie byłam w panelu z ks. Sową,  młodzi katolicy zadawali pytania, „co robić, gdy się wierzy, a jednocześnie nie ma się zaufania do instytucji, która wiarą zawiaduje”?

Ja od dawna głoszę hasło: Bóg jest wszędzie, w Kościele jest tylko PiS. Ale katolikom ten panteizm nie wystarcza.

Jednak jeśli Polska nie zostanie zaściankiem, który buduje tu PiS, to laicyzacja stanie się faktem, tak jak jest na Zachodzie, który dla młodych jest wzorcem, bo tam się dobrze studiuje, dobrze pracuje, zarabia, bezpiecznie rodzi dzieci, kobiety mają prawa do decydowania o własnym ciele i macierzyństwie, a osoby LGBT do normalnego życia.

Polscy księża, episkopat bardzo często bronią życia poczętego. A co z tym, które już jest? Dlaczego nikt z episkopatu nie przyjechał do migrantów na granicy?
Dla mnie jest jasne, że w kwestii „obrony życia” nie chodzi o życie, tylko o podporządkowanie kobiet, żeby były posłuszne, podrzędne, rodziły i pełniły swą tradycyjną rolę. Życie narodzonych, zwłaszcza niepełnosprawnych, życie uchodźców, osób LGBT, życie zwierząt, życie naszej planety – ani PiS-u, ani Kościoła nie interesuje.

Na Campusie Polska podczas debaty o Kościele spotkałam się z wypowiedziami młodych na wózkach, którzy mówili, że słyszeli od księży, że kalectwo jest karą za grzechy… to skandal! A w ilu kościołach są architektoniczne usprawnienia dla ludzi na wózku? W ilu niewidomi mogą przychodzić z psami, gdzie podczas mszy jest tłumaczenie na język migowy?

Kościół w imię „życia” zmusza kobiety do rodzenia, a urodzonymi przejmuje się o tyle, o ile daje na tacę.

Jak widzi pani sprawę migrantów? Dlaczego tak łatwo sami zapominamy o tym, że mamy w swojej historii przynajmniej 2 wielkie fale emigracji, że sami kiedyś potrzebowaliśmy pomocy?
Przyznam, że nie mogę spać przez tę sytuację. Z moralnego punktu widzenia jest ona wstrząsająca. Ale moralnością rządzący politycy gardzą. To Machiaveliści. Liczy się władza, terytorium, plemię. PiS jest partią przedchrześcijańską, wartości takie jak miłość bliźniego, współczucie, pomoc potrzebującym to – jak mówią – „cyrk”, „hucpa”, „psychoza współczucia”. PiS lubi poza tym mieć wroga. W realu go nie ma, więc go wymyśla. Najpierw był nim gender, potem uchodźcy (którzy – jak mówił prezes Kaczyński – przynoszą nam pasożyty), potem LGBT, teraz będą Afgańczycy. Chodzi o to, by stworzyć zagrożenie wizualizacją jakiegoś straszliwego wroga, wzmacniać strach poprzez propagandę i ukazać się suwerenowi jak zbawca, który przed nim chroni. To stara (i jedyna) taktyka PiS-u.

PiS dokonał dwóch rewolucji; oderwał moralność od polityki i katolicyzm od chrześcijaństwa. Ksiądz Wierzbicki komentując sytuację na granicy powiedział, że liczy się człowieczeństwo, nie terytorium. Liczą się racje moralne, a nie tylko polityczne. PiS tego w ogóle nie uznaje.

Czy to koniec wielkiego zrywu w kwestii liberalizacji aborcji, czy tylko ta kwestia przygasła, bo były wakacje?
Wakacje to jedno, ale też: ile można strajkować, manifestować, krzyczeć na ulicach? Żaden ruch, który opiera się na fajerwerkach, nie przetrwa długo. Musi się w końcu instytucjonalnie przeobrazić: przybrać postać partii, ruchu, koalicji, do czego zresztą namawiam organizatorki Strajku Kobiet.

Ludzie nie mogą wychodzić na ulice cały czas, zwłaszcza że mamy pandemię i złą pogodę…

Czy zatem kwestia liberalizacji aborcji jest na tę chwilę przegrana?
Polska jest takim dziwnym krajem, gdzie – z powodu historii – ludzie mają nikły szacunek wobec prawa. Zawsze było ono stanowione przez obcych, więc Polak/Polka są dumni, że potrafią je omijać. Im bardziej restrykcyjne będą zakazy ustanawiane przez władzę (a przypominam, że dziś są to zakazy wyjątkowo głupie i okrutne), tym więcej możliwości ich ominięcia się pojawi (podziemie aborcyjne, gabinety ginekologiczne wokół Polski).

Jednak młodzi mają jeszcze jedną możliwość: zamiast ocwaniać to państwo i jego prawa, można je po prostu opuścić. Na zawsze albo do czasu wychowania dziecka. Trudno mi sobie bowiem wyobrazić 20-latkę, która zdecyduje się na ciążę w kraju, gdzie nie przeprowadza się badań prenatalnych, a jak się przeprowadza, to i tak nic nie można zrobić, w kraju, gdzie urodzenie niepełnosprawnego dziecka jest katorgą, bo władzy nic ono nie obchodzi, w kraju, gdzie każą kobietom rodzić ciężko uszkodzone lub martwe płody.

Polska się nie tylko zlaicyzuje, ale wyludni.

A będzie następna kadencja tej władzy?
Mam takie koszmary, ale odpędzam się od nich. Urodziłam się w systemie totalitarnym i bardzo nie chciałabym w takim umrzeć. Ale wszystko zależy od nas, obywateli (może nawet bardziej od obywatelek) i od opozycji: czy potrafi się dogadać i czy potrafi stłumić narcyzm przywódców?


Zdjęcie główne: Magdalena Środa, Fot. Wikimedia Commons, licencja Creative Commons

Reklama