Reklama

Przyznam, że generalnie boję się jakichkolwiek wyborów, ale nie dlatego, że zdarzą się jakieś oczywiste oszustwa czy machlojki. Proces wyborczy składa się z wielu elementów, takich jak kampania wyborcza, podział kraju na okręgi i obwody wyborcze, istnieje wiele czynników, które nie są formalnie kontrolowane, a mogą mieć wpływ na wynik wyborczy. Być może następne wybory nie będą do zakwestionowania w sensie formalnym, ale będą nieuczciwe, chociażby biorąc pod uwagę działalność TVP. Już przy poprzednich kampaniach widzieliśmy, jak wzbudzano rozmaite lęki, strachy – mówi nam prof. Andrzej Rychard, dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologi PAN. I dodaje: – Młodzi z wyborów na wybory chodzą coraz liczniej. W moim przekonaniu ten nurt niezadowolenia z polityki, który był i jest obecny wśród młodych ludzi, znalazł początki swojego ujścia, wyrażenia się w języku polityki, to właśnie Campus Polska. Dla młodych nie ma poza tą ofertą za dużo propozycji ze strony partii politycznych

JUSTYNA KOĆ: Jeżeli miarą sukcesu jest to, jak wiele czasu poświęca tematowi TVP i politycy PiS-u, to Campus Polska zaliczyć można do udanych inicjatyw. A pan jak to ocenia?

ANDRZEJ RYCHARD: Zdecydowanie tak. Widzieliśmy też, że plotki o wojnie między Tuskiem a Trzaskowskim są nieprawdziwe. Trzaskowski jest wciąż ważnym aktorem, który w pewien sposób ma dostęp do środowisk, do których sama Platforma niekoniecznie miała. To są samorządowcy i młode pokolenie. W moim przekonaniu wyszło dobrze.

Słyszałem też dziwne komentarze, że było widać różnicę pokoleniową między Tuskiem a Trzaskowski, ja w ogóle jej nie widziałem.

Jeżeli chodzi o kwestie energetyczne, to Tusk wydawał się nawet czasem bardziej energetyczny, np. w kwestii języka śląskiego, kiedy przekonywał, że trzeba być aktywnym, brać sprawy w swoje ręce, ale nie w takim indywidualistycznym, liberalnym sensie, a raczej aby razem pracować na rzecz czegoś. Mówił to z wyraźną pasją i zaangażowaniem i nie wyglądał na starego polityka.

Reklama

Zresztą Donald Tusk jest w polityce od tak dawna, że dla części młodych ludzi jest on kompletną prehistorią, jest tak stary, że aż nowy, bo oni go nie kojarzą. Dla nich to wygląda tak, że przyjechał europejski facet i z drugim o nastawieniu także proeuropejskim i rozumiejącym potrzeby młodych ludzi przedstawiają pewną wizję Polski. Przyznam, że spodziewałem się czegoś słabszego, mniejszego wydarzenia niż to, co widzieliśmy do tej pory. Jestem pozytywnie zaskoczony.

Czy to może się przełożyć na prawdziwe poparcie wśród młodych, którzy do tej pory unikali angażowania się w politykę i chodzenia na wybory?
To się zmienia, a młodzi z wyborów na wybory chodzą coraz liczniej. W moim przekonaniu ten nurt niezadowolenia z polityki, który był i jest obecny wśród młodych ludzi, znalazł początki swojego ujścia, wyrażenia się w języku polityki, to właśnie Campus Polska. Dla młodych nie ma poza tą ofertą za dużo propozycji ze strony partii politycznych.

Lewica jest sama pogubiona, PiS z wiadomych względów nie przyciąga młodych i tu jest miejsce dla Platformy wspartej takimi osobami jak właśnie Rafał Trzaskowski.

Media spekulowały ostatnio, że PiS rozważ przesunięcie wyborów samorządowych o rok. Czy to realny pomysł?
Generalnie PiS jest w trudnej sytuacji, ponieważ jego elektorat zobaczył, że stracił to, co było podstawą wizerunku, czyli sprawczość. PiS zawsze budował swoją siłę na wizerunku partii skutecznej, która walczy przecież z imposybilizmem. Teraz to się posypało i kto wie, czy u podłoża tego zamiaru nie leży przeczekanie do czasu, aż popłyną pieniądze unijne. Poza tym przesunięcie o rok wyborów nie jest takie proste.

Przyznam, że generalnie boję się jakichkolwiek wyborów nie dlatego, że zdarzą się oszustwa. Proces wyborczy składa się z wielu elementów, takich jak kampania wyborcza, podział kraju na okręgi i obwody wyborcze, wiele czynników, które nie są formalnie kontrolowane, a mogą mieć wpływ na wynik wyborczy. Być może następne wybory nie będą do zakwestionowania w sensie formalnym, ale nadal mogą nie być uczciwe, chociażby biorąc pod uwagę działalność TVP w czasie kampanii, co już widzieliśmy poprzednio, wzbudzanie rozmaitych lęków, strachów.

Na marginesie, uważam, że hodowanie tej sytuacji na granicy polsko-białoruskiej też jest elementem wzbudzania obaw i lęków, a przypomnę, że przed wyborami europejskimi ta kwestia zadziałała.

Notabene sam Donald Tusk wspominał o tym w czasie debaty z Trzaskowskim, że trzeba być przygotowanym w silne instrumenty obywatelskiej kontroli uczciwości przebiegu tych wyborów.

Mówi się, że jesienią PiS przystąpi do zmiany ordynacji wyborczej. Rozumiem, że to budzi także pana obawy?
Tak i to duże obawy. Kto wie, czy nie okaże się, że dziwnymi beneficjami jest obdarowywany pan Kukiz, ukłony pod adresem jego idei okręgów jednomandatowych. To wszystko stwarza pole do różnego rodzaju manipulacji, ale pamiętajmy, że po drodze jest jeszcze konstytucja, która określa zasadniczy charakter wyborów. Trzeba być tu bardzo ostrożnym, tym bardziej, że kwestia wyborcza jest o tyle trudna, że nie zawsze mamy tu do czynienia z tak oczywistym pójściem na rympał jak przy słynnej już reasumpcji. Dlatego tak ważne są wszystkie inicjatywy organizacji pozarządowych, obywatelskich, które będą to śledziły.

Może PiS nie będzie musiał nic robić przy wyborach, bo wygra wybory strasząc uchodźcami i kryzysem migracyjnym?
Dla mnie to bardzo smutne, pomijając zasadniczy wymiar, czyli moralny, to powiedzmy sobie wprost; ta kwestia z punktu widzenia logistyczno-politycznego jest do rozwiązania w 15 minut. Straż się cofa, pozwala wejść tym osobom na teren Polski, skoro twierdzą, że są na Białorusi, niech te osoby wsiądą do autokaru, zostaną zawiezione do ośrodka czy na punkt graniczny i tam rozpatrzyć ich sprawy. Problem byłby rozwiązany. W sytuacji, kiedy takie rozwiązanie technicznie proste nie jest robione, przychodzi oczywiste pytanie, dlaczego.

Nie chcę iść tak daleko i mówić, że to działanie intencjonalne, ale coś jest na rzeczy, że obecność tej grupki na granicy pozwala mówić rządzącym, jak zły jest Łukaszenka, że mamy wojnę hybrydową, jak wspaniale bronimy granic, a jaka to nieodpowiedzialna jest opozycja, po czwarte to umożliwia straszenie uchodźcami.

Już raz to zadziałało, ale to gra niezwykle niebezpieczna, bo może dojść do tragedii. Wtedy ta sytuacja się odwróci i zacznie być obciążeniem dla PiS.

Oczywiście ten problem strukturalnie nie zniknie, będą migranci z Afganistanu i będą szli przez Białoruś. Pilnowanie granicy Polski jest bardzo istotne, to też granica UE, ale to działanie powinno iść równolegle z postępowaniem humanitarnym.

Prezydent RBN w sprawie uchodźców zwoływać nie chce, ale Radę Gabinetową w sprawie rozpoczęcia roku szkolnego już zwołał. Zresztą główną informacją, która się przebiła, był fakt, że pan prezydent podkreślił po raz kolejny, że jest absolutnym przeciwnikiem obowiązkowych szczepień. Po co to było?
Powiedziałbym, że pan prezydent jest zadziwiająco spójny w swej, powiedzmy, wstrzemięźliwości wobec szczepień. Począwszy od tego, jak mówił, że nie lubi, jak mu ktoś majstruje przy ramieniu, że się nie szczepi na grypę, bo nie, bo na COVID się zaszczepił, bo jest prezydentem i czy mu się to podoba, czy nie, musiał się zaszczepić. Generalnie prezydent nie zachęca do szczepień, a szkoda, bo epidemiolodzy w przeddzień czwartej fali mówią coraz głośniej, że należy rozważyć nawet trzecią dawkę. My jako interdyscyplinarny zespół kierowany przez prezesa PAN ds. COVID sugerowaliśmy to już kilka tygodni temu.

Mówienie dzisiaj takich słów jak prezydent jest bardzo lekkomyślne i bardzo źle, że prezydent powiedział coś takiego.

Co nas czeka jesienią w polityce? Jeszcze bardziej podkręci się tempo?
Będzie jakieś przyśpieszenie, bo w tle jest cały czas wspomniany COVID i jego czwarta fala. To będzie miało jakieś przełożenie polityczne na niechęć do rządzących, tym bardziej, jak okaże się, że niewystarczająco zachęcano do szczepień, jednocześnie za bardzo tolerowano wypowiedzi i zachowania środowisk antyszczepionkowych. To, co się dzieje wokół szkół, jest moim zdaniem próbą przeniesienia odpowiedzialności za wyszczepienie nauczycieli i uczniów na szkołę i rodziców.


Zdjęcie główne: Andrzej Rychard, Fot. Facebook/Instytut Filozofii i Socjologii PAN

Reklama