Reklama

Myślę, że gdyby nie ta tragiczna śmierć, mógł mieć przed sobą przyszłość w polityce ogólnopolskiej. Rozpaczliwie brakuje w niej ludzi z dużą klasą, wiernych sobie i swoim przekonaniom, a zarazem utalentowanych. A taki właśnie był Paweł Adamowicz. To jest wielka strata dla Gdańska i dla Polski. Dla bliskich, a należałem do tego grona, to jest bardzo osobista strata – mówi prof. Aleksander Hall, historyk, polityk, działacz opozycji w PRL. – Atmosfera, w której w życiu publicznym jest za dużo złych emocji i oszczerstw, w której telewizja mieniąca się telewizją publiczną urządza nagonki na takich ludzi jak Paweł Adamowicz, mogła przyczynić się do pobudzenia złych emocji, frustracji i nienawiści – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: Co urzekło pana w Pawle Adamowiczu? Jakim był człowiekiem?

ALEKSANDER HALL: To był człowiek, który miał jedną twarz. Taki sam był w życiu prywatnym, w relacjach z bliskimi i przyjaciółmi, jak w życiu publicznym, czyli ciepły, serdeczny, z empatią. Po prostu bardzo dobry i wrażliwy człowiek, a przy tym prawdziwy talent polityczny.

Reklama

Polityka była jego przeznaczeniem?
Pamiętam, jak pierwszy raz oddawałem głos w wyborach samorządowych w 1990 roku, to głosowałem właśnie na młodziutkiego Pawła Adamowicza. Został wtedy najmłodszym radnym Gdańska.

Paweł miał także własną wizję państwa i poglądy, których potrafił zawsze bronić.

Myślę, że gdyby nie ta tragiczna śmierć, mógł mieć przed sobą przyszłość w polityce ogólnopolskiej. Rozpaczliwie brakuje w niej ludzi z dużą klasą, wiernych sobie i swoim przekonaniom, a zarazem utalentowanych. A taki właśnie był Paweł Adamowicz. To jest wielka strata dla Gdańska i dla Polski. Dla bliskich, a należałem do tego grona, to jest bardzo osobista strata.

Gdańsk jest szczodry, Gdańsk dzieli się dobrem, Gdańsk chce być miastem solidarności. To jest cudowny czas dzielenia się dobrem. Jesteście kochani. Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie – mówił w swoim ostatnim wystąpieniu podczas finału WOŚP. Taki powinien pozostać jego testament?
On niewątpliwie tak uważał… Ostatnie wybory samorządowe były dla niego trudne, bo w pierwszej turze pozostał bez wsparcia dużej siły politycznej. Ale wynik, który uzyskał, świadczy o tym, że jednak

gdańszczanie go cenili, lubili, a nawet kochali. Teraz zapewne będzie ich jeszcze więcej.

Te słowa były kwintesencją jego poglądów na Gdańsk.

Nie możemy uciekać od pytania: dlaczego został zamordowany, dlaczego w ogóle do tego doszło?
W tej sprawie chcę być na razie wstrzemięźliwy. Nie wiemy, co kłębiło się w głowie mordercy, co było impulsem do tego strasznego działania, które przerwało życie wartościowego i wspaniałego człowieka. Jedno jest pewne,

atmosfera, w której w życiu publicznym jest za dużo złych emocji i oszczerstw, w której telewizja mieniąca się telewizją publiczną urządza nagonki na takich ludzi jak Paweł Adamowicz, mogła przyczynić się do pobudzenia złych emocji, frustracji i nienawiści.

Ale to jest na razie hipoteza. Nie wiemy, jak było. Może przybliży nas do tego śledztwo, a może na zawsze pozostanie to tajemnicą.

Paweł Adamowicz bardzo przeżywał ostatnie polityczne ataki?
Wznowienie śledztwa, które było już przecież warunkowo umorzone, bardzo go zabolało. Dlatego był moment, w którym wahał się, czy w ogóle dalej walczyć o sprawy publiczne i kandydować na prezydenta. Ale był silnym człowiekiem, pewnym swoich racji i ostatecznie zdecydował się na walkę. To nie była tylko walka o osobistą satysfakcję, ale przede wszystkim o obecność w życiu publicznym wartości, które reprezentował i dawał nie tylko Gdańskowi, ale całej Polsce. Pamiętajmy, że odważnie występował w obronie sądów i konstytucji. Nie raz spotykaliśmy się na demonstracjach, maszerowaliśmy obok siebie i przemawialiśmy.

To był człowiek, który miał wizję Polski jako praworządnego państwa i mógł jej jeszcze długo służyć, gdyby nie ten straszny cios.

Politycy mają do odrobienia ważną lekcję?
Ta lekcja jest do odrobienia nie od dzisiaj, a co najmniej od lata 2010 roku. Tragedia smoleńska, która mogła i powinna przyczynić się do zakopania rowów i osłabienia podziałów – w pierwszych dniach były nawet takie symptomy – przyczyniła się ostatecznie do eskalacji złych uczuć i wzajemnej nienawiści. Ten

klimat zimnej wojny domowej niewątpliwie trwa. Bywają chwile, kiedy narzuca się pytanie: co dalej? Jakie następne tragiczne wydarzenia muszą się zdarzyć, żebyśmy patrzyli na siebie i na Polskę inaczej?

Jak pan odpowiada na te pytania?
Na pewno to jest dzień rachunku sumienia dla polityków, publicystów, duchownych, wszystkich tych, którzy mają wpływ na opinię publiczną.

Czy ten dzień coś zmieni?
Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. W 2010 roku napisałem tekst do Znaku, w którym wyrażałem nadzieję na zmianę. Wtedy się pomyliłem i dzisiaj nie chcę prorokować.

Wiem, co jest potrzebne, jak musi zmienić się polityczny klimat, ale jak będzie – nie wiem. To dzień smutku i żałoby po odejściu wspaniałego człowieka i Polaka, Pawła Adamowicza.

Do ataku doszło podczas tzw. Światełka do Nieba. To przypadek?
Gdyby przyjąć myślenie symboliczne, to trudno oprzeć się wrażeniu, że było to działanie szatana.


Zdjęcia główne: Aleksander Hall, Fot. YouTube/Uniwersytet Warszawski

Reklama