Reklama

Zwycięstwo 3:0 nad Iranem zwieńczyło nie tylko Puchar Świata, lecz także morderczy sezon reprezentacyjny. Polska, prowadzona drugi rok przez Vitala Heynena, może postawić sobie za minione miesiące olbrzymi plus. Potwierdziła swoją mocną pozycję w światowej siatkówce.

Powiedzieć w kontekście tegorocznego sezonu „maraton” to nic nie powiedzieć. Siatkarskie władze zorganizowały w tym roku dla kadrowiczów prawdziwy bieg rzeźnika. Terminarz puchnął od terminów, a najlepszym przykładem siatkarskiego absurdu była data inauguracji Pucharu Świata. Impreza w Japonii rozpoczynał się na drugi dzień po finale mistrzostw Europy.

Polacy brali udział w czterech turniejach: Lidze Narodów, czyli nowej odsłonie Ligi Światowej, kwalifikacjach olimpijskich, mistrzostwach Europy i Pucharze Świata.

W sierpniu odbył się także tradycyjny Memoriał Huberta Jerzego Wagnera, będący głównym sprawdzianem przed walką o Igrzyska w Tokio. To właśnie rozgrywane w Gdańsku kwalifikacje były najważniejszym celem na ten sezon, to im podporządkowano całe przygotowania.

Aby trafić z odpowiednią formą na kluczowy turniej, wiadomo było, że Vital Heynen nie będzie zamęczał swoich graczy w meczach komercyjnej Ligi Narodów. Mimo rotacji Polacy bardzo pozytywnie zaskoczyli – pojechali na Final Six do Chicago i w rezerwowym składzie zajęli tam 3. miejsce. Między innymi dzięki dobrej postawie w tej imprezie, szansę występu na EuroVolley dostali między innymi wracający do kadry Karol Kłos i nowy rozgrywający Marcin Komenda. Kontrowersje wywołało odstawienie przez Heynena Bartosza Bednorza, najlepszego punktującego Final Six. Przyjmujący nie dostał powołania ani na kwalifikacje w Gdańsku, ani na mistrzostwa Europy. Z udziału w Pucharze Świata zrezygnował sam.

Reklama

Do kadry przed walką o Igrzyska dołączył za to długo wyczekiwany gracz – Wilfredo León.

W obliczu kontuzji Bartosza Kurka kibice liczyli, że to właśnie Kubańczyk z polskim paszportem będzie liderem ataku Biało-Czerwonych. Rzeczywiście, León okazał się wielkim wzmocnieniem, choć oczywiście nie jest maszynką, która sama zapewnia triumfy. Z pewnością nasi rozgrywający mogą wykorzystać możliwości tego nietuzinkowego gracza w jeszcze lepszy sposób. Jest to rzecz do wypracowania na Igrzyska Olimpijskie, na których Polacy zagrają dzięki triumfowi w kwalifikacjach. Nasza reprezentacja pokonała kolejno Tunezję, Francję i Słowenię i tym samym wypełniła najważniejszą misję tego roku.

Z poczuciem dobrze wykonanego zadania Polska pojechała walczyć o medal mistrzostw Europy. EuroVolley był dziwnym turniejem – faza grupowa rozszerzonej do 24 uczestników imprezy wyglądała jak seria sparingów, a powierzenie organizacji czterem krajom spowodowało problemy komunikacyjne. Biało-Czerwoni musieli lecieć na półfinał z Holandii do Słowenii, by zaraz po meczu zacząć podróż do Francji. Sprawa skomplikowała się, gdy zastrajkowały linie lotnicze, a siatkarze utknęli na lotnisku Schiphol. Do Lublany dolecieli rządowym samolotem. W półfinale – trudno powiedzieć, czy przez zamieszanie z podróżą, czy przez inne czynniki – nie byli sobą. Sensacyjnie przegrali ze Słowenią – ten rywal wyrzuca nas z trzeciego kolejnego EuroVolley – i w Paryżu zamiast o złoto, przyszło walczyć im o brąz.

W meczu o trzecie miejsce zawodnicy Vitala Heynena pokazali jednak po raz kolejny klasę i w świetnym stylu pokonali Francuzów 3:0.

W tym czasie grupa rezerwowych szykowała się na drugiej półkuli do inauguracji Pucharu Świata. Morderczy turniej, w którym gra się w ciagu dwóch tygodni 11 meczów, kończył tegoroczne reprezentacyjne zmagania. I znów była to dla Polaków udana impreza. Wygrali 9 meczów, przegrali tylko z USA i Brazylią, i ostatecznie odebrali srebrne medale. To dobra wiadomość – FIVB przyznaje za Puchar Świata sporo punktów rankingowych, a Biało-Czerwoni zajęli lepsze miejsce, niż w poprzedniej edycji. Warto odnotować, że w składzie reprezentacji pojawił się po kontuzji Bartosz Kurek.

To właśnie nasz najlepszy atakujący ma wraz z Wilfredo Leónem i Michałem Kubiakiem stanowić o sile naszej reprezentacji za rok na Igrzyskach w Tokio. Do największej imprezy czterolecia trudno nie podchodzić z optymizmem. Ten sezon udowodnił, że Polska należy do ścisłej światowej siatkarskiej czołówki, lecz także, że nie jest niezniszczalna – zawsze może przydarzyć się słaby mecz, tak jak w półfinale EuroVolley. Ważne jest też to, że przed dyscypliną dobra przyszłość. Liga Narodów i Puchar Świata udowodniły, że Vital Heynen i jego ewentualni następcy kłopot będą mieć przede wszystkim z bogactwem wyboru.


Zdjęcie główne: Polscy siatkarze podczas meczu, Fot. Piotr Drabik, licencja Creative Commons

Reklama