Gdy oczy wszystkich zwrócone były na to, co dzieje się w Sejmie, Senat po cichu i w ekspresowym tempie przegłosował budżet na 2017 rok. Ten, który według posłów opozycji został nielegalnie przyjęty 16 grudnia w Sali Kolumnowej. Teraz trafił na biurko prezydenta. Marszałek Kuchciński rozpoczął kolejne posiedzenie Sejmu i ogłosił przerwę. Posłowie PO pozostali na sali plenarnej. Protest trwa. PiS gra.


Wszystkim, co się działo i jeszcze się wydarzy, steruje Prezes PiS Jarosław Kaczyński. To on podejmuje decyzje, zamiast marszałków Sejmu i Senatu. Po przyjęciu budżetu zdobył się na kurtuazyjne “Dziękuję, kłaniam się nisko” w stronę Stanisława Karczewskiego. Na podziękowania prezesa PiS zasłużył też marszałek Sejmu.

To była tylko gra

Toczące się dzisiaj od południa rozmowy w Sejmie, Konwent Seniorów przerywany partyjnymi naradami (przede wszystkim z Jarosławem Kaczyńskim), propozycje kompromisowych uchwał – to była tylko polityczna gra. Okazało się, że już wtedy PiS miało szczegółowy plan działania. W Sejmie rozmowy i przeciąganie rozpoczęcia posiedzenia, a w Senacie szybkie głosowanie. Sprawa budżetu jest “pozamiatana”. Być może jeszcze dzisiaj w nocy podpisze go prezydent.

– Mamy uchwalony budżet, mam nadzieję, że w krótkim czasie po podpisie prezydenta zostanie on opublikowany – mówił dzisiaj Jarosław Kaczyński. Andrzej Duda nie ma wyjścia. Prezes mówi, wykonać trzeba.

Kaczyński straszy opozycję

– Blokowanie stołu marszałka i przemocą uniemożliwianie wykonywania jego funkcji jest przestępstwem przeciwko państwu. Zostaną podjęte odpowiednie działania – mówił dzisiaj w Sejmie Kaczyński.

Działania opozycji porównał do tego, co robiła Samoobrona. Możliwe, że nieprzypadkowo. Czy do akcji wkroczy Straż Marszałkowska? Takie działanie wydaje się coraz bardziej prawdopodobne. Przecież marszałek Sejmu zrobi to, co każe mu Kaczyński. Chyba że takie straszenie to znowu element gry Kaczyńskiego.

Ale warto wspomnieć, że Marek Kuchciński już wydał specjalne upoważnienie. Komendant Straży Marszałkowskiej może występować do instytucji państwowych z żądaniem udzielenia niezbędnej pomocy w zakresie realizacji przez Straż zadań z zakresu ochrony Sejmu i Senatu. Przypadek? Zobaczymy. Ale użycie Straży Marszałkowskiej to byłaby jednak bardzo ryzykowna decyzja.

PO nadal protestuje

– Nie będzie zgody na to, aby rozpoczynać posiedzenie Sejmu na sali plenarnej – powtarzał jak zaklęcie szef klubu POSławomir Neumann. Politycy sali plenarnej nie opuścili. Zablokowali też sejmową mównicę.

– Nie ma przełomu w parlamencie. My nie zmieniamy decyzji. Zostajemy na sali plenarnej i będziemy czekać na powrót do 33. posiedzenia – oświadczył po posiedzeniu zarządu partii szef PO Grzegorz Schetyna.

– Państwo polskie nie ma budżetu, został przegłosowany wadliwie. Ci wszyscy, którzy byli przy tym procederze, biorą za to odpowiedzialność. Także Andrzej Duda, jeżeli ten budżet podpisze – mówił Schetyna.

Protest na sali plenarnej kończą za to posłowie Nowoczesnej. Ale, jak zapowiada szef tej partii Ryszard Petru. “będą inne formy protestu, bo budżet został przyjęty nielegalnie”. Opozycja podzielona i to coraz bardziej.

Posiedzenie rozpoczęte i przerwane

O godz. 19 jednak rozpoczęło się posiedzenie Sejmu. – Jest rzeczą istotną z punktu widzenia polskiego parlamentaryzmu, żeby dzisiaj zostało otwarte 34. posiedzenie Sejmu. 33. zostało zakończone – taką decyzję podjął Jarosław Kaczyński. Tak też się stało. Marszałek Kuchciński został powitany na sali plenarnej gromkimi brawami, posłowie PiS poczuli się jak prawdziwi zwycięzcy.

I postanowili zastosować chwyt poniżej pasa – minutą ciszy uczczono pamięć zmarłych niedawno byłych parlamentarzystów, m.in. Longina Komołowskiego. Później została ogłoszona przerwa, do czwartku do godz. 10. PO nie zdążyła zareagować. I przecież o to chodziło.

Po raz pierwszy od 16 grudnia dziennikarze mogli obserwować to, co dzieje się na sali plenarnej. Galeria sejmowa została otwarta.

Posłowie PO na sali plenarnej pozostają… Już sami. W czwartek rano zbiera się zarząd i klub parlamentarny Platformy.


pap-maly Zdjęcie główne: Marek Kuchciński, PAP/Bartłomiej Zborowski