Reklama

Wierzę w prawdę, wierzę w sądy – mówi nam adwokat Sebastiana K., kierowcy seicento, który jest oskarżany o spowodowanie wypadku z udziałem premier Beaty Szydło. Z mecenasem Władysławem Pociejem rozmawiamy o śledztwie, zarzutach, zmianie stanowiska prokuratury i praworządności. Pytamy także, dlaczego zdecydował się na obronę kierowcy.

Justyna Koć: Od wypadku minął ponad tydzień, śledztwo się toczy. W czwartek przesłuchanie premier Beaty Szydło. Ale niedawna informacja w sprawie jest dość kuriozalna. “Jest bardzo realne”, że prokuratura sama z siebie zawnioskuje do sądu o nadzwyczajne złagodzenie kary dla Sebastiana K. z Oświęcimia. Co to oznacza?
Władysław Pociej:
Nadzwyczajne złagodzenie kary polega na wymierzeniu kary poniżej dolnej granicy ustawowego zagrożenia, albo kary łagodniejszego rodzaju (np. kary grzywny czy ograniczenia wolności) zamiast kary pozbawienia wolności. Czy tak będzie, czy nie, nie wiem. Na razie to jest tylko informacja medialna, nie komentuję tego, powiem tylko, że dla nas, dla mojego klienta, jest za wcześnie, aby takie decyzje podejmować.

Przyzna pan, że zachowanie prokuratury jest dziwne. Najpierw w 24 godziny po wypadku słyszymy, że prokuratura już wie, kto jest winny, że słuchał radia, są zarzuty, potem, że radio było w schowku, teraz słyszymy, że sama prokuratura mówi, że będzie wnioskować o złagodzenie. Spotkał się pan kiedyś z takim prowadzeniem sprawy?
Powiem tak: to nie prokuratura serwowała opinii publicznej słowa, że klient jest winien. To pewne pojedyncze osoby ferowały wyroki bez znajomości materiału dowodowego, jakże wtedy ubogiego i jakże ubogiego nawet dzisiaj. W związku z tym jest zdecydowanie za wcześnie, żeby o tym mówić.

Reklama

To usystematyzujmy. Są zarzuty, toczy się śledztwo. Co może grozić pana klientowi?
Zarzut został oczywiście postawiony, toczy się postępowanie, jest w tym postępowaniu do przeprowadzenia cały szereg czynności, które muszą być wykonane, aby móc w ogóle mówić o ustaleniach w zakresie winy mojego klienta lub jej braku. To oczywiście wymaga czasu.

Niektóre media i politycy już wiedzą, że Sebastian K. jest winny.
To jest sumienie tych mediów, które się tego dopuściły. Profesjonalny przedstawiciel zawodów prawniczych powie, że to jest zdecydowanie za wcześnie, żeby jakiekolwiek twierdzenia odnośnie winy wypowiadać.

A jak pan patrzy na niektóre doniesienia medialne, np. TVP, gdzie podwójna linia ciągła w miejscu wypadku była linią przerywaną, to ciągle pan wierzy w procesowe ustalenie prawdy?
Mam nadzieje, że da się tę prawdę ustalić. Jeżeli zaś chodzi o wspomniane działania, to nie widziałem tego materiału w TVP, a w innych mediach, dla mnie to jest żenada.

Minister Błaszczak sugerował po wypadku, że adwokat śmie podważać ustalenia prokuratury. Co pan o tym myśli? To chyba o panu?
Odnoszę, niestety, wrażenie, że o mnie. Myślę, że po tej wypowiedzi zwrócono uwagę ministrowi Błaszczakowi, że praca adwokata nie polega na czym innym, tylko na podważaniu ustaleń prokuratora, to przecież o to chodzi. Na tym polega spór w postępowaniu karnym. Pan prokurator mówi: białe, ja mówię: nie, to nie jest białe, tylko czarne, a przynajmniej szare. Wtedy, przy tego rodzaju ścieraniu się opinii, możemy mówić, że to się wyjaśni.

Niektóre wypowiedzi rządzących można interpretować jako apele, aby adwokaci nie zajmowali się tą sprawą.
Jeżeli tak mówią, to bardzo mi przykro, ale jednak funkcja obrońcy w kodeksie postępowania karnego istnieje. I dopóki istnieje, to opinia żadnego ministra nie będzie mieć wpływu na czynności adwokackie, chyba że adwokaturę z kodeksu wykreślą, to wtedy nas nie będzie.

Minister Ziobro już szykuje zmiany w sądownictwie i KRS. Nie boi się pan, że tej praworządności w sądach niedługo nie będzie?
Myślę, że zawirowania historii bywały, są i oczywiście będą. Mam nadzieję, że nie dojdzie do tego rodzaju sytuacji, która będzie miała przełożenie na sposób działania sadów, na zagrożenie dla ich niezawisłego orzekania. Wyrażam przekonanie, że to nie będzie możliwe. Sądownictwo się obroni.

Czyli wierzy pan jeszcze w niezawisłość sądów w Polsce?
Inaczej nie wykonywałbym tego zawodu.

Wróćmy do sprawy wypadku pod Oświęcimiem. Prokuratura poinformowała, że nie zgłosili się żadni świadkowie. Jedynymi świadkami są funkcjonariusze BOR. Jak pan myśli, dlaczego nikt nie zgłosił się do prokuratury? Boją się?
Nie wiem, być może dlatego, że nie doszła do nich informacja, że są proszeni o zgłaszanie się. Tu jawi się duża rola mediów. Ktokolwiek cokolwiek wie, widział, słyszał, to proszę, aby zgłosił się do prokuratury, albo bezpośrednio do mnie celem procesowego przekierowania do prokuratury.

Ma pan kontakt z innymi świadkami niż prokuratura?
Nie wolno mi powiedzieć nic na ten temat. Gdybym taki kontakt miał, to polegałby on jedynie na informacji i skierowaniu do prokuratora prowadzącego postępowanie.

A dlaczego zajął się pan tą sprawą?
Jak w sprawie każdego człowieka, który potrzebuje i prosi o pomoc. Każdy adwokat ma obowiązek udzielić pomocy prawnej, jeżeli nie zachodzą tzw. ważne przyczyny, które uniemożliwiałyby mu świadczenie takiej pomocy. W tej sprawie tak nie było.

A wierzy pan w niewinność swojego klienta?
Proszę mnie o to nie pytać, bo odpowiem, jak adwokat w sprawie, że jest za wcześnie, aby to oceniać.


pap-malyZdjęcie główne: Beata Szydło, Fot. PAP/Radek Pietruszka

Reklama