Reklama

Wiceminister sprawiedliwości i jednocześnie szef komisji weryfikacyjnej Patryk Jaki przedstawił w środę założenia tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej. – Kończymy z Dekretem Bieruta raz na zawsze – mówił Jaki, ogłaszając założenia do ustawy. – Te założenia są w dużej mierze oparte na założeniach projektu PO z 2016 roku, wtedy PiS chciało odrzucić ten projekt, ostatecznie wrzuciło go do zamrażarki – mówi Marcin Kierwiński z PO.

Duża ustawa

Dość niespodziewanie wiceminister Patryk Jaki zapowiedział kilka dni temu, że przedstawi projekt tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej.
– Mamy w zasobach Skarbu Państwa tysiące nieruchomości, których status jest niewyjaśniony – mówił wiceminister Jaki, tłumacząc potrzebę przyjęcia tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej.

Jaki łapie byka za rogi

Wiceminister zapowiedział koniec zwrotów w naturze, odszkodowania na poziomie 20 proc. wartości znacjonalizowanej nieruchomości i zakaz kuratorów.

Jeden z najważniejszych zapisów to zakaz oddawania nieruchomości w naturze. – Nie będzie oddawania kamienic z lokatorami czy żłobków z dziećmi – mówił Patryk Jaki. – Zamiast tego proponujemy wypłatę odszkodowań w gotówce do 20 proc. wartości nieruchomości w chwili nacjonalizacji oraz między innymi zakaz zwrotów w naturze – dodał.

Odszkodowania będą wypłacane nie tylko w gotówce. Spadkobiercy będą też mogli wybrać 25 proc. wartości nieruchomości wypłacanych w obligacjach skarbowych, a także 20 proc. wartości wypłacanej poprzez jakąś nieruchomość zamienną należącą do Skarbu Państwa.

Reklama

Co ciekawe, wartość nieruchomości będzie obliczana na podstawie jej stanu w dniu nacjonalizacji, a nie stanu obecnego. Eksperci już się zastanawiają, kto i jak będzie to wyliczał po tylu latach.

Nie będzie także już możliwości  zwrotów na osoby zmarłe, ponieważ nie będzie możliwości ustanawiania kuratorów.

– O zwroty będą mogły domagać się wyłącznie osoby fizyczne, obywatele Polski, małżonkowie właścicieli i spadkobiercy w pierwszej linii – tłumaczył Kamil Zaradkiewicz z Ministerstwa Sprawiedliwości, który nadzorował prace nad projektem ustawy.

Nie wiadomo, ile

Wiceminister Patryk Jaki zapowiedział, że na składanie roszczeń będzie tylko rok od momentu wejścia w życia ustawy.

– Nikt nie wie, jaka będzie skala tych roszczeń. Dlatego zaproponowaliśmy mechanizm, który pozwoli to zablokować. Sprawa będzie wyglądać następująco: w 2018 roku składane są wszystkie roszczenia. Potem je podliczymy i dopiero w 2019 roku minister finansów przeznaczy pierwszą kwotę na wypłatę odszkodowań i ją zakomunikuje – tłumaczył Patryk Jaki.

Długa droga do ustawy

Od 1989 roku powstały 23 próby uchwalenia ustawy reprywatyzacyjnej. Z zakończeniem PRL-u wiadomo było, że prędzej czy później będzie trzeba zmierzyć się z właścicielami kamienic i włości zabranych Dekretem Bieruta.

Ostatni projekt złożyła Platforma w 2016 roku. Ustawa utknęła w Sejmie.

JUSTYNA KOĆ: Na razie projektu brak, są tylko założenia. Jak pan je ocenia?
MARCIN KIERWIŃSKI:
To jest po raz kolejny pokazanie, jak bardzo niepoważnie do kwestii reprywatyzacji podchodzi PiS. Słyszeliśmy wczoraj i dziś rano wielkie zapowiedzi o epokowym odkryciu, jak rozwiązać problem reprywatyzacji, okazało się, że

zamiast krzyku “Eureka!” mamy działanie “kopiuj, wklej”. Te założenia są w dużej mierze oparte na założeniach projektu PO z 2016 roku, wtedy PiS chciało odrzucić ten projekt, ostatecznie wrzuciło go do zamrażarki. Teraz wracają do tych założeń.

Dobrze, że wyciągnęli jakiekolwiek wnioski, chociaż powiedzenie, że nie mają oszacowanych kosztów, pokazuje, że to nie jest poważne. Nie da się tak wyeliminować problemu reprywatyzacji, a PiS chce tylko gonić króliczka.

Za co możemy pochwalić te założenia?
Ponieważ znakomita część założeń to pomysły, które dla m.st. Warszawy zaproponowała Platforma Obywatelska, więc to, co skopiowane, według nas jest dobrym rozwiązaniem. To kopiowanie zostało wykonane niedbale i niechlujnie, nie patrząc na to, jakie są konsekwencje, bo np. kwestie całkowitej możliwości zwrotu w naturze to jest zapis bardzo niebezpieczny. PO w swoim projekcie wprowadziła zwrot w naturze, ale bardzo ograniczyła jego zakres. W naturze nie mogły podlegać zwrotom nieruchomości użytkowane publicznie, gdzie zakwaterowani są lokatorzy, albo takie, które zostały całkowicie odbudowane po wojnie. Całkowite wyeliminowanie zwrotów w naturze to całkowite pozbawienie możliwości zwrotów domków jednorodzinnych, gdzie zamieszkują spadkobiercy prawowitych właścicieli, gdzie te domki zostały zabrane w latach 40., ale oni zamieszkiwali tam cały czas w czasach komuny i wreszcie czas, aby mogli tę własność, w której zamieszkują, odzyskać.

Według projektu pana Jakiego, będą mogli co najwyżej otrzymać 20 proc. swojej nieruchomości. W tej kwestii, według tych założeń, pan Jaki idzie wręcz pod rękę z Bierutem.

PiS pokazał, że potrafi działać szybko, jeżeli chodzi o procedowanie ustaw. Czy tym razem także szybko przepchnie ustawę przez Sejm?
Jest gotowy projekt PO. Nie ma co czekać, aż pan minister Jaki przerobi prezentację na projekt ustawy, niech PiS przestanie oszukiwać i zacznie procedować nad projektem PO. To można zrobić jeszcze na tym posiedzeniu Sejmu. Trzeba tylko dobrej woli.

Wie pan przecież, że PiS się nie zdecyduje na taki krok.
Ale skoro przekopiowują pomysły z projektu PO, to znaczy, że można nad tym pracować. Zamiast tracić czas na przeklejanie może pan minister Jaki sięgnie po gotowy projekt. Ja

rozumiem, że wszystko, co jest platformiane, jest złe dla PiS-u, ale na 11 punktów, które prezentował pan Jaki, 10 jest bliźniaczo podobnych do tych z projektu Platformy.

Czy prezydent Warszawy powinna przyjść na posiedzenie komisji weryfikacyjnej?
Zwracam uwagę, że pan minister Jaki powiedział dziś nieprawdę. Powiedział, że kamienicę na Noakowskiego zwróciła Hanna Gronkiewicz-Waltz sama sobie. Kamienicę zwracali współpracownicy Lecha Kaczyńskiego. Jeżeli mielibyśmy jakąś logikę w tym wszystkim, to na komisję powinni być wezwani przede wszystkim ci urzędnicy, którzy podpisali się pod tymi decyzjami. Ciekawy jestem, czy pan Patryk Jaki ich zaprosi. Jeżeli nie, to byłoby to po raz kolejny oczywiste złamanie takiego standardu i pokazanie, że jest to jednak tylko pałka polityczna na Platformę i nic więcej. Jeżeli będą zaproszeni, to zobaczymy wielu znanych polityków PiS-u, którzy teraz zajmują ważne stanowiska w administracji czy w Sejmie.

A czy powinna przyjść? Rozumiem te głosy, które mówią, że Hanna Gronkiewicz-Waltz może zdementować kłamstwa pana Jakiego przed tą komisją,

i to jest prawda. Z drugiej strony, proszę pamiętać, że ostatnio na komisji zeznawał pan prezydent Jóźwiak i gdy odpowiadał na pytania, pan minister Jaki użył frazy: pan nie odpowiada właściwie na pytania. Jeżeli ktoś, kto ma aspiracje być sądem i poucza, jak świadek ma odpowiadać na pytania, jest przewodniczącym komisji, to ja nie wiem, czy to ma coś wspólnego ze sprawiedliwością.

Czemu akurat teraz minister Jaki pokazał te założenia?
Myślę, że powód jest bardzo prosty. Pan minister Jaki bardzo chętnie chwali się tym, że wyeliminował kwestię kuratorów, podczas gdy ta kwestia została wyeliminowana tzw. małą ustawą reprywatyzacyjną. My bardzo mocno pokazujemy, że gdy była mała ustawa reprywatyzacyjna, to całe PiS i Solidarna Polska, w której był pan Jaki, nie mieli odwagi zagłosować za tą ustawą i jednocześnie przeciw wyłudzaczom kamienic. Niemniej jednak, jeżeli przez rok pan minister Jaki doszedł do wniosku, że ta ustawa jest potrzebna, a nie tylko medialny show, to i tak jest to jakiś postęp.


Zdjęcie główne: Marcin Kierwiński, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons

Reklama