Reklama

Sytuacja osób niepełnosprawnych jest bardzo zła. To, co chce wprowadzić rząd od nowego roku, czyli podniesienie kwoty minimalnego wynagrodzenia, uderzy jeszcze bardziej w to środowisko i sprawi, że wielu z nas straci pracę – mówi nam Łukasz Krasoń, mówca motywacyjny, “spełniający się marzyciel” i kandydat do Sejmu z list KO z okręgu warszawskiego z miejsca 39. Pytamy o to, co chce zrobić, jak zostanie posłem, i czy wierzy w zmianę polityki na lepsze.

JUSTYNA KOĆ:  Po co panu polityka? Ma pan świetnie rozwijająca się karierę zawodową, rodzinę…  Po co to panu? Bo miło nie będzie.

ŁUKASZ KRASOŃ: Gdy jeszcze chodziłem do gimnazjum, na jednej z lekcji j. polskiego czytaliśmy Homera. Zapamiętałem pewien fragment: “zbudować pomnik trwalszy niż ze spiżu”. Tak właśnie postrzegam swoje życie, które jest oczywiście naznaczone chorobą, ale jednocześnie to właśnie ona daje mi poczucie większej odpowiedzialności za swoje życie. Prawdą jest, że od 7 lat buduję karierę jako mówca motywacyjny. Dziś jestem rozpoznawalny nie tylko w Polsce, ale i za granicą, mam rodzinę, mnóstwo przyjaciół… Ale

mam też duże poczucie misji, które pcha mnie do przodu.

Mam w sobie dużo odwagi i wierzę, że mądre osoby, świadome, doświadczone są wśród nas, ale potrzebują one impulsu do podjęcia pierwszych kroków.

Reklama

Chcę pokazać, że można dostać się z dalekiego miejsca do parlamentu, wykładając zaledwie kilkaset złotych na kampanię. Chcę pokazać, że szanowanie słowa, drugiego człowieka i unikanie bitwy polsko-polskiej jest możliwe.

Wierzy pan, że dostanie się do Sejmu z 39. miejsca na liście?
Kiedy w końcu zdecydowałem się na start, zaproponowano mi miejsce w drugiej dziesiątce. Zrezygnowałem z tego, bo chcę mieć świadomych wyborców. Zdaję sobie sprawę, że ludzie głównie głosują na pierwsze miejsca na liście, szczególnie na słynną “jedynkę”. Decyzją o starcie z przedostatniego miejsca chciałem pokazać, że ludzie powinni głosować na człowieka i wartości, jakie się za tą osobą kryją. Partia partią, lista listą, ale za każdym kandydatem na liście powinny iść określone wartości. Prowadzę świadomą kampanię, stawiam na jasny przekaz. Patrząc na to, co dzieje się w mediach społecznościowych i jaką dostaję odpowiedź zwrotną, to widzę, że ma to sens. Jednocześnie ten

pozytywny odbiór, który dostaję, pokazuje mi też, jak daleko zaszliśmy w tej wojnie, że normalne zachowanie, pozytywna kampania oparta na wartościach budzi taki entuzjazm, bo jest ewenementem.

Dużo pan mówi o wartościach. Które są dla pana najważniejsze?
Pasja, rodzina, widzenie w drugiej osobie człowieka, szacunek. Reprezentuję środowisko rozwoju osobistego, od lat szkoliłem zarówno w wielkich korporacjach, na uczelniach, jak i zwykłych pojedynczych ludzi, którzy po prostu słuchali mnie, w szkołach, małych miejscowościach, nawet w więzieniach. Wspólną bolączką nas wszystkich jest edukacja. To, co się dzieje dzisiaj, ta ilość hejtu, wielka buta i nienawiść, to efekt braku dobrej edukacji, podnoszenia świadomości społecznej, że świat się zmienia. To, co było 20 lat temu, dziś jest już nieaktualne. Tak samo jest z edukacją, która dziś nie przystoi do naszych czasów.

Czym chciałby się pan zajmować w Sejmie? Edukacją czy może sprawami osób z niepełnosprawnościami?
Oczywiście sprawy osób niepełnosprawnych są dla mnie priorytetem, bo to osobiście mnie dotyczy. Chciałbym pracować nad otworzeniem Polski na ten obszar. Do tej pory osoby niepełnosprawne są utożsamiane z programami typu “Sprawa dla reportera” lub spotami o przekazywaniu jednego procenta. Tymczasem to nie jest całość sytuacji.

Jaka jest rzeczywistość i czy pojedynczy poseł będzie mógł to zmienić?
Rząd opowiada, jak dużo robi dla nas, a sytuacja osób niepełnosprawnych jest bardzo zła. Pierwszy przykład z brzegu; w Polsce ilość osób niepełnosprawnych zatrudnionych to około 25 procent, a w UE wynosi on blisko 50 procent. Niestety, z tym się nic nie robi. To, co chce wprowadzić rząd od nowego roku, czyli podniesienie kwoty minimalnego wynagrodzenia, uderzy jeszcze bardziej w to środowisko i sprawi, że wielu z nas straci pracę.

PFRON, który ma nam pomagać i stać na straży naszych praw, nie planuje podnieść stawek wsparcia pieniężnego dla przedsiębiorców zatrudniających osoby niepełnosprawne, co de facto skończy się tym, że niepełnosprawni będą tracić pracę.

Ma pan już konkretne rozwiązania?
Tak, mam. Często są to proste mechanizmy wykorzystujące zasoby, które już są. Chciałbym jednak wspomnieć, że nie chcę się ograniczać tylko do spraw osób niepełnosprawnych.

Edukacja to druga sfera, którą chciałbym się zająć. Uważam, że się na tym znam. Mam też wielu przyjaciół, którzy zjedli na tym zęby. To, co chciałbym, aby było wyznacznikiem mojego posłowania, to słuchanie. Nie ukrywam, że nie jestem alfą i omegą, ale potrafię słuchać i jak myślę o polskiej klasie politycznej dzisiaj, to zastanawiam się, czy oni umieją jeszcze słuchać. Dziś w toku kampanii wyborczej pokazują, że tak, ale po wyborach często zapominają o bolączkach swoich wyborców, a zapominając o nich, zatracają siebie. Bo to wyborca jest papierkiem lakmusowym prawdziwej polityki.

Czy to nie jest tak, że chce pan po prostu udowodnić sobie i innym, zresztą po raz kolejny, że jest pan w stanie dojść jeszcze dalej i zrobić jeszcze więcej?
Wydaje mi się, że sprawa mojej niepełnosprawności nie jest przeze mnie nadmiernie wykorzystywana. Proszę zobaczyć moje posty czy mój profil w mediach społecznościowych. To, że mam takie a nie inne ciało, nie determinuje tego, kim jestem. Staram się przekierowywać ludzką uwagę na to, co możemy zrobić wspólnie.

Może dlatego, że jestem na wózku, mam świadomość, że życie ucieka mi bardziej, niż innym ludziom, i to daje mi tę determinację.

Często na swoich wystąpieniach przekonuję ludzi, żeby czynili ze swoich słabości atuty, bo to, co dla jednych jest słabością, można przekuć i wykorzystać z dobrą intencją. Wtedy można dołożyć naprawdę wiele dobra do świata.


Zdjęcie główne: Łukasz Krasoń, Fot. lawreszuk.eu

Reklama