Reklama

Oczywiście, że wszyscy mają kłopot z pandemią, ale jeszcze raz podkreślam, że jesteśmy na pierwszym miejscu na 27 krajów UE, jeżeli chodzi o liczbę ponadnormatywnych zgonów. To oznacza, że w Polsce umiera najwięcej ludzi. Nie można zatem powiedzieć, że wszędzie jest źle, bo jak widać po tych danych, inni radzą sobie lepiej, bo ich obywateli tylu nie umiera. To wskaźnik, który dobrze pokazuje skalę dramatu, który się w Polsce dokonuje – mówi nam były premier Leszek Miller, obecnie eurodeputowany. I dodaje: –  Powtarzają się obrazki z poprzednich miesięcy. Karetki jeżdżą wkoło, całe oddziały są zamykane w szpitalach, aby znaleźć miejsca covidowe, planowane operacje i zabiegi są odwoływane, a każdy taki przypadek to skazywanie ludzi na śmierć. Obecne władze biorą za to wszystko odpowiedzialność.

JUSTYNA KOĆ: Rzecznik Ministerstwa Zdrowia wyliczał, że w tym tygodniu wzrosła liczba respiratorów o 530, a łóżek covidowych o 7100. Ciągle też mamy jeszcze bufor. Jak ocenia pan działania rządu w sprawie pandemii?

LESZEK MILLER: Mimo tych wszystkich zapewnień, to sytuacja jest bardzo poważna. Jesteśmy na pierwszym tragicznym miejscu wśród krajów UE, jeśli chodzi o ponadnormatywne zgony – to liczba zgonów w stosunku do analogicznych okresów. To też oznacza, że w stosunku do liczby ludności w Polsce umiera najwięcej ludzi na COVID i choroby towarzyszące. Po drugie, przy wykonanych 49 tys. testów mamy 29 proc. pozytywnych wskazań. Według Światowej Organizacji Zdrowia, jeżeli ten wskaźnik przekracza 20 proc., oznacza to, że

pandemia wymknęła się spod kontroli i rząd nad nią nie panuje.

Zatem te dane jasno pokazują, że Polski rząd nie panuje nad pandemią.

Reklama

Powtarzają się obrazki z poprzednich miesięcy. Karetki jeżdżą wkoło, całe oddziały są zamykane w szpitalach, aby znaleźć miejsca covidowe, planowane operacje i zabiegi są odwoływane, a każdy taki przypadek to skazywanie ludzi na śmierć. Obecne władze biorą za to wszystko odpowiedzialność, bo Polska nie została odpowiednio przygotowana. Oczywiście można dostrzec, że coś się zmieniło, bo przy pierwszej fali masowo kupowano papier toaletowy, makaron, produkty pierwszej potrzeby, a teraz się kupuje pałace, dworki i apartamenty.

Nie tylko rząd polski nie radzi sobie z pandemią, problemy ma cała Europa.
Oczywiście, że wszyscy mają kłopot z pandemią, ale jeszcze raz podkreślam, że jesteśmy na pierwszym miejscu na 27 krajów UE, jeżeli chodzi o liczbę ponadnormatywnych zgonów. To oznacza, że w Polsce umiera najwięcej ludzi. Nie można zatem powiedzieć, że wszędzie jest źle, bo jak widać po tych danych, inni radzą sobie lepiej, bo ich obywateli tylu nie umiera. To wskaźnik, który dobrze pokazuje skalę dramatu, który się w Polsce dokonuje.

Rząd tłumaczy, że nie naprawi w kilka lat wieloletnich zaniedbań np. w ochronie zdrowia.
Proszę nie mylić całej historii polskiej ochrony zdrowia z tym, co się dzieje w tej chwili. Przypominam, że

pierwsze sygnały o pandemii zostały całkowicie zbagatelizowane przez rządzących, a Główny Inspektor Sanitarny, pan Pinkas, zalecał posłom opozycji włożenie lodu do majtek.

Kiedy już epidemia szalała, pan Duda i pan Szumowski byli na nartach. Potem były skandale dotyczące maseczek bez atestów i kupowano respiratory, których nie ma. Okazało się po prostu, że dzisiejsza administracja polska nie ma umiejętności przewidywania rozwoju sytuacji i jest nastawiona na efekty polityczne. Proszę sobie przypomnieć, co się działo, jak były wybory prezydenckie.

Premier tłumaczył, że nie ma się czego bać, bo wirus jest w odwrocie.
Wiele było zapowiedzi, że nic już nam nie grozi, bo pokonaliśmy COVID, a robiono to tylko po to, aby napędzić ludzi do urn wyborczych. To, co traktuję w kategoriach najpoważniejszego zarzutu, oprócz zdolności do rządzenia, to to, że polski rząd postępuje pod dyktando PR, a nie ekspertów medycznych. Tymczasem to kwestie dotyczące życia ludzkiego i bezwzględnie należałoby się kierować zaleceniami ekspertów, słuchać medyków, a nie ekspertów od wizerunku.

Przed nami kumulacja II fali i święta. Eksperci przewidują, że pewnie będzie trzeba wprowadzić totalny lockdown. Czy rząd zdecyduje się zamknąć też kościoły?
Oczywiście, że rząd nie zdecyduje się na zamknięcie kościołów. Powiem więcej, rząd nawet sobie tego nie wyobraża, bo musiałby się wówczas zetrzeć z episkopatem, a przecież w Polsce sojusz tronu z ołtarzem jest tak silny jak jeszcze nigdy.

Dziś w Polsce ważniejsza jest ewangelia niż konstytucja.

Nie oczekuję, że zdarzy się to, co we Włoszech, gdzie episkopat zapowiedział, że podporządkuje się wszelkim rozporządzeniom władz cywilnych, włącznie z ograniczeniem otwarcia kościołów. W Polsce mamy innych hierarchów, to episkopat pyszny, który toleruje przestępstwa pedofilii w swoich szeregach, episkopat, który uważa, że wszystko mu wolno, i który żąda całkowitego sobie podporządkowania. I oczywiście, że ludzie będą się w kościołach zarażać i będziemy mieć po świętach kolejny wybuch zakażeń.

Może przyśpieszą szczepienia i nie będzie tak źle?
Ciągle też słyszymy, że ta paskudna Unia nie daje szczepionek. Minister Dworczyk ocenił, że 3,5 tys. szczepionek pojedzie do NATO, a uspokajając polską opinię publiczną dodał, że to jest tylko 0,4 proc. dostaw z tego tygodnia. Otóż te liczby oznaczają, że w tym tygodniu przyjedzie do Polski 875 tys. dawek. My szczepimy na poziomie 500 tys. tygodniowo. Z innych danych wynika, że mamy o wiele więcej zgromadzonych dawek, bo liczba sprowadzonych do Polski szczepionek to 6,5 mln, a liczba dostarczonych dawek do punktów szczepień to 5,4 mln, zatem rozumiem z tego, że mamy zapas ok. miliona. Chciałbym zatem usłyszeć od ministra Dworczyka, gdzie są te ponadnormatywne szczepionki, czy są one przedmiotem tajnego handlu? Moim zdaniem

podstawowym problemem jest fakt, że rząd nie potrafi zorganizować dobrze działającego systemu szczepień.

Kraje, które nas wyprzedzają w tej kwestii, lepiej potrafią to zorganizować. Nie ma co się obrażać, tylko trzeba lepiej zorganizować masowe szczepienia.

W ostatnim sondażu ruch Hołowni wyprzedził KO i od razu pojawiły się głosy, że to Szymon Hołownia powinien zostać liderem opozycji. Co to mówi o nas, na ile jako społeczeństwo rozumiemy politykę, jeżeli z niedawnego prowadzącego talent show chcemy robić lidera opozycji?
To nie jest nic nowego, przecież kandydował na prezydenta tajemniczy przybysz z Peru, który pokonał zresztą Tadeusza Mazowieckiego. To jeden z uroków polityki. Dla mnie liderem opozycji powinien być szef największego ugrupowania opozycyjnego, czyli w tym przypadku szef PO.

Kończy się czas na konsultacje Planu Odbudowy, na razie eksperci apelują do rządu, aby ten więcej inwestował, a mniej kupował za unijną pożyczkę. Nie obawia się pan, że scenariusz będzie tu podobny jak za Gierka: pieniądze przejedzone, a kredyt spłacać będą kolejne pokolenia?
Co do Gierka, to zbudowano wówczas setki zakładów i zrobiono inwestycje, które do dzisiaj służą, jak Trasa Łazienkowska czy warszawska dzielnica Ursynów…

Co do Funduszu, to mamy otrzymać 58 mld euro na Plan Odbudowy, ale najpierw trzeba ratyfikować projekt poszerzenia zdolności budżetowej UE. Ten projekt musi być ratyfikowany przez 27 parlamentów krajów członkowskim. W polskim Sejmie także musi się odbyć debata i głosowanie. Jeżeli w którymś z tych 27 państw parlament nie ratyfikuje Funduszu, to będzie to koniec tego projektu. Warto podkreślić, że głosując w Sejmie nad ratyfikacją posłowie nie będą głosować nad poparciem czy sprzeciwem wobec rządu, tylko nad poparciem UE, zjednoczonej Europy, funduszu, którym UE będzie mogła dysponować. Dopiero kiedy zostanie on ratyfikowany, Polska będzie mogła otrzymać te 58 mld.

Do 30 kwietnia polski rząd ma czas, aby przedłożyć projekt Krajowego Planu Odbudowy Komisji Europejskiej. Rząd nie może dowolnie kształtować struktury tego projektu, tylko musi wypełnić 5 podstawowych kierunków. Jeżeli KE pozytywnie oceni plan, to pierwsze pieniądze powinny napłynąć w III kwartale tego roku. Natomiast

rząd nie musi przychodzić z Krajowym Planem do Sejmu. Oczywiście powinien i ja, gdybym był premierem, to bym to zrobił, poprosił o debatę, opinie, o przyjęcie uchwały, ale jeżeli Morawiecki tego nie zrobi, to nie złamie prawa.

Premier musi tylko wysłać plan do KE i uzyskać jej stanowisko w tej sprawie. Oczywiście potem Komisja będzie analizowała wydatki i tu widzę pewną szansę. Jeżeli pieniądze będą wydawane „po uważaniu” rządzących, niezgodnie z unijnymi dyrektywami, to wówczas my, posłowie do PE, będziemy interweniować i będziemy się dopominać większej kontroli unijnej.

W Polsce unijny Fundusz Odbudowy jest niestety mylony z polskim planem. Stąd powstają pomysły, że jeżeli rząd nie przedłoży w Sejmie Planu Odbudowy, to opozycja nie będzie ratyfikować tego unijnego.

Pana zdaniem opozycja niezależenie od działań PiS-u powinna pomóc w ratyfikowaniu unijnego funduszu?
Absolutnie powinna poprzeć ratyfikację unijnego Funduszu, bo to głosowanie nie będzie wyrażać poparcia czy sprzeciwu dla rządu. To będzie głosowanie albo za wspólną Europą, albo przeciwko niej. Inaczej ma się sprawa Krajowego Planu. Jeżeli rząd przyjdzie z nim do Sejmu, to opozycja może głosować przeciw. Obstawiam jednak, że Morawiecki skoro nie musi, to tego nie zrobi i nie będzie żadnego głosowania w tej sprawie.

„Nie ja opuszczam SLD, tylko to SLD opuszcza mnie”. Dlaczego tak zareagował pan na połączenie SLD i Wiosny w Nową Lewicę?
Nie występuję przeciwko połączeniu, a takie postrzeganie sprawy to często popełniany błąd, nawet dziś przeczytałem to na Onecie. Występuję przeciwko sposobowi likwidacji SLD. Jeżeli władze Sojuszu podjęły decyzję o tym, że trzeba zakończyć działalność tej partii, to statut wyraźnie mówi, co trzeba w takiej sytuacji zrobić. Należy zwołać kongres, przeprowadzić uchwałę i uzyskać dla niej 2/3 głosów, ustanowić likwidatora. To samo, jeżeli chodzi o połączenie SLD z inna partią, to odpowiedni punkt statutu mówi, co należy zrobić. Nie rozumiem, dlaczego nie zastosowano się do statutu SLD. Przypomnę, że gdy rozwiązywaliśmy Socjaldemokrację Rzeczpospolitej Polskiej, działaliśmy zgodnie z jej statutem. Wówczas odbył się kongres, podjęliśmy uchwałę, zaapelowaliśmy do wszystkich byłych członków SdRP, żeby wstępowali do nowo utworzonej partii SLD. Trzeba było złożyć pisemną deklarację i wykazać osobistą wolę wstąpienia do Sojuszu. Tutaj każdy, kto był w SLD, automatycznie stał się członkiem nowej inicjatywy, bez pytania, czy chce.

Może dlatego, że jest pandemia i zwoływanie kongresu byłoby ryzykowne?
Nie, ponieważ kiedy odbyła się konwencja, która miała o tym decydować, to nie było żadnej pandemii, było to rok temu. Ja już wtedy występując na konwencji mówiłem, że to błąd i że się na to nie zgadzam, nie będę głosował za projektem nowego statutu, który został wówczas uchwalony, po czym zawieszony na rok przez Sąd Apelacyjny. Mam w tej sprawie czyste sumienie, od początku mówiłem, że nie wstąpię do żadnej nowej partii, bo to SLD jest moją ostatnią partią.

Nie zamierzam przystąpić do Nowej Lewicy, nie dam się zapisać na siłę do niej, nie zamierzam zapisać się też do żadnej innej partii.

Jestem bezpartyjny, zresztą razem z Markiem Belką i Włodzimierzem Cimoszewiczem tworzymy razem w PE delegację w grupie Socjalistów i Demokratów, nazwaliśmy ją Lewica dla Europy, także, jak pani widzi, doszlusowałem do moich dwóch bezpartyjnych kolegów.

Wicemarszałek Czarzasty powiedział o panu, że dobiera pan różne osoby wymiennie do „szorstkiej przyjaźni”. Jak pan to skomentuje?
Z całym szacunkiem dla Włodzimierza Czarzastego nie mogę porównać go z Aleksandrem Kwaśniewskim. Różnice widać gołym okiem i niepotrzebnie pan Czarzasty chce się tak dowartościować.


Zdjęcie główne: Leszek Miller, Fot. Facebook/MillerLeszek

Reklama