Reklama

To z lewicy słychać te trywialne i infantylne zdania, że Tusk już był, że to powrót do przeszłości, że będzie wojna domowa… Jakby nie dorośli do obecnego wyzwania. To powiedzenie Piłsudskiego, że „wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”, idealnie do nich wszystkich pasuje – mówi nam były premier, Leszek Miller, obecnie eurodeputowany. I dodaje: – Myślę, że PiS zrobi wszystko, żeby stłamsić i zniechęcić Tuska do uprawiania polityki, bo nie ma w Polsce żadnego innego polityka, którego Kaczyński i PiS boją się bardziej. Gwałtowność tego ataku tylko to potwierdza. Zatem gwarancji nie ma, ale ma spore szanse. Najpierw musi jednak umocnić swoją partię, potem przekonać liderów innych ugrupowań, aby zawarli sojusz wyborczy, a potem w atrakcyjny sposób, startując w wyborach parlamentarnych, wygrać i odebrać władzę PiS-owi

JUSTYNA KOĆ: Czy Tusk uratuje PO i opozycję?

LESZEK MILLER: Myślę, że cel Tuska brzmi inaczej i, jak rozumiem, jest nim odebranie PiS-owi możliwości dalszej dewastacji Polski. Czyli uratować Polskę przed dalszą patologią i zawłaszczeniem.

Uda mu się? Bo rozumiem, że by o tym myśleć, trzeba najpierw poukładać na nowo KO, zjednoczyć opozycję…
Tusk nie ma żadnej gwarancji, że to się uda, dlatego tym bardziej należy szanować jego wybór, bo nie musiał wracać. Przystąpił do tego zadania, narażając się na ryzyko, podobnie jak cała jego rodzina.

Reklama

To, co robią w tej sprawie tzw. media publiczne, jest skandalem, a to dopiero początek.

Myślę, że PiS zrobi wszystko, żeby stłamsić i zniechęcić Tuska do uprawiania polityki, bo nie ma w Polsce żadnego innego polityka, którego Kaczyński i PiS boją się bardziej.

Gwałtowność tego ataku tylko to potwierdza. Zatem gwarancji nie ma, ale ma spore szanse. Najpierw musi jednak umocnić swoją partię, potem przekonać liderów innych ugrupowań, aby zawarli sojusz wyborczy, a potem w atrakcyjny sposób, startując w wyborach parlamentarnych, wygrać i odebrać władzę PiS-owi.

„Kury wam szczać prowadzać, a nie politykę robić” – zacytował pan niedawno Piłsudskiego, odnosząc się do reakcji niektórych liderów opozycji na powrót Tuska. Dlaczego?
Część liderów rozumie, co się dzieje, ale nie brakuje też głosów tzw. przestrasznych, których najwięcej jest niestety w mojej dawnej formacji, czyli w Lewicy, co mnie zdumiewa i jednocześnie frustruje. Pojawienie się Tuska spowodowało, że spora część z polityków opozycji uznała się za niepotrzebnych i zbędnych. To będzie Tuskowi towarzyszyło już do końca tej wielkiej próby.

Natomiast jeżeli opozycja zrozumie, że nie można się przyzwyczaić do istniejącego stanu rzeczy, gdzie nie ma w Polsce normalnego sporu politycznego, tylko jest spór natury cywilizacyjnej, to już będzie połowa sukcesu. Do tego pan Kaczyński zapisał siebie, a co za tym idzie i Polskę, do nowej międzynarodówki, gdzie jest Salvini, pani Le Pen, Orbán, czyli międzynarodówki obliczonej na rozbicie UE, a część tych partii kultywuje czy z sentymentem odwołuje się do ruchów faszystowskich. To, że Polska jest w tym gronie, jest czymś niepojętnym.

Jeżeli liderzy zrozumieją, jaki jest główny cel, i nie będą stawiać tego „ale” przy każdym zdaniu, to może się to udać. Jeżeli porozumienia nie będzie i PiS wygra, a dostanie jeszcze premię z systemu D’Hondta, to niestety szykuje się trzecia kadencja Kaczyńskiego.

Dlaczego liderzy Lewicy poczuli się zagrożeni, skoro Tusk to „straszny liberał”, zatem raczej nie powinni się martwić o odpływ swoich wyborców?
Ponieważ nie widzą tego, co jest najważniejszym zadaniem. Zdążyli się już przyzwyczaić, uważają, że z PiS-em można się układać, że to normalna formacja, z którą można się ścigać w demokratycznych konkurencjach, i albo nie chcą, albo nie potrafią zrozumieć, że stawka jest zupełnie inna.

To z Lewicy słychać te trywialne i infantylne zdania, że Tusk już był, że to powrót do przeszłości, że będzie wojna domowa… Jakby nie dorośli do obecnego wyzwania. To powiedzenie Piłsudskiego, że „kury wam szczać prowadzać, a nie politykę robić”, idealnie do nich wszystkich pasuje.

Nie wszystkim na lewicy to się podoba, bo w samym SLD narasta bunt przeciwko Czarzastemu. Czy może tu nastąpić rozłam? Jaka przyszłość czeka Lewicę?
Na ostatnim posiedzeniu Rady Krajowej Czarzasty przegrał bardzo ważne dla niego głosowanie, wniosek o zwołanie drugiej części konwencji, i to przegrał znacząco, bo 50 do 26 bodajże. Z tego, co do mnie dochodzi, to Czarzasty wprost mówi, że może tej konwencji nie zwołać, że żadnego kongresu nie będzie, że nie dopuści do utworzenia trzeciej frakcji, mają być tylko dwie: Wiosna i SLD, jednym słowem, że wszystko od niego zależy.

To potwierdza tylko ten karygodny stan, w jakim SLD jest, że Czarzasty sprywatyzował Sojusz, a teraz się wziął do sprywatyzowania Nowej Lewicy.

Część przeciwko temu protestuje, bo nie chce być w partii, w której nie ma demokracji, i nie chce być zaskakiwana, jak to miało miejsce, że bez żadnej konsultacji nagle Czarzasty spotkał się z Morawieckim, licząc, że odniesie jakiś wielki sukces. Elektorat lewicy, który jest najbardziej anty-PiS-owski, nie znosi takich obrazków, kiedy szefowie Lewicy przymilają się do PiS-u. Na tym tle mogą być jakieś poważne ruchy tektoniczne, bo Czarzasty nie bez powodu nie chce konwencji, bo wie, że na konwencji można zmienić statut, dokonać zmian w kierownictwie i będą robić wszystko, aby do tego nie dopuścić.

Wiele znaków wskazuje, że w machinie PiS-u coś się zacięło. Czy PiS przestaje pachnieć władzą, jak pan kiedyś stwierdził?
Dalej pachnie władzą i nie warto dać się nabrać tej uchwale sanacyjnej. Być może Kaczyński zauważył, że rozkradanie naszego państwa, ten nepotyzm, bezczelność w kradzieży, przekracza już pułap społecznej akceptowalności i stąd ta uchwała. Oczywiście te wszystkie wprowadzone wyjątki spowodują, że jej stosowanie będzie śladowe.

Ta uchwała jest prosta – kraść wprawdzie brzydko, chyba że ten, który kradnie, jest fachowcem od kradzieży i w dodatku ma nadzwyczajną sytuację życiową.

Pewnie teraz okaże się, że wszyscy PiS-owcy mają taką nadzwyczajną sytuację. Zresztą ta uchwała dotyczy przecież tylko rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa, a przecież w zarządach zarabia się o wiele więcej i to tam jest najwięcej PiS-owców.

Ale zaczęli odchodzić posłowie, senator Martynowski w akcie sprzeciwu zrezygnował z funkcji szefa klubu PiS w Senacie. Prezes organizuje dziwne konferencje, na których ogłasza powroty pojedynczych posłów, co w sumie daje dość żenujący obrazek.
Rzeczywiście coś się zmieniło i to widać. Podejrzewam, że dlatego, że nie wszyscy dostali to, czego oczekiwali, a poza tym, jeśli popatrzymy na notowania PiS-u, to one nie są już tak miażdżące jak były. Z chwilą, gdy pojawił się Tusk, do niektórych głów dotarło, że PiS ma z kim przegrać. Dziś jest charakterystyczny sondaż, w którym widać przyrost dla KO, która już przeskoczyła Hołownię. Jeżeli kolejne sondaże pokażą ten trend i KO będzie nadrabiała dystans, to tych wahających się będzie więcej.

Każdy rozsądny człowiek, który nie jest na tyle sfanatyzowany, żeby zakładać, że władza PiS-u będzie trwała wiecznie, musi zadawać sobie pytanie, co będzie dzień po przegranych wyborach. Łatwo to sobie zresztą wyobrazić, bo lista nieprawości i przewinień jest tak ogromna, że zdziwiłbym się, gdyby następna władza przeszła nad tym do porządku dziennego.

Jeżeli tendencja wzrostu dla Platformy się utrzyma, to coraz częściej będziemy widzieli, że ludzie będą woleli wychodzić albo zajmować inne pozycje w obozie władzy, aby w razie rozliczeń mieli jakieś szanse.

Nastąpi wówczas cud i wielu dostrzeże nagle, że Kaczyński to jednak straszny dyktator?
Oczywiście, że tak. Wiem doskonale, jak to działa, bo pamiętam rok 2000, kiedy już było wiadomo, że wygramy, mieliśmy notowania około 40-proc. Wtedy zaczęli do nas przychodzić różni urzędnicy, także z ministerstw, z resortów, przedstawiciele tamtych władz z ofertami współpracy.

Tak to niestety działa, bo trzeba się ułożyć z nową władzą, a najlepiej to zrobić dając im jakiś papier, informacje. Gdyby pojawił się zdecydowany lider opozycji, to podejrzewam, że ludzie z tego ugrupowania zaczną dostawać bardzo ciekawe oferty. Zresztą dziś mało jest już przysłowiowych papierów, a wszystko jest w sieci, na nośnikach pamięci i w mailach…


Zdjęcie główne: Leszek Miller, Fot. Facebook/MillerLeszek

Reklama