Reklama

Wychodzenie z „pisizmu” będzie moim zdaniem dużo trudniejsze, niż wychodzenie z „trumpizmu” przez Stany Zjednoczone, bo tam ten nieobliczalny szaleniec jednak nie przejął wpływu na całą rzeczywistość, łącznie ze spółką paliwową przejmującą media, jak to ma miejsce w Polsce – mówi nam Krzysztof Luft, b. członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. – Media publiczne w Polsce zostały doprowadzone do kompletnej katastrofy i ruiny wszystkiego, co można kojarzyć z ich misją. Obawiam się, że trzeba je będzie zlikwidować i tworzyć od nowa, powołać nowe instytucje – dodaje

JUSTYNA KOĆ: W piątek na połączonym posiedzeniu sejmowych komisji do spraw energii, klimatu i aktywów państwowych oraz komisji kultury i środków przekazu posłowie rozmawiali o zakupie przez PKN Orlen spółki Polska Press. Takie rzeczy nie dzieją się w państwie demokratycznym – przekonywała opozycja. Przewodniczący Suski krzyczał na opozycję, że ta broni obcych interesów i postkomuny, sam prezes Obajtek tłumaczył, że to czysty biznes i rozszerzenie sprzedaży detalicznej. A pan jak to ocenia?

KRZYSZTOF LUFT: To oczywiście bezczelne ściemnianie, bo wszyscy wiedzą, że tak naprawdę chodzi o przejęcie segmentu mediów, do którego PiS nie mógł się dobrać. Wszyscy wiedzą, że prezes Kaczyński od dawna tego oczekiwał i w końcu przynieśli mu przejęte media i położyli na biurku.

Prezes jest pewnie zachwycony, bo część z tych tytułów doskonale kojarzy jeszcze z czasów PRL jako organy PZPR w województwach – wtedy to były potężne media o ogromnym dotarciu w regionach.

Moim zdaniem ten zakup był podyktowany wyłącznie chęcią zadowolenia prezesa, który kompletnie nie rozumie mediów i nie wie, że oddziaływanie tych mediów nie będzie tak wielkie jak się spodziewa. Gazety to biznes schodzący, wśród tytułów przejmowanych przez Orlen są takie, których pozycja w regionach nadal bywa znacząca, ale również takie, których nakłady i siła opiniotwórcza są znikome. Jeżeli zaś chodzi o Internet, to oddziaływanie przejętych portali jest przez Orlen przeszacowywane. Część z nich zajmuje w swoich regionach pozycje poza podium.

Reklama

Orlen przekonuje, że zdobędzie dostęp do 17,4 miliona użytkowników portali wydawnictwa.
Tak, ale to są wszyscy, którzy trafiają tam w trakcie surfowania po Internecie. Także przekierowywani przez wyszukiwarki lub linki z innych portali i niekoniecznie tam pozostający. Nie są to użytkownicy, którzy czerpią podstawowe informacje z tych portali i którzy systematycznie na nich goszczą. Ale tego oczywiście prezes nie rozumie i nikt mu tego nie zamierza tłumaczyć.

Nie chcę przez to powiedzieć, że można to przejęcie mediów regionalnych przez władze lekceważyć. Jest to bowiem przejęcie segmentu mediów po to, aby nim zarządzać i realizować tam swoją propagandę. Wbrew opowieściom pana Obajtka te media nie będą służyć temu, aby lepiej sprzedawała się benzyna.

Jeśli będzie tam uprawiana tak żałosna propaganda, jak w TVP czy w Polskim Radio (co jest wielce prawdopodobne), to część z tych mediów czeka katastrofa, powolna śmierć.

Osobiście jestem gorącym orędownikiem mediów lokalnych, bo bywają one bliżej tego, co jest misją mediów. Są bowiem bliżej ludzi i spraw, które ich bezpośrednio dotyczą, z którymi wszyscy spotykają się na co dzień. Jeżeli zostaną zamienione w tubę propagandową, to nie mają szans, aby osiągnąć sukces na rynku.

Wartością mediów regionalnych i lokalnych jest bowiem ich niezależność. Zatem ratowanie mediów lokalnych i regionalnych poprzez ich centralizację – tym razem w rękach władzy, to zły kierunek.

Oczekiwałbym od PiS-u i pana Obajtka, że skoro tak zależy im na mediach lokalnych, to niech oddadzą je lokalnym redakcjom, lokalnym przedsiębiorcom, którzy mają bezpośredni kontakt ze społeczną tkanką, której media te mają służyć.

Oczywiście tak się nie stanie, bo prezes Orlenu jest emanacją partii rządzącej, która uważa, że media mają służyć jej interesom. Podejrzewam, że za kilka lat Orlen będzie chciał gwałtownie sprzedać te tytuły za dziesiątą część tego, ile zapłacił. Bo już dziś cena, którą dał Orlen, jest mocno zawyżona i dotychczasowy właściciel musi być tą transakcją zachwycony. Żaden inny frajer by tego trudnego i malejącego biznesu za tyle nie kupił.

W sprawie zakupu Orlenu jeszcze musi wydać zgodę UOKIK, który odmówił zgody na zakup Zetki przez Agorę. Co ciekawe, tłumacząc, że spowoduje to duopol.
Jeżeli prezes UOKiK-u chce bronić rynku radiowego przed duopolem, który jakoby miałby powstać na skutek połączenia sił Agory z Zetką, to by oznaczało, że dziś jest monopol – największego nadawcy na polskim rynku, czyli RMF-u. Jeśli tak, to z kolei by oznaczało, że UOKiK broni monopolu przed duopolem, w dodatku monopolu nadawcy niemieckiego. Przewodniczący Suski zamiast krzyczeć na opozycję, że ta broni obcych interesów niemieckich firm mediowych, powinien raczej porozmawiać z prezesem UOKiK-u i zapytać go, czy swoją decyzją chce chronić interesy „niemieckiego monopolisty” na rynku radiowym.

Ale moim zdaniem nie ma zagrożenia duoplem, po pierwsze dlatego, że nawet połączony potencjał Zetki i Agory nadal mocno odbiegałby od pozycji skupiającego największe audytorium RMF-u. Po drugie dlatego, że oprócz największego komercyjnego nadawcy jest jeszcze nadawca publiczny.

Radiofonia publiczna dysponuje większą ilością częstotliwości, niż ci nadawcy, którzy mieliby tworzyć cały ten domniemany duopol, razem wzięci.

Polskie Radio posiada dwa ogólnopolskie pokrycia, wykorzystywane przez programy I i III, zaś 17 rozgłośni regionalnych Polskiego Radia dysponuje częstotliwościami, które w sumie również pokrywają całą Polskę. Jeśli do tego dodać dwa pokrycia znacznej części obszaru Polski, na których nadają Dwójka i PR24, a także programy miejskie w wielu regionach oraz programy nadawane przez Polskie Radio w systemie Dab+, to nawet potencjalny duopol, który miałby powstać, nie miałby takiego zasięgu.

Zatem o co tak naprawdę chodzi?
Można by pomyśleć, że tu chodzi o repolonizację mediów, o której PiS chętnie tyle mówi, gdyby nie to, że w tym wypadku prezes UOKiK-u sprzeciwia się temu, aby polski nadawca, jakim jest Agora, przejął radio, którego nadawcą jest podmiot zagraniczny. Tak więc w efekcie decyzja ta, wstrzymując rozwój polskiego nadawcy, broni pozycji największego nadawcy, którym jest podmiot zagraniczny.

Ja osobiście nic nie mam przeciwko działalności na polskim rynku medialnym inwestorów z innych państw UE, ale ta decyzja zaprzecza wszystkim górnolotnym deklaracjom o konieczności dekoncentracji i repolonizacji mediów w Polsce.

W istocie chodzi więc o to, aby na rynku mediowym nie wzmocnił się nadawca, którego rządzący nie lubią, czyli Agora. To widać na kilometr.

Widział pan, jak TVP relacjonowała zamieszki na Kapitolu w Waszyngtonie?
Przyznam, że długo tego nie wytrzymałem, bo to przypominało różne dziwaczne, ale niszowe stacje ze Stanów Zjednoczonych, które gromadzą świrów oderwanych od rzeczywistości. TVP od dłuższego czasu ma wielki problem z Trumpem i jego przegraną, podobnie zresztą jak cała rządząca partia. Pamiętamy, jak wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych komentował prezes TVP w mediach społecznościowych, uszczęśliwiony, że taki piękny poranek się szykuje, bo wygrywa Trump. Rano okazało się, że Trump przegrywa. Z tą przegraną w TVP długo nie mogli się pogodzić (podobnie jak w Białym Domu) i powtarzali narrację Trumpa dotyczącą wyborów. Teraz mają ogromny kłopot, bo sprawa została rozstrzygnięta.

Miałem więc przykre wrażenie, że polska telewizja publiczna, relacjonując zamieszki na Kapitolu, zamieniła się w jedną z tych niewielkich, ultraprawicowych amerykańskich stacji telewizyjnych, gdzie promowane są niestworzone, kosmiczne brednie i postaci kompletnych szaleńców i cudaków. Oczywiście w studiu TVP przebierańców, podobnych do tych, którzy szturmowali Kapitol, nie było, ale goście i ich opinie, nie przypominały ani trochę opinii prezentowanych w poważnych stacjach amerykańskich, sprzyjających Trumpowi – jak choćby Fox News, które od dawna zorientowały się, że

prezydent USA, zaprzeczając oczywistym faktom, oderwał się od rzeczywistości.

Co z tym zrobić? Czy media publiczne są do uratowania i nie pytam tylko o poziom dziennikarstwa, ale też o zaufanie do instytucji?
To będzie bardzo trudne, zresztą podobnie jak w innych dziedzinach, którymi zawładnął i które zdemolował PiS. Wychodzenie z „pisizmu” będzie moim zdaniem dużo trudniejsze niż wychodzenie z „trumpizmu” przez Stany Zjednoczone, bo tam ten nieobliczalny szaleniec jednak nie przejął wpływu na całą rzeczywistość, łącznie ze spółką paliwową przejmującą media, jak to ma miejsce w Polsce.

Media publiczne w Polsce zostały doprowadzone do kompletnej katastrofy i ruiny wszystkiego, co można kojarzyć z ich misją. Obawiam się, że trzeba je będzie zlikwidować i tworzyć od nowa, powołać nowe instytucje. Oczywiście to nie oznacza, że program ma zniknąć i że będzie dziura na antenie.

To musi być zrobione płynnie (podobnie jak na przełomie 1992/93 roku, kiedy zlikwidowano Radiokomitet i powołano spółki mediów publicznych), ale będzie trzeba stworzyć na nowo media publiczne,

które będą lepiej odpowiadać nowoczesności i pamiętać o tym, do czego są powołane (co zresztą jest nawet nie najgorzej zapisane w ustawie o radiofonii i telewizji, ale kompletnie dziś ignorowane). A także o tym, że są własnością społeczną i różne grupy społeczne muszą mieć większy wpływ na ich funkcjonowanie i rozliczanie ich działalności.


Zdjęcie główne: Krzysztof Luft, Fot. Facebook/krzysztof.luft.7

Reklama