Reklama

Tak się dziwnie składa, że do dorobku tej ojczyzny przyczynili się ci, którzy książki pisali, a nie ci, którzy je palili – pisze Krzysztof Łoziński

Zadzwonił do mnie kolega z gór, który kiedyś był dobrym, uczciwym człowiekiem, i wrzasnął mi w słuchawkę: – Jestem narodowcem!

Zdębiałem i zacząłem się zastanawiać, skąd się to ludziom bierze. Myślę sobie, że jest to duma zastępcza.

Człowiek chce być z czegoś dumny, ale jeśli z siebie nie może, bo nic istotnego w życiu nie zrobił, to musi być dumny z: ojczyzny, sztandaru, orła, prezydenta (no, z tego akurat się nie da), do wyboru.

A więc jest dumny, że jest Polakiem. Ja też jestem Polakiem i Piłsudski był Polakiem i Gierek był Polakiem i Sienkiewicz był Polakiem… No dobrze, ale co z tego? A Achilles był Grekiem, Monet Francuzem, Marco Polo Wenecjaninem, Tomasz Mann Niemcem. Każdy kimś był.

Reklama

Z tymi zresztą naszymi wielkimi to dość ciekawie. Chopin, pół Polak, pół Francuz. Do Mickiewicza przyznają się także Białorusini i Litwini. „Litwo ojczyzno moja” pisał. Matejko był Czechem. Wit Stwosz Niemcem. Kopernik, też nie całkiem jasne. Pisał po łacinie, mieszkał na pograniczu Polski i Prus, w jakim języku na co dzień mówił, nie wiadomo.

Części naszych narodowych wieszczów narodowcy nie lubią: Skłodowskiej-Curie, Szymborskiej, Miłosza, Tuwima (bo Żyd!!!), Tokarczuk. Nie lubią też części naszych bohaterów, np. Wałęsy.

No to jedźmy dalej. Jesteśmy dumni z ojczyzny. A tak konkretnie z czego? Z pozycji międzynarodowej? Nigdy nie była zbyt mocna (jesteśmy małym krajem), a teraz jest fatalna. Opinia o naszym kraju, po okresie zachwytu po 1989 roku, zmieniła się na raczej pośmiewisko lub żenadę.

Z gospodarki? Tu OK. Urośliśmy do 6. gospodarki w UE (po brexicie do 5.), do 21. gospodarki świata. No, ale to akurat zasługa „ośmiu lat rządów PO”, których narodowcy nie lubią. No i nie oszukujmy się. Do potęgi USA, Chin, Niemiec, Japonii dosyć nam daleko.

Z historii? W skali świata nigdy nie odgrywaliśmy znaczniejszej roli. Jesteśmy małym krajem. Kudy nam do imperium rzymskiego, brytyjskiego, chińskiego, a już mongolskiego zwłaszcza.

Z twórców, artystów, pisarzy, malarzy? No, ale to „wykształciuchy”, „łże-elity”, „Żydy”… A poza tym, co w tym wyjątkowego? Inne kraje też mają artystów, pisarzy, malarzy. Balzac, Wolter, Kartezjusz, Salvador Dali, Michał Anioł, Leonardo… raczej Polakami nie byli.

Tak się składa, że wszystko to, z czego chcemy być dumni, inni też mają. Szukam czegoś, w czym byśmy byli wyjątkowi, i nie widzę. Kompletnie nie widzę, w czym jesteśmy lepsi od Francuzów, Brytyjczyków, Amerykanów, Włochów, Hiszpanów…

Dlatego myślę sobie tak: człowiek, który całe życie poświęcał się dla innych, walczył z komuną, ratował ludzi z opresji, leczył ciężko chorych, tworzył wielkie dzieła, nie zastanawia się, czy jest „patriotą”, bo jest. Tak jak nie zastanawiam się, czy mam nogę, bo mam. Nie zastanawiam się, czy jestem uczciwy, bo jestem. Czy jestem człowiekiem, bo jestem.

A jeśli ktoś zastanawia się, czy jest „patriotą”, to chyba nie jest tego pewien, skoro musi się zastanawiać.

I myślę, że jeśli ktoś musi informować o tym, że jest patriotą, to dlatego, że w jego przypadku nie jest to oczywiste. O faktach oczywistych informować nie trzeba. Nie piszę sobie na koszulce „Mam nogę”, bo ją mam, każdy widzi.

To jest właśnie duma zastępcza. Skoro z własnych dokonań dumny być nie mogę, bo marne one, oj, marne, to muszę być dumny z ojczyzny, czyli dokonań cudzych. Z dokonań tych „elit”, „wykształciuchów”, tych wszystkich, co robią, a nie głoszą. Bo jakoś tak się dziwnie składa, że do dorobku tej ojczyzny przyczynili się ci, którzy książki pisali, a nie ci, którzy je palili.


Zdjęcie główne: Olga Tokarczuk, Fot. Martin Kraft, licencja Creative Commons

Reklama