Reklama

To, co PiS robi w polityce zagranicznej, to jest gospodarka rabunkowa. Różne ekipy – solidarnościowe i postkomunistyczne – przez 28 lat doprowadziły Polskę do bezpiecznej sytuacji ciężkim wysiłkiem i zręczną dyplomacją. A ci idioci przyszli do władzy zakładając, że to jest dane raz na zawsze – mówi w rozmowie z nami Jacek Rostowski, były wicepremier i minister finansów. O komisji śledczej ds. Amber Gold mówi: – To, co jest przykre w tej komisji, to nie tylko to, że jest skrajnie upolityczniona, ale też fakt, że jest niesamowicie chaotycznie prowadzona. Pani Małgorzata nie tylko przerywa nieustannie posłom opozycji, ale także posłom PiS. Szczytem tego chaosu jest to, że przerywa nawet sama sobie. Zadaje pytanie, po czym w środku tego zadaje drugie pytanie lub zaczyna jakiś długi wywód polityczny. W ten sposób doprowadziła tę komisję do poziomu cyrku.

JUSTYNA KOĆ: Wróćmy do pana przesłuchania na komisji ds. Amber Gold. W skrócie: pani Wassermann przekonuje, że to wina Ministerstwa Finansów i podległych mu instrumentów. Dla niej to dowód, że państwo nie zadziałało.

JACEK ROSTOWSKI: Państwo ewidentnie nie zadziałało, żeby temu oszustwu zapobiec. Ale jest także ewidentne, że Komisja Nadzoru Finansowego zadziałała i alarmowała. Instytucja, która najbardziej zawiniła, to oczywiście prokuratura. KNF zgłosiła do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, zresztą nie oszustwa, ale prowadzenia działalności bankowej bez zezwolenia. Pani prokurator w Gdańsku umorzyła sprawę mówiąc (absurdalnie), że nie ma znamion tego przestępstwa. KNF odwołała się od decyzji prokuratury do sądu, który kazał ponownie wszcząć postępowanie, które i tak pani prokurator po jakimś czasie zawiesiła. To jest jasny dowód, że KNF interweniowała.

Reklama

Dużą winę widzę po stronie prokuratury, ale też wątpliwe jest zachowanie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który nie interweniował, gdy na reklamach Amber Gold widniał napis, że to bezpieczna inwestycja w złoto i gwarantowane 13 proc. zwrotu. UOKiK powinien zdawać sobie sprawę, że to niemożliwe.

Ale Marcin P. miał rozległe kontakty wśród polityków.
W tym kontekście warto zauważyć, że SKOK-i maczały palce w Amber Gold. “Gazeta Bankowa” należąca do SKOK wydała specjalny numer w styczniu 2012 roku o bezpiecznych inwestycjach w złoto, zachęcająca do tego emerytów. Numer był sponsorowany przez Marcina P. i miał on tam dużą reklamę. Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK, dziś czołowy poseł PiS, napisał artykuł do tego numeru chwalący inwestycje w złoto. “Jeszcze trochę, a złoty kruszec stanie się jedyną wartościową walutą świata” – pisał tam Szewczak. Zresztą

podobną analogię widać teraz w przypadku GetBack i gazet PiS-owskich. To taki “deal polityczno-biznesowo-medialny”: “Wy będziecie wspierać naszą prasę, a my za to będziemy was chronić” – to klasyczny “parasol ochronny” lub “układ” kapitalizmu politycznego.

Wracając do Amber Gold, w gdańskich urzędach skarbowych, po dwóch latach poważnych zaniechań i bezczynności, sprawa dopiero nabrała przyśpieszenia po zmianie naczelnika w jednym z nich w październiku 2011. Nie ma sporu, że do tego czasu urzędy skarbowe źle działały, ale teza PiS, że gdyby dobrze działały, to ukróciłoby to oszustwo znacząco wcześniej, jest absurdalna.

Dlaczego absurdalna?
Gdyby urzędy skarbowe działały prawidłowo przed 2012, to Marcin P. by na taką okoliczność zorganizował swoje oszustwo. Zatrudniłby nieuczciwego księgowego, wykazałby nieistniejące zyski (zysków naprawdę nie miał, bo nie inwestował środków, które otrzymywał od klientów, lecz je po prostu kradł, ale tego oczywiście nie mógł wykazać), płaciłby nienależne podatki od nieistniejących zysków i dzięki temu mógłby nawet – dłużej niż się okazało – uniknąć kontroli i działać. Pamiętajmy, urzędy skarbowe są od przeciwdziałania oszustwom podatkowym, a nie pospolitym, to drugie to rola policji i prokuratury.

PiS też twierdzi, że był parasol ochronny państwa.
Bo

według PiS to, że syn premiera był zatrudniony na zawrotną kwotę 5 tys. zł miesięcznie, miało być powodem do parasola ochronnego, ale kiedy GetBack finansował po wielokroć różne inicjatywy PiS-owskie, to już nie jest “parasol ochronny”.

Czy uważa pan, że komisja jest powołana tylko po to, by “grillować” PO? Tak mówią politycy tej partii.
To, co jest przykre w tej komisji, to nie tylko to, że jest skrajnie upolityczniona, ale też fakt, że jest niesamowicie chaotycznie prowadzona. Pani Małgorzata nie tylko przerywa nieustannie posłom opozycji, ale także posłom PiS. Szczytem tego chaosu jest to, że przerywa nawet sama sobie. Zadaje pytanie, po czym w środku tego zadaje drugie pytanie lub zaczyna jakiś długi wywód polityczny. W ten sposób doprowadziła tę komisję do poziomu cyrku. Natomiast

wydaje mi się, że rzeczywiście komisja ma przykaz z Nowogrodzkiej, żeby wykazać spisek. Tylko to, tak jak w przypadku zmyślonego “zamachu smoleńskiego”, jest nie do zrobienia – i stąd bierze się ta nerwowość. Dlatego też ta komisja nie ma żadnej wiarygodności. Szkoda słów.

Pan sporo czasu spędza za granicą. Co mówi się o Polsce? Walka o praworządność, protesty na ulicach…
Polityka zagraniczna PiS-u jest oparta na założeniu, że Polska jest geostrategicznie bezpieczna, bo należy do NATO, które jest jak skała; bo należy do UE, gdzie jej pozycja nie jest zagrożona. Wobec tego można “mamusię kopać w łydkę, a tatusia głową w brzuch”. Problem polega na tym, że tatuś przeżywa atak serca, a mamusia ma bardzo wysokie ciśnienie. W takiej sytuacji lepiej ich ani nie kopać, ani nie uderzać. To, co PiS robi w polityce zagranicznej, to jest gospodarka rabunkowa. Różne ekipy – solidarnościowe i postkomunistyczne – przez 28 lat doprowadziły Polskę do bezpiecznej sytuacji ciężkim wysiłkiem i zręczną dyplomacją. A ci idioci przyszli do władzy zakładając, że to jest dane raz na zawsze i zaczęli się zachowywać tak jak opisałem. W obliczu tego, co się dzieje na świecie – polityka zagraniczna Trumpa, Brexit, skutki geostrategiczne rosnącej siły innych ruchów populistycznych w Europie – nagle się okazało, że to, co było przez te 28 lat zbudowane, stało się chwiejne. Nawet gdyby nie rządził PiS, tylko odpowiedzialna władza, to byłoby niebezpiecznie.

Idiotyzm PiS-u polega na tym, że w tak groźnej sytuacji oni weszli w radykalny konflikt z dwiema potęgami, które mają teraz naprawdę żywotny interes, żeby Europy bronić i ją stabilizować: Niemcami i Francją.

Od Niemiec domagamy się reparacji, a Francuzów uczyliśmy jeść widelcem…
Dokładnie tak. Jeżeli Trump wycofa wojska USA z Europy, co nie jest niemożliwe, to można powiedzieć, że wiarygodność tarczy ochronnej NATO spadnie pawie do zera. Silne siły zbrojne na zachodzie kontynentu europejskiego ma jedynie Francja, konwencjonalne, ale i jądrowe. Niemieckie siły zbrojne są w fatalnym stanie. W NATO krąży zresztą taki żart: co łączy maj 2018 i maj 1945?  Ilość samolotów lotnictwa niemieckiego gotowych do boju.

Dlatego

polityka PiS jest samobójcza, tym bardziej, że konflikt z Europą jest cały czas zaostrzany na arcypoważnym polu praworządności w Polsce, na idiotycznych polach reparacji, widelców itd. Zaostrzamy też spór z Ukrainą, która jest naszym buforem przed Rosją Putina, i z Izraelem, który jest łącznikiem USA.

Zastanawiam się, jak to możliwe, że tak się PiS cieszył, gdy Trump został prezydentem. Przecież wszyscy wiedzieli, że będzie reset stosunków z Rosją i że Trump wielbi Putina. Dla Polski przyjście do władzy Trumpa jest niezwykle groźne, a dla Polski PiS-owskiej podwójnie groźne.

Jak polityka Trumpa może wpłynąć na sytuację finansową, gospodarczą Polski?
Trump chce prowadzić wojnę handlową z Unią i z Chinami. W samej Unii krajem, który ma najwięcej na tym do stracenia, są Niemcy. Im większa nadwyżka handlowa, tym więcej ma dany kraj w kontekście wojny handlowej do stracenia. Niemcy mają nadwyżkę handlową z USA w wysokości 65 mld euro. To jest tyle samo, co Japonia, podkreślę – same Niemcy. Francja dla porównania ma 5 mld euro nadwyżki z USA. Polska gospodarka stoi eksportem do Niemiec. Ten nasz eksport jest wkładem w eksport niemiecki, który głównie idzie do Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Chin, czyli zagrożony jest przez Trumpa, przez Brexit i znowu przez Trumpa.

Jeżeli Trump uderzy w Chiny, to prawdopodobne jest, że gospodarka Chin się skurczy i Chiny przestaną kupować tyle od Niemiec. Tu widzę poważne ryzyko dla Polski.

A kryzys?
Nie dostrzegam dziś specjalnie dowodów, by gospodarka światowa zbliżała się do załamania. Polska ma oczywiście swoje specyficzne problemy, wynikające z niszczenia państwa prawa przez PiS. Widać jasno, jak to się odbija na zapaści inwestycji krajowych i zagranicznych w naszym kraju. A bez inwestycji nie ma szans na dogonienie gospodarek Europy Zachodniej. Natomiast dodatkowo polska gospodarka jest narażona  na skutki losowych decyzji politycznych ukochanego przez PiS prezydenta Trumpa.

Oczywiście możemy powiedzieć, że mamy relatywnie niski deficyt i relatywnie niski wzrost długu w relacji do PKB, ale w porównaniu z innymi krajami Unii mamy bardzo wysoki wzrost długu, jeden z kilku najwyższych w całej UE.

Przypomnę tylko, że dane, które przedstawił rząd pod koniec 2017 roku, były zmanipulowane, aby Morawiecki mógł się pochwalić pozornym spadkiem długu publicznego. Osiągnięto to schodząc z prefinansowaniem długu, które jest potrzebne dla bezpieczeństwa finansowego państwa, żeby to dobrze wyglądało, a potem w I kwartale tego roku nastąpił skok długu o ponad 50 mld zł. Dziś ewidentne jest, że to była chamska manipulacja.

Nie korzystając z dobrej koniunktury w Europie, by naprawdę obniżyć dług publiczny, jak to robią inne kraje UE, PiS nie przygotowuje Polski na przyszłe zagrożenia. To tak, jakby ktoś zrezygnował z ubezpieczenia zdrowotnego, polisy na mieszkanie i na samochód i się cieszył, że ma dużo pieniędzy! Oczywiście czasem taki pajac ma szczęście: piorun nie trzaśnie w dom, nie będzie miał stłuczki, nie zachoruje, nie złamie ręki, ale proszę się zastanowić, jaka jest szansa na to.

Ale wszyscy wiemy, że program 500 Plus “kupił” ludzi. Dlaczego PO tego nie zrobiła?
My wydawaliśmy naprawdę bardzo dużo na programy socjalne, wbrew temu, co mówi PiS – nawet abstrahując od kryzysu. Wszystkie programy pomocy, które wprowadził Donald Tusk, Ewa Kopacz, Władysław Kosiniak-Kamysz, kosztowały 15 mld zł rocznie. Koszt 500 Plus to 25 mld rocznie. Faktem jest, że nasze programy były premiujące różne potrzeby; tanie przedszkola, przedłużenie urlopu macierzyńskiego, wprowadzenie urlopu rodzicielskiego, darmowe podręczniki, złotówka za złotówkę przy pomocy społecznej itd. To nie miało takiego efektu politycznego i być może to był nasz błąd, ale kwotowo było to 60 proc. kosztu 500 Plus.

To nie jest tak, że nie “dawaliśmy”, bo dawaliśmy, tylko rozsądniej, bo nie wszystko na jeden program – czyli pieniądze szły na najpilniejsze potrzeby. Ale jeszcze ważniejsze jest, że wydawaliśmy w momencie, kiedy wiedzieliśmy, że Polska może sobie na to pozwolić.


Zdjęcie główne: Jacek Rostowski, Fot. Flickr/Grzegorz Rogiński/KPRM, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.