Reklama

Moim zdaniem jesienią czeka nas kolejny ekspres legislacyjny. To mogą być ostanie chwile, kiedy dysponując kruchą większością rządząca partia będzie chciała osłabić kolejne instytucje kontrolne: zlikwidować lub kontrolować TVN, rozszerzyć kontrolę nad innymi mediami, uzależnić szkoły od rządowych kuratorów, zreorganizować sądy uzależniając miejsca pracy sędziów od decyzji ich przełożonych, osłabić samorządy czy spacyfikować Najwyższą Izbę Kontroli. Dzisiejsze głosowanie pokazało, że partia rządząca może liczyć na 228 głosów (223 posłów klubu PiS, 3 posłów Kukiz ’15, a także na dwóch posłów niezrzeszonych). W odwodzie pozostaje 3 posłów PiS, którzy nie wzięli udziału w głosowaniu. To razem tylko 231 głosów. Trzeba się więc spieszyć – mówi nad dr Robert Sobiech, socjolog, dyrektor Centrum Polityki Publicznej Collegium Civitas. I dodaje: – Przyznam z przykrością, że takie przypadki pamiętam z wczesnych parlamentów ukraińskich, kiedy dziwiliśmy się, że poseł może zmienić ugrupowanie za określoną rekompensatę finansową. Wtedy moi znajomi z Ukrainy uważali, że takie zachowania nie mogą pojawić się w Polsce. Dziś zapewne są odmiennego zdania

JUSTYNA KOĆ: „Zamach stanu”, „upadek parlamentaryzmu” – takie komentarze słychać po dzisiejszych wydarzeniach w Sejmie. Jak pan ocenia decyzję marszałek o reasumpcji?

Robert Sobiech

ROBERT SOBIECH: Sytuacja jest bardzo poważna, bo można bez podania uzasadnienia cofnąć głosowanie. To pokazuje, jak dalece odeszliśmy od standardów państwa prawa. Jednak to nie byłoby możliwe, gdyby obóz rządzący nie był przekonany, że kilku posłów zmieni zdanie w ciągu tych kilku godzin oddzielających pierwsze głosowanie od drugiego. Mam na myśli tych 2 współpracowników Pawła Kukiza i jego samego, co samo w sobie jest bardzo smutnym epilogiem tego, jak do polityki trafiają ludzie, którzy nie mają umiejętności profesjonalnych, rozumiem przez to pojęcie także standardów etycznych.

Natomiast te trzy głosy nie byłyby znaczące, gdyby okazało się, że w ugrupowaniu Jarosława Gowina także nastąpił bardzo silny podział. Za przesunięciem głosowania było tylko 5 posłów, pozostałych 5, którzy jeszcze wczoraj stali za swoim liderem na wspólnej konferencji prasowej, poparło projekt PiS. To pokazuje, w jakiej sytuacji jest Gowin, ale pokazuje też, że rządząca większość może sobie pozwolić na naruszenia regulaminów parlamentarnych, bo wie, że będzie miała większość. A

Reklama

większość, która wcześniej obezwładniła Trybunał Konstytucyjny, prokuraturę czy w dużej mierze sądy, może pozwolić sobie na bezkarne naruszanie przepisów prawa.

Kilkadziesiąt minut trwało przywracanie większości i przekupywanie kukizowców. To koniec kariery politycznej rockowego muzyka?
Jeśli chodzi o zaufanie publiczne, na pewno. To bardzo smutny finał kolejnego politycznego amatora, któremu swego czasu zawierzyła znaczna część wyborców. Zwracam uwagę jednak, że te trzy głosy nic by nie znaczyły, gdyby nie zdolności PiS-u do korumpowania polityków. Przypominam posła Kołakowskiego, który odszedł, a potem wrócił na łono PiS-u za 40 tys. miesięcznie. Przyznam z przykrością, że takie przypadki pamiętam z wczesnych parlamentów ukraińskich, kiedy dziwiliśmy się, że poseł może zmienić ugrupowanie za określoną rekompensatę finansową. Wtedy moi znajomi z Ukrainy uważali, że takie zachowania nie mogą pojawić się w Polsce. Dziś zapewne są odmiennego zdania.

W 2007, zresztą telewizja TVN ujawniła przekupstwo PiS-u na taśmach Beger. Wówczas chodziło oczywiście o posłów Samoobrony, a korumpował Adam Lipiński, prawa ręka prezesa. Wtedy też zaczął się początek końca pierwszych rządów PiS. Historia zatoczyła koło?
Mimo że minęło kilkanaście lat, to rzeczywiście wygląda to podobnie. Warto zwrócić tu jeszcze uwagę na fakt, że wtedy wszystkich to oburzało.

To, co jest najsmutniejsze, to to, że dzisiaj dla wielu ludzi takie zachowania to element codziennej układanki politycznej. Okazuje się, że w miarę upływu czasu coraz częściej godzimy się na takie zachowania.

Godzimy się z tym, że poseł Kołakowski wychodzi i wraca do PiS, kiedy dostaje posadę za 40 tys. miesięcznie, że poseł Czartoryski, który ma kontrole CBA, po szybkim powrocie do PiS okazuje się, że jest całkowicie niewinny. Że poseł Kukiz i jego koledzy mogą zmienić zdanie w kluczowej sprawie w dwie godziny. Do tego niestety się przyzwyczailiśmy…

PiS zdobył władzę w wyniku demokratycznych wyborów, ale coraz częściej używa zdobytej władzy do selektywnego, wybiórczego stosowania prawa. Można kusić posadami w państwowym banku, straszyć hakami zbieranymi przez służby specjalne, można też, jak w przypadku TVN, z dnia na dzień zmianie prawo, aby wyeliminować z rynku dowolną firmę.

Czy teraz Kaczyński dokręci jeszcze śrubę?
Trudno powiedzieć. Reasumpcję głosowania oglądałem na TVP. Tuż przed samym głosowaniem wyemitowano materiał archiwalny, tak że widz nie mógł na bieżąco śledzić, jak wyglądają wyniki głosowania. To oznacza, że telewizja publiczna nie wie, jaki będzie wynik każdego głosowania i stosuje manewr, który pamiętam z PRL, gdzie relacje na żywo z ważnych wydarzeń puszczano z kilkudziesięciosekundowym opóźnieniem. Zawsze wtedy można coś zmienić, gdyby coś poszło nie tak. Dzisiejsza relacja wskazuje, że ten sam

lęk zagościł w partyjnej telewizji ponownie.

Dlaczego teraz Kaczyński wyrzucił Gowina?
To kwestia decyzji prezesa i być może premiera. Sądzę, że sama decyzja zapadła dużo wcześniej, szukano tylko dobrej okazji, aby skoncentrować uwagę telewizji i przykryć np. przesłanie, z którym wychodził Tusk. Symptomatyczne jest, że rzecznik Porozumienia mówił dziś, że Gowin pojawił się w „Wiadomościach” TVP więcej razy niż Donald Tusk.

Czekają nas wcześniejsze wybory?
Arytmetyka wyborcza i zdolność PiS do utrzymywania większości mówiłaby, że nie, ale za chwilę może się okazać, że jak będą głosowania dotyczące Polskiego Ładu, np. w kwestii odchodzenia od węgla i zamykania kopalni czy nowych podatków, może być bardzo różnie. A jeśli większość sejmowa ma opierać się na Kukizie i jego 2 kolegach, oznacza to uruchomienie bomby zegarowej.

To, co dziś jest pozlepianą większością, może szybko popękać.

Sejm uchwalił ustawę anty-TVN. Co to oznacza?
Moim zdaniem jesienią czeka nas kolejny ekspres legislacyjny. To mogą być ostanie chwile, kiedy dysponując kruchą większością rządząca partia będzie chciała osłabić kolejne instytucje kontrolne: zlikwidować lub kontrolować TVN, rozszerzyć kontrolę nad innymi mediami, uzależnić szkoły od rządowych kuratorów, zreorganizować sądy uzależniając miejsca pracy sędziów od decyzji ich przełożonych, osłabić samorządy czy spacyfikować Najwyższą Izbę Kontroli. Dzisiejsze głosowanie pokazało, że partią rządząca może liczyć na 228 głosów (223 posłów klubu PiS, 3 posłów Kukiz ’15, a także na dwóch posłów niezrzeszonych). W odwodzie pozostaje 3 posłów PiS, którzy nie wzięli udziału w głosowaniu. To razem tylko 231 głosów. Trzeba się więc spieszyć.


Zdjęcie główne: Jarosław Kaczyński, Fot. Flickr/Sejm RP/Rafał Zambrzycki, licencja Creative Commons; zdjęcie w tekście: dr Robert Sobiech, Fot. Collegium Civitas

Reklama