Reklama

Szanse obu kandydatów wydają się bardzo wyrównane. Wprawdzie Andrzej Duda prowadzi 13 punktami procentowymi, ale jego możliwości pozyskiwania nowych wyborców wydają się raczej ograniczone. Podejrzewam, że będzie raczej walczył o utrzymanie obecnego poparcia, a jego sztabowcy – o zdemobilizowanie obecnych i potencjalnych wyborców Trzaskowskiego. Na pewno nic nie jest przesądzone i walka będzie zacięta, a Rafał Trzaskowski ma szanse wygrać – analizuje dla nas wynik I tury wyborów dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. Pytamy o przepływ elektoratów, wyniki innych kandydatów, a także o fatalny wynik Roberta Biedronia, który dostał wielokrotnie mniej głosów, niż Lewica w ostatnich wyborach. – Być może to kara od wyborców za „lewicowy symetryzm”, czyli próby zachowania równego dystansu wobec PiS-u i KO czy Dudy i Trzaskowskiego. Zresztą w praktyce nie było nawet równego dystansu, a Lewica wręcz bardziej zaciekle krytykowała Trzaskowskiego, a wcześniej Kidawę-Błońską, niż atakowała Dudę – mówi nasz rozmówca

JUSTYNA KOĆ: Wyniki z 99,8 proc. obwodów dają Andrzejowi Dudzie 43,7 proc. Rafałowi Trzaskowskiemu 30,3 proc. Czy to oznacza, że wyniki II tury są w zasadzie rozstrzygnięte?

JACEK KUCHARCZYK: Oczywiście, że nie. Moim zdaniem szanse obu kandydatów wydają się bardzo wyrównane, jeżeli spojrzymy na decyzje wyborców z I tury. Wprawdzie Andrzej Duda prowadzi 13 punktami procentowymi, ale jego możliwości pozyskiwania nowych wyborców wydają się raczej ograniczone. Podejrzewam, że będzie raczej walczył o utrzymanie obecnego poparcia, a jego sztabowcy – o zdemobilizowanie obecnych i potencjalnych wyborców Trzaskowskiego. Na pewno nic nie jest przesądzone i walka będzie zacięta, a Rafał Trzaskowski ma szanse wygrać.

Co powinien zrobić Trzaskowski, z jakiego rezerwuaru wyborców może łowić? Obaj kandydaci już po niedzielnych przemówieniach ruszyli w Polskę.
Trzaskowski powinien sięgać do wyborców tych kandydatów, którzy wyraźnie deklarowali swoją opozycyjność wobec Dudy i PiS-u i którzy generalnie reprezentują opcję prodemokratyczną i antypopulistyczną. To wyborcy Hołowni, Kosiniaka-Kamysza i Biedronia.

Reklama

Nie można także wykluczać, że część wyborców Bosaka gotowych będzie zagłosować za Trzaskowskim. To przecież wyborcy, którzy głosowali za zmianą.

Elektorat Bosaka, to przede wszystkim młodzi mężczyźni, często bardzo krytyczni wobec obecnej władzy. Część z tych wyborców pewnie zostanie w domach, ale pewna część zagłosuje na Trzaskowskiego. Z wcześniejszych badań wynika, że wyborców Konfederacji pociąga agresywny nacjonalizm i ksenofobia (i to łączy ich z wyborcami Dudy), ale jednocześnie jest wśród nich poczucie zniechęcania do rządów PiS-u, niechęci do ich polityki, także społecznej. To jedyny elektorat, który jest wyraźnie niechętny 500 Plus i „rozdawnictwu pieniędzy” – jak sami nazywają politykę obecnego rządu. Elektorat Bosaka wydaje się obiecującym łowiskiem dla Dudy, ale moim zdaniem to nie jest tak oczywiste. Jeszcze trudniej będzie Dudzie pozyskać tych, którzy głosowali na Hołownię, Kosiniaka-Kamysza i Biedronia.

Wiele zależy teraz od samych kandydatów i tego, jaki sygnał wyślą do swoich wyborców. O wyniku tych wyborów przesądzi nawet jeden procent głosujących, dlatego tak ważne jest dla Trzaskowskiego poparcie nie tylko wyborców Szymona Hołowni, ale także Kosiniaka-Kamysza i Biedronia. Na razie

sondaże dotyczące II tury mówią o niebywale wyrównanym poparciu obu kandydatów i sporej grupie wyborców niezdecydowanych, na kogo głosować.

13 proc. różnicy między kandydatami to dużo, zawsze gdy dochodziło do II tury, to ta różnica była mniejsza. Stare porzekadło mówi, że musi być mniej niż 10 proc., aby drugi kandydat pokonał pierwszego w II turze.
To prawda, że Trzaskowski ma dużo do odrobienia i dlatego wynik może rozczarowywać niektórych jego zwolenników, ale z drugiej strony jeżeli szukamy analogii z przeszłością, to urzędujący prezydent do tej pory nigdy nie wygrał w II turze. Moim zdaniem przeszłość nie rozstrzyga wiele, a raczej jakość kampanii, nastroje wyborców i pewnie też skuteczność propagandy, którą PiS testował już w I turze. Dużo wysiłku TVP włożyło w to, aby obrzydzić obywatelom Trzaskowskiego i zniechęcić jego wyborców i pod tym względem inni kandydaci mieli łatwiej, bo nie byli tak atakowani.

Polaryzacja powinna frekwencję nakręcić i zobaczymy, która analogia historyczna co do II tury się potwierdzi.

Jak ocenia pan wystąpienia głównych kandydatów?
Moim zdaniem najistotniejsze były wystąpienia tych kandydatów, którzy zajęli dalsze miejsca – Hołowni, Kosiniaka-Kamysza i Biedronia. Szczególnie istotny sygnał wysłał Hołownia, który wyraźnie powiedział, że nie będzie głosował na Dudę i otwarty jest na rozmowy programowe z Rafałem Trzaskowskim. Kandydat KO mówił w podobnym tonie, wyraźnie wyciągając rękę do samego Hołowni i jego wyborców. Jak widać, od początku próbuje powiększać swój obóz, wiedząc, że ma jeszcze głosy do zdobycia. Dudzie wystarczy tylko, że Trzaskowskiemu nie powiedzie się zdobycie nowych wyborców i może być pewien zwycięstwa.

Pojawiły się komentarze, że Trzaskowski wytracił impet, że gorzej mu poszło z przemówieniem w niedzielę. Do tego wystąpił na tle działaczy partyjnych, czyli inaczej niż Andrzej Duda, który wręcz przeciwnie, w swoim sztabie pochował działaczy partyjnych, a na scenie wystąpił sam.
Być może była to próba zmobilizowania własnego zaplecza partyjnego. Pamiętamy, że największy problem w kampanii Komorowskiego w 2015 polegał właśnie na mobilizacji własnych działaczy. Podobny problem widzieliśmy w wyborach samorządowych i europejskich, gdzie część działaczy i polityków nie była widoczna, a popularni politycy PO mogli zrobić więcej, ruszając w teren. Mam nadzieję, że teraz zostaną zmobilizowani.

Dla samego Trzaskowskiego ważne jest, aby przedstawił się jako kandydat na prezydenta tych wszystkich Polaków, którzy nie chcą dalej niekontrolowanej władzy PiS-u.

Ten slogan „mamy dość” był bardzo dobry, wychodzący poza elektorat KO i nadal może zjednoczyć tych, których niepokoi perspektywa następnych lat, gdzie PiS kontroluje i Sejm, i urząd prezydenta, nie mówiąc już o wymiarze sądowniczym. Słowem, idea przywrócenia równowagi w polityce powinna być ideą ponadpartyjną. Do tego powinien odwoływać się Rafał Trzaskowski.

Robert Biedroń robi gorszy wynik, niż Magdalena Ogórek 5 lat temu. Co się stało?
To dość upokarzające i przyznam, że dla mnie nie do końca zrozumiałe. Wygląda to bardzo słabo. Dla mnie sygnałem, że jest źle, był moment, gdy w sondażach Biedroń zaczął spadać poniżej Bosaka. Mam jednak przekonanie, że to nie jest problem samego Biedronia i Lewica popełni ogromny błąd, gdy uzna, że przyczyna złego wyniku leży w wyborze złego kandydata. To lekcja dla całej Lewicy, a nie konkretnego kandydata. Być może to kara od wyborców za „lewicowy symetryzm”, czyli próby zachowania równego dystansu wobec PiS-u i KO czy Dudy i Trzaskowskiego. Zresztą w praktyce nie było nawet równego dystansu, a Lewica wręcz bardziej zaciekle krytykowała Trzaskowskiego, a wcześniej Kidawę-Błońską, niż atakowała Dudę.

Kiedy słabły notowania Kidawy-Błońskiej po jej nawoływaniu do bojkotu wyborów 10 maja, jeden z lewicowych publicystów pisał o „schyłku PO” jako szansie dla Lewicy, a Biedroń wystosował wtedy list do wyborców Platformy z apelem, żeby 10 maja oddali głosy na niego. To było jednak bardzo oportunistyczne i sądzę, że wielu lewicowym wyborcom mogło się nie spodobać, tym bardziej, że

profil wyborców Lewicy i KO nie jest aż tak od siebie różny, a przepływy między nimi są rzeczą normalną.

Te ataki Lewicy na polityków KO, a także krytykowanie ich za to, że od początku pandemii domagali się szerokiego dostępu do testów i przełożenia wyborów, były udziałem wielu polityków Lewicy, tych z SLD i tych z Razem. Cieszę się, że dzisiaj Biedroń wyraźnie i bez warunków wstępnych wezwał do poparcia Trzaskowskiego, ale jednocześnie widzę lewicowe przyzwoitki płci obojga, jak atakują Trzaskowskiego za gesty w stronę innych kandydatów, niż Biedroń. Zobaczymy, jakie podejście zwycięży wśród wyborców Biedronia, bo to każda lub każdy z nich zadecyduje, czy i na kogo głosować.

Frekwencja 64,4 proc., czyli bardzo wysoka jak na polskie standardy. Czy potwierdzi się kolejna zasada z wyborów prezydenckich, że w II turze będzie większa?
Jeżeli Trzaskowski nie popełni błędów i będzie potrafił przemówić do tych, którzy głosowali na innych kandydatów, to ta frekwencja powinna przynajmniej się utrzymać lub zwiększyć. Biorąc pod uwagę wyrównane szanse obu kandydatów, będą wielkie emocje, co zwykle mobilizuje ludzi po obu stronach. Przekonamy się za 2 tygodnie, bo

z wróżbami w polskiej polityce bywa różnie.

A czy wysoka frekwencja służy któremuś z kandydatów?
Obu, ale bardziej na tej frekwencji będzie zależało Trzaskowskiemu, bo do zmobilizowania są wyborcy, którzy będą chcieli zmiany na urzędzie prezydenta.


Zdjęcie główne: Jacek Kucharczyk, Fot. Instytut Spraw Publicznych

Reklama