Reklama

Rzutnia i skocznia – te części Stadionu Międzynarodowego Chalifa będą szczególnie interesować w najbliższych dniach polskich kibiców. W Dausze ruszają lekkoatletyczne mistrzostwa świata, a nasi reprezentanci chcą mocno zaznaczyć swoją obecność na tej przedolimpijskiej próbie generalnej.

Z poprzednich mistrzostw świata Polacy przywieźli aż osiem medali. Dwa z nich były złote – zadbali o nie etatowi faworyci, miotacze Paweł Fajdek i Anita Włodarczyk. I choć nasza mistrzyni olimpijska tym razem nie weźmie udziału w konkursie – zrezygnowała ze startu z powodu artroskopii kolana – nie oznacza to, że rzutnia nie przyniesie kibicom radości. Szanse medalowe są aż cztery i jest prawdopodobne, że to właśnie miotaczki rozwiążą worek z medalami.

Jedno złoto pewne

Finał konkursu rzutu młotem pań zaplanowano na sobotę 28 września, na godzinę 18:25. Pewne jest, że wcześniej złoty medal trafi w polskie ręce. Anita Włodarczyk pojawi się w Katarze, by odebrać najcenniejszy krążek z 2013 roku, który należy się jej po dyskwalifikacji za doping Tatiany Łysienko. Być może mistrzyni zasiądzie na trybunach klimatyzowanego stadionu, by zobaczyć, jak o medale rywalizują w 40-stopniowym upale Malwina Kopron i Joanna Fiodorow. Kopron broni brązu sprzed dwóch lat, ale teraz, w obliczu absencji hegemonki tej dyscypliny, na pewno obie Polski liczą na coś więcej. Kolejna okazja może się szybko nie przytrafić. Konkurs na pewno zapowiada się wyjątkowo emocjonująco.

W przypadku panów kibice liczą na powtórkę z Londynu i dwa medale. Paweł Fajdek seryjnie wygrywa na mistrzostwach świata – nie zszedł z najwyższego stopnia podium od 2013 roku – lecz kompletnie nie wychodzą mu konkursy olimpijskie. Bezcenny brązowy medal wywalczył zaś na Igrzyskach w Rio de Janeiro Wojciech Nowicki, rok później powtórzył ten wynik na mistrzostwach w Londynie. Rywalizacja naszych miotaczy na pewno przyniesie wiele radości polskim kibicom. Finał – 2 października.

Reklama

Dalej, wyżej, szybciej

Na 5 października zaplanowano ciekawie zapowiadający się finał w pchnięciu kulą mężczyzn. O medal powalczą Konrad Bukowiecki, młodzieżowy mistrz Europy, i Michał Haratyk, aktualny rekordzista Polski z wynikiem 22,32. To piąty tegoroczny wynik na świecie. Najlepszy, 22,74, osiągnął w kwietniu Amerykanin Ryan Crouser, i to on wyrasta na faworyta konkursu.

Kulomioci rywalizować będą w odległościach, zaś tyczkarze – na wysokości. Wielkie nadzieje wiązać można ze startem Piotra Liska (broni srebra) i Pawła Wojciechowskiego (mistrz świata z Daegu z 2011 roku). Lisek jest drugi w tegorocznych listach z wynikiem 6,02. Więcej – 6,06 – skoczył tylko broniący tytułu Amerykanin Sam Kendricks. Statystyki jednak trzeba schować do szuflad – w trudnych warunkach, niebagatelnym upale, jak nigdy wcześniej o wynikach będzie decydować dyspozycja dnia.

Dlatego raczej nie należy liczyć na sypiące się rekordy na bieżniach. Swoich szans na pewno poszukają Adam Kszczot na 800 metrów i Marcin Lewandowski na 1500. Na mistrzostwach nie wystąpią z kolei nasze specjalistki od średnich dystansów – Sofia Ennaoui i Joanna Jóźwik. Koniecznie śledzić trzeba za to występy sztafet. Biegnący 4×400 m zespół pań, mistrzyń Europy, przyjechał do Kataru z dużymi ambicjami.

Mistrzostwa rozpoczynają się w piątek, a zakończą 6 października. Po wrześniu, który można określić miesiącem sportów zespołowych, na pierwszy plan wkracza królowa sportu. Oby przyniosła polskim tyle samo satysfakcji, co ostatnie występy naszych drużyn.


Zdjęcie główne: Bieg przez płotki, Fot: Samuel Blanck, domena publiczna

Reklama