Reklama

Zabawa obozu władzy w złego i dobrego gliniarza trwa w najlepsze. Opozycja związana została przez Kaczyńskiego brutalnym sporem o wybory prezydenckie w maju. Jeśli nie jest się symetrystą, sprzedajnym cynikiem albo zwyczajnym idiotą, należy przypominać, że cały ten teatrzyk jest ustawką. Podobnie jak kiedyś weto Dudy do części PiS-owskich ustaw demolujących sądy – pisze Cezary Michalski

Zabawa obozu władzy w złego i dobrego gliniarza trwa w najlepsze. Cały ogień społecznego i medialnego niezadowolenia ściągnął na siebie – do pewnego stopnia świadomie – Jarosław Kaczyński adresujący się do „twardego” elektoratu PiS (jak pokazują sondaże, nawet skutecznie). Pozostawiając w ten sposób „niezwiązanych”, grasujących po ziemi niczyjej, adresujących się do wyborców niezdecydowanych i miękkich (czasem przekonujących ich swoim „pragmatyzmem”, „nowoczesnością”, „umiarkowaniem”, „apolityczną ekspertyzą”) – Morawieckiego, Dudę, Gowina, Szumowskiego. Podczas gdy opozycja związana została przez Kaczyńskiego brutalnym (czyli jak zawsze w nienawykłej do konfliktów Polsce – zużywającym obie strony) sporem o wybory prezydenckie w maju. Można powiedzieć, sytuacja dla obozu władzy idealna.

Ale właśnie dlatego, jeśli nie jest się „symetrystą”, sprzedajnym cynikiem albo zwyczajnym idiotą, należy przypominać, że cały ten teatrzyk jest ustawką. Podobnie jak kiedyś weto Dudy do części PiS-owskich ustaw demolujących sądy.

Tak jak wówczas nie było ono realnym ustępstwem, ale ustawką dezorientującą opozycję i część umiarkowanych wyborców, a przede wszystkim wygaszającą masowe społeczne protesty (później Duda podpisał wszystkie kolejne PiS-owskie ustawy, które doprowadziły do utworzenia KRS, Izby Dyscyplinarnej SN i dały Kaczyńskiemu i Ziobrze narzędzia do zniszczenia niezawisłych sądów i karania sędziów), podobnie dzisiaj zabawa w złych i dobrych policjantów ma wygaszać opór i dezorientować opozycję.

Jest adresowana zarówno do mediów PiS-owskich, ale także – a może szczególnie – do tej części mediów niepisowskich, która postanowiła grać z władzą (za pieniądze, za dopuszczenie do wywiadów z politykami obozu władzy i do kontrolowanych przecieków z kręgów władzy) lub jest „symetrystyczna” z pewnego nieogarnięcia.

Reklama

Jeszcze bardziej niepokojące jest jednak to, że polska wojna domowa w cieniu epidemii jest tylko lokalną odmianą zjawiska, które w liberalne demokracje uderzyło globalnie.

Epidemia koronawirusa jest pierwszym kryzysem, w czasie którego liberalne demokracje Zachodu nie wykazały już podstawowej solidarności –

ani pomiędzy sobą, ani wewnętrznej – tak jak okazywały ją wówczas, gdy musiały bronić się przed wcześniejszymi niebezpieczeństwami i reagować na wcześniejsze zagrożenia (II wojna światowa jako walka liberalnych demokracji z totalitaryzmem nazistowskim i faszystowskim, zimna wojna jako walka liberalnych demokracji z totalitaryzmem komunistycznym, wojna z fundamentalizmami religijnymi, przeciwstawianie się Putinowi do czasów Majdanu włącznie).

Nawet jeśli zawsze istniały wewnątrz liberalnego Zachodu napięcia, różnice strategii itp., to Stany Zjednoczone ostatecznie zawsze przychodziły z odsieczą Europie, Europa deklarowała podstawową solidarność z USA, amerykańscy Republikanie i Demokraci wspólnie decydowali o wydatkach obronnych i amerykańskim zaangażowaniu w międzynarodowe interwencje broniące demokracji, osłabiające ekspansję totalitaryzmów. A najważniejsze siły polityczne demokratycznej Europy, chadecja i socjaldemokracja, współpracowały na rzecz obrony liberalnej demokracji przed totalitaryzmem czy fundamentalizmem.

Od czasu pojawienia się na Zachodzie silnego populizmu wszystko się zmieniło. Wewnętrzna solidarność przestała istnieć.

Epidemia koronawirusa i reakcje na nią w różnych krajach demokratycznego Zachodu, a także na jego peryferiach, które w momentach kryzysów zawsze łatwiej ześlizgują się w autorytaryzm, pokazały, że po pojawieniu się politycznie znaczącego populizmu Zachód przestał być wewnętrznie solidarny nawet w momencie śmiertelnego zagrożenia. Nawet wobec epidemii konflikt pomiędzy populistami i instytucjami liberalnej demokracji nie wygasł. Przeciwnie, epidemia stała się alibi, bronią i narzędziem jeszcze ostrzejszej politycznej oraz ideologicznej wojny domowej.

W apogeum epidemii koronawirusa w USA Donald Trump uderza w demokratycznych gubernatorów walczących z epidemią, jeszcze bardziej brutalnie atakuje media, jeszcze brutalniej atakuje Unię Europejską (np. demokratyczne Niemcy). Jednocześnie chwali Putina, dziękując mu za propagandowy samolot z „pomocą”. A wreszcie umieszcza swoje nazwisko na czekach z pomocą dla Amerykanów, co oznacza wykorzystanie budżetowych pieniędzy na własną kampanię prezydencką (w Polsce Donalda Trumpa żałośnie naśladuje Andrzej Duda dołączając swoje nazwisko do informacji KRUS-u).

Donald Trump, podobnie jak jego peryferyjni imitatorzy, czyli Victor Orbán i Jarosław Kaczyński, próbuje przy użyciu alibi epidemii przyspieszyć osłabianie i niszczenie instytucji demokratycznych, które ograniczają jego władzę.

Także Boris Johnson i jego ekipa w czasie największego zagrożenia Wielkiej Brytanii epidemią powtarzają, że brexit będzie realizowany w terminie i to w najtwardszej możliwej formie, bo wojna z UE jest dla nich politycznym priorytetem Wielkiej Brytanii, nawet w obecnej sytuacji Zachodu i Świata. Salvini, Le Pen, AfD, Vox… cała populistyczna międzynarodówka atakuje w apogeum epidemii Unię Europejską i własne współpracujące w jej granicach rządy. Znów z użyciem wsparcia Putina i produkowanych przez rosyjskie farmy trolli fake newsów i kampanii dezinformacyjnych.

To zerwanie solidarności i radykalizowanie wojny wewnętrznej w momencie kryzysu obserwujemy także w Polsce. Nawet w Polsce, tradycyjnie niezbyt potrafiącej zachować wewnętrzną solidarność, mieliśmy szeroki konsensus i zdolność do współdziałania w momentach największych zagrożeń i historycznych szans. Nienawidzący się osobiście i różniący ideowo Józef Piłsudski i Roman Dmowski potrafili wspólnie walczyć o niepodległość Polski w 1918 roku (przy stołach rokowań i na ulicach polskich miast).

Piłsudski i Witos, którzy przy innej okazji znaleźli się nawet po dwóch przeciwnych stronach krat więzienia w twierdzy Brzeskiej (Witos tam trafił, a Piłsudski go tam wsadził), potrafili wstąpić wspólnie w momencie zagrożenia 1920 roku.

Władysław Broniewski pisał, że „są w ojczyźnie rachunki krzywd…”, żeby wytłumaczyć, dlaczego on i wielu ludzi polskiej lewicy poszło walczyć w obronie „burżuazyjnej Polski” we wrześniu 1939 roku. A w 1989 roku mieliśmy przy Okrągłym Stole najszerszy możliwy konsensus na rzecz wykorzystania historycznej szansy zmiany ustroju w momencie rozpadu bloku wschodniego.

Teraz jednak Jarosław Kaczyński i ludzie ze wszystkich frakcji obozu władzy (ci „twardzi” i „miękcy”, ci „upolitycznieni” i ci „eksperci od zdrowia”) wykorzystali epidemię koronawirusa do dalszego zradykalizowania wewnętrznej walki z opozycją i grupami społecznymi, które uważają za wrogów. I przyspieszyli demontowanie wszystkich instytucji, które ograniczają ich władzę.

Dla Kaczyńskiego i jego ludzi nie ma „rozejmu epidemicznego” od niszczenia sądów, z Sądem Najwyższym na czele. Nie ma dla nich „rozejmu epidemicznego” z UE. Przeciwnie, propaganda antyunijna w PiS-owskich mediach stała się już parodią antyamerykańskiej propagandy z czasów stanu wojennego.

Nie ma dla Kaczyńskiego „rozejmu epidemicznego” od niszczenia ordynacji wyborczej i demontowania wszelkich zabezpieczeń dla uczciwości wyborów. No i oczywiście nie ma „rozejmu epidemicznego” od uwłaszczania się ludzi obozu władzy. Zlecenia rządu związane z epidemią trafiają do „swoich”, Ernest Bejda odwołany ze stanowiska szefa CBA po zdefraudowaniu przez jego podwładnych milionów złotych zostaje awansowany do władz PZU, gdzie sam będzie zarabiał miliony i „nadzorował” miliardy. Także dystrybucja przez rząd miliardów z „tarczy antykryzysowej” i pomocy UE będzie – w warunkach zniszczenia lub przejęcia przez PiS wszystkich instytucji kontrolnych, zdemolowania procedur przyznawania środków publicznych czy przetargów na zamówienia publiczne – kolejnym etapem uwłaszczania się władzy, niebywałą okazją do wzmocnienia własnego obozu za pieniądze odebrane reszcie społeczeństwa.

Wojna domowa w czasach epidemii, także z odwoływaniem się do zewnętrznych wrogów demokracji jako sojuszników, tylko przybrała na sile. Ale tak jest dzisiaj nie tylko w Polsce.

Cezary Michalski
Autor jest publicystą tygodnika „Newsweek”


Zdjęcie główne: Jarosław Kaczyński w Sejmie, Fot. Flickr/Sejm RP/Krzysztof Kurek, licencja Creative Commons

Reklama