Reklama

Droga do optymalnego dla całej opozycji rozwiązania jest jeszcze długa, możemy się o tym przekonać z najnowszych „politycznych” deklaracji Hołowni w rodzaju „nie wskoczę na kolana Tuska”. Czy to naprawdę jest priorytet polityczny w kraju wyprowadzanym przez Kaczyńskiego z UE? Czy to w ogóle jest temat, który w sytuacji już nie pełzającego, ale galopującego polexitu kogokolwiek może zainteresować? – pisze Cezary Michalski

Przesunięcie przez Jarosława Kaczyńskiego – być może na jesień – pacyfikacji TVN nie jest pójściem po rozum do głowy. Po prostu Kaczyński nie jest w stanie zmobilizować swojej „śmieciowej koalicji”. Nie ma pewności, że jakikolwiek ważny dla niego projekt w ogóle przejdzie w tym Sejmie. Kukiz nie wystarczy. Zandberg nadaje się tylko do wspólnego z PiS-em podnoszenia podatków, ale jego zachowanie w sprawie ataku na TVN trudno przewidzieć. Bielan wciąż nie zabrał Gowinowi wszystkich posłów i całej partii. Kupionych Konfederatów ciągle jest za mało, podobnie jak posłów powracających do PiS w zamian za publiczne pieniądze i stanowiska w państwowych spółkach.

Tak grzęźnie się w bagnie, a nie buduje trwałą większość potrafiącą rządzić.

Tymczasem Jarosław Kaczyński coraz bardziej myli zawartość swojej głowy z realnym obrazem świata. Zeszłotygodniowy „wyrok” Trybunału Julii Przyłębskiej – stwierdzający, że stworzona przez Kaczyńskiego, Ziobrę i Dudę do likwidacji niezawisłych sądów i niezależnych od władzy sędziów Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego ma prawo dalej niszczyć ludzi wbrew kolejnym orzeczeniom Trybunału Sprawiedliwości UE – miał być Wunderwaffe prezesa PiS w walce z Unią Europejską.

Komisja, Parlament Europejski, prawnicy ze Strasburga i Luksemburga mieli się ukorzyć przed prawniczymi kompetencjami Przyłębskiej, Piotrowicza, Pawłowicz, po czym uznać polityczny geniusz Kaczyńskiego i pozwolić mu dalej przerabiać Polskę na Białoruś.

Reklama

Nic takiego się jednak nie stało. Przeciwnie, kolejne orzeczenia TSUE, a także wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (stwierdzający, że polska prawniczka pokrzywdzona przez Izbę Dyscyplinarną SN ma otrzymać odszkodowanie – niestety nie z kieszeni Kaczyńskiego, Morawieckiego, Obajtka, ale z budżetu polskiego państwa – gdyż grono, które ją niszczyło, to byli przebierańcy w togach, a nie polscy i europejscy sędziowie) – wszystkie te orzeczenia uderzają już nie tylko w Izbę Dyscyplinarną SN, ale także w neo-KRS, czyli w nową fasadową Krajową Radę Sądownictwa, która kiedyś stała na straży niezawisłości sędziowskiej, a dziś jest narzędziem służącym Kaczyńskiemu do wymiany niezależnych od władzy sędziów na PiS-owskie oportunistyczne kreatury w sądach wszystkich szczebli – począwszy od Sądu Najwyższego po sądy rejonowe.

Kaczyński znalazł się pomiędzy młotem a kowadłem.

Niestosowanie się do kolejnych orzeczeń europejskich trybunałów, jawne łamanie traktatów europejskich, które Polska (także pod rządami braci Kaczyńskich) ratyfikowała, będzie oznaczać gigantyczne kary finansowe, łącznie z ryzykiem pozbawienia naszego kraju części środków unijnych zarówno z Funduszu Odbudowy, jak też z bieżącego budżetu UE.

Polexit jest nieuniknioną konsekwencją wyboru takiej drogi. Po nałożeniu na Polskę kar za łamanie przez Kaczyńskiego unijnego prawa, po zawieszeniu wypłat części unijnych funduszy Kaczyński musiałby odpowiedzieć zawieszeniem polskich składek do budżetu UE. Kolejne kroki oznaczałyby wyjście z Unii.

Z kolei kapitulacja Kaczyńskiego wobec Brukseli oznaczałaby natychmiastowy paraliż KRS i Izby Dyscyplinarnej, ale nie tylko. Wszyscy oportuniści, których KRS już do sądów posłało, i którzy już się w tych sądach zaczęli mościć, doszliby do wniosku, że ich PiS-owscy panowie wcale nie są wszechmocni. To oznaczałoby koniec ich dyspozycyjności wobec Kaczyńskiego, koniec legitymizacji systemu (zbudowanej wyłącznie na poczuciu siły). Kaczyński już by nie rządził.

Na razie prezes PiS jak zwykle wybrał oszustwo.

Trybunał Przyłębskiej wyznacza coraz dalsze terminy wydania wyroku w sprawie „wyższości prawa krajowego nad prawem unijnym”. To jest nowomowa, w rzeczywistości wyrok Trybunału Przyłębskiej ma dotyczyć „wyższości PiS-owskiego bezprawia nad prawem unijnym”. Orzeczenie tej treści miało być początkowo wydane 13 lipca, później 15 lipca, następnie zostało przesunięte na początek sierpnia, najnowsza data została wyznaczona na 31 sierpnia. Oznacza to jedno – Kaczyński nie wie, co robić.

Mateusz Morawiecki sugeruje tymczasem, że Polska wprowadzi jakieś korekty prawne dotyczące zarówno Izby Dyscyplinarnej, jak też KRS. Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego – też całkowicie dyspozycyjna wobec obozu władzy, który ją do Sądu Najwyższego skierował – hamletyzuje na temat ewentualnego zawieszenia prac Izby Dyscyplinarnej, nie wykluczając nawet własnego podania się do dymisji.

Jednocześnie jednak PiS-owska propaganda pełną parą ruszyła przeciwko Unii. Działania unijnych instytucji i europejskich trybunałów są już porównywane z „teutońską nawałnicą”, a nawet z Wrześniem ’39.

Kaczyński zastanawia się zatem wyłącznie nad zmianą doraźnej taktyki, ale od swojego strategicznego celu – jakim jest kompletne zniszczenie niezawisłych sądów w Polsce, nawet za cenę wypchnięcia nas z Unii – ciągle nie odstąpił.

Na razie Krajowy Plan Odbudowy, który Morawiecki przedstawił w Brukseli, nie został zaopiniowany przez Komisję i nie trafił pod obrady Rady składającej się z europejskich ministrów finansów. Osiemnaście państw otrzymało już zielone światło dla swoich projektów, a wkrótce trafią do nich wielomilionowe zaliczki. Polski w tym gronie nie ma. I to jest właśnie pierwsza konsekwencja działań Kaczyńskiego.

Usłużni propagandyści PiS-u (ci opłacani oficjalnie na Woronicza czy w redakcjach „Sieci”, „Gazety Polskiej”, „Do Rzeczy”… i ci udający „symetrystów”) porównują Przyłębską, Pawłowicz i Piotrowicza z sędziami niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego z Karlsruhe. Trybunał z Karlsruhe nigdy jednak nie został poproszony przez niemiecki rząd o zdezawuowanie unijnych traktatów ratyfikowanych przez Niemcy. Jego decyzje dotyczą bardzo konkretnych przypadków dotyczących losów pieniędzy niemieckich podatników trafiających do unijnej kasy (warunki wspólnego zadłużania się państw UE, niektóre najbardziej kontrowersyjne decyzje Europejskiego Banku Centralnego).

Trybunał z Karlsruhe, negocjując z Unią, walczy zatem o interesy Niemców, o niemieckie pieniądze. Tymczasem Przyłębska, Pawłowicz, Piotrowicz… konfliktując Polskę z UE zgadzają się ryzykować i tracić pieniądze Polaków.

„Suwerenność” w rozumieniu Kaczyńskiego i jego marionetek – wyrażająca się w walce o prawo do zastępowania niezawisłych sędziów hejterami Ziobry i PiS-owskimi oportunistami – w ogóle nie jest obroną polskich interesów. Przeciwnie, polega właśnie na płaceniu polskimi interesami (naszymi pieniędzmi, bezpieczeństwem, pozycją geopolityczną) za to, żeby Kaczyński mógł dalej budować swoją prywatną, prowincjonalną dyktaturę.

W wyniku kolejnych decyzji Trybunału Przyłębskiej Polacy tracą na rzecz Kaczyńskiego kolejne porcje swoich praw i wolności, ryzykując jednocześnie pieniądze, jakie mieli dostać z Unii. I to by było na tyle, jeśli chodzi o porównanie Przyłębskiej, Pawłowicz i Piotrowicza do sędziów Trybunału z Karlsruhe.

Po drugiej stronie barykady Donald Tusk dzień za dniem prowadzi swoją polityczno-medialną kampanię. W momencie, kiedy Kaczyński uznał za swój polityczny priorytet wojnę z Unią, Tusk – ze swoimi unijnymi kompetencjami i kontaktami – okazuje się optymalnym liderem opozycji.

Zgodnie z przewidywaniami Szymon Hołownia stracił drugą pozycję w sondażach na rzecz realnie istniejącej partii, od czasu jak ta partia znowu ma wyrazistego lidera.

Jednak Hołownia wciąż utrzymuje spore poparcie, co wcale nie musi być złą wiadomością (jego elektorat tylko częściowo pokrywał się z elektoratem Platformy), jeśli wyleczy się z narcyzmu i zacznie z Platformą rozmawiać. Już nie z wygodnej pozycji sępa krążącego nad polityczną padliną, ale z pozycji partnera.

O tym, że droga do takiego optymalnego dla całej opozycji rozwiązania jest jeszcze długa, możemy się przekonać z najnowszych „politycznych” deklaracji Hołowni w rodzaju „nie wskoczę na kolana Tuska”.

Czy to naprawdę jest priorytet polityczny w kraju wyprowadzanym przez Kaczyńskiego z UE? Czy to w ogóle jest temat, który w sytuacji już nie pełzającego, ale galopującego polexitu kogokolwiek może zainteresować?

Oczywiście najchętniej rozważania Hołowni o kolanach Tuska nagłaśnia TVP Info,

a najbardziej politycznie niepotrzebny wywiad z liderem Polski 2050 opublikował żwawo pracujący dla Kaczyńskiego „Super Express”. To jednak wciąż nie jest polityka. Nawet jak na poważną influencerkę jest tu za mało świeżości.

Cezary Michalski
Autor jest publicystą tygodnika „Newsweek”


Zdjęcie główne: Jarosław Kaczyński w Sejmie, Fot. Flickr/Sejm RP/Krzysztof Kurek, licencja Creative Commons

Reklama