Reklama

Rola Tuska byłaby ogromna, chociażby w przyszłości jako kandydata na prezydenta. Teraz to moment, kiedy powinien wyraźnie powiedzieć, że nie stanowi zagrożenia dla innych partii. Powinien ciągle rozmawiać, prowadzić dialog, zdobywać zaufanie, sklejać wspólnie opozycję. To może być jego wielka rola w przygotowaniu zmiany – mówi nam Aleksander Smolar z Fundacji Batorego

JUSTYNA KOĆ: W sobotę Rada Krajowa PO i szykują się sporę zmiany. Wraca Tusk, Borys Budka oddaje władzę w partii. Czy taki scenariusz jest realny i czy to dobry pomysł dla PO?

Aleksander Smolar

ALEKSANDER SMOLAR: Nie wiem, co się zdarzy w sobotę, nie mam kontaktów z politykami, a sprawę obserwuję z daleka. Dostrzegam tu natomiast kilka zaskakujących elementów. Po pierwsze nigdy nie byłem przekonany co do ambicji Rafała Trzaskowskiego, iż gotów jest wziąć na siebie ciężar najwyższej odpowiedzialności politycznej. Różne sygnały wskazywały na coś przeciwnego. Szczególnie to, co wydarzyło się po wyborach prezydenckich, w których osiągnął znakomity wynik i niewiele brakowało, żeby wygrał.

Potem mieliśmy zapowiedź stworzenia ruchu, po czym Trzaskowski całkowicie zanikł. Ani pandemia, ani też obowiązki prezydenta Warszawy nie mogły tego usprawiedliwiać.

Przypomnę chociażby Lecha Kaczyńskiego w Polsce czy Jacquesa Chiraca we Francji, bo to osoby, które kierowały stolicami, jednocześnie byli doskonałymi przywódcami partii i startowali w wyborach na prezydenta.

Widząc różne walory i zalety Rafała Trzaskowskiego, budził on we mnie zawsze spory sceptycyzm. To samo zresztą dotyczy w jakimś sensie Donalda Tuska, który dawno już dawał do zrozumienia, że wraca do polityki krajowej; chociażby przed dwoma laty podczas wystąpienia na Uniwersytecie Warszawskim, w Gdańsku, a wcześniej w Łodzi. Mówił językiem, który wzbudzał nadzieje w tej części Polski, która chciała zmiany, a później okazywało się, że za słowami nie ma żadnego projektu politycznego ani też działania.

Reklama

Tusk usprawiedliwiał się posiadaniem dużego elektoratu negatywnego, ale ten argument oceniam jako niepoważny. Negatywny elektorat Jarosława Kaczyńskiego jest ogromny i to niemalże od początku jego działalności, a jednak ma swoistą charyzmę polityczną i wśród ludzi, który chcą głosować na prawicę, ma duże poparcie.

W ostatnim badaniu 60 proc. nie chce powrotu Tuska. PO ma się czym martwić?
Nie przywiązywałbym wagi do takich sondaży – ludzie widzą w nim obecnie „brukselczyka”. Natomiast gdyby zdecydował się do wejścia do polskiej polityki na poważnie, to sądzę, że wzbudziłby zaufanie w znacznie większej liczbie Polaków. To samo dotyczy Rafała Trzaskowskiego, który i tak cieszy się poważnym poparciem.

Gdyby miał pan postawić, to Tusk ogłosi, że wraca w sobotę?
Tego nie wiem, chociaż tym razem wiele na to wskazuje, ale mam hipotezy, co powinno się wydarzyć. Borys Budka, który jest przyzwoitym człowiekiem i uczciwym politykiem, nie może spełniać roli szefa partii zwłaszcza w obecnej sytuacji. Ustami Trzaskowskiego zapowiedział praktycznie swoją dymisję. Gdyby Rafał Trzaskowski przejął PO, to teoretycznie przynajmniej łatwiejsze byłoby porozumienie z konkurentami z opozycji, zwłaszcza z Hołownią i Kosiniakiem-Kamyszem, który ma za sobą małą partię, ale jego prestiż osobisty jest spory. Zresztą uważam, że porozumienia tych trzech polityków, nawet nieformalne, mogłoby bardzo podnieść notowania opozycji, bo oni mają poważny kapitał społecznego zaufania, podobny wiek i nie są utożsamiani z przeszłością.

Co do Tuska, to jeżeli przejmie partię, może się liczyć z automatycznym oporem tych, którzy czuliby się zagrożeni. Dotyczy to zarówno samej Platformy, jak i – rzecz równie ważna – w partiach, które powinny wystąpić razem z Platformą w walce o władzę przeciwko PiS-owi. Jego biografia, jego dokonania i styl uprawiania polityki stawiają pod znakiem zapytania jego zdolności negocjowania z innymi formacjami opozycyjnymi na zasadzie równości. Podbój innych formacji jest zaś przy obecnej sile PO mało prawdopodobny.

Podsumowując, najlepszym rozwiązaniem byłoby zapewne, gdyby Trzaskowskiemu chciało się chcieć – a jego wywiad w TVN na to wskazuje – gdyby utworzył porządny sztab, zdobył szerokie poparcie środowisk ideotwórczych, wobec których Platforma wykazywała od początku zdumiewające lekceważenie i zorganizował szeroką debatę na temat przyszłości Polski i sformułował budzący szerokie zainteresowanie i nadzieje program.

Zresztą obaj kandydaci na przywódców PO mają poważny kapitał polityczny, ale nie artykułują, co by chcieli uczynić ze swoją partią i co proponują Polsce, jak widzą przyszłość. A dziś nie można już powtarzać starej formuły Donalda Tuska, że jak ktoś ma wizję, to niech idzie do lekarza (zresztą zapożyczył ją od kanclerza Helmuta Schmidta).

Teraz trzeba poważnie podejść do wyborców i przemyśleć, dlaczego PiS zdobył poparcie tak dużej liczby Polaków. Tusk, ale i Trzaskowski muszą się wystrzegać tego, co wielu polityków, artystów, intelektualistów robiło, czyli traktowania tych, którzy głosowali na Kaczyńskiego i PiS, z góry, traktowania ich z lekceważeniem. To także jest postawa antydemokratyczna.

PiS rujnuje podstawy liberalnej demokracji, to nie ulega najmniejszej wątpliwości: to, co robią z sądami, służbą cywilną, ze szkolnictwem. Niedemokratyczny jest jednak także lekceważący stosunek do części Polski, która ma równe prawa wyborcze, jak zwolennicy demokracji liberalnej. To bardzo ważne, aby to dobrze przemyśleć i umieć odpowiedzieć na lęki tej grupy wyborców, na ich podejrzliwość i nieufność w stosunku do elit liberalnych i znaleźć język zaufania. Nie licząc nawet na poparcie, próbować zneutralizować ich wrogość.

Czy powrót Tuska to będzie game changer?
Na pewno rola Tuska byłaby ogromna, chociażby w przyszłości jako kandydata na prezydenta. Teraz to moment, kiedy powinien wyraźnie powiedzieć, że nie stanowi zagrożenia dla innych partii. Powinien ciągle rozmawiać, prowadzić dialog, zdobywać zaufanie, sklejać wspólnie opozycję. To może być jego wielka rola w przygotowaniu zmiany.

Razem z lewicą?
Nie wiem, bo z partią Razem, ale i z panem Czarzastym na razie nie widzę możliwości porozumienia. Tusk i Trzaskowski muszą zintegrować samą PO, po drugie zbliżyć Platformę i formację Szymona Hołowni, który ma duże społeczne zaufanie i wolę walki. Na razie w sondażach Polska 2050 wypada lepiej niż PO, ale to nic nie znaczy, bo nie mają wielu istotnych elementów niezbędnych do budowania silnej i trwałej formacji. Równocześnie porozumieć się z Kosiniakiem-Kamyszem i w jakimś sensie ułatwiać mu budowę formacji konserwatywnej, w której znalazłoby się miejsce dla takich osób jak Ujazdowski, Zalewski, Raś. Osobisty autorytet Kosiniaka-Kamysza plus znani konserwatyści to mogłoby być istotne ugrupowanie, które przyciągnie istotną część elektoratu PiS. Obecność konserwatystów jest potrzebna każdej większości demokratycznej. Szczególnie w kraju tak kulturowo konserwatywnym jak Polska.

Widzę sporą szanse na sukces opozycji, gdy Rafał Trzaskowski obejmie kierownictwo PO, mając nadto szerokie wpływy w samorządach i w świecie organizacji pozarządowych, stając się naturalnym kandydatem na premiera, zaś Donald Tuska weźmie na siebie zadanie integrowania opozycji, będąc naturalnym kandydatem na prezydenta RP. To może być podstawa porozumienia i przyszłego zwycięstwa.

Wiele wskazuje na to, że rząd korzystał z prywatnej poczty, bo obawiał się, że do służbowej mają wgląd służby, po drugie kiedyś następni ministrowie będą mogli zajrzeć do ich maili. To paranoja czy polityczne przedszkole?
Sondaże pokazują w ogóle bardzo niski poziom zaufania Polaków do władzy, którzy znacznie bardziej ufają Brukseli niż rządzącym w Warszawie. To dotyczyło także poprzednich ekip rządzących, zatem mamy tu głęboki brak zaufania do wszystkich elit. Po drugie widać też brak wzajemnego zaufania między ludźmi. To niestety oznacza, że

mamy fundamentalny problem z demokracją. W przypadku PiS-u ten deficyt występuje w formie patologicznej, na którą sami sobie zasłużyli. Ale płacimy za to wszyscy.

Przypomnę, że politycy PiS-u sami korzystali bezwstydnie z podsłuchów u Sowy, kiedy oczywiste było to, co powiedział Tusk, że prowokacja ta była pisana innym alfabetem. Dziś wiemy dużo więcej o tamtej aferze, m.in., że człowiek, który organizował podsłuchy, był powiązany interesami z Rosją, zatem jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że rzeczywiście za tą aferą stoi Rosja. O tyle w przypadku afery Dworczyka nic na to nie wskazuje. Raczej sami nabroili tak dużo, że są sobie winni.

Proszę zwrócić uwagę, jak zostali potraktowani posłowie, którzy kilka dni temu odeszli z klubu PiS. Wylano na nich wiadro pomyj, pomówień, co do których nie mamy żadnych dowodów, że są prawdziwe. Pomijam już, co potrafili wygadywać o Tusku, grożąc mu sądem. Zatem trudno się dziwić, że rządzący boją się tego samego. W przypadku najmniejszego konfliktu koledzy z partii to wykorzystają, dokładnie tak jak robi to dziś prezes NIK pan Banaś, kiedyś ich najlepszy kolega.

Mamy de facto rząd mniejszościowy, choć wicemarszałek Terlecki przekonuje, że większość jest płynna i nic się nie stało. W historii III RP  mieliśmy już rządy mniejszościowe, Leszek Miller przez rok, potem rząd Marka Belki, tylko do takiego rządzenia potrzebny jest dialog. Czy PiS będzie do tego zdolny? Czy będą wcześniejsze wybory?
Są dziwni posłowie, jak pan Kukiz, którzy dołączają dziś do PiS-u, oraz inne grupki uchodźców z różnych formacji, a lewica jest gotowa pomóc PiS-owi przetrwać do wyborów, jeżeli tylko można trochę bardziej zamożnym dołożyć. Nowa sytuacja słabości PiS-u oznacza zapewne koniec czasów jego radykalizmu. Teraz już skrajnie antydemokratyczne projekty ustaw nie będą mogły łatwo przechodzić.

Narasta opór Jarosława Gowina, który wie, że bardziej może liczyć ze strony Jarosława Kaczyńskiego na nóż w plecy, niż na lojalną współpracę. Wie, że na listach PiS nie ma szans na miejsce. Ponadto ducha rewolucyjnego w PiS osłabia mentalność tłustych kotów w tej partii, ludzi, którzy tak dużo zyskali na swoich rządach, że nie chcą niczym zdobytych korzyści ryzykować. Sądzę więc, że

czekają nas rządy bezruchu, judzenia na grupy mniejszościowe, jak LGBT, i nadziei, że dzięki środkom z UE i paradoksalnie względnemu spokojowi PiS jest w stanie odbudować poparcie społeczne.

Oczywiście nie można też wykluczać scenariusza z wcześniejszymi wyborami… We Francji jest takie powiedzenie o „ludziach, którzy biegną na pomoc zwycięstwu”. Liczy na to PiS, że ich wyborcy z 2015 roku do nich wrócą. Ale prawdopodobne jest działanie tej zasady w stronę przeciwną: utrata zaufania do PiS, mnożące się konflikty z Unią Europejską, wiara w zwycięstwo opozycji  będą pomniejszały poparcie dla obozu prawicy.

Paradoksalnie powiem jednak, że bardziej boję się o przyszłość niż o dzień dzisiejszy. Jeżeli chodzi o rządy PiS, to nie mają już przed sobą poważnych perspektyw. Ale czy opozycja jest zdolna do przedstawienia wiarygodnej alternatywy, zaproponowania Polakom innego języka, odbudować społeczne zaufanie, zaproponować przyszłość – uwzględniając nowe dramatyczne wyzwania, przed którymi stoimy – a nie powrót do przeszłości, o której, mimo wielu sukcesów, nikt dzisiaj nie chce słuchać? To są wyzwania właśnie dla Tuska, Trzaskowskiego, Hołowni, Kosiniaka i – miejmy nadzieję – lewicy, jeżeli zrezygnuje z popełnienia samobójstwa.


Zdjęcie główne: Donald Tusk, Fot. Flickr/Piotr Drabik, licencja Creative Commons; zdjęcie w tekście: Aleksander Smolar, Fot. Adrian Grycuk, licencja Creative Commons

Reklama