Kanclerzem Niemiec pozostanie Angela Merkel. Blok CDU/CSU wygrywa, ale będzie potrzebował koalicjantów. Trzecią siłą polityczną zostali skrajni nacjonaliści, czyli partia AfD. Wyjątkowo niski w historii wynik odnotowała SPD i przechodzi do opozycji. Do parlamentu weszła jeszcze FDP, Zieloni i Lewica (Die Linke). – To duża nowość dla niemieckiej sceny politycznej, która do tej pory była przewidywalna. Nową sytuacją jest wynik skrajnej prawicy, bo teraz nie da się o niej nie mówić i jej ignorować – mówi w rozmowie z wiadomo.co europeista dr Kamil Zajączkowski z UW. Tłumaczy też, dlaczego tzw. jamajska koalicja będzie trudna, jak wynik wyborów wpłynie na politykę europejską i relacje polsko-niemieckie.

Sondażowe wyniki wyborów w Niemczech:

CDU/CSU – 33%
SPD – 20,8%
AfD – 13,3%
FDP – 10,5%
Zieloni – 9,1%
Die Linke – 8,7%

KAMILA TERPIAŁ: To jednak były historyczne wybory. Pierwsza taka sytuacja od 60 lat. W parlamencie znalazła się skrajna prawica, i to z dwucyfrowym wynikiem. Zobaczyliśmy nowe Niemcy?
KAMIL ZAJĄCZKOWSKI:
To duża nowość dla niemieckiej sceny politycznej, która do tej pory była przewidywalna. Nawet debaty w Bundestagu były nudnawe i kampania wyborcza nie była wyjątkowo emocjonująca. To też w pewnym stopniu napędzało skrajną prawicę. Była głośna i widoczna, zwłaszcza tuż przed wyborami. Taki wynik jest efektem rozczarowania pewnej grupy osób, także tej, której nie powiodło się po zjednoczeniu Niemiec. To jest połączenie tych emocji oraz kwestii bezpieczeństwa i migracji. Dlatego skrajna prawica dostała się do parlamentu. I to jest nowa sytuacja w Niemczech, bo teraz nie da się o niej nie mówić i jej ignorować. AfD będzie miała fundusze na działalność, będzie głosić swoje tezy w parlamencie.

Nie liczyłbym też na podział tego środowiska. Efekt zwycięstwa – bo można powiedzieć, że Alternatywa dla Niemiec zwyciężyła – daje czasami dodatkową siłę, moc i powoduje, że wewnętrzne konflikty mogą ucichnąć. To z kolei może prowadzić do jeszcze większej popularności.

Czy w związku z tym zmieni się prowadzona przez Angelę Merkel polityka?
Tygodnik “The Economist” bardzo trafnie w zeszłym tygodniu zatytułował okładkę: “Unfinished business”, czyli niedokończone sprawy. Chodzi o niedokończone sprawy wewnątrz Niemiec i w Europie. Angela Merkel podejmowała czasami takie decyzje, żeby zadowolić wszystkich, ale tak się w polityce nie da. Moja teza jest taka, że teraz podczas jej czwartej kadencji będzie miała więcej przekonania i determinacji do wprowadzania niepopularnych rzeczy.

Chociaż przyszły rząd nie będzie bardzo stabilny. Wszystko wskazuje na to, że będzie szeroka koalicja CDU/CSU, FPD i Zielonych.
SPD, które uzyskało najgorszy wynik po II wojnie światowej, nie będzie chciało wrócić do koalicji z CDU/CSU. Boją się, że jeżeli znowu wejdą do tej koalicji, to za 4 lata SPD będzie miało jeszcze gorszy wyborczy wynik, albo w ogóle zniknie ze sceny politycznej. Dlatego najbardziej prawdopodobna jest koalicja z wolnymi demokratami i Zielonymi. Bo najprawdopodobniej nie wystarczy głosów do stworzenia koalicji tylko z jedną partią. Szykuje się nam tzw. koalicja jamajska, a to będzie ciężka koalicja. FDP i Zieloni różnią się bardzo w kwestiach gospodarczych i europejskich. A jeżeli doszłoby do tej koalicji, to stanowisko szefa niemieckiego MSZ otrzyma przedstawiciel FDP, bo ta partia uzyskała więcej głosów niż Zieloni.

Jak taka koalicja może wpłynąć na politykę europejską?
To, kto będzie koalicjantem, zależy od tego, jakie akcenty będą bardziej uwidocznione, a jakie mniej.

Jeżeli chodzi o politykę europejską, to koalicja spowoduje, że tzw. plan Macrona – swoją wizję Europy prezydent Francji ma przedstawić nieprzypadkowo za dwa dni – prawdopodobnie w dotychczasowej formule nie znajdzie poparcia.

Stanowczo przeciwko jest FDP. Chodzi przede wszystkim o konstrukcję strefy euro. To nie będzie łatwy czas dla duetu Merkel-Macron. Kanclerz Niemiec głośno mówiła o ministrze finansów strefy euro i o konieczności przyspieszenia reform w tej strefie. Natomiast FDP jest za silną strefą euro, ale ma zupełnie inną wizję. Szef FDP już zapowiedział, że będzie bronił najważniejszych zasad. Jakich? Partia nie godzi się na wspólny budżet strefy euro, według niej Niemcy nie powinny dalej finansować kolejnych programów pomocowych dla Grecji, a jeżeli ta nie będzie spełniać warunków, to należy jej umożliwić opuszczenie unii gospodarczo-walutowej. To może wywołać silne napięcia w UE.

A kwestia imigrantów?
W tej sprawie jest chyba większe pole do porozumienia. FDP jest za zaostrzeniem polityki migracyjnej. Kanclerz Niemiec też już zaostrzyła politykę migracyjną, tylko nie chce tego głośno powiedzieć. Obie partie są też za wzmocnieniem instytucji unijnych odpowiedzialnych za migrację. Zieloni za to odrzucają umowy zawarte z Turcją i państwami Afryki Północnej. W tej sprawie też różnice są, ciekawe, czy będą do pogodzenia.

Co taki wynik wyborów oznacza dla stosunków polsko-niemieckich?
Najłagodniejsze stanowisko w sprawie tego, co dzieje się w Polsce, ma jednak Angela Merkel…

Ale w kampanii wyborczej miała mocne wystąpienie.
To było w kontrze do tego, co mówił szef SPD Martin Schulz.

Podejrzewam, że po wyborach kanclerz Niemiec zrobi wszystko, aby próbować jeszcze raz dotrzeć do polskiego rządu. Na to, co dzieje się w Polsce, w największym stopniu nie zgadzają się Zieloni, którzy mówią wprost, że są przeciwko tendencjom autorytarnym w naszym kraju i na Węgrzech.

Dlatego zdziwiła mnie ostatnia wypowiedź europosła Jacka Saryusza-Wolskiego, który przekonywał, że dla rządu Polski najlepsza byłaby koalicja CDU-CSU i Zielonych. FDP za to bliżej do Angeli Merkel, ta partia nie mówi wprost o tym, co dzieje się w Polsce. Natomiast sugeruje, aby utrzymać presję na Polskę i obserwować, co się dzieje.

Jest jeszcze sprawa reparacji wojennych. To może być niebezpieczny temat, zwłaszcza przy rosnących w siłę niemieckich nacjonalistach.
To jest chodzenie po cienkiej linie i bardzo niebezpieczna gra na emocjach. W Polsce one już zostały wywołane. Ale w kontekście tych wyborów rząd PiS-u powinien się zastanowić, czy taka gra nie spowoduje negatywnych emocji w Niemczech i nie da dodatkowego paliwa skrajnym nacjonalistom. Wynik AfD powinien dać do myślenia.

Angela Merkel świętuje zwycięstwo, ale przed nią bardzo trudny czas?
To jest jednak wymęczone zwycięstwo. Jej partia dostała 9 proc. głosów mniej niż 4 lata temu. Poza tym nowa koalicja będzie o wiele trudniejsza niż dotychczasowa. Będzie też miała w parlamencie skrajną prawicę. I będzie musiała odpowiadać na bardzo konkretne, czasami bardzo niewygodne pytania. Lider Alternatywy dla Niemiec już zapowiedział “polowanie” na Angelę Merkel.


Zdjęcie główne: Angela Merkel, Fot. Olaf Kosinsky/Skillshare.eu, licencja Creative Commons