Reklama

Prezydent spotyka się dość często z ministrami i przedstawicielami rządu swojej własnej partii, w związku z tym to spotkanie nie wniosło nic nowego. Zwołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego to minimum, które należało zrobić. Przypomnę, że to kwestia dotycząca bezpieczeństwa całego narodu, a nie tylko wyborców jednej partii – mówi nam dyplomata, były ambasador Polski w Stanach Zjednoczonych Ryszard Schnepf. Opozycja także apeluje do prezydenta Dudy o zwołanie RBN. Głos zabiera też Donald Trump, który zapowiada dalsze sankcje dla Iranu i apeluje do NATO o większe zaangażowanie na Bliskim Wschodzie.

Kryzys na Bliskim Wschodzie

Kryzys na Bliskim Wschodzie trwa. W nocy 22 irańskie rakiety balistyczne Fateh-313 spadły na amerykańskie bazy na terenie Iraku. Była to irańska odpowiedź na zabicie w nocy z czwartku na piątek irańskiego generała Sulejmaniego.

W Iraku, gdzie spadły irańskie pociski, stacjonuje ponad 100 polskich żołnierzy. Jeszcze we wtorek po posiedzeniu Rady Gabinetowej, na 7 godzin przed irańskim atakiem, prezydent zapewniał, że polscy żołnierze są bezpieczni.

Opozycja bez informacji

– Apeluję do prezydenta i prezesa Kaczyńskiego, żeby zwołać RBN. Polacy mają prawo wiedzieć o bezpieczeństwie Polaków i polskich żołnierzy na Bliskim Wschodzie. Bezpieczeństwo dotyczy nas wszystkich poza podziałami politycznymi. To nasza wspólna sprawa – apelowała do prezydenta Małgorzata Kidawa-Błońska.

Reklama

– Wczoraj usłyszeliśmy od PiS, że nie ma żadnego zagrożenia dla polskich żołnierzy. Wczorajsza noc przyniosła zaprzeczenie tej tezy. Taka sytuacja, gdy polityka zagraniczna jest zakładniczką polityki wewnętrznej, prowadzi donikąd – dodał były minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak.

O zwołanie RBN zaapelowali też liderzy pozostałych opozycyjnych partii, lider Ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz i Robert Biedroń, a także kandydat na prezydenta Szymon Hołownia.

Prezydent na razie utrzymuje system spotkań tylko z rządem. W środę znowu prezydent spotkał się tylko z premierem i ministrami. Wcześniej premier zaapelował do opozycji o współpracę i dialog.

Do tej pory prezydent Andrzej Duda dwa razy zwołał RBN, kiedy Polska organizowała Światowe Dni Młodzieży. O informację rządu nt. sytuacji na Bliskim Wschodzie i działań rządu zaapelował też szef klubu KO Borys Buska.

Trump zabiera głos

Głos zabrał prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, który w wyjątkowo, jak na siebie, łagodnym oświadczeniu zapowiedział, że nie chce eskalacji konfliktu, jednak Ameryka nie może się zgodzić na to, aby Iran wszedł w posiadanie broni jądrowej.

– Dość z terroryzmem prowadzonym przez Iran – mówił Trump. Zaapelował do NATO o większe zaangażowanie na Bliskim Wschodzie. Proponował też zwiększenie sankcji na Iran.

JUSTYNA KOĆ: Długo kazał Donald Trump czekać na swoją wypowiedź. Amerykański prezydent wyjątkowo koncyliacyjne, jak na siebie, nie zapowiedział dalszej eskalacji zbrojnej. Jest pan zaskoczony?

RYSZARD SCHNEPF: Rzeczywiście podejrzewam, że trwały ustalenia, jaki ton nadać wypowiedzi amerykańskiego prezydenta. Ta sytuacja przypomina mi trochę – proszę wybaczyć porównanie – sytuację ciężko chorego człowieka, który ma ponad 40 stopni gorączki. Wówczas przykłada mu się do czoła zimny kompres, gorączka spada, chory czuje się lepiej, ale choroba nie jest zlikwidowana i dalej drąży jego ciało. To dość swobodny opis sytuacji, w której się znajdujemy.

Donald Trump prawdopodobnie zdał sobie sprawę, że poszedł za daleko i eskalacja czy twarda odpowiedź Iranowi byłaby niebezpieczna, zarówno ze względu za potencjalne ofiary, jak i jego przyszłość wyborczą.

Należy pamiętać, że Amerykanie, szczególnie średniego pokolenia, wciąż mają w pamięci wcześniejsze zaangażowania amerykańskie i dramaty, jakie się w związku z tym rozgrywały, jak chociażby wojnę wietnamską czy wcześniejsze. Mam wrażenie, że powstała refleksja, że trzeba przyjąć jednak dość umiarkowaną odpowiedź Iranu za dobrą monetę i powiedzieć, że nic się nie stało, aczkolwiek ta wypowiedź była niekonsekwentna. Trump zapowiedział kolejne sankcje, chcąc ukarać, trudno powiedzieć już za co, Iran. Wydaje się, że atak irańskich rakiet był bardzo dokładnie kalibrowany, w taki sposób, aby przede wszystkim nie dotknąć opinii międzynarodowej. Trzeba pamiętać, że tam są rozlokowane, co prawda nieduże, ale jednak oddziały innych krajów i ofiary wśród francuskich, niemieckich czy polskich obywateli doprowadziłyby do ogólnego potępienia Iranu.

Wydaje się, że Iran przyjął wygodną dla siebie narrację ofiary, że to USA są agresorem i sprawcą całego wydarzenia.

Pojawiają się komentarze, że ten konflikt opłaca się obu stronom. Trump oddalił zainteresowanie procedurą impeachmentu, a reżim w Iranie także nie jest w najlepszej formie, a wiadomo, że nic tak nie konsoliduje wokół przywódcy jak wojna czy konflikt.
Tak, ale w tym przypadku stawka jest bardzo wysoka. Pamiętajmy, że są w tę sytuację zaangażowane kraje, które z całą pewnością są w posiadaniu broni atomowej. Jedna nieopatrznie wystrzelona rakieta może wywołać reakcje nieobliczalną. To wszystko zależy od tego, na ile kontroluje się swoje odruchy, a wygląda na to, że niektórzy politycy mają z tym problem. Słyszałem opinię, że na Bliskim Wschodzie panowała jednak zasada nieeliminowania głównych aktorów, bo byli przewidywalni i znani drugiej stronie. Ta zasada została zabiciem Sulejmaniego złamana. To nie jest na rękę także Izraelowi, który musi teraz bardzo uważać na to, co stanie się dalej. Z kolei wezwanie skierowane do krajów, które są sygnatariuszami porozumienia nuklearnego z Iranem, tworzą nową sytuację, że to Stany Zjednoczone potrzebują wsparcia, aby wyjść z tej sytuacji. To oznacza, że powstaje sytuacja, w której można czegoś żądać od USA, a to nie jest dobre dla negocjacji z Chinami i relacji z Rosją. Powinno budzić też nasze zaniepokojenie, mimo że wezwanie do jedności NATO jest również gestem skierowanym do Polski, to jednak jest to wtórna sprawa.

To główne wielkie mocarstwa decydują o tym, co będzie się dalej działo na bliskowschodnim froncie.

Przywódca Iranu Ajatollah Hamenei mówił o “małym złym europejskim kraju”. Niektórzy spekulują, że może chodzić o Polskę. Jak pan uważa?
Oczywiście nie wiem, czy nasz kraj miał na myśli, chociaż wiele wskazuje na to, że mógł. Możemy podejrzewać, że miał na myśli konferencję bliskowschodnią, która miała miejsce w Warszawie. Moja opinia w tej sprawie nie zmieniła się, myślę, że przyszłość, rozwiązanie dla Bliskiego Wschodu może mieć miejsce tylko z udziałem Iranu. Nie da się zrobić konferencji, która miałaby coś wnieść do tego niezwykle skomplikowanego regionu, gdzie rolę  odgrywają względy polityczne, gospodarcze, militarne i także religijne, z pominięciem takich krajów jak Iran. Tak chybiony pomysł, w który daliśmy się uwikłać, prowadzić może do niemiłych konsekwencji. Sam fakt, że ktoś może nam to pamięta, budzi niepokój.

Jak ocenia pan działania polskich władz.? Opozycja apeluje o zwołanie RBN, prezydent na razie spotyka się tylko z przedstawicielami rządu.
Prezydent spotyka się dość często z ministrami i przedstawicielami rządu swojej własnej partii, w związku z tym to spotkanie nie wniosło nic nowego. Dodatkowo spowodowało takie samozadowolenie czy wręcz uśpienie, które jest chyba zbyt pochopne. Zwołanie RBN to minimum, które należało zrobić, a i też nie rozwiązałoby wszelkich problemów, ale dałoby chociaż podstawę do twierdzenia, że w tej materii mówimy jednym głosem. Przypomnę, że to kwestia dotycząca bezpieczeństwa całego narodu, a nie tylko wyborców jednej partii. Takie zachowanie jest lekceważące dla sytuacji, w której się znajdujemy.

Jestem zaskoczony słowami, że naszym żołnierzom nic nie grozi, bo to jest zwyczajnie nieprawda. Oczywiście, że im grozi, bo to nie jest koniec konfliktu, to jest kwesta, co należy zrobić, jakie decyzje podjąć, aby zapewnić polskim żołnierzom bezpieczeństwo, także decyzje polityczne. Tego nie było i to bardzo rozczarowujące, a wręcz niepoważne.

Polska jest chyba jedynym przypadkiem, któremu udało się jednocześnie skonfliktować z Iranem i Izraelem. Co to mówi o naszej dyplomacji?
To rzeczywiście sytuacja paradoksalna. Historia udziału prezydenta w obchodach rocznicy wyzwolenia Auschwitz jest jakimś dyplomatycznym blamażem. Nie znam szczegółów negocjacji czy rozmów, bo trudno to nazwać negocjacjami, ale w przyjaznych warunkach naprawdę można wszystko ustalić. Można uzgodnić także wystąpienie własnego prezydenta na konferencji, w której głos prezydenta Polski powinien zabrzmieć – to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Nie ma co się obrażać, tylko trzeba pokazać skuteczność tam, gdzie jest potrzebna. Tyle razy mówiliśmy, że mamy takie możliwości, profesjonalną kadrę,  świetną ambasadę, ale kiedy przychodzi do rozwiązywania sytuacji trudnych, okazuje się, że to nie działa. Następnym razem chętnie podpowiem, co trzeba zrobić.


Zdjęcie główne: Ryszard Schnepf, Fot. Flickr/CSIS | Center for Strategic & International Studies, licencja Creative Commons

Reklama