Reklama

Ta sprawa pokazuje, co jest trwałym elementem polskiej polityki, i śmiem twierdzić, że u źródeł zmiany mamy dwie kwestie: obniżenie wieku emerytalnego i 500 Plus. Dopóki działają strukturalne czynniki dające PiS sondażową hegemonię, dotąd nie będzie żadnych game changerów, które cokolwiek zmienią – mówi nam prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Rozmawiamy o kampanii i nadchodzących wyborach. Pytamy też o najnowszy sondaż i aferę Kuchcińskiego. – Jeśli spojrzymy na całą sprawę lotów, to ona ujawnia jeden z głównych problemów PiS. Zresztą liderzy tej partii są tego świadomi; to sprawa kadr – twierdzi nasz rozmówca

JUSTYNA KOĆ: Gdyby wybory parlamentarne odbyły się w sierpniu, zwyciężyłoby w nich Prawo i Sprawiedliwość z poparciem na poziomie 41,2 proc. – wynika z sondażu IBRiS dla “Rzeczpospolitej”. Rządząca partia zanotowała spadek 1-2 pkt. proc. względem ostatnich sondaży. Czy to oznacza, że afera Air Kuchciński nie zrobiła wrażenia na elektoracie?

RAFAŁ CHWEDORUK: Pierwszy wniosek jest taki, że jednak pewne wrażenie zrobiła, ponieważ mamy minimalny spadek. Utrudniło to niewątpliwie kampanię PiS, która wyraźnie jest oparta na kwestiach społeczno-ekonomicznych i pokazywaniu efektów reform, a także zapowiedzi kolejnych. Natomiast

od wyborów do PE funkcjonujemy w rzeczywistości, gdzie notowania PiS-u po raz pierwszy w sposób wiarygodny i trwały zaczynają się od “4”.

Nie mniejszy splot okoliczności, który wtedy dał samodzielną większość PiS-owi poprzez specyficzny wynik innych partii, teraz w przypadku wyników ugrupowań opozycyjnych mógłby PiS-owi władzę odebrać.

Reklama

Ta sprawa pokazuje, co jest trwałym elementem polskiej polityki i śmiem twierdzić, że u źródeł zmiany mamy dwie kwestie: obniżenie wieku emerytalnego i 500 Plus. Dopóki działają strukturalne czynniki dające PiS sondażową hegemonię, dotąd nie będzie żadnych game changerów, które cokolwiek zmienią. One mogą się pojawić, kiedy któryś ze strukturalnych czynników przestałby działać. Zatem

musielibyśmy mieć do czynienia albo z dekoniunkturą ekonomiczną, albo z próbą odejścia od którejś z reform bądź bardzo głęboką zmianą w stosunkach międzynarodowych, jak wycofanie się USA z roli, jaką od kilku lat aktywne w naszej części Europy pełnią.

Czyli dalej PiS to partia teflonowa?
Ta sprawa z marszałkiem Kuchcińskim na pewno dla PiS-u jest dużo bardziej bolesna, niż cały wiosenny ostrzał kapiszonami w postaci dwóch wież czy deklaracji LGBT. Jednak ta sprawa oznacza, że straty związane z lotami Kuchcińskiego można rozpatrywać w kategoriach ilościowych, natomiast to się jeszcze nie przełoży na kategorie jakościowe, które zmieniłyby scenę polityczną. Na pewno jest to mimo wszystko najsilniejszy cios, jaki PiS dostał od kilku miesięcy, a nawet od początku 2018 roku.

Czy afera z Kuchcińskim nie jest zdradą podstawowych ideałów, z którymi PiS szedł do wyborów? „Pokora i praca”, „wystarczy nie kraść”… Czyli to nie jest tak ważne dla elektoratu, jak wymienione 500 Plus i wiek emerytalny?
Mamy tu kilka rzeczy na raz. Jeśli spojrzymy na całą sprawę lotów, to ona ujawnia jeden z głównych problemów PiS. Zresztą liderzy tej partii są tego świadomi; to sprawa kadr. Przecież ktoś z otoczenia powinien zauważyć, co się dzieje: kwestie podstaw prawnych lotów, stosowanie instrukcji HEAD itd. to nie są wielkie sprawy i nie były głęboko chowane przed opinią publiczną. To były w zasadzie informacje, do których posłowie i dziennikarze mogli bez trudu dotrzeć.

Można by tu zacząć snuć przypuszczenia, co by było, gdyby opozycja zamiast wchodzić w bipolarną narrację od pierwszych dni po wyborach parlamentarnych, skupiła się na roli opozycji bardziej w typie anglosaskim, w przeciwieństwie do modelu tzw. opozycji łacińskiej.

To opozycja, która nie odrzucałaby strukturalnie rządów drugiej strony, tylko pragmatycznie recenzowałaby dysfunkcjonalności władzy. Ze względu na historycznie zdeterminowane problemy PiS-u czy w ogóle prawicy po roku 1989 z kadrami na niższych i średnich szczeblach mogłoby to przynosić dużo lepszy efekt. PiS pewnie i tak byłby liderem sondaży, ale jak sądzę, skala przewagi byłaby mniejsza i partia Kaczyńskiego pewnie zaliczyłaby więcej taktycznych porażek. Doprowadzenie do tak skrajnych polaryzacji w sytuacji skutecznego realizowania reform popularnych społecznie musiało dać efekt w postaci zdecydowanej przewagi sondażowej PiS-u.

Co do elektoratu, to pamiętajmy, że

elektorat PiS ma dychotomiczny charakter; są to tradycyjni zwolennicy prawicy motywowani przede wszystkim kwestiami kulturowo-tożsamościowymi. To są wyborcy bardzo lojalni, dużo bardziej, niż wyborcy innych partii.

W ostatnich kampaniach, od wyborów prezydenckich do ostatnich wyborów do PE, do PiS-u doszlusowały tysiące nowych wyborców, którzy w wielu wypadkach nie są bardzo odlegli w kategoriach usytuowania w strukturze społecznej od tych, którzy wcześniej głosowali na PiS, ale byli motywowani czym innym, właśnie reformami społecznymi. A na to jeszcze nałożył się czynnik sprawczości. W dobie globalizacji politycy nawet jak składają obietnice, to potem ich nie realizują i tłumaczą to czynnikami makro, np. wymogami rynków międzynarodowych, traktatami europejskimi, prawodawstwem unijnym, ograniczeniami krajowego budżetu itd. W przypadku PiS-u stało się inaczej. Partia obiecała konkretne kwestie i je zrealizowała. To był rzeczywiście game changer polskiej polityki. Kto tego nie zrozumiał, a istotna część opozycji tego nie potrafiła, tracił czas na dotychczasowe formy konfrontacji z PiS. Od początku strategią opozycji powinna być akceptacja tego, że PiS rządzi. Całą sztuką natomiast jest to, że gdy dojdzie do załamania w sposób trwały któregoś z czynników strukturalnych, a wcześniej czy później do tego dojdzie, trzeba być gotowym do poważnej politycznej batalii. Mieć przygotowaną na taką sytuację wyrazistą alternatywną wizję i wskazać, co chce się zmienić, a co zostawić.

Opozycja węgierska kompletnie tego nie zrozumiała i w efekcie mieliśmy do czynienia z permanentnym dyskredytowaniem Węgierskiej Partii Socjalistycznej, czyli największej partii opozycyjnej, przez różne środowiska, głównie o charakterze liberalnym. W efekcie Wiktor Orbán mógłby w tej chwili nic nie robić, a i tak będzie wygrywał kolejne wybory.

W Polsce opozycja w dramatycznych okolicznościach i w ostatniej chwili, ale jednak uratowała swoje polityczne życie.

Natomiast takich game changerów w stylu afery Rywina w dzisiejszej polityce oczekiwać nie powinniśmy. Ta duża polaryzacja wcześniej czy później powoduje, że większość zainteresowanych polityką wyborców składa akces do jednego z dwóch głównych obozów.

W tym sondażu wchodzą do Sejmu wszystkie trzy bloki opozycyjne, a jednak PiS ma większość rządzącą. Czy to oznacza, że lepszym rozwiązaniem byłby jednak jeden duży blok?
Czy te partie powinny iść razem, czy nie, to kwestia bardzo dyskusyjna. Przyjęcie narracji totalnej opozycji niejako wymusiło powstanie Koalicji Europejskiej. Można dyskutować, czy miało to sens, czy nie, natomiast z całą pewnością jej powstanie dało wynik, którego żadna partia samodzielnie nie osiągnie. Rozpad, który nastąpił tuż po wyborach, musiał być mało zrozumiały dla wyborców. Żeby przy trzech komitetach wyborczych osiągnąć lepszy wynik, niż przy jednej liście, to po pierwsze, sumarycznie liczba głosów oddana na te trzy komitetu musiałaby być większa od głosów oddanych na PiS; plus musiałaby się ukształtować, w perspektywie tego sondażu trudna do wyobrażenia, skala poparcia dla poszczególnych z nich. Musiałby być jeden komitet z bardzo dużym poparciem i dwa z kilkunastoprocentowym.

Na to się nie zanosi z prostej przyczyny:

gdy policzyć wszystkich wyborców opozycji, to jest ich mniej więcej tyle, co PiS-u, ale rywalizacja między PO a Lewicą będzie rywalizacją bytów, które stanowią naczynia połączone.

Jeśli wyborców zyska PO, to kosztem Lewicy, i odwrotnie. Pewną enigmą jest PSL, nie tyleż w kontekście wyniku, bo ten dla ludowców powinien być bardzo niepokojący – oznacza tradycyjne balansowanie na granicy 5 proc., ale jeśli zdarzyłoby się tak, że na listach ludowców znaleźliby się prominentni politycy PO, którzy w konfliktach wewnętrznych byli bliżej Donalda Tuska, niż Grzegorza Schetyny, to oznaczałoby to, że w niektórych okręgach wyborczych o tego samego wyborcę rywalizują trzy podmioty opozycyjne. Nawet jeśli PiS ma problemy w kampanii wyborczej, to ta niezrozumiała sytuacja na opozycji działa na jego korzyść. W obecnej sytuacji logika kampanii wyborczej oznacza, że każdy z komitetów opozycyjnych, przy najszczerszych chęciach walki z PiS-em, będzie musiał nastawić się przede wszystkim na walkę z pozostałymi komitetami opozycyjnymi, bo walczy o podobnego wyborcę.

Jeśli zatem coś było jednak w tym roku pewnym game changerem w polskiej polityce, to wejście Roberta Biedronia. Można było z dużym prawdopodobieństwem postawić już wtedy tezę, że PiS wygra w wyborach do PE.

Co zatem z porozumieniem w sprawie list do Senatu?
Jeżeli doszłoby tu do porozumienia, to i tak nie ma to żadnego znaczenia dla twardej polityki, gdzie o wszystkim rozstrzyga Sejm, ewentualny wpływ na najważniejsze decyzje w państwie może mieć jeszcze prezydent, Senat nie odgrywa większej roli. Walka o mandaty senackie znajdzie się w cieniu walki o Sejm. Dla PiS-u realizuje się zatem scenariusz wymarzony. Warto przy tym zauważyć, że oba podmioty, które mogły zabierać PiS-owi wyborców, a z całą pewnością nie są to PO, SLD czy Wiosna, ale PSL i Kukiz, znajdują się w stanie strukturalnego kryzysu. To też jeden z elementów odpowiedzi na pytanie, dlaczego PiS ma tak wysokie notowania. Wyborcy tej partii, nawet gdyby chcieli odejść od PiS-u, to nie bardzo mieliby do kogo pójść.

Groźniejsza dla PiS-u już bardziej jest absencja wyborcza, gdyby część wyborców rozczarowała się tą partią.

Jakie tematy będą zatem istotne w tej kampanii. Czy to będzie rozdawnictwo socjalne, czy LGBT i Kościół?
Każdy będzie ciągnął wózek w swoją stronę, co już widać. Jako konsumenci polityki mamy do czynienia z kakofonią dźwięków. PiS chciałoby dyskutować głównie o polityce społecznej i gospodarczej, unikając czegokolwiek innego. Jeśli tematyka kulturowa, to wyraźnie PiS wskazuje, jaka, stąd też ta nazwa spotkań w kampanii “Piknik rodzinny”. PiS będzie chciał się przedstawiać nie tyle jako partia prawicowo-konserwatywna, co obrońca pewnego kulturowego status quo w polskim społeczeństwie, nie epatując wizją konserwatywnej rewolucji obyczajowej. PO będzie podążać tropem lotów, wskazywania słabości w rządzeniu PiS, w stronę sporów o rolę samorządów. Lewica będzie dążyć do podnoszenia kwestii kulturowych, by aktywną, najbardziej liberalną mniejszość wyborców utrzymać przy sobie kosztem PO. Pytanie, w jaki sposób rozwiążą problem utrzymywania przy sobie żelaznego elektoratu SLD, który będzie mocno kuszony w takiej sytuacji przez PO. Jeśli chodzi o PSL i Kukiza, to jak sądzę, tu będzie próba stworzenia alternatywnej prawicowej narracji, choć trudno sobie wyobrazić jej powodzenie działań będących efektem dziwacznego mariażu zawartego w okolicznościach kampanii wyborczej wobec groźby utraty miejsc w Sejmie.

Kampania wyborcza będzie walką nie tyle o jedną konkretną kwestię, ile o próbę narzucenia swojej narracji i zmuszania przeciwnika do odniesienia się do niej.

W tym sensie sprawa lotów marszałka Sejmu popsuła nieco szyki PiS, co bynajmniej nie oznacza, że był to przełomowy moment, na który opozycja czekała.


Zdjęcia główne: Rafał Chwedoruk, Fot. YouTube, licencja Creative Commons

Reklama