Reklama

W Polsce mamy do czynienia z rewolucją lumpeninteligentów, którzy stworzyli lumpendemokrację. Pan rzecznik jest klasycznym przykładem lumpeninteligenta. To jest osoba jako tako wykształcona, tylko w warunkach normalnej demokracji mógłby zostać co najwyżej kuratorem na Podbeskidziu. To nie jest zły człowiek, tylko jest głupim kołtunem, który w swej dobroduszności czyni zło. Tacy ludzie przez ostatnie 5 lat zostali wypromowani na stanowiska państwowe – mówi nam prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. – Zawsze byliśmy naśladowcami, a dziś możemy być przekornie dumni, bo w tych procesach autoryzacji świata jesteśmy w absolutnej czołówce. Kiedyś będziemy opisywani w podręcznikach politologicznych; co się stało z ludźmi, że od systemu demokratycznego przeszliśmy do systemów niedemokratycznych – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Czym jest neurobiologia, którą zajmuje się pan jako politolog, i czy za jej pomocą możemy tłumaczyć polityczną rzeczywistość?

MAREK MIGALSKI: Oczywiście, że może tłumaczyć i zajmuję się tym codziennie, choć może bardziej w książkach, niż w publicystyce, bo nie ma zapotrzebowania na aplikacje badań neurobiologicznych, kognitywistycznych do analizy rzeczywistości politycznej, a szkoda. W Stanach Zjednoczonych to codzienność. W Polsce zarówno politycy, jak i media nie są zainteresowane, aby wykorzystywać to, co w ciągu ostatnich 30 lat dokonało się w neuronaukach. Na Zachodzie to podstawa myślenia o polityce, do analizowania zachowań wyborczych, podejmowania przez wyborców decyzji. Z pewnością to rewolucja poznawcza, która bardzo dużo przyniosła w wizji człowieka polityki.

Co zatem wniosła? Bo rozumiem, że dobra stara socjologia nie tłumaczy wystarczająco tego, co się dziś dzieje.
Mam wrażenie, że

Reklama

politolodzy i socjolodzy są totalnie pogubieni np. w tłumaczeniu kryzysu demokracji w Europie Zachodniej, ale i w Polsce, bo dotychczasowe narzędzia nie dają pełnego obrazu.

Neuronauki w moim przekonaniu odpowiadają na pytanie, co się stało czy co się dzieje z zachodnimi wyborcami. Co się stało z Amerykanami, z Europejczykami zachodnimi, co się stało z Polakami. Podstawowa odpowiedź jest następująca – te nauki zmieniły obraz człowieka. Dotychczas uważaliśmy, że człowiek jest istotą racjonalną, kalkulującą, obliczającą, indywidualistyczną, dążącą do tego, żeby żyć po swojemu, ale i innym dać też żyć po swojemu. Neuronauki przyniosły zupełnie inny obraz człowieka. To istota, przede wszystkim emocjonalna, unikająca myślenia, analizowania, licząca w sposób: 1, 2, wiele, dążąca do tego, żeby być częścią grupy, a ta grupa żeby miała wrogów, których można by zwalczać, nie znoszą inności, obcości, raczej akceptują monolityczność, żeby wszyscy wyglądali tak samo, tak samo pachnieli, zachowywali się, bo wcześniej ewolucja nauczyła ich, że to, co obce, jest niebezpieczne. Wreszcie niechętna, żeby wysilać mózg, który zajmuje 2 proc. ciała, ale gdy pracuje, zużywa 20 proc. energii. Zatem kiedy nie musi pracować, to nie chce. Ten opis, malowany co prawda grubą kreską, opisuje nam, co się stało. Jesteśmy tacy właśnie dlatego, że jesteśmy ludźmi, jesteśmy tacy jak przez setki tysięcy lat jako homo sapiens, a przez miliony jako rodzaj homo. Podsumowując, my właśnie tacy byliśmy przez wiele lat, tylko o tym nie wiedzieliśmy.

To co się teraz stało, że kiedyś działały na nas idee, a dziś wystarczy nam wskazać wroga, jak chociażby ostatnio LGBT?
Ponieważ zniknęło kilka bezpieczników, które tę naturę ludzką powstrzymywały i które pozwalały na to, że ci, którzy chcieli pofolgować swojej naturze, wstydzili się tego albo nie mogli robić. Po pierwsze media, które kiedyś pośredniczyły miedzy ludźmi a polityką i po prostu mogły pewne postawy, poglądy, zapatrywania eliminować lub marginalizować. To oczywiście miało również swoje złe strony, ale jednocześnie pozwalało na to, że

nawet jak człowiek myślał, że „spuściłby wpie**** wstrętnemu pedałowi”, to się tego wstydził, a po drugie, nie miał tego gdzie powiedzieć, bo nie widział innych, którzy tak uważają. Dziś wrzuca taki post na jeden z portali społecznościowych i dostaje tysiące lajków, pomijając fakt, że tak samo myślą rządzący.

Podsumowując, dziś poglądy, które kiedyś były marginalne, są tak samo obecne w debacie publicznej, jak mainstreamowe.

Po drugie, skończyła się trauma II wojny światowej. Dotychczasowe elity polityczne żyły w przerażeniu tym, co widziały podczas II WŚ, dlatego powściągały siebie i innych, bo wiedziały, do czego zdolny jest człowiek. Teraz ta pamięć jest historią. Młodzi ludzie dziarsko maszerujący ulicami europejskich miast hajlując nie wiedzą, czym jest wojna, ich rodzice również nie, bo urodzili się w PRL i najgorsze, co pamiętają, to represje gierkowskie.

To dwie kluczowe kwestie, chociaż ja bym dodał jeszcze koniec bipolarnego świata. Kiedyś trzeba było być razem demokratyczną rodziną, ponieważ po drugiej stronie był straszny Związek Radziecki i Chiny. Dziś tego nie ma, świat się zglobalizował i nie ma żadnych zagrożeń, dlatego możemy być tacy, jacy chcemy.

Polska idealnie się w to wpisuje…
Jak popatrzymy na Polskę, to jest ona w awangardzie tych procesów politycznych. My zawsze byliśmy naśladowcami, a dziś możemy być przekornie dumni, bo w tych procesach autoryzacji świata jesteśmy w absolutnej czołówce. Kiedyś będziemy opisywani w podręcznikach politologicznych; co się stało z ludźmi, że od systemu demokratycznego przeszli do systemów niedemokratycznych.

Dziś każda postawa znajdzie swoich naśladowców i będzie utwierdzana w tym, że jest słuszna. Pamiętajmy, że

żyjemy – co banalnie zabrzmi – w bańkach, czyli echo chambers – to takie kabiny pogłosowe, w których słyszymy tylko siebie.

Algorytmy GAFA, czyli wielkiej czwórki: Google, Amazon, Facenook i Apple, oddzielają nas dodatkowo od siebie i podsuwają nam tylko podobnych nam, treści, które nam się podobają, podobne poglądy itd. W pewnym momencie to doprowadza do totalnego rozdzielenia, bo przestaliśmy się widzieć, tzn. ci inni przestali być dla nas widoczni, a my tylko potwierdzamy własną tożsamość.

Oczywiście to też jest wytłumaczalne neurobiologicznie, ponieważ like powoduje u nas uczucie wygranej nagrody, uruchamiana jest dopamina i serotonina i czujemy się fajnie. Zaczynamy się uzależniać od kliknięć like i coraz bardziej się zamykamy. Im bardziej się zamykamy, tym mamy więcej like, bo nie docierają do nas informacje z nami sprzeczne. Wzorem inżyniera Mamonia, który mówił, że najbardziej lubimy piosenki, które już znamy, zamykamy się jeszcze bardziej i żyjemy wrogością wobec innych.

Badania w USA pokazują, że ok 15-20 proc. zarówno demokratów, jak i republikanów życzy śmierci tym drugim. To oznacza, że tak bardzo są obcy, inni, niezrozumiali, że odbieramy im status ludzi, stają się zagrożeniem.

To nie napawa optymizmem. Czeka nas permanentna walka?
Jest parę aspektów, które mogą nieść nadzieję. Wydaję teraz książkę, która zatytułowana jest „Nieludzki ustrój. Jak nauki biologiczne tłumaczą kryzys liberalnej demokracji”, ale jest tam też kilka recept. Jednym z najprostszych i powiedzmy śmiesznych, ale prawdziwych sposobów jest to, że demokraci powinni się zacząć bardziej rozmnażać. Wzorce naszych zachowań są zarówno kwestiami genetycznymi, jak i wychowawczymi. Im więcej dzieci będą mili autorytarni wyborcy, tym bardziej w przyszłości popularne będą autorytarne rozwiązania. Osoby o niższym wykształceniu, co jest skorelowane z postawami autorytarnymi, i niższym statusie materialnym, co też jest skorelowane z takimi postawami, mają na całym świecie więcej dzieci, niż ludzie z wyższym wykształceniem i o wyższym statusie materialnym.

Są też oczywiście mniej kontrowersyjne sposoby. Wiem, że w warunkach polskich to dziś zabrzmi dziwnie, ale to utrwalenie i umocnienie roli mediów publicznych. My dziś mamy straszne doświadczenia z mediami publicznymi, ale powinno być miejsce w infoprzestrzeni, gdzie możemy być pewni, że wiadomości podawane są rzetelnie, nienastawione na zysk, tylko prawdziwą debatę. Nie warto wylewać dziecka z kąpielą i

jak kiedyś PiS zostanie pokonane, to trzeba będzie naprawić i wzmocnić media publiczne.

Kolejna kwestia to edukacja. Powinniśmy inwestować w to, żeby podczas procesu edukacji uczyć rozumować, myśleć samodzielnie, ale uczyć też tolerancji. Dziś w szkole jest zupełnie odwrotnie, a szkoła bardziej produkuje tępych nacjonalistów, niż otwartych i tolerancyjnych obywateli. Istotne są też oczywiście kwestie gospodarcze, bo ludzie biedni są bardziej podatni na populistyczne hasła. Powinniśmy dbać nie tylko, aby społeczeństwo się bogaciło, ale też żeby rozdział tego bogactwa był bardziej zrównoważony, aby nie było biedy i obszarów getta, bo tam także ludzie mają większą tendencjeę do wybierania autorytaryzmów.

To proszę mi wytłumaczyć, dlaczego po ostatniej wypowiedzi Rzecznika Praw Dziecka o edukatorach, którzy podają tabletki na zmianę płci dzieciom, nic się nie dzieje oprócz wniosku opozycji o odwołanie go.
To akurat bardzo proste. W Polsce mamy do czynienia z rewolucją lumpeninteligentów, którzy stworzyli lumpendemokrację. Pan rzecznik jest klasycznym przykładem lumpeninteligenta. To jest osoba jako tako wykształcona, tylko w warunkach normalnej demokracji mógłby zostać co najwyżej kuratorem na Podbeskidziu. To nie jest zły człowiek, tylko jest głupim kołtunem, który w swej dobroduszności czyni zło. Tacy ludzie przez ostatnie 5 lat zostali wypromowani na stanowiska państwowe.

Obecny minister nauki i szkolnictwa wyższego jest magistrem. To pierwszy przypadek od lat 60. ubiegłego wieku, żeby minister mający pod sobą uniwersytety nie miał doktoratu. Pani mgr Przyłębska, która normalnie mogłaby być sędzią w sądzie rejonowym, dziś jest prezesem Trybunału Konstytucyjnego.

Proszę spojrzeć na ekipę Zbigniewa Ziobry. Niedouk Kanthak sformułowanie meat market, czyli miejsce spotykania się singli, przetłumaczył jako sklep mięsny i uznał, że homoseksualiści mają swoje sklepy mięsne. Doktor Patryk Jaki politologiczny doktorat o więziennictwie obronił na uczelni wojskowej, a promotorem i recenzentem byli specjaliści od lotnictwa. W normalnych warunkach demokratycznych byliby w 4-5 szeregu politycznym, ale dzięki tej rewolucji lumpeninteligentów Kaczyński otworzył wrota piekieł i pozwolił zajmować najwyższe stanowiska państwowe takim właśnie osobom.

Klasycznym przykładem jest pani premier Szydło, która nadawała się co najwyżej na burmistrza Brzeszcz, a została premierem piątego najważniejszego kraju unijnego, nie mając pojęcia o polityce międzynarodowej, a jeszcze kilka lat temu mówiła, że Polska weszła do UE w 1992 roku.

Kaczyński zgotował nam taką właśnie lumpendemokrację, w której jak się ma kolorowe włosy, to się dostaje w łeb, jak się jest gejem, to można zostać pobitym, jak się głosuje na opozycję, to można być pozbawionym patriotyzmu, przyzwoitości itd.

To jest właśnie ten mechanizm, że ci lumpeninteligenci ośmielili normalnych lumpów i okazało się, że się skrzyknęli i w wyborach mają większość.


Zdjęcie główne: Marek Migalski, Fot. Uniwersytet Śląski

Reklama