Reklama

Pisowska falanga wprowadzająca Zełenskiego i Ukraińców na salony Unii Europejskiej? Niech się tak absurdalnej iluzji wystrzegają ze wszystkich sił. Dramat Ukraińców pisowscy funkcjonariusze traktują jak polityczne złoto, pozwalające im prezentować się jako najsprawiedliwsi ze sprawiedliwych. Lecz to przecież ci sami złoczyńcy, którzy demontują system sprawiedliwości i praworządności w rządzonym przez siebie kraju – pisze Janusz A. Majcherek

Połajanki Mateusza Morawieckiego kierowane pod adresem europejskich polityków za ich rzekomą opieszałość we wspieraniu Ukrainy i nakładaniu sankcji na Rosję nie pozostawiają wątpliwości, że dramat Ukraińców pisowscy funkcjonariusze traktują jak polityczne złoto, pozwalające im prezentować się jako najsprawiedliwsi ze sprawiedliwych. Lecz

to przecież ci sami złoczyńcy, którzy demontują system sprawiedliwości i praworządności w rządzonym przez siebie kraju.

Sojusz z takimi sprzymierzeńcami jest wysoce ryzykowny dla Ukraińców, bo grozi ściągnięciem na nich podejrzeń o podobne skłonności. Stanowisko Viktora Orbána i innych proputinowskich prawicowych populistów stwarza kontrast, na tle którego polscy antyputinowscy prawicowi populiści mogą wywoływać pozytywne wrażenie. Skutki tego mogą być jednak jak najgorsze dla Polaków, którzy pisowską władzę muszą znosić, dopóki nie będą w stanie jej odwołać.

Już po kijowskiej wyprawie Morawieckiego z Kaczyńskim odezwały się nieśmiałe ostrzeżenia pod adresem Zełenskiego, że zbyt blisko zadając się z takimi samozwańczymi sprzymierzeńcami naraża się na podejrzenia, iż jest im bliski także w poglądach, w tym na Unię Europejską, do której tak żarliwie aspiruje, a którą oni tak pogardzają.

Reklama

Życzliwi mu i Ukraińcom komentatorzy obawiali się, że w opiniotwórczych i decyzyjnych kręgach UE komplementy Zełenskiego pod adresem pisowskich władców Polski mogą zostać odczytane jako zapowiedź ich naśladowania

lub podążania z nimi pod rękę, czyli przysparzania Unii przez Ukrainę problemów, gdyby się do niej dostała. A to mogłoby osłabić i tak niepewną wolę jej przyjęcia.

Wszak Polska to państwo aktualnie karane przez unijne instytucje odmową przyznania wielomiliardowych środków finansowych z powodu łamania unijnych reguł praworządności. Ukraina będzie potrzebowała porównywalnego co do wielkości wsparcia dla odbudowy kraju po niszczycielskiej wojnie. Najmniejszy cień podejrzeń, że środki te mogą zostać zawłaszczone przez skorumpowanych polityków, jak na Węgrzech, lub posłużyć do budowy niepraworządnego państwa, jak w Polsce, może osłabić gotowość udzielenia takiego wsparcia przez unijnych polityków i urzędników.

Szczęśliwie dla Ukraińców – choć wygląda to paradoksalnie – proputinowskie nastawienie Orbána usuwa od Zełenskiego podejrzenia, że mógłby podążyć w jego ślady. Ohydna i żenująca deklaracja węgierskiego autokraty, zaliczającego Zełenskiego do swoich politycznych wrogów, dobrze zrobiła temu drugiemu, kompromitując tego pierwszego. Lepiej nie mieć takiego drania za sojusznika, lepiej niech ma go po swojej stronie Putin.

Ale komitywa ukraińskiego prezydenta z Dudą i Morawieckim może budzić obawy, że uważa ich za mentorów i przewodników.

Pisowska falanga wprowadzająca Zełenskiego i Ukraińców na salony Unii Europejskiej? Niech się tak absurdalnej iluzji wystrzegają ze wszystkich sił. Pisowscy władcy Polski są nie tylko z Unią Europejską i jej czołowymi politykami skłóceni, lecz coraz gorzej się do niej i do nich odnoszą, wykorzystując dramat Ukrainy do notorycznych na nich ataków propagandowych. Minister polskiego rządu domaga się zawieszenia wpłat składki członkowskiej do UE, co byłoby kolejnym krokiem w trwającym procesie wypisywania się z niej.

Lecz zaangażowanie w pomoc Ukrainie i Ukraińcom – zresztą bardziej ze strony polskich obywateli niż władz państwowych – może pisowskim politykom pomóc w naprawie wizerunku. Wobec agresji Putina naruszenia praworządności w Polsce mogą zostać zbagatelizowane. Tym bardziej, że proputinowskie nastawienie Orbána to właśnie jego czyni wyrzutkiem i skazuje na ostracyzm. Zatem ci, którzy naśladują Putina, jednocześnie go potępiając i nawołując do walki z nim, mogą zostać potraktowani lepiej niż ci, którzy go naśladują i odżegnują się od zwalczania go. Sztama PiS z Fideszem zostanie zapomniana lub zignorowana.

Jak najściślejsze zbliżenie z Zełenskim i Ukrainą jest więc dla Kaczyńskiego i PiS korzystne, zwłaszcza wizerunkowo. Dla Zełenskiego i Ukrainy zbliżenie z Dudą i PiS – wręcz przeciwnie.

Podobnie też dla Polaków wciąż marzących o przywróceniu w ich kraju praworządności, trójpodziału władz, kontroli konstytucyjnej, niezależności sądownictwa, bezpartyjnej służby cywilnej, pełni praw i swobód obywatelskich.

Jeśli pomoc i wsparcie udzielane Ukrainie i Ukraińcom przez Polaków uzna Unia Europejska za pretekst do odpuszczenia pisowskiej władzy jej notorycznych naruszeń europejskich standardów i reguł, sytuacja Polaków się pogorszy. Nawet jeśli niektórzy politycy opozycji uznają, że trzeba „dla dobra Polaków” wesprzeć pisowskie tricki z Izbą Dyscyplinarną, mające nakłonić Unię Europejską do odblokowania Polsce środków finansowych z Krajowego Planu Odbudowy.

Janusz A. Majcherek


Zdjęcie główne: Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki z wizytą w Kijowie, Fot. Flickr/President Of Ukraine, Public domain

Reklama