Reklama

Ten plan to plaster, ale niestety nie wyleczy żadnej rany – ocenia dla nas tarczę antyinflacyjną rządu była wiceminister finansów Izabela Leszczyna. I dodaje: – Prezes Glapiński od początku robi politykę partyjną. PiS zrozumiał, że inflacja jest groźna dla utrzymania władzy, wcale nie jest przejściowa, nie jest tylko podażowa i w zasadzie wymknęła się spod kontroli. Dziś Glapiński będzie chciał zrobić wszystko, aby pomóc rządowi, bo jeśli inflacja będzie zjadała ludziom pensje, to żaden rząd, nawet ten, utrzymujący się dzięki kłamstwom i propagandzie, tego nie wytrzyma. Dlatego mam nadzieję, że będą próbowali podejmować także racjonalne działania, przynoszące efekt długoterminowy

JUSTYNA KOĆ: Premier ogłosił pakiet antyinflacyjny, dzięki któremu benzyna może spaść nawet o 28-30 groszy. Prawda czy fałsz?

IZABELA LESZCZYNA: Prawda, że ogłosił, fałsz, że 30 groszy na litrze paliwa to taki cud-miód, który obniży inflację, tym bardziej, że nie chodzi tylko o paliwo, które tankujemy do swoich baków, ale o to, że samochodami dowożone są wszystkie towary, zatem cena benzyny wpływa też na ich cenę. No i pamiętajmy, że PiS chce obniżyć dwa podatki, które sam wprowadził – opłatę emisyjną i podatek handlowy, a przecież wprowadzając je, twierdzili, że to nie podniesie ceny. To jak teraz ma ją obniżyć?

To dobrze, że premier Morawiecki posłuchał wreszcie Donalda Tuska, szkoda, że niezbyt dokładnie,

bo premier mówił o obniżce VAT, którą trzeba wynegocjować z KE, ale do tego trzeba mieć dobre relacje, które niestety premier Morawiecki wraz z ekipą PiS-u zniszczył.

Reklama

Ten plan to plaster, ale niestety nie wyleczy żadnej rany.

Obniżona akcyza cen gazu, benzyny, zero akcyzy na energię, obniżka cen energii elektrycznej dla gospodarstw od stycznia do marca. To elementy tarczy antyinflacyjnej. Łączna wartość 10 mld zł oszczędności – przekonuje rząd. Prawda czy fałsz?
Po pierwsze, gdyby premier posłuchał Tuska i wynegocjował obniżenie VAT, to na litrze nie byłoby taniej 30 groszy, chociaż i to, jak mówiłam wcześniej, jest wątpliwe, a 1 zł 20 groszy.

Niższa akcyza i VAT za energię z 23 proc. na 8 proc. to jest jakiś pomysł, ale premier chce obniżyć VAT tylko na 3 miesiące i zakłada, że obniżka wejdzie od 1 stycznia. A inflacja w Polsce to skutek 6-letnich złych rządów i ma naprawdę głębokie przyczyny. To nie będzie inflacja krótkoterminowa, która skończy się za 3 miesiące, tymczasem zgodnie z pomysłem rządu, gdy inflacja będzie się utrzymywała wciąż na wysokim poziomie, a nawet jeszcze rosła, rząd znowu podniesie VAT na energię. To będzie impuls proinflacyjny. Takie działania mogą nie tylko nie pomóc, ale wręcz zaszkodzić.

Czy ja jako zwykły Kowalski odczuję wprowadzoną tarczę antyinflacyjną?
Nie sądzę, bo to, co robi rząd, jest po pierwsze za mało, po drugie za późno i w dodatku to leczenie objawów, a nie źródeł inflacji, czyli leczą skutki, a nie przyczyny. Zresztą wystarczy proste obliczenie, które pokaże, kto zyska, a kto straci.

Jeśli nawet uwierzymy, że dodatek osłonowy zostanie wypłacony i nie będzie takim samym oszustwem jak obietnice Sasina sprzed dwóch lat, to tzw. tarcza antyinflacyjna ma kosztować ok. 10 mld zł.

Tymczasem inflacja spowoduje, że z samego tylko podatku VAT w przyszłym roku wpłynie do budżetu ok. 10 mld zł więcej. A przecież inflacja spowoduje także wyższe wpływy z PIT i składek, bo będzie presja na wzrost wynagrodzeń. Rząd „zarobi” na inflacji dwa razy więcej, niż wyda na tarczę. Co to znaczy? Że wszyscy obywatele, także pani redaktor, stracą, a przede wszystkim stracą ci, którzy otrzymają dodatek osłonowy, bo inflacja zawsze najbardziej dotyka najbiedniejszych.

Oczywiście, że dziś – przy tak rozhulanej inflacji – trzeba leczyć też skutki. Bo w Polsce na wysoką inflację, wywołaną niemądrymi decyzjami rządu PiS, nałożyły się przyczyny zewnętrzne i teraz trzeba dać jakąś osłonę uboższym rodzinom, bo ludzie zimą nie mieliby pieniędzy na ogrzewanie. Jednak oprócz działań doraźnych równie ważne, a nawet ważniejsze, jest to, aby inflację naprawdę powstrzymać, także długoterminowo.

Co należy zrobić?
Rząd musi pilnie przygotować, we współpracy z NBP, strategię walki z inflacją.

Taką koordynację polityki fiskalnej, a więc tego, co robi rząd, i monetarnej, czyli tego, co robi bank centralny, ekonomiści nazywają policy mix.

A wierzy pani, że z prezesem Glapińskim można taki plan naprawczy przygotować?
Prezes Glapiński od początku robi politykę partyjną. PiS zrozumiał, że inflacja jest groźna dla utrzymania władzy, wcale nie jest przejściowa, nie jest tylko podażowa i w zasadzie wymknęła się spod kontroli. Dziś Glapiński będzie chciał zrobić wszystko, aby pomóc rządowi, bo jeśli inflacja będzie zjadała ludziom pensje, to żaden rząd, nawet ten utrzymujący się dzięki kłamstwom i propagandzie, tego nie wytrzyma. Dlatego mam nadzieję, że będą próbowali podejmować także racjonalne działania, przynoszące efekt długoterminowy, choć nie jestem tu szczególną optymistką, bo decyzjami PiS-u w każdej dziedzinie rządzi jednak PR. A więc współpraca polityki fiskalnej i monetarnej, to po pierwsze.

Po drugie, bardzo ważne jest to, żeby wykonać rekomendacje UE, bo potrzebujemy pieniędzy z KPO. Rząd musi zlikwidować Izbę Dyscyplinarną, inaczej tych pieniędzy nie dostaniemy. A inwestorzy także widzą przecież, że w Polsce nie przestrzega się prawa, bo wyroki TSUE, Trybunału Praw Człowieka nie są respektowane. Poziom inwestycji od początku rządów PiS znacząco spadł, eksperci mówią nawet o zapaści w inwestycjach, dalszy spadek to dalsze osłabienie złotówki, co z kolei oznacza droższy import, czyli znowu podbijanie inflacji. Konflikt z Unią to także groźba uruchomienia mechanizmu warunkowości wobec Polski. Zakończenie tego sporu byłoby prawdziwym działaniem antyinflacyjnym!

Po trzecie, trzeba na poważnie zająć się transformacją energetyczną. Jak się zniszczyło wiatraki, to nie można teraz niszczyć fotowoltaiki. Trzeba spowodować, aby opłacało się zakładanie paneli nie tylko na domkach jednorodzinnych, ale także na blokach, w spółdzielniach, zakładach pracy, przedsiębiorstwach. Poprawa miksu energetycznego, czyli zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii, to jest kolejne prawdziwe działanie antyinflacyjne!

Trzeba też dogadać się z Czechami, abyśmy nie płacili horrendalnych kar za Turów, bo jeśli spółki energetyczne zapłacą kary, to zobaczymy je przecież na swoich fakturach za prąd. To kwestia, którą trzeba szybko załatwić.

I chyba najważniejsze. Trzeba powstrzymać wprowadzenie wyższych podatków dla przedsiębiorców, a takie przewiduje Polski Ład. Trzeba odłożyć wprowadzenie przepisów podnoszących podatki na rok. Jeżeli w styczniu, kiedy będziemy mieli wzrost cen energii dla gospodarstw o 20 proc., a dla firm i samorządów jeszcze więcej, rząd nałoży na to wzrost podatków z tego tzw. Ładu, to ceny jeszcze bardziej pójdą w górę. Zresztą na komisji finansów, która odbyła się na wniosek klubu Koalicji Obywatelskiej i PSL, na której pytaliśmy właśnie o działania antyinflacyjne rządu i NBP, minister finansów przyznał, że w krótkiej perspektywie wprowadzenie Polskiego Ładu jest impulsem proinflacyjnym. To głupota wprowadzać takie zmiany w czasie najwyższej od 20 lat inflacji!

Ostatnią kwestią, ale znowu pierwszorzędną, jest zadbanie o stabilne otoczenie prawne dla biznesu, co jest niezbędne, aby zwalczyć przyczyny inflacji.

Premier o kłopoty z inflacją i drożyzną oskarżył Gazprom z jednej strony i KE z drugiej; chodzi o opłaty za CO2. Kilka razy też padło nazwisko Donalda Tuska, że za jego czasów było gorzej. Pani była wiceministrem finansów wówczas, zatem jak pani to ocenia?
To wstyd, że premier polskiego rządu opowiada takie głupoty.

To, że podrzędni politycy, żeby zwrócić na siebie uwagę, mówią, że wszystko jest winą Tuska, to polityczny folklor, do którego przywykliśmy, ale premier kraju wygadujący takie brednie to wstyd.

Przede wszystkim pakiet energetyczno-klimatyczny, czyli przepisy zmierzające do osiągnięcia celów w walce ze zmianami klimatu, zatwierdzono na szczycie Unii w marcu 2007 r., czyli zrobił to premier Jarosław Kaczyński podczas prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Cała reszta to tylko konsekwencje tej decyzji.

Ale jeśli dzisiaj ktoś myśli, że kupowanie rosyjskiego węgla i utrzymywanie nierentownych kopalni spowoduje, że energia elektryczna będzie tańsza, to znaczy, że nie rozumie świata i nie zna się na energetyce.

I wreszcie, jeśli premier myśli, że Polacy chcą żyć w zatrutym środowisku i oddychać najbardziej zanieczyszczonym w UE powietrzem, od którego co roku umiera prawie 50 tysięcy naszych rodaczek i rodaków, to niech lepiej poda się do dymisji, bo okazuje się, że za nic ma życie obywateli swojego kraju nie tylko podczas pandemii, ale w ogóle.


Zdjęcie główne: Izabela Leszczyna, Fot. ARWC

Reklama