Reklama

Czy procedura HEAD została złamana podczas powrotu polskiej delegacji z Londynu? Co to za instrukcja i czy rzeczywiście warto jej przestrzegać? Wielogłos ze strony rządu trwa w tej sprawie od kilku dni. Szefowa KPRM mówi o “cywilnej” instrukcji HEAD, wiceminister Kownacki tłumaczy jej słowa jako “pomyłkę”, a rzecznik rządu kwituje, że jest tajna, cywilna instrukcja HEAD, utajnił ją jeszcze poprzedni rząd. Jedną z osób tworzących instrukcję HEAD po katastrofie smoleńskiej był gen. Stanisław Koziej jako szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Justyna Koć: Od kilku dni znowu głośno o instrukcji HEAD. Co to takiego?
Gen. Stanisław Koziej: Po katastrofie smoleńskiej powstał specjalny raport dotyczący bezpieczeństwa osób o statusie VIP, który został przyjęty przez Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Stanowił on podstawę do przygotowania porozumienia między kancelariami prezydenta, premiera i marszałków Sejmu i Senatu z udziałem przedstawicieli MON i BOR. To porozumienie z kolei stanowiło ramy wspólnego działania, zostały tam też określone ramy, kto z kim nie może latać, aby nie naruszać zasady ciągłości kierowania państwem. Konsekwencją porozumienia było przygotowanie instrukcji HEAD, która dotyczyła transportu VIP-ów. Wszystkie te dokumenty są dokumentami jawnymi. Instrukcja HEAD mówi między innymi, kto z kim i w jakiej konfiguracji może lub nie może znaleźć się na pokładzie  jednego samolotu. Wyklucza się jednoczesną obecność prezydenta i premiera, prezydenta i marszałka Sejmu, premiera i pierwszego wicepremiera, członków połowy rządu.

Czy wobec tego przepisy zostały złamane?
Jeżeli chodzi o obecność na pokładzie, to instrukcja mówi jasno, że nie może lecieć premier i wicepremier. Pytanie oczywiście w tej sprawie jest takie, kto jest pierwszym wicepremierem – chyba nie ma takiej formalnej funkcji, więc ja nie jestem w stanie stwierdzić, czy ten przepis został złamany, czy nie. Natomiast jeżeli idzie o inne przepisy, np. ten mówiący o zgłoszeniu na 24 godziny przed wylotem osób biorących w nim udział, mam wątpliwości. Według doniesień, niektóre osoby zostały doraźnie zaproszone na pokład, nie ma więc mowy o zgłaszaniu wcześniej.

Reklama

Skoro procedura i tak nie jest przestrzegana, to może nie warto zawracać sobie nią głowy? Dlaczego procedura HEAD jest ważna?
Bo ważne, a wręcz kluczowe jest zapewnienie ciągłości państwa, np. nie może lecieć premier z prezydentem, bo stanowią władzę wykonawczą w państwie. Marszałek z prezydentem, bo ten pierwszy zastępuje drugiego. Zasady są tak przemyślane, aby był czas odpowiedni do sprawdzenia, kto ma być na pokładzie z kim. Wszystko po to, aby nie powtórzyła się tragedia ze Smoleńska. Po to też jest potrzeby czas, aby BOR mógł dokonać sprawdzeń i przygotowań.

Czy za złamanie procedury HEAD ktoś powinien ponieść konsekwencje?
Za łamanie przepisów jest odpowiedzialność urzędnicza, jak za każde złamanie przepisów. Jeżeli złamano prawo politycznie, to odpowiedzialność polityczna; jeżeli urzędnicza, to w grę wchodzi prokurator. Proszę pamiętać, że zagrożenie ciągłości kierowania państwem również jest łamaniem przepisów.

Rzecznik rządu mówił  o niejawnej części umowy, wedle której przepisy nie zostały złamane.
Być może są tajne załączniki do umowy między firmą, która dysponuje samolotami, a użytkownikiem, czyli władzami politycznymi. Jednak te tajne porozumienia nie mogą dotyczyć zasad przewozu najważniejszych osób w państwie. Tam mogą być porozumienia techniczne dotyczące kosztów, tak jak tajemnica handlowa. Na pewno jeżeli jest tajny załącznik, to nie może dotyczyć zachowania ciągłości kierowania państwem.

Czego nauczy nas historia z powrotem delegacji z Londynu? Czy wnioskiem będzie przestrzeganie procedur, czy może ograniczenie liczby dziennikarzy podczas delegacji rządowych?
Bardzo dobrze, że dziennikarze patrzą a na to, co robi władza, bo od tego są w demokratycznym państwie. Mądra władza powinna to wykorzystywać jako narzędzie doskonalenia i usuwania usterek czy błędów. Tu można spodziewać się spektakularnych posunięć mających zatuszować całą sprawę, rozmydlić krytykę dziennikarzy. Mam nadzieje, że jednak  zostaną wyciągnięte wnioski z pożytkiem dla państwa.


Zdjęcie główne: generał Stanisław Koziej, autor Grzegorz Gołębiowski, źródło Wikimedia Commons, licencja Creative Commons

Zapisz

Reklama