Reklama

Kiedyś Kaczyński zadał pytanie (retoryczne) dotyczące Marka Jurka, gdy ten przeszkadzał mu rządzić: „idiota czy agent?”. To samo pytanie wypada dzisiaj sformułować pod adresem Kaczyńskiego. Czy człowiek, który skonfliktował Polskę ze wszystkimi zachodnimi sojusznikami – Ameryką, Unią Europejską oraz Izraelem – jest idiotą czy agentem? Żeby nie było wątpliwości, ja Kaczyńskiego za idiotę nie uważam – pisze Cezary Michalski

Od ubiegłego tygodnia jesteśmy już twardo skonfliktowani z wszystkimi trzema ośrodkami zachodniej, demokratycznej, liberalnej polityki.

Brukseli (czyli Unii Europejskiej) Mateusz Morawiecki, będący jak zawsze posłuszną kukiełką Kaczyńskiego, odpowiedział, że nie przyjmuje do wiadomości orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE i będzie dalej niszczył w Polsce niezawisłe sądy i niezawisłych sędziów.

Waszyngtonowi Kaczyński odpowiedział lepiąc w Sejmie śmieciową koalicję, która uchwaliła prawo mające wyrzucić z Polski największego amerykańskiego inwestora w naszym kraju, czyli Discovery będące właścicielem telewizji TVN.

Reklama

Odpowiedź Morawieckiego Brukseli może nas kosztować od kilkuset tysięcy do kilku milionów euro dziennie. Gdyby rząd PiS tej kary (z polskiego budżetu) nie zapłacił, będzie ona potrącana z pieniędzy unijnych przeznaczonych dla Polski.

Naturalną odpowiedzą Kaczyńskiego (jeśli sam na to nie wpadnie, zmusi go do tego Ziobro, Lisicki, Ziemkiewicz i cała reszta Putinowskiej orkiestry wyprowadzającej Polskę z Unii dla Kremla), będzie niewpłacenie części lub całej polskiej składki do budżetu UE. A to jest początek licytacji prowadzącej wprost do polexitu.

Izraelowi Andrzej Duda (będący podobnie jak Morawiecki posłuszną kukiełką Kaczyńskiego) odpowiedział podpisując ustawę dotyczącą przejęcia mienia ofiar Holocaustu. Izrael – gdzie wpływ na władzę mają akurat tacy sami populistyczni narodowcy jak PiS, więc negocjacji nie ma żadnych, z żadnej ze stron, są tylko wzajemne wyzwiska – w odpowiedzi na ten gest „suwerennej PiS-owskiej polityki” obniżył rangę stosunków dyplomatycznych z Polską.

Wycofując z Polski ambasadora i prosząc polskiego ambasadora, Marka Magierowskiego (na swoje nieszczęście poznałem go kiedyś jako dziennikarza, więc wiem, że jest on absolutnym przeciwieństwem dyplomaty), żeby „nie wracał z urlopu do Izraela”. W dniu, kiedy zachodnie stolice wysyłały samoloty, żeby ratować z Kabulu swoich obywateli i najbardziej zagrożonych afgańskich współpracowników, Mateusz Morawiecki przemówił do Polaków informując ich, że wyśle rządowy samolot, żeby wywieźć z Izraela dzieci Magierowskiego, bo zagraża im „atmosfera nienawiści, jaka zapanowała w Izraelu”.

Ostatecznie dzieci Magierowskiego przyleciały do Polski lotem rejsowym, bo wbrew hucpie, jaką próbował urządzić nasz wytrawny PR-owiec Mateusz Morawiecki (czemu nie użył do ewakuacji dzieci Magierowskiego Chucka Norrisa?), Tel Awiw nie przypomina Kabulu w żadnym dającym się wyobrazić aspekcie.

Sprawy własnościowe można było rozwiązywać w trudnym, ale jednak dialogu z Izraelem, jednak Kaczyński, Morawiecki i Duda postanowili zagrać prostym antysemityzmem („Żydzi chcą polskiej własności, a my Żydom polskiej własności nie damy”). Zrobili tak choćby dlatego, że gdyby sami tak nie zagrali, zagrałby za nich Zbigniew Ziobro albo Konfederaci.

Jedyne stolice, z którymi w ubiegłym tygodniu Kaczyński i jego ludzie nie spowodowali jakiegoś barwnego konfliktu, to oczywiście Moskwa i Pekin. Zawsze w takim kontekście rozbrzmiewa człowiekowi w głowie słynne pytanie, jakie sam Jarosław Kaczyński sformułował kiedyś pod adresem Marka Jurka, kiedy Marek Jurek w 2007 roku przeszkadzał mu rządzić żądając wpisania do polskiej konstytucji ochrony życia od poczęcia do śmierci (Kaczyński ostatnio zrealizował wniosek Jurka, ale w sytuacji, kiedy politycznie opłacało się to jemu, a nie Jurkowi).

Pytanie (retoryczne) Kaczyńskiego dotyczące Jurka brzmiało: „idiota czy agent?”. To samo pytanie wypada dzisiaj sformułować pod adresem Kaczyńskiego. Czy człowiek, który skonfliktował Polskę ze wszystkimi zachodnimi sojusznikami – Ameryką, Unią Europejską oraz Izraelem – jest idiotą czy agentem? Żeby nie było wątpliwości, ja Kaczyńskiego za idiotę nie uważam.

Istnieje oczywiście trzecia odpowiedź: nie idiota, nie agent, ale fanatyk. Ale wówczas należałoby się zastanowić, czego fanatykiem jest właściwie Jarosław Kaczyński, jakiej idei?

Na pewno nie polskiego patriotyzmu, gdyż odcinając nas od wszystkich sojuszników, wystawia Polskę na ogromne polityczne i geopolityczne ryzyko. Na pewno nie katolicyzmu, gdyż używa go czysto instrumentalnie. Nawet obrońcę pedofilów czy geja w sutannie lub biskupiej mitrze, byleby tylko ten obrońca pedofilów modlił się publicznie za niego i PiS, będzie osłaniał służbami i wspierał publicznymi pieniędzmi. Zatem treść tzw. wiary jest mu całkowicie obojętna.

Kaczyński jest fanatykiem własnej, osobistej władzy. To jest jego idea, za nią Polacy mają płacić. Np. potwierdzenie przez radnych PiS antygejowskiej deklaracji małopolskiego sejmiku będzie kosztowało Polaków miliardy złotych (przysługujących Małopolsce z bieżącego i przyszłego budżetu UE, których jednak Małopolska w wyniku deklaracji PiS skierowanej przeciwko obyczajowej mniejszości wybranej przez Kaczyńskiego jako obiekt nienawiści z cynicznych politycznych powodów nie dostanie).

Podobnie będzie w przypadku kar za niedostosowanie się rządu PiS do orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE. Gdyby Mateusz Morawiecki zapłacił jakąś część tych pieniędzy z własnej kieszeni lub z kieszeni swojej żony (tak, wiem, że mają rozdzielność majątkową, ale może honor Pana Premiera…). Gdyby Obajtek użył swoich prywatnych pieniędzy (np. sprzedając którąś ze swoich licznych nieruchomości), aby kupić dla Kaczyńskiego lokalne gazety. Gdyby wreszcie sam Jarosław Kaczyński wysupłał pieniądze własne albo z majątku spółki Srebrna, żeby pokryć koszty swojej polityki międzynarodowej albo swoich pseudogierkowskich inwestycji w Ostrołęce czy na Mierzei Wiślanej.

Niestety, oni wszyscy za swoją pychę, za swoją nieudolność, płacą pieniędzmi z naszych kieszeni, z naszych podatków, naszymi pieniędzmi. Robią tak dlatego, bo mogą. Nie dlatego, że po ich stronie jest prawo, ale dlatego, że po ich stronie jest siła.

A siłę mają dlatego, że rządzą. A rządzą nie dlatego, że popiera ich większość Polaków, ale dlatego, że ich przeciwnicy nie zdołali stworzyć politycznej, partyjnej albo międzypartyjnej koalicji, która mogłaby im tę władzę odebrać, tak jak odebrała im np. większość w Senacie.

Cezary Michalski
Autor jest publicystą tygodnika „Newsweek”


Zdjęcie główne: Andrzej Duda, Jarosław Kaczyński, Mateusz Morawiecki, Fot. Flickr/KPRM/Krystian Maj, licencja Creative Commons

Reklama