Reklama

W tej kampanii walczą Trzaskowski z Kaczyńskim, w ogóle zabrakło w niej miejsca na Dudę – pisze Cezary Michalski. Kiedy Jarosław Kaczyński pisze list, w którym obiecuje bronić Polaków przed patologiami, jakie rzekomo reprezentuje Rafał Trzaskowski, to pierwszym pytaniem, jakie przychodzi na myśl czytelnikowi tego listu – obojętnie, czy ma on poglądy bardziej lewicowe, czy bardziej prawicowe, bardziej liberalne, czy bardziej konserwatywne – jest pytanie: jak obronić Polaków przed patologiami Jarosława Kaczyńskiego?

Kluczowymi bohaterami tegorocznej kampanii prezydenckiej coraz wyraźniej stają się Rafał Trzaskowski i Jarosław Kaczyński. O Kaczyńskim można powiedzieć wiele, ale nie to, że jest czyjąś marionetką, to raczej on lubi pociągać za sznurki. Także Trzaskowskiego nikt nie może nazwać marionetką Budki czy Tuska. Najpierw wygrana przez niego brutalna kampania warszawska, a w teraz reprezentowanie zarówno PO i KO, jak też całego zagrożonego przez PiS polskiego samorządu (to dzięki pomocy samorządowców Trzaskowski mógł podjąć z PiS-em walkę o małe i średnie miasta) – dały mu pozycję suwerenną i przekraczającą prosty podział na PiS i PO.

Tymczasem obły Duda z każdym dniem tej kampanii schodzi na dalszy plan. Przez twardy elektorat prawicy jest pogardzany.

Przede wszystkim za ustawki – tę z „wahaniem się” w sprawie sądów, a później tę z „wahaniem się” w sprawie 2 miliardów na telewizję Kurskiego. W każdej z tych ustawek Duda usiłował grać polityka miększego i sympatyczniejszego od Kaczyńskiego, podczas gdy w rzeczywistości był od Kaczyńskiego jedynie bardziej tchórzliwy.

Z kolei wyborcy zdystansowani do PiS, nawet ci po prawej stronie, mają Dudzie za złe, że ostatecznie zawsze okazywał się notariuszem i podnóżkiem Prezesa (raz nawet próbował w swoim słynnym przykucu zostać podnóżkiem Donalda Trumpa). Ostatnim kampanijnym hitem stało się zaskakująco szczere stwierdzenie jednego z polityków Konfederacji, Jacka Wilka, który powiedział, że jeśli ich kandydat nie wejdzie do drugiej tury, to „trzeba będzie zagryźć zęby, przekreślić obecnego prezydenta i zagłosować na Rafała Trzaskowskiego, bo tylko on może dyktaturę Kaczyńskiego zawetować”.

Reklama

Oczywiście Andrzej Duda jako formalny kandydat Prezesa jeździ po kraju i z rozpędu ogłasza wciąż nowe obietnice „darów”. Ale nawet „obdarowani” wiedzą, że wszystkie decyzje, a nawet pomysły dotyczące tych „darów” są autorstwa Jarosława Kaczyńskiego.

Tak samo jak Kaczyński wymyślił i napisał dla Dudy „Kartę Rodziny”, za pomocą której chciałby cynicznie wciągnąć do kampanii prezydenckiej cały polski Kościół, a nie tylko Kościół Rydzyka, któremu z publicznej kasy obficie płaci za polityczne poparcie.

Kolejną w tej kampanii wymianą ciosów pomiędzy Kaczyńskim i Trzaskowskim była wymiana listów. Co zabawne, obaj napisali do członków Prawa i Sprawiedliwości. Jarosław Kaczyński szczuje ich na wszystkich, którzy nie są z PiS-u. I straszy Trzaskowskim jako „zagorzałym zwolennikiem ideologii LGBT”, którego zwycięstwo ściągnie na Polskę „kryzys moralny”. Rafał Trzaskowski przypomina im, że obojętnie – u władzy czy w opozycji – wciąż będą mieszkali w tej samej wspólnej Polsce, której nie warto niszczyć czy traktować jako „obce kondominium”, bez względu na to, jaka partia w niej akurat rządzi.

Chodząca patologia uczy moralności

Jarosław Kaczyński pouczający Rafała Trzaskowskiego, jak powinna wyglądać normalna rodzina, próbujący obciążyć męża i ojca dwojga udanych dzieci odpowiedzialnością za wszelkie obyczajowe patologie współczesnego świata – to już nawet nie jest groteska, to zwyczajna bezczelność. Prezes PiS jest chodzącą patologią – w polityce, w biznesie, w swoim skomplikowanym życiu psychicznym. Jego autorskim modelem biznesowym jest spółka Srebrna, partyjne uwłaszczenie według najbardziej radykalnie stosowanego wzorca TKM (Teraz, K…, My!), a także budowany pod rządami PiS najbardziej patologiczny kapitalizm rodzinno-państwowy.

W walce o władzę Kaczyński jest gotów iść z każdym, a później zlikwidować każdego.

Przeciwko swoim przeciwnikom używa broni dostarczanej mu przez najniebezpieczniejszych przeciwników Polski, tak jak z pełną premedytacją i wiedzą użył taśm dostarczonych mu przez importera Putinowskiego węgla. Jego absolutny brak empatii i skłonność do manipulowania ludźmi graniczą z kliniczną psychozą. Nawet tragiczną śmierć brata totalnie wyeksploatował na użytek walki o władzę.

Ktoś taki może w polityce liczyć na ludzi naprawdę najgorszych. Po stronie sędziów na Przyłębską, Piebiaka, Zaradkiewicza czy wyjątkowo pokręconych prawników z Ordo Iuris. A po stronie Kościoła na Rydzyka, Jędraszewskiego, Sławoja-Głódzia, Janiaka, Szkodonia… Czyli na ludzi, którzy albo sami są uwikłani w najgorsze patologie, albo najgorsze patologie osłaniają i chronią.

Właśnie takich ludzi zbiera dziś wokół siebie Kaczyński. Osłania ich, pomaga im awansować w polskim Kościele, w polskim sądownictwie, w polskiej gospodarce.

Kiedy zatem Jarosław Kaczyński pisze list, w którym obiecuje bronić Polaków przed patologiami, jakie rzekomo reprezentuje Rafał Trzaskowski, to pierwszym pytaniem, jakie przychodzi na myśl czytelnikowi tego listu – obojętnie, czy ma on poglądy bardziej lewicowe, czy bardziej prawicowe, bardziej liberalne czy bardziej konserwatywne – jest pytanie: jak obronić Polaków przed patologiami Jarosława Kaczyńskiego?

Cezary Michalski
Autor jest publicystą tygodnika „Newsweek”


Zdjęcie główne: Rafał Trzaskowski, Fot. Flickr/PO

Reklama