Reklama

PiS nie lubi demokracji i inaczej ją rozumie, niż większość z nas. Myśli, że wszędzie może decydować i zagrabiać w sposób bezwzględny – tak działo się przecież z Trybunałem Konstytucyjnym, tak dzieje się z Sądem Najwyższym, próbuje to samo w sądownictwie i to samo jest w mediach. To bardzo smutne kolejne potwierdzenie tego, co PiS wyczynia z demokracja, w tym przypadku z radiem – mówi nam Tomasz Zimoch, poseł Koalicji Obywatelskiej, wcześniej wieloletni dziennikarz Polskiego Radia. Rozmawiamy nie tylko o polityce, ale też o ostatnich wydarzeniach w radiowej Trójce i zachowaniu szefostwa radia. – To jest przykład pogłębionej i poszerzonej głupoty, tym bardziej, że ciągle zmieniają zdanie. Najpierw piosenka była nielegalna, potem już była legalna, ale sfałszowano głosowanie, potem różne inne dziwne dodatkowe tłumaczenia. To naprawdę żenujące – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: Czy wydarzenia z Trójki i ocenzurowanie numeru Kazika to państwo PiS w soczewce?

TOMASZ ZIMOCH: To nie ulega wątpliwości. Niestety to kolejny przykład, jak PiS wkracza w nasze państwo, czyli w każdą sferę naszego życia. PiS nie lubi demokracji i inaczej ją rozumie, niż większość z nas. Myśli, że wszędzie może decydować i zagrabiać w sposób bezwzględny – tak działo się przecież z Trybunałem Konstytucyjnym, tak dzieje się z Sądem Najwyższym, próbuje to samo w sądownictwie i to samo jest w mediach. To bardzo smutne kolejne potwierdzenie tego, co PiS wyczynia z demokracją, w tym przypadku z radiem.

Pan sam odszedł 4 lata temu z Polskiego Radia, wielu na to się nie zdobyło, chociaż media publiczne zostały zniszczone i przejęte 5 lat temu. Przez te lata wiele nagannych czy wręcz niedopuszczalnych rzeczy się w nich działo, jednak wielu udawało, że tego nie widzi. Teraz nagle stają w obronie wartości wolnych mediów. Nie czuje pan niesmaku?
Trudne pytanie i bardzo trudna odpowiedź, bo nie chciałbym nikogo urazić.

Reklama

Prawdą jest, że niektórzy dziennikarze akceptowali i nadal akceptują to, co się dzieje, to ich osobista sprawa.

Ja patrzę na to trochę inaczej, bo wiem, że poza moim ukochanym radiem istnieje życie, ale przyznać muszę, że coś jest na rzeczy. Pani premier Emilewicz nagle pisze list w sprawie tego, co się stało, a nie napisała nigdy listu w sprawie tego, co dzieje się w TVP Info, nie napisała listu i nie sprzeciwiła się chociażby atakom na Pawła Adamowicza. Nie napisała listu protestującego przed zdjęciem jednego z widowisk teatralnych w telewizji publicznej. Można się nad tym zastanowić tak samo, jak nad tym, dlaczego aktorzy nadal występują w telewizji. Dlaczego nikomu nie przeszkadza ten język wykręcania rzeczywistości, którym posługuje się PiS? Wiele takich pytań można dziś stawiać. Ktoś słusznie zauważył, że może warto pytać, dlaczego wcześniej nie reagowali wykonawcy, którzy dziś protestują i nie chcą, aby ich utwory były grane w Trójce. To trudna i osobista sprawa każdej z tych osób.

Nie chciałbym też iść w stronę narracji PiS-u. To oni próbują wmawiać nam, że to dopiero teraz, że wcześniej było dobrze i nikomu nie przeszkadzało, co się dzieje.

Dziś przypomniałem sobie wywiad, którego udzieliłem 4 lata temu, i tezy, które w nim zawarłem, są ciągle aktualne. Nic się nie zmieniło. Jestem ciekawy, jak czują się członkowie Komisji Etyki radia, na którą byłem wzywany 4 lata temu. Przecież oni tak samo się wtedy zachowywali, jak dziś dyrektor Programu Trzeciego Polskiego Radia. Dla mediów to czas piekielnie trudny i dzisiaj to chyba ostatnia szansa, aby coś zmienić. Niektórzy mówią mi, że jestem utopistą, ale sądzę, że to ostatnia szansa, aby powiedzieć politykom – dość was w mediach publicznych. Oddajmy władzę dziennikarzom, to nie jest trudne. Jest wielu mądrych dziennikarzy i to niech oni decydują, kto ma kierować antenami.

To, co zrobili politycy, to zniszczenie dobra narodowego i mówię to bez względu na to, kto w przyszłości będzie sprawował władzę, dla mediów to nie powinno mieć znaczenia. Jako poseł będę namawiał wszystkich do tego, myślę o inicjatywie ustawodawczej, aby w tym kierunku prowadzić prace.

Rafał Trzaskowski, kandydat na prezydenta KO, zapowiedział „rozliczenie” się z TVP Info i „Wiadomościami”. Komentatorzy, nawet liberalni, podzielili się na tych, którzy mówią, że politykowi nie wypada tak mówić, i na tych, którzy komentują, że wreszcie ktoś powiedział prawdę i ma rację. Po której jest pan stronie?
Ja zrozumiałem trochę inaczej tę wypowiedź. Rafał Trzaskowski zdecydowanie powiedział, że nie pozwoli w czasie kampanii traktować siebie jak worka treningowego dla TVP. A tak właśnie TVP Info traktowało kandydatkę KO Małgorzatę Kidawa-Błońską. Ja zrozumiałem tę wypowiedź jako – cieszę się, że będę mógł z wami rozmawiać przez ten najbliższy czas i pokazywać wasze manipulacje. Z drugiej strony ci, co się tak bulwersują i obrażają, skoro tak rozumieją tę wypowiedź, niech powiedzą jasno, czy chcą zmian w TVP, czy nie. Niech powiedzą, jak wyobrażają sobie zmiany w TVP Info, na jakiej zasadzie, bez chowania głowy w piasek.

Jestem ciekaw, jak będą wyglądały konferencje z udziałem Rafała Trzaskowskiego, jest mocno osadzony w dzisiejszych realiach, bo wiele przeżył w poprzednich kampaniach i na pewno da sobie z tym radę.

Dlaczego doszło w Trójce do tego, co się stało? Był przykaz z góry czy to nadgorliwość?
Sądzę, że to typowy przykład działania aparatczyka i cenzora jednocześnie. Typowy przykład osoby, która się wszystkiego boi, to przykład słabości i małości ludzi, którym powierzono stanowiska kierownicze. To strach, bo być może to, że ten utwór zajmuje pierwsze miejsce, kogoś dotknie, obrazi. To strach o własny tyłek i własny stołek. To też przykład głupoty i przyznam, że brakuje mi słów, jak to jeszcze nazywać.

Słyszał pan numer Kazika?
Oczywiście, choć przyznam, że dopiero teraz go posłuchałem. Wcześniej znałem sens i słyszałem omówienie tekstu. Dziś słucham nawet kilka razy dziennie i myślę, że wiele osób to robi.

A jak odbiera pan tłumaczenie dyrekcji radia, że głosowanie zostało sfałszowane?
To jest przykład pogłębionej i poszerzonej głupoty, tym bardziej, że ciągle zmieniają zdanie.

Najpierw piosenka była nielegalna, potem już była legalna, ale sfałszowano głosowanie, potem różne inne dziwne dodatkowe tłumaczenia. To naprawdę żenujące.

Ciekawy jestem, dlaczego dyrektor Kowalczewski i pani prezes nie badali, czy inne utwory, które były na pierwszym miejscu, nie zostały sfałszowane w poprzednich miesiącach, latach. A co z utworami angielskimi? Być może też warto je badać, czy nie zmartwią najważniejszej osoby w tym kraju, czyli prezesa.

Czy ten tekst utworu może być rzeczywiście groźny dla władzy?
Jak widać, może. Ciekawe, że największym cenzorem jest pan premier Morawiecki, którzy tłumaczył tę piosenkę zupełnie inaczej, niż pani wicepremier Emilewicz czy pan Gliński.

Premier chyba nie zrozumiał, o co w niej chodzi, bo w swoim wpisie zaznaczył, że każdy ma prawo obchodzić rocznice katastrofy smoleńskiej, a przecież nie o to chodzi.

W piosence mowa o tym, że jak już obchodzimy, to dobrze, aby każdy miał ten sam dostęp do grobów najbliższych, aby cmentarzy nie otwierano w czasach pandemii tylko dla wybrańców, bez względu, kim są. To nie była piosenka polityczna, ale taką się stała.


Zdjęcie główne: Dyktando zimowe z Tomaszem Zimochem, 15 grudnia 2015, Fot. Flickr/University of Lodz

Reklama